Markowski: Wybory obaliły kilka mitów. Scena polityczna nie jest zabetonowana

Redakcja
Prof. Radosław Markowski
Prof. Radosław Markowski Fot. KAPiF
- Wyraźnie widać, że wystarczy dobrze wysłuchać problemów Polaków, przekuć je na hasło wyborcze, by odnieść sukces. I przy okazji zadać kłam tezom o zablokowanej scenie politycznej, którą przez wiele lat powtarzali publicyści - mówi politolog prof. Radosław Markowski w rozmowie z Agatonem Kozińskim.

Wielokrotnie podkreślał Pan, że teza o podziale Polski na A i B, według której elektoraty PO i PiS rozkładają się niemal równomiernie po dwóch stronach Wisły, jest nieprawdziwa. Ostatnie wybory tego dowiodły - PiS zdobył niemal taki sam odsetek głosów jak w 2007 r., ale głosy wyborców rozłożyły się mniej równomiernie. Czemu mapa podziałów w kraju uległa zmianie?
Owszem, zawsze protestowałem przed dzieleniem Polski na dwie części, twierdzeniem, że na wschodzie mieszkają wyborcy PiS, a na zachodzie PO. Gdybyśmy chcieli namalować istniejące podziały na mapie kraju, to trzeba by użyć trzech kolorów. Najwięcej zużylibyśmy szarego barwnika, który oznacza osoby niebiorące udziału w wyborach. Szarego w każdym okręgu byłoby powyżej 50 proc. Jeśli na ten szary nałoży się ok. 20 proc. niebieskiego - symbolizującego PiS - i ok. 25 proc. żółtego - kolor PO, to wtedy uzyskamy mniej więcej realny rozkład sił. Może na wschodzie będzie trochę więcej niebieskiego, w Wielkopolsce odrobinę więcej żółtego, ale na pewno nie można mówić o dużym kontraście. Choć oczywiście to pomieszanie nie oznacza, że elektoraty obu największych partii się nie różnią.

Dostrzegł Pan może nowe linie podziałów między nimi w ostatnich wyborach?
Szczegółowych danych jeszcze nie ma, także precyzyjnie nie odpowiem. Elektorat PiS jest starszy, Platformy lepiej wykształcony, to wiemy od dawna - o reszcie dowiemy się z pogłębionych zadań.

Sondaże pokazały, że 30 proc. wyborców Ruchu Palikota mieszka na wsi. Nie pasuje to do wizerunku tej partii, którą mają popierać głównie ludzie młodzi.
Ja sam mieszkam na wsi, kilka lat temu wyprowadziłem się pod Warszawę. I gdyby przyszedł do mnie ankieter, to później moje odpowiedzi też by włożył do rubryki "mieszkańcy wsi". Obecnie wielu wielkomieszczuchów mieszka w wiejskich miejscowościach. Na pewno są to ludzie młodzi. Połowa - i to było dla mnie zaskoczeniem - wyborców, którzy poparli Ruch, w 2007 r. głosowała na Platformę Obywatelską. To powinno dać Donaldowi Tuskowi do myślenia, bo skala tego zjawiska zaskakuje. Nie ukrywam, że sam zakładałem, że nowa partia dostanie 3-7 proc. głosów. Choć z drugiej strony świetny wynik ugrupowania Palikota nie zaskakuje osób, które śledziły trendy sekularyzacyjne w kraju. Coraz więcej osób drażniło mieszanie się Kościoła do polityki. Widać to było bardzo wyraźnie przy wszystkich obchodach i uroczystościach związanych z katastrofą smoleńską. Wielu osobom to przeszkadzało - i właśnie one poparły Palikota. Wielu Polaków nie godzi się z obecnym rozwiązaniem kwestii nauczania religii w szkołach albo z brakiem kontroli państwa nad finansami Kościoła. On zebrał głosy tych, którzy wcześniej nie mieli swojej reprezentacji.

Czyli Palikot wykazał się świetnym słuchem społecznym - trafniej niż inni zdefiniował nowe zjawisko i skrzętnie je wykorzystał.
I teraz pojawia się pytanie: czy to jest początek wielkiej kulturowej generacyjnej zmiany, czy też tylko jednorazowy wyskok młodzieży niezadowolonej z jakości polskiej polityki. Wcale bym nie wykluczał, że zwolenników tez stawianych przez Palikota jest w kraju więcej, niż wskazywałoby poparcie, jakie on zdobył. Gdy będziemy robić badania, to zadamy pytanie: "A na kogo teraz - znając wyniki wyborców - państwo oddaliby swój głos?". I nie zdziwiłbym się, gdyby się okazało, że zwolenników Ruchu Palikota będzie jeszcze więcej. Po prostu część osób mogła nie wierzyć, że zdobędzie on pięcioprocentowe poparcie, i nie chcąc zmarnować własnego głosu, zagłosowała na jedną z dwóch wielkich partii. I nagle się okaże, że poparcie Ruchu wyniesie 15 albo nawet 20 proc.

CZYTAJ TEŻ:
* Prof. Markowski: Pomoc Kościoła w wyborach niewiele już znaczy. To początek sekularyzacji
* Irena Borowik: Ruch Janusza Palikota wyhodował nie Kościół, tylko o. Rydzyk
* Prof. Czapiński: Palikot w najbliższych latach może ''wchłonąć'' Tuska. To zmiana kulturowa
* Borusewicz: W kwestii Ruchu Palikota rachunek sumienia powinien przeprowadzić Kościół

Jak Pan ocenia głębokość zmian? Czy kolejne zwycięstwo duetu PO i PiS oznacza, że scena polityczna jest na stałe ustabilizowana? A może dobry wynik Palikota to sygnał do zmian - a w tym roku byliśmy świadkami dominacji partii Tuska i Kaczyńskiego po raz ostatni?
Za bardzo do przodu pan wybiega. Nie wiadomo jeszcze, kto stworzy koalicję, jaki będziemy mieli rząd. Trudno więc przewidywać dynamikę zmian. Wszyscy na przykład się przyzwyczaili do tego, że PSL jest niedoszacowywane w sondażach i że w wyborach ludowcy osiągają lepsze rezultaty. Tymczasem w tym roku ta partia zdobyła tyle głosów, ile pokazywały badania - i uważam, że zaledwie ośmioprocentowe poparcie to jej porażka. I to w sytuacji, gdy w minionych czterech latach rozdawała miliardy rolnikom, rozdawała też swoim ludziom. Tworzenie systemu klientelistycznego na wsi przez tę partię jest daleko zaawansowane. Nawet jeśli nie był to klientelizm w sensie pejoratywnym, to na pewno zadziałał tu mechanizm wspierania w różny sposób swoich zwolenników, popleczników. Biorąc pod uwagę to rozdawnictwo ostatnich lat i oceniając możliwości organizacyjne, jakie te partia posiada, to należało się spodziewać się, że PSL zdobędzie nawet 20 proc. głosów. Tymczasem zdobyło jedynie 8 proc.

Uciekł Pan trochę od mojego pytania. Czy po tych wyborach można mówić o stabilizacji polskiej sceny politycznej?
Na pewno wybory obaliły kilka mitów. Jeden z nich mówił, że scena polityczna jest zabetonowana, tymczasem Janusz Palikot pokazał, że wcale tak nie jest. Wyraźnie widać, że wystarczy dobrze wysłuchać problemów Polaków, przekuć je na hasło wyborcze, by odnieść sukces. I przy okazji zadać kłam tezom o zablokowanej scenie politycznej, którą przez wiele lat powtarzali publicyści. W tych wyborach upadł też mit, że zbawieniem dla naszej polityki mogą być jednomandatowe okręgi wyborcze. Wiele energii straciłem na powtarzanie, że one są samym złem, które wypacza scenę polityczną, prowadząc de facto do stworzenia systemu dwupartyjnego. Wybory do Senatu to potwierdziły. 39 proc. poparcia przekształciło się w ponad 60 proc. mandatów. W następnych może mieć ponad 70 proc. A po co komukolwiek Senat, który nie jest w rękach partii i nie kontroluje działania Sejmu? To kompletnie chybiony pomysł instytucjonalny.

Rozmawiał Agaton Koziński

Więcej przeczytasz w weekendowym wydaniu dziennika "Polska" lub w serwisie prasa24.pl

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

N
Necroman

Polska scena polityczna jest zabetonowana bo to media nie dopuszczały Palikota do udziału w debatach. Tak samo z Korwinem.

K
Kamil

wybory pokazały jedno. Że ta ciemna, zacofana Polska wschodnia umie głosować i postawić jeden krzyżyk, a ta światła, wykształcona, szczególnie w woj. mazowieckim - nie. Tu było najwięcej głosów niewaznych.

_JaC

A ja chciałem głosowac na Nową Prawicę JKM, tyle że towarzysze załatwili ich pod zielonym stolikiem.

Dodaj ogłoszenie