Mariusz Staniszewski: Brak odpowiedzialności to nasza choroba narodowa

redaktor działu opinie
Maciej Jeziorek
Dodaj komentarz:
Udostępnij:
Polska jest krajem deficytów. Poza permanentnym budżetowym mamy jeszcze deficyt sukcesów, np. w piłce nożnej, naukowców, talentów, a nawet robotników. Niczego chyba jednak w kraju nie brakuje tak bardzo jak poczucia odpowiedzialności.

Wśród głównych graczy na scenie politycznej nie ma żadnego, który byłby zdolny powiedzieć: "Zrobiłem źle, odpowiedzialność spada na mnie, więc odchodzę". Wręcz przeciwnie. Politycy, nawet najwięksi, mówią: "Może i zrobiłem źle, ale przecież inni nie są lepsi".

Weźmy pierwszą z brzegu Julię Piterę. Czy przyszło jej do głowy, by po napisaniu kolejnych kompromitujących raportów powiedzieć: "Dość, nie udało mi się, odchodzę. Poczekam na kolejną szansę". Nie. Jest obrażona, że ktoś śmie ją krytykować i z niej drwić.

Albo Jacek Kurski, gwiazda komisji śledczej ds. nacisków. Czy po udowodnieniu, że kłamał, oskarżając PO o wykorzystywanie kupionych przez PZU billboardów, nie powinien mieć naturalnego odruchu zapadnięcia się pod ziemię? Ależ skąd. Teraz, jako członek komisji, próbuje odgrywać rolę sprawiedliwego, który dąży do ujawnienia prawdy. Nawet nie czuje, jak śmieszny jest w tej roli.

A przykłady można mnożyć w nieskończoność. Najgorsze jest jednak to, że ta choroba braku
odpowiedzialności jest zaraźliwa. Nagle okazało się, że zapadł na nią także Leo Beenhakker, trener, który zapowiadał, że na Euro jedziemy po medal. Gdy okazało się, że graliśmy najgorzej i najbrzydziej, trener mówi spokojnie: "Zaraz, zaraz, przecież ja mam kontrakt ważny jeszcze dwa lata. Odejdę, jeśli będzie gwarancja, że moja dymisja poprawi stan polskiej piłki".

Cóż, pozornie jego rozumowanie jest logiczne. Ale bardziej logiczne byłoby odwrócenie tego zdania. Bo jaka jest gwarancja, że jeśli trener zostanie, przestaniemy się wsty-dzić za naszą reprezentację? Żadna. Przekonaliśmy się, co potrafi zagrać na turnieju pro-wadzona przez niego drużyna. Nie miejmy złudzeń, lepiej nie będzie. Bo niby dlaczego miałoby być. Nie chcemy przeżywać tego jeszcze raz.

Głosy o dymisji Leo nazywa "polskim piekiełkiem", ale zdaje się, że gdy przegrywał turnieje z reprezentacją Holandii, to w swoim kraju też nie trafił do raju. Dla wszystkich, dla niego też, było oczywiste, że przegrany trener odchodzi. I już. Bo tam każdy odpowiada za swoje czyny. Oczywiście banalne byłoby pisanie o poczuciu odpowiedzialności pryncypała Leo, czyli Michała Listkiewicza. To kliniczny przypadek tej choroby. Pomoże tylko chirurgiczna operacja odcięcia od fotela prezesa.

Wcale nie tak dawno zdarzało się, że polityk, który kompromitował się, strzelał sobie w łeb. Nie mógł znieść myśli, że stał się pośmie-wiskiem. Zresztą dotyczyło to także innych, np. przedsiębiorców. Dziś nikt już nie wymaga od nich krwi. No chyba że zimnej. By bez emocji byli w stanie powiedzieć: "Moja wina, odchodzę". Tylko że jeśli któryś tak powie, reszta uzna go za frajera. Będzie szydzić i żywić się klęską. W tym środowisku odpowiedzialny jest tylko ten, kto się przyzna.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie