Marlowe z Rosji nie jest gorszy od oryginału

Mariusz Grabowski
Mariusz Grabowski
Mariusz Grabowski Fot. Polskapresse
Karol May swoje poczciwe indiańskie gawędy o Winnetou napisał, odsiadując w niemieckim więzieniu kary za kradzieże, a do Stanów pojechał dopiero jako sędziwy weteran pióra w roku 1908. Podobno zdziwił się, że Dziki Zachód wcale nie wygląda tak dziko jak ten z jego powieści, a poza tym było mu przykro, że jankesi pukają się w czoło na jego widok. Ale też May musiał komicznie wyglądać wystrojony w wielkie sombrero, buty z ostrogami i pas z coltem.

Amerykanin Martin Cruz Smith do Rosji wybrał się dopiero w 2001 roku, już za rządów Władimira Władimirowicza Putina. Wcześniej jednak popełnił o Rosji cztery znakomite kryminały. Co ciekawe, kolejne trzy, powstałe już po triumfalnym objeździe imperium, są znacznie gorsze od wcześniejszych, choć i tak - jak na amerykańskie standardy pisania o Rosji - świetne. To niejako dowód na poparcie tezy, że pisarz nie powinien się śpieszyć zbytnio do konfrontacji wyobraźni z rzeczywistością.

Wspominam o tym dla tych, którzy - mam nadzieję - sięgną po wznowioną właśnie przez oficynę Albatros powieść Smitha "Zona", czwartą w kolejności część (razem jest ich siedem) przypowieści o moskiewskim śledczym Arkadym Rence. Tym właśnie, który był bohaterem słynnego "Parku Gorkiego" z 1981 roku i "Gwiazdy Polarnej", opublikowanej osiem lat później. I tym, który przyniósł pisarzowi miliony i sławę, kiedy "Park Gorkiego" w 1983 roku zekranizował Michael Apted.

Smithowi udała się rzecz niebywała: pokazał komunistyczną Rosję bez typowej dla jankesów naiwności. Więcej: dowiódł, że sowieckie mroki mogą być tłem znakomitych kryminałów

Jeśli wierzyć Smithowi, wymyślił postać Arkadego Renki, wertując książki o Rosji na werandzie swojego rancza w Kalifornii. Scena wyglądała iście filmowo: popołudniowy upał, kończąca się whisky, opasła "The Russian Intelligentsia" Richarda Pipesa ciążąca na kolanach, wieczorem spodziewany telefon od agenta w sprawie pomysłu na nową powieść. I wtedy Smith doznał olśnienia: postanowił napisać kryminał o niezłomnym glinie z Moskwy, który - nie zważając na komunizm - wykonuje swoją brudną robotę. Słowem, o takim sowieckim Marlowe, który ma w dupie komunizm, a jego jedyną motywacją jest sprawiedliwość, wyabstrahowana niczym jedna z idei Platona.

Poszperał, popytał, kogo trzeba i napisał. "Park Gorkiego" aż zdumiewa znajomością realiów Związku Sowieckiego ery Breżniewa. Podobnie jest w "Gwieździe..." oraz "Zonie", która przenosi nas już do czasów współczesnych (data premiery: 2004). Smith każe w niej swojemu bohaterowi szukać mordercy wśród Nowych Ruskich. Jeden z nich, wyjątkowa kanalia i swołocz, wysyła do lepszego ze światów swoich bliźnich w sposób mało przyjemny, acz skuteczny. Do czasu oczywiście, aż zainteresuje się nim Renko.

Smith ma wyjątkowego nosa do rosyjskich klimatów. Każda jego powieść ma solidny dziennikarski background. Jeśli czegoś nie wie, zmyśli, ale tak przekonująco, że trudno się coś przyczepić. Posłał już Renkę w najbardziej nieprawdopodobne miejsca, kazał mu walczyć z KGB, spiskować z wojskowymi, a nawet skrobać ryby na trawlerze przetwórni. A mimo to Renko wciąż pozostaje atrakcyjnym powieściowym przewodnikiem po krainie Wielkiego Brata. Przynajmniej ku mojej czytelniczej uciesze.

Mariusz Grabowski

Martin Cruz Smith, "Zona", Albatros, Warszawa 2012, cena 32,49 zł

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie