Martin Schulz: Pora, żeby Polska dołączyła do przymierza Francji i Niemiec

Martin Schulz, przewodniczący Parlamentu Europejskiego
Polska powinna jak najszybciej wprowadzić euro - pisze szef europarlamentu w ekskluzywnym tekście dla "Polski"

Przełom roku to czas podsumowań. Światła na choince, sztuczne ognie rozświetlające niebo w noc sylwestrową, sprawiają, że na moment zapominamy o problemach codzienności. To czas refleksji nad tym, co wydarzyło się w ostatnich 12 miesiącach i co nas czeka w roku nadchodzącym. Rok 2012 był jednym z najtrudniejszych w historii Unii Europejskiej. Recesja i rosnące bezrobocie wywołały ostre podziały, budząc duchy narodowych egoizmów. Jednocześnie Pokojowa Nagroda Nobla dla UE przypomniała, jak wiele Europa i świat zawdzięczają Unii. Zapominając na chwilę o codziennej bieganinie, zastanówmy się nad tym, co jest rzeczywiście ważne w Europie.

System odpornościowy UE

Po II wojnie światowej Europa była w gruzach. Rozpętana przez Niemcy wojna spustoszyła kontynent, pozostawiając 60 milionów ofiar śmiertelnych, w tym 19 milionów cywilów i sześć milionów europejskich Żydów. Pozostały ruiny miast, zdewastowane krajobrazy, gruzy i popiół. Jednak to, co nastąpiło później, zadziwia do dziś. 60 lat pokoju na naszym kontynencie, który w ubiegłych stuleciach nie zaznał chyba jednego dnia bez bitew i mordowania ludzi. Pokój nie jest zapisany w DNA Europejczyków. Norweski Komitet Noblowski w uzasadnieniu Pokojowej Nagrody Nobla dla UE nazwał ją "systemem odporności na wojny". Ów "system odpornościowy" to metoda wspólnego podejmowania decyzji, zapoczątkowana utworzeniem Wspólnoty Węgla i Stali w latach 50., tego prototypu UE. Przyjęcie jej wymagało odwagi i myślenia długoterminowego. Jednak było jednym z najgenialniejszych posunięć w historii Europy i świata.

Lata powojenne nie były okresem patosu. Przeważało przekonanie o konieczności działań pragmatycznych. Rodziła się świadomość, że jeżeli na kontynencie ma zapanować trwały pokój, to należy Niemcom umożliwić stworzenie własnej demokracji. Mimo popełnionych przez nich okropności, należało pozwolić Niemcom na powrót z podniesioną głową do rodziny demokratycznych narodów. Propozycja budowy europejskiej wspólnoty, jaką zaproponował Robert Schuman, była historycznym przeciwieństwem traktatu wersalskiego Georges'a Clemen-ceau: nie na kolana, bo jesteście winni, lecz przyjmijcie na siebie odpowiedzialność, a my podamy wam dłoń ku pokojowi.

Dziś słabo już pamiętamy ówczesne znaczenie tych wydarzeń. Charles de Gaulle, Robert Schuman, Paul-Henri Spaak, Alcide de Gaspari, Joseph Bech i Johan Willem Beyen musieli wytłumaczyć swoim rodakom, że zaledwie kilka lat po wojnie zaciekłemu wrogowi należy podać dłoń. Co za zuchwałość! W swoim dziele "Powojnie. Historia Europy od roku 1945" Tony Judt przytacza słowa amerykańskiego oficera wywiadu Saula K. Padovera: "Nikt nie zrozumie, co Europejczycy czują wobec Niemców, dopóki nie porozmawia z Belgami, Francuzami lub Rosjanami. Dla nich jedyny dobry Niemiec to martwy Niemiec". Podanie ręki Niemcom wymagało wtedy niepojętej odwagi, a do tego politycznej mądrości i dalekowzroczności. A jednak się udało. Niemcy powróciły do centrum Europy.

Unia umie już myśleć w kategoriach długofalowych. Czas uciec od presji bieżących wydarzeń

Judt przywołuje nam też inne wyzwanie lat powojennych. Było nim odtworzenie więzi klasy średniej z demokracją. Europejski model państwa opiekuńczego stał się bastionem chroniącym przed upiorami przeszłości. Dostęp do edukacji, opieka zdrowotna, opodatkowanie progresywne, współdecydowanie, emerytury i ubezpieczenie na wypadek bezrobocia - także dziś stanowią najlepszy sposób na stabilizację demokracji oraz najlepszą ochronę przed ekstremizmem politycznym. Dlatego dziś przerażenie budzą głosy o straconym pokoleniu. Wiele młodych osób nie może się uwolnić z błędnego koła praktyk pracowniczych i umów śmieciowych. Osłabia to zaufanie do demokratycznych instytucji.
Jak odbudować to zaufanie? Najlepiej wracając do fundamentów. Te fundamenty wylali Helmut Schmidt i Valéry Giscard D'Estaing, którzy rozpoczęli proces zacieśniania integracji europejskiej, tworząc europejską strefę stabilności walutowej wraz z walutą ECU, tym samym kładąc podwaliny pod euro. Ci dwaj mężowie stanu zrozumieli, że najlepszym sposobem na ochronę i stabilizację młodych demokracji (Grecji, Hiszpanii i Portugalii, które właśnie zrzuciły jarzmo faszystowskich dyktatur) jest ich szybka integracja ze wspólnotą europejską. Podobnie jak później w przypadku krajów Europy Środkowo-Wschodniej perspektywa członkostwa znacząco przyczyniła się w tych krajach do stabilizacji młodych demokracji.

W 1991 r. następcy tych dwóch przywódców François Mitterrand i Helmut Kohl postanowili wcielić w życie ideę wspólnej waluty euro. W ówczesnej debacie dominował strach przed wszechwładnym Bundesbankiem i imperializmem marki niemieckiej. W niektórych gabinetach rządowych powątpiewano, czy zjednoczenie Niemiec jest właściwym posunięciem. Również w tym wypadku zwyciężyła odwaga prowadzenia długofalowej polityki.

Dziś, prawie 10 lat po rozszerzeniu Unii Europejskiej na wschód, nadchodzi pora, aby do francusko-niemieckiego przymierza dołączył trzeci sprzymierzeniec - Polska. To najszybciej rozwijająca się gospodarka w Unii Europejskiej. Ściślejsza integracja tego kraju z Europą leży w naszym wspólnym interesie. Tym bardziej, że Polska już dziś odgrywa rolę lidera wśród krajów Europy Środkowo-Wschodniej. Jestem głęboko przekonany, że należy ożywić Trójkąt Weimarski. Polska powinna też jak najszybciej przystąpić do strefy euro.

Lech Wałęsa, Bronisław Geremek, Władysław Bartoszewski to niezwykłe postacie, które pokazały, co ich kraj wnosi do Europy. Zarówno premier Donald Tusk, jak i prezydent Bronisław Komorowski, a wcześniej Aleksander Kwaśniewski mają w sobie europejskiego ducha, charakteryzującego się świeżością intelektualną i emocjonalną, jakiej można by sobie życzyć u wielu europejskich polityków z tak zwanych starych państw członkowskich. Trudno jest również przecenić wkład papieża Polaka Jana Pawła II w zjednoczenie naszego kontynentu.

Niemiecki filozof Jürgen Habermas określił moje pokolenie polityków "pokoleniem rozbrojonym w wymiarze normatywnym, które pozwala narzucać sobie krótkowzroczne podejście do pojawiających się z dnia na dzień problemów przez coraz bardziej złożone społeczeństwo". Tę krytykę muszę również odnieść do siebie. Dziś politykę uprawia się pod dyktando zglobalizowanego społeczeństwa medialnego. Jej puls bije nieprawdopodobnie szybko. Granicę myślenia wyznaczają terminy kolejnych wyborów. Tempo podejmowania decyzji dyktują agencje ratingowe. Na naszych oczach powstaje demokracja pod dyktando rynku. Jeżeli nie narzuci się jej prymatu polityki nad rynkami finansowymi, uszczerbku może doznać demokracja parlamentarna. Parlamenty potrzebują czasu, aby przeanalizować propozycje, wymienić się argumentami, znaleźć konsensus.

Uszczerbku doznaje również polityka długoterminowa, czyli myślenie perspektywiczne. "Grecja nie dostanie ani centa" to z punktu widzenia bieżącej polityki popularne rozwiązanie. Ale trzeba zastanowić się poważnie, jakie długofalowe konsekwencje miałoby wykluczenie Grecji ze strefy euro. Dalsze ataki spekulacyjne na euro? Efekt domina polegający na wychodzeniu kolejnych państw ze strefy euro? Wszystko to jest możliwe.

Czasy kryzysu sprzyja władzy wykonawczej. Zarówno parlamenty krajowe, jak i Parlament Europejski są spychane na margines. Utrzymująca się od trzech lat tendencja do częstego zwoływania szczytów Rady Europejskiej, podczas których rozstrzygane są coraz bardziej szczegółowe kwestie, osłabia demokrację. Habermas określił to mianem "samouprawnienia Rady Europejskiej". Mnie przypomina to kongres wiedeński w XIX wieku. Uważano wtedy, że interesy narodowe należy realizować bez demokratycznej kontroli. Postępowanie to uzasadniano rzekomą poprawą zdolności do działania. Rzekomą, gdyż w rzeczywistości często dochodzi do paraliżu działań. W Radzie Europejskiej obowiązuje zasada jednomyślności, to oznacza, że tempo nadaje najwolniejsze państwo członkowskie. Na przykładzie paktu fiskalnego można było zobaczyć, do jakich akrobacji to prowadzi, kiedy chce się w takich warunkach działać.

Swastyka obok flagi Unii

Kryzys uświadamia nam, że nie żyjemy dziś w narodowej izolacji, ale w Europie ścisłych powiązań. Jeden kraj może pociągnąć w otchłań pozostałe. Ludzie to zrozumieli. Obecnie bardziej się interesują tym, co dzieje się w sąsiednich krajach. Tak powstaje europejska opinia publiczna. Ulrich Beck sformułował paradoks rezygnacji z suwerenności, która prowadzi do jej odzyskania. Europeizacja to gra o sumie dodatniej, w której w przeciwieństwie do gry o sumie zerowej są sami wygrani. Jednak niektórzy szefowie rządów nadal prowadzą w budynku Rady w Brukseli swoją grę o sumie zerowej, bawiąc się w nowy kongres wiedeński. Dlaczego? Ponieważ nie chcą przyznać się przed krajową opinią publiczną do swojej bezsilności? Każdy dzień potwierdza, że państwa narodowe w znacznym stopniu utraciły już zdolność do działania w wielu obszarach. Na niekontrolowanych i częściowo niepohamowanych rynkach finansowych państwa narodowe stają się jedynie pionkami. Nie może być celem Unii, by szefowie rządów, za zamkniętymi drzwiami, dokonywali ustaleń, które parlamenty krajowe mają już tylko bez słowa przyjąć. Decyzje muszą być podejmowane w sposób przejrzysty przy pełnym zaangażowaniu instytucji demokratycznych.

Tak niestety nie jest, co powoduje kolejne napięcia wśród społeczeństw zmęczonych pogłębiającą się biedą i bezrobociem. Tworzy to podatny grunt dla populistów, ekstremistów i demagogów. Obok swastyki podpala się flagę Unii Europejskiej, a kanclerz Niemiec przedstawia się w nazistowskim mundurze.

Musimy przeciwstawić się podziałom w Europie. Pojęcie Europy różnych prędkości stało się intelektualnie modne już kilka lat temu. Były niemiecki minister spraw zagranicznych Joschka Fischer wyjaśniał, że "awangarda" musi przejąć "rolę lokomotywy w procesie integracji politycznej". Obecnie niektóre z tych idei mają zostać zrealizowane. Wyraźnie grozi nam podział na państwa strefy euro i państwa spoza strefy euro. Na pierwszy rzut oka może to być nawet zrozumiałe. Jednak jeśli zmienimy perspektywę z krótkoterminowej na długoterminową, naszym oczom ukaże się inny obraz. Euro jest walutą Unii Europejskiej. Wszystkie państwa członkowskie (z wyjątkiem dwóch, które wynegocjowały sobie klauzulę wyłączenia) są zobowiązane do wprowadzenia euro z chwilą spełnienia stosownych kryteriów. Czy zatem ma sens wyłączanie tych państw z podejmowania kluczowych decyzji, które będą ich bezpośrednio dotyczyć w bliskiej przyszłości? Czy ma sens wyłączanie z podejmowania tych decyzji Polski, obecnie najdynamiczniej rozwijającej się g
ospodarki Unii Europejskiej? Stało się tak na przykład podczas szczytu w październiku 2011 r., kiedy przedstawicieli państw spoza strefy euro wyproszono bez namysłu z sali obrad. Tak być nie może. Unia Europejska i nie może stać się unią wykluczenia.

Przeżywamy obecnie bez wątpienia najpoważniejszy kryzys od powstania Unii. Uda nam się z niego wyjść, jeśli powrócimy do myślenia w kategoriach długoterminowych. Wielka odpowiedzialność spada tu na Niemcy. Mimo iż tego nie chciały ani nie planowały, Niemcy znajdują się ponownie w sytuacji, w której ich potęga gospodarcza ma kluczowe znaczenie dla Europy. Apel Tomasza Manna, by dążyć nie do niemieckiej Europy, lecz do europejskich Niemiec, jest dziś zatem bardziej aktualny niż kiedykolwiek wcześniej.

Bardzo liczę, że w 2013 r. ujrzymy nie tylko światełko w tunelu, ale wejdziemy na drogę wiodącą ku stabilności. Aby tak się stało, kraje UE muszą działać razem, kierując się zasadami solidarności i odpowiedzialności.

Wideo

Komentarze 6

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

s
sw
do usa bez wizy out, na wschód bez wizy out, araby zatłuką za sprzyjanie żydom, żydzi w całym świecie oszwabią cię, w UE potraktują cię jak złodzieja itd .. jak to piknie luka
c
cezar
Potomkowie narodu który wszczął dwie wojny światowe i wymordował miliony ludzi pouczają nas kto w Polsce jest cacy a kto be .Wybitnie kanalie , które opanowały przez swoje wpływy finansowe 70 % rynku mediów w Polsce próbują sterować a co gorsza wpływać na opinie publiczną Rzeczypospolitej. To ci sami „ przyjaźni „sąsiedzi którzy wespół z Rosjanami zbudowali rurociąg północny będący kontynuacją paktu Ribbentrop -Mołotow .Paktu który obowiązuje od 1939 roku i jak widać został rozszerzony o działania wrogie Polsce . To niemieckie stocznie zyskały gdy ten nieudolny rząd wykańczał Polski rynek stoczniowy , nasze okno na świat .
e
europejczyk
Komu sie nie podoba życie i unii europejskiej ze wszystkimi udogodnieniami pokazuje że nie jest osobą odpowiedzialną! Nikomu już rząd paszportu nie trzyma- każdy może wyjechac np na wschód albo do ameryki atam szczególnie czekają na białych murzynów
p
precz z komuną
NARODY SIĘ BUDZA, OBY NIE ZA PÓŹNO, JAK JUŻ ZOSTANĄ ZAMKNIETE W EUROKOŁCHOZIE RZĄDZONYM PRZEZ MARKSISTÓW
P
Pyzol
"60 lat pokoju na naszym kontynencie, który w ubiegłych stuleciach nie zaznał chyba jednego dnia bez bitew i mordowania ludzi. "

Jasne. Co tam powstanie węgierskie, sowiecka interwencja w Czechosłowacji, albo rzeź w rozpadającej się Jugosławii.

"Charles de Gaulle, Robert Schuman, Paul-Henri Spaak, Alcide de Gaspari, Joseph Bech i Johan Willem Beyen musieli wytłumaczyć swoim rodakom, że zaledwie kilka lat po wojnie zaciekłemu wrogowi należy podać dłoń."

A że w celu obrony przed agresja sowiecką, to też zapomnijmy, skoro Bruksela nie pamięta.

"Były niemiecki minister spraw zagranicznych Joschka Fischer wyjaśniał, że "awangarda" musi przejąć "rolę lokomotywy w procesie integracji politycznej". Obecnie niektóre z tych idei mają zostać zrealizowane."

Przeszło 40 lat koszmaru "państwa robotników i chłopów" pod rządami "awangardy proletariatu" czyli zawodowych polityków, którzy z proletariatem mieli tyle wspólnego co Osama bin Laden z Watykanem, skutecznie w y l e c z y ł o polskie społeczeństwo od jakichkolwiek "awangard" w polityce.

"Każdy dzień potwierdza, że państwa narodowe w znacznym stopniu utraciły już zdolność do działania w wielu obszarach. Na niekontrolowanych i częściowo niepohamowanych rynkach finansowych państwa narodowe stają się jedynie pionkami."
Niech więc się staną pionkami "awangardy"!

"Apel Tomasza Manna, by dążyć nie do niemieckiej Europy, lecz do europejskich Niemiec, jest dziś zatem bardziej aktualny niż kiedykolwiek wcześniej. "

Czy to groźba, ostrzeżenie przed powtórką IIIRzeszy????????????????????
s
shutup
juz nie raz w historii pokazali gdzie nas mają i co o nas myslą, a teraz to sie załatwia w białych rekawiczkach.
Dodaj ogłoszenie