reklama

Mariusz Pudzianowski przed KSW 51: Czasem trzeba dostać po d..., żeby się czegoś nauczyć [WYWIAD]

Tomasz Dębek
Tomasz Dębek
Zaktualizowano 
Mariusz Pudzianowski
Mariusz Pudzianowski Sebastian Rudnicki/KSW
To, że przegrałem dwie ostatnie walki nic nie znaczy. Pokonały mnie kontuzje, nie rywale. W sobotę skończę pojedynek przed czasem - zapowiada Mariusz Pudzianowski (12-7), który w walce wieczoru KSW 51 zmierzy się z Bośniakiem Erko Junem (3-0).

Kontuzja nogi, której doznał pan przed marcową walką z Szymonem Kołeckim, jest już w 100 proc. wyleczona?
Tak, już o niej zapomniałem. W ogóle nie odczuwałem tego podczas sparingów. Rehabilitacja była długa i chyba nawet cięższa niż przygotowania do walki. Ćwiczenia były proste, ale tak dawały w kość, że na początku wychodziłem z zajęć na czworakach. A robiłem je po 2,5 godziny dziennie, cztery razy w tygodniu, przez 3-4 miesiące.

Zgodnie z zapowiedziami nie trenował już pan na maksimum swoich możliwości?
Ambicję mam taką, że wciąż chciałbym trenować jak 25-latek. Ale czas nie stoi w miejscu, metryki nie oszukam. Wszystko się zużywa, ludzki organizm też. To, że chciałbym trenować po trzy godziny, nie znaczy że muszę tak robić. Czasem trzeba powiedzieć sobie, żeby trochę zwolnić. 90 minut treningu i do domu. 80 proc. obciążenia zamiast 100 czy 110. Właśnie tak trenowałem - z głową. Nie szarpałem się już jak kiedyś, słuchałem swojego ciała. Swoje jednak przepracowałem, czuję się odpowiednio przygotowany. Jeśli ktoś powie, że się obijałem i robiłem tylko siłownię, proszę bardzo. Jak było naprawdę, przekonacie się w sobotę.

Poza siłą największą przewagę będzie miał pan pod względem doświadczenia? Stoczył już pan 20 walk, Jun tylko trzy. I to z przeciętnymi rywalami.
Ktoś kiedyś powiedział mi, że można być mistrzem treningu, ale doświadczenia nie kupi się za żadne pieniądze. Ono musi przyjść samo, z czasem. Nawet treningi z mistrzami świata nie pomogą go złapać. Ja też pojechałem do American Top Team i siedziałem tam przez rok. Ale co z tego, i tak potrzebowałem czasu, żeby wszystko ułożyć sobie w głowie. Czasem trzeba dostać po du... i przegrać, żeby się czegoś nauczyć. Mam 22 lata doświadczenia z zawodów Strongmanów i MMA. Nie da się tego kupić. Ja też kiedyś myślałem, że jestem w stanie z miejsca zdobyć wszystko. Że potrenuję z dobrymi zawodnikami i wszystkiego się nauczę. Nie ma tak łatwo. Erko też się o tym przekona.

Jun z kolei będzie mógł liczyć na wsparcie publiczności.
Nie będzie mi to przeszkadzało. On jest bohaterem narodowym u siebie, ja w Polsce. Niech ludzie mu kibicują, to naturalne. W Polsce trzymajmy kciuki za naszych, tam niech trzymają za swoich. W klatce fani mu nie pomogą, będzie musiał liczyć tylko na siebie.

Jak ocenia pan go jako zawodnika? Walki z Tomaszem "Strachem" Oświecińskim, Pawłem "Popkiem" Mikołajuwem i Akopem Szostakiem dają jakiś pogląd na jego umiejętności?
Wielkiego szału nie robi. Ale to waga ciężka, trzeba się pilnować. Chwila nieuwagi może być bardzo kosztowna. Każdy, kto waży powyżej 100 kg, ma nokautującą siłę. Wirtuozem techniki nie jest, ubił trzech rywali, ale ja też mam kilku na rozkładzie. Na pewno go nie zlekceważę. To tylko sport, wszystko może się zdarzyć. Trzeba wyjść i zrobić swoje.

Trudno było znaleźć sparingpartnerów, którzy imitowali jego styl?
Ktoś, kto trenuje 10 lat bije się zupełnie inaczej niż chłopak wyciągnięty z siłowni jak Erko. Musiałem szukać takich zawodników, którzy mają po 180 cm, 110 kilo i niewiele zawodowych walk. Takich, którzy biją się chaotycznie, są nieobliczalni. Silnych wariatów, którzy myślą, że od razu zawojują świat. Znalazłem takich i nieskromnie powiem, że radziłem sobie z nimi dobrze.

Jak według pana będzie wyglądała ta walka?
Mam swój plan. Jeśli Erko będzie chciał się ze mną bić w stójce, proszę bardzo. Zapasy? Nie ma problemu. Jestem przygotowany na walkę z nim w każdej płaszczyźnie. Nie jestem może jakimś wybitnym bokserem, zapaśnikiem i parterowcem, ale poradzę sobie wszędzie. W przeszłości czasem brakowało mi tlenu, ale teraz nie jest z tym źle. Radzę sobie na pełnym dystansie z naprawdę dobrymi zawodnikami. Taki Jay Silva nie był w stanie mnie znokautować, przewalczyłem z nim trzy rundy.

Ile kilogramów chce pan wnieść do klatki?
Obecnie ważę w okolicach 117-119 kg. Zależnie od tego, czy zjem jednego pączka mniej, czy więcej. (śmiech) Do klatki wejdę mniej więcej z taką wagą. Niżej nie chcę schodzić. Ważne jest to, żebym czuł się luźno i lekko.

Po dwóch porażkach z rzędu czuje pan na sobie większą presję niż zwykle?
Nie ma zawodników niepokonanych. To tylko kwestia czasu, kiedy się przegra. Jestem w zawodowym sporcie od 22 lat. W MMA od 10. Biłem się z naprawdę mocnymi zawodnikami. To, że przegrałem dwie ostatnie walki, nic nie znaczy. Bardziej pokonały mnie zresztą kontuzje niż rywale. Jeśli Erko chce mnie znokautować, niech próbuje. Ale łeb mam twardy, może się nie udać!

Mariusz Pudzianowski ma w ogóle coś jeszcze do udowodnienia?
Nie. Czuję się spełniony jako sportowiec. Ale chciałbym pokazać samemu sobie, że jestem w stanie pociągnąć ten wózek. Stoczę jeszcze kilka walk dla kibiców. Kiedy będę miał dość, powiem: „dziękuję” i zrobię miejsce młodym. Może pomogę im też swoim doświadczeniem. Często dostaję prośby, żeby coś podpowiedzieć. Teraz nie mam na to zbyt wiele czasu, ale po zakończeniu kariery będę chciał się podzielić swoją wiedzą. Niech młodzi się bawią, kiedy ja będę na sportowej emeryturze.

Pana doświadczenia mogą być bardzo pomocne zwłaszcza dla zawodników, którzy też wchodzą do MMA ze sportów siłowych.
Obserwuję, jak zawodnicy z trójboju siłowego czy kulturystyki zaczynają przygodę z MMA. Widzę ich błędy, wręcz babole. "Surowego" zawodnika bez żadnego doświadczenia trenuje się zupełnie inaczej niż chłopaka prosto z siłowni. Gdybym miał obecną wiedzę, nie popełniłbym wielu błędów. Jednym z większych było właśnie "oranie się" na treningach.

Wracając do walki wieczoru KSW 51. Gdyby miał pan stawiać pieniądze, to...
Będę brutalnie szczery. To nie potrwa całego dystansu. W pierwszej, drugiej czy trzeciej rundzie, ale skończę ten pojedynek przed czasem. Możecie stawiać na to w ciemno, nie pożałujecie.

Rozmawiał i notował Tomasz Dębek
Obserwuj autora artykułu na Twitterze

Gala KSW 51 w sobotę 9 listopada w Arenie Zagrzeb. Transmisja z wydarzenia tylko w systemie pay-per-view.

Trwa głosowanie...

Kto wygra walkę na KSW 51 w Zagrzebiu?

ZOBACZ TEŻ:

ZOBACZ TEŻ:>> ZOBACZ TEŻ: KSW 47 NA ZDJĘCIACH. CZARNA SOBOTA POLSKICH FAWORYTÓW [GALERIA] <<

KSW 51 - karta walk:
Mariusz Pudzianowski (12-7) - Erko Jun (3-0),
Borys Mańkowski (19-8-1) - Vaso Bakočević (39-18-1),
Antun Račić (23-8-1) - Damian Stasiak (11-6) - o pas mistrza kat. koguciej,
Filip Pejić (14-2-2) - Daniel Torres (8-4),
Ante Delija (16-3) - Denis Stojnić (13-3),
Aleksandar Ilić (12-2) - Cezary Kęsik (9-0),
Ivan Erslan (7-0) - Darwin Rodriguez (9-4),
Roman Szymański (11-5) - Miloš Janičić (11-2),
Krystian Kaszubowski (7-1) - Aleksandar Rakas (15-7),
Sebastian Przybysz (5-2) - Lemmy Krušič (20-6).

Mariusz Pudzianowski przed KSW 51: Mojego doświadczenia nie da się kupić za żadne pieniądze

Wideo

Materiał oryginalny: Mariusz Pudzianowski przed KSW 51: Czasem trzeba dostać po d..., żeby się czegoś nauczyć [WYWIAD] - Sportowy24

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie