Marta Frej: Jestem tubą nagłaśniającą kobiece historie

Sara Komaiszko
Warszawa, mural na Pradze, „Martwa dziecka nie urodzę" - Marta Frej
Warszawa, mural na Pradze, „Martwa dziecka nie urodzę" - Marta Frej brak
Kobiety są kategoryzowane na madonny-dziewice i diablice-dziwki. Jedne mają się mężczyzną opiekować, a drugie go podniecać - artystka Marta Frej w rozmowie z Sarą Komaiszko mówi o tym jak przekuwać stereotypy na źródło własnej siły.

Mem jako środek przekazu w walce o prawa kobiet – tego wcześniej nie było. Dlaczego wybrałaś właśnie memy?

To wydarzyło się przez przypadek. Dostałam w prezencie tablet graficzny i chciałam nauczyć się na nim rysować. Narysowałam Pana Darcy’ego, z pierwszego z brzegu zdjęcia. Chcąc sprawdzić, jak będzie mi się pisało na takim tablecie, dodałam do rysunku tekst - pierwszą myśl, jaka przyszła mi do głowy: ,,Lubię kobiety zadbane intelektualnie’’. Wrzuciłam obrazek do sieci... I bardzo zdziwił mnie odzew.

Co Cię zdziwiło?

Wcześniej, gdy zamieszczałam na Facebooku zdjęcia swoich obrazów, dostawałam kilka komentarzy w stylu ,,piękne’’, ,,wspaniałe’’, ,,cośtam’’. Nic osobistego. Natomiast gdy pojawił się tekst, ludzie zaczęli się angażować - pisać, co oni sądzą na ten temat, albo jak to jest u nich, jak oni to widzą. Zaczęłam dostawać historie. Całe narracje! Dla mojego plastycznego umysłu było to inspirujące. Im więcej grafik z tekstem publikowałam, tym więcej dostawałam historii. Nawiązywały się dyskusje, interakcje, relacje. Zaczęło mnie to bardzo wciągać. Uwiodło mnie to, że mogę narysować wszystko co tylko chcę...

...i napisać!

Tak! Tekst jest najważniejszy. Rysunek jest tylko papierkiem od cukierka. Jest kolorowym kwiatem, który ma przyciągnąć pszczołę - wzrok - sprowokować, żeby na nim usiadła. Przekonałam się, że każdy tekst może być rozumiany na tysiąc różnych sposobów. Czasami w zupełnie inny sposób niż bym sobie życzyła. Na początku jeszcze nie miałam świadomości jak dużą mam siłę przekazu, ale poczułam niesamowity potencjał. Postanowiłam wykorzystać go do opowiadania o tym, co mi się nie podoba, w zabawny, ironiczny sposób. Żeby to było lekkie, żeby się niosło.

Popularność memów ,,Jestem silna, bo’’ w mediach społecznościowych dała głos tysiącom kobiet w Polsce.

W „Jestem silna, bo” celowo postawiłam się w roli tuby. Nie tworzę, tylko nagłaśniam cudze historie. Ten projekt, który trwa już od ponad roku, jest dla mnie ważny. Bywa ciężarem, bo nie przewidziałam, że zostanie mi powierzone tyle kobiecych historii, i że będą one aż tak traumatyczne. Czasami po przeczytaniu jednego maila, zanim zabiorę się za rysowanie, muszę odczekać kilka dni, bo nie stać mnie na to emocjonalnie. Ja te wszystkie historie noszę w sobie. W mojej skrzynce mailowej czeka na mnie ponad tysiąc opowieści kobiet.

Jak to się stało, że prywatne historie kobiet trafiły na fejsbukowe memy?

Na początku sama byłam bohaterką swoich memów. I trochę byłam już zmęczona tym, że stoję na pierwszym planie. Chciałam usłyszeć historie innych, popatrzeć na świat z innych perspektyw. Od kilku lat poruszam się w obszarze mediów społecznościowych i widzę, że w Polsce rośnie poziom hejtu i nietolerancji. Od kilku lat dostaję setki głosów kobiet, które mówią o tym, jak trudno im poradzić sobie z presją i oczekiwaniami. Dlatego zrobiłam wraz z nimi „projekt mocy”, w którym każda i każdy - bo do projektu dołączyli również mężczyźni - ma prawo uznać się silną lub silnym.

Może właśnie dzięki temu, że w Twoich memach jest tyle humoru i ciepła, udało Ci się wprowadzić feminizm do polskiej popkultury. Ludzie czują, że Twoje prace płyną z serca, że nie mają do czynienia ze stereotypową wojującą feministką.

Oj, tak, bardzo dobrze znam stereotyp wojującej feministki. Jednak nigdy żadnej nie widziałam na oczy. (Śmiech).

Jak można ten stereotyp odczarować?

Jest to pewne wyobrażenie, być może wywodzące się z czasów sufrażystek, które zwłaszcza w Anglii rzeczywiście narażały życie w walce o prawa obywatelskie. Organizowały zamachy terrorystyczne, głodowały się, siedziały w więzieniach, wydarzyło się mnóstwo dramatycznych historii. Faktycznie, były to wojujące feministki. W Polsce nie miało to aż tak drastycznego charakteru, ale to, co dziś dla nas jest normalne, czyli na przykład prawo do głosowania, też musiałyśmy sobie wywalczyć. Nie dostałyśmy go, bo pewnego dnia jakiś facet postanowił nam je przyznać. Nie widzę nic złego w określeniu ,,wojująca feministka’’. Żeby coś uzyskać, czasami trzeba wojować.

W jakiej kondycji jest feminizm dzisiaj w Polsce?

Trudno jest mi powiedzieć, bo otaczam się ludźmi podobnymi do mnie. Choć staram się obracać w różnych kręgach, zdarza mi się czasami sięgnąć po prawicową prasę, żeby mieć wgląd w pewną całość. Jednak żyję w swojej bańce, w domu z dwoma feministami. Ale wiem, że ta bańka nie odzwierciedla całej Polski.

Co zresztą zilustrowałaś w jednym ze swoich memów: kobieta siedząca na drzewie, mówiąca ,,Jak ja nie cierpię feministek’’ odcina gałąź, na której siedzi.

Właśnie! Mimo to mam wrażenie że dzisiaj samo słowo ,,feminizm’’ jest traktowane bardziej przychylnie niż kilkanaście lat temu. Zdaję sobie jednak sprawę, że konserwatywniejemy jako społeczeństwo. Feminizm jest w odwodzie. To, że 12 procent opozycji weszło po ostatnich wyborach do parlamentu, w tym 16 kobiet z Kongresu Kobiet, to jest najjaśniejszy promyk słońca. Chciałabym, żeby silne i pewne siebie kobiety były widoczne w parlamencie, żeby zabierały głos, wiedziały o czym mówią i dawały przykład innym kobietom, że polityka to ich miejsce. Jestem zdania, że kobiet w polskiej polityce jest cały czas za mało. Wciąż nie mamy parytetu trzydziestu dwóch procent, więc o czym to świadczy? O tym, że tak naprawdę wcale nie mamy reprezentacji. Nie uważam, że system kwotowy jest idealnym rozwiązaniem, ale na początku jest konieczny, żebyśmy się przyzwyczaiły i przyzwyczaili, że kobiety są w polityce. Niestety Polska PISu jest bardzo patriarchalna. Takie działania jak klauzule sumienia, utrudnianie dostępu do antykoncepcji lub edukacji seksualnej, wypychanie kobiet z rynku pracy - to są takie pełzające zmiany, które na dłuższą metę będą bardzo szkodliwe dla społeczeństwa. Społeczeństwa, które od 25 lat ma jedną z najbardziej restrykcyjnych ustaw antyaborcyjnych w Europie. Co będzie dalej?

Na Zachodzie słynny slogan ,,girl power’’ pojawił się w punkowych zinach już na początku lat 90-tych. O czym świadczy to, że w Polsce kobieta w mainstreamie otwarcie mówi ,,jestem silna’’ 30 lat później?

W latach 90-tych, czyli po transformacji systemowej, Polska niemalże od razu wskoczyła na poziom najbardziej krwiożerczego kapitalizmu. Ta forma rozwoju gospodarczego jest bardzo mocno związana z polityką i sytuacją kobiet, i już trzydzieści lat temu pisały o tym amerykańskie feministki. Drugim czynnikiem jest rola Kościoła, który podczas transformacji zyskał ogromne zaufanie społeczne, będąc największym sprzymierzeńcem opozycji. Efektem tego był konkordat, zapewniając kościołowi bardzo silną pozycję. Polskie kobiety od lat tkwią w tym klinczu, między kapitalizmem widzącym w nich jedynie konsumentki, a polskim kościołem, dla którego są podręcznymi. Na szczęście w drodze do równości, a co za tym idzie, wolności wyboru, nikt nie jest w stanie zatrzymać nas, kobiet.

Jak Polka ma mówić o swojej sile? Archetypem kobiecości jest Matka Boska, zawsze dziewica.

Chodzi o to, żeby uwspółcześniać przekazy. Archetypy mają nam służyć i nas wzmacniać, a nie więzić i ograniczać. Świat się zmienia, zmienia się nasza świadomość i potrzeby. Wzorce również.

Czy kiedy fotografujesz się z aureolą niczym Madonna, to jest to uwspółcześnianie przekazu?

Urodziłam się w Częstochowie, mieście, gdzie znajduje się jedno z największych sanktuariów maryjnych w Europie. Kult Matki Boskiej towarzyszy mi więc od zawsze. Jestem ateistką, ale uważam, że to cudownie, że ludzie wierzą, jest to dla nich na pewno źródło siły. Jako ateistka też jestem zanurzona w kulcie maryjnym, ukształtował moją estetykę i niezmiennie fascynuje. Od dziecka oglądam pielgrzymki milionów ludzi przychodzących do obrazu kobiety, a przecież jestem kobietą i malarką. Jako artystka daję wyraz temu, co siedzi w mojej głowie. Igram z tym wizerunkiem, ponieważ uważam, że ten kult jest bardzo powierzchowny. Bo czczenie kobiety powinno polegać na tym, że dajemy jej wolność, że przede wszystkim jej ufamy, że traktujemy ją jako partnerkę, jako pełnoprawnego człowieka, odpowiedzialną i samodzielną. Ja jako kobieta nie czuję się w Polsce szanowana. I w taki sposób odreagowuję.

Jak sądzisz, dlaczego u kobiet identyfikacja z ciałem jest tak silna? Czy to przez traumy związane z bolesnymi miesiączkami, porodami, cesarskim cięciem, rakiem piersi? Starzeniem się? Liczenie kalorii, zmarszczek i siwych włosów to raczej kobieca domena.

Cóż, mężczyzna starzejąc się nie przestaje być widoczny. Po prostu się starzeje. Dla niego kwestia siwych włosów lub większego brzucha nie jest aż tak istotna, ponieważ dalej pracuje, ma władzę, nie jest bezużyteczny. Jest człowiekiem. Natomiast kobiety jeszcze dwieście lat temu nie mogły studiować, dysponować swoimi pieniędzmi, były własnościami swoich mężów. Za to od wieków mówiono nam, że jesteśmy piękne. Że jesteśmy ,,zniewalające’’. Jedyną pozorną władzę dawała nam przyjemna powierzchowność. I do dziś wiele kobiet żyje w przekonaniu, że ich sukces zależy od tego jak wyglądają. Skoro ta przepaść rozwojowa między kobietami a mężczyznami trwała tysiące lat, to zanim do nas wszystkich dotrze, że wygląd nie jest przepustką do godnego życia, musi trochę czasu minąć. Niestety wciąż aktualne jest patriarchalne spojrzenie na kobietę, która ma być ładna, młoda, wdzięczna, ale tylko wtedy, kiedy ma być seksowna, bo kiedy ma być matczyna i opiekuńcza, to ma już nie być seksowna. Kobiety są kategoryzowane na madonny-dziewice i diablice-dziwki. Jedne mają się mężczyzną opiekować, a drugie go podniecać. I to zaspokaja wszystkie potrzeby człowieka - mężczyzny. Jak to kiedyś powiedział jakiś facet, kobieta przydaje się mężczyźnie na każdym etapie życia: jako dziecko potrzebuje on matki, gdy dojrzeje - kochanki, a na starość pielęgniarki. I to wciąż jest model, który funkcjonuje. Wystarczy popatrzeć na statystyki podziału obowiązków domowych i opiekuńczych w polskich domach.

Na czym polegają Twoje warsztaty, które prowadziłaś między innymi w Londynie wraz z trenerką Beatą Ostrowską i Academią Kreatywności?

To wariacja na temat projektu ,,Jestem silna, bo’’. Działam intuicyjnie, Beata jest wykwalifikowaną trenerką, która wykorzystuje metodę Nonviolent Communication Marshalla Rosenberga, by uczyć bezprzemocowej, skutecznej komunikacji. Czyli połączenie serca i rozumu.

Dlaczego artystka postanowiła zostać terapeutką?

Te warsztaty to są próby, poszukiwania, spotkania z kobietami. Pomysł narodził się, gdy poznałam Beatę w szkole trenerskiej, którą ukończyłam, żeby mądrze pożytkować emocje, które rodzą się we mnie podczas pracy z ludźmi. Z jednej strony jest to paliwo dla mnie jako dla artystki. Ale jestem osobą wysoko wrażliwą i bardzo dużo mnie to kosztuje. Ukończyłam więc szkołę trenerską, żeby dostać narzędzia do radzenia sobie z własnym stresem i lękiem. Pozostaję jednak wciąż artystką wizualną, jeśli moje działania mają dla kogoś wartość terapeutyczną, to szalenie się cieszę, ale terapeutką na pewno nie jestem.

Ostatnio przeżyłam bardzo transformujące spotkanie ze swoją 73-letnią babcią, która po ponad pięćdziesięciu latach całkowitego podporządkowania się tradycyjnemu modelowi rodziny, nagle zaczęła mówić, że ,,chce wreszcie żyć własnym życiem’’. Pobudziło mnie to do retrospekcji i odkryłam, że ja też wielokrotnie stawiałam plany mojego partnera na pierwszym miejscu. Gdybym przyszła dziś do Ciebie na warsztaty i spytała: co to znaczy żyć własnym życiem, to co usłyszałabym w odpowiedzi?

„Zdjęcie z siebie gryzącego swetra oczekiwań innych ludzi jest zdrowe bez względu na temperaturę”- to tekst z mojego ostatniego mema, który jest teraz moim życiowym mottem. Chcę nauczyć się odróżniać potrzeby moich bliskich od moich własnych potrzeb i świadomie nimi zarządzać i o tym rozmawiać. Tylko my same możemy dowiedzieć się, czego chcemy i jak chcemy przeżyć życie, cały czas próbując. Próbować, próbować, próbować. Milion razy się przewrócić. Tysiąc razy się rozpłakać. Wielokrotnie czuć się jak idiotka. Zaakceptować negatywne emocje, bo one tak samo jak te pozytywne składają się na nasze życie. Tak samo jesteśmy sobą, gdy jesteśmy szczęśliwe, radosne, wypoczęte, zrelaksowane i tak samo jesteśmy sobą, gdy jesteśmy na dnie rozpaczy. Gdy histeryzujemy. Gdy jesteśmy niesprawiedliwe. Gdy jesteśmy wściekłe. Gdy krzywdzimy ludzi. To jesteśmy my. Po prostu. Nie dowiemy się, kim jesteśmy, jeśli skupimy się na spełnianiu oczekiwań innych. To, że twoja babcia mówi po 50 latach spełniania oczekiwań innych, że wreszcie chce być sobą i żyć własnym życiem jest wspaniałe. Nigdy nie jest za późno na poznanie siebie.

Na czym polega siła Polek? Czy zauważyłaś wspólny mianownik?

Jesteśmy matkami, żonami, partnerkami, jesteśmy czynne zawodowo, zajmujemy się domem, opiekujemy się osobami starszymi. Borykamy się z tym od wielu lat, znosimy to, ciężko pracujemy i zaciskamy zęby. Im jest trudniej, tym silniejsze się stajemy. Przy tym wszystkim chcemy przeżywać chwile szczęścia, poczuć sens.

Czyli w paradoksalny sposób Matkę Polkę hartuje kierat patriarchatu? To wydaje się spaczone.

Po roku prowadzenia projektu ,,Jestem silna, bo’’ zrozumiałam, że powinien on nazywać się ,,Jestem silna, pomimo że…’’ Niestety jest trochę tak, jak mówisz. Rozwiązania systemowe w połączeniu z nawykami tradycyjnego, konserwatywnego społeczeństwa nie sprzyjają kobietom. Dlatego tylko my same możemy zadbać o siebie, część swojej siły przekierowując na walkę o nasze prawa. Koniecznie razem z innymi kobietami, bo tylko razem możemy coś zmienić.

Jesteś silna, bo…?

Robię, to co kocham.

Może zatem drogowskazem jest miłość? Czy kobiety nie opiekują się swoimi mężami, dziećmi, rodzicami, też dlatego że ich kochają? Wystarczy tę samą miłość ukierunkować na siebie.

Tak, to bardzo uczciwe, żeby kochać siebie tak samo jak innych. Naturalne wydaje mi się to, że osoby, które kochamy i które kochają nas, chcą, żebyśmy były szczęśliwe, spełnione, równoprawne i wolne.

FLESZ: Ulice puste, parki pełne. Polacy jednak nie siedzą w domach

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Podaj powód zgłoszenia

M
Marta

A co jezeli kobiety pielegnuja swoj wyglad bo po prostu lubia wtedy siebie, bez ogladania sie na innych?

F
Facet

Zatrudnię szambonurka, najlepiej kobietę.

PYTANIA DO PRZEMYŚLENIA:

Czy powyższy przykład ogłoszenia jest pro- czy antykobiecy?

Czy gdyby nie było drugiego członu zdania, wskazującego na kobietę, to czy zgłosiłoby się więcej kobiet czy mężczyzn?

Jeśli mąż odradzałby żonie podejmowania takiej pracy, to byłby to przykład patriarchatu?

G
Gość

KOBIETA NIECH NAJPIERW OKREŚLI CZYM CHCE BYĆ A POTEM NIECH SIĘ WYPOWIADA. JAK NA RAZIE WSZYSTKO CO SIĘ NA JEJ TEMAT ROBI, MÓWI TO JEST ŹLE A DYSKRYMINACJA DOŻYWOTNIA.

Dodaj ogłoszenie