Marek Oramus: Wszechświat jest bogaty w formę i w treść...

    Marek Oramus: Wszechświat jest bogaty w formę i w treść niebiedny

    Anita Czupryn

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Marek Oramus: Wszechświat jest bogaty w formę i w treść niebiedny

    ©Fot. Andrzej Wiktor

    Jesteśmy nalotem pleśni na pyłku, który w skali kosmosu nie znaczy nic - Marek Oramus, pisarz fantasta opowiada o swojej książce „Na niebie i ziemi”.
    Marek Oramus: Wszechświat jest bogaty w formę i w treść niebiedny

    ©Fot. Andrzej Wiktor

    Z zachwytem, ale i z przerażeniem czytałam Pana najnowszą książkę „Na niebie i Ziemi”.
    Momentami jest się czym przerazić. Na przykład tym, co mówi pani profesor Waleria Hryniewicz o rosnącej oporności bakterii na antybiotyki, a nie ma dziś w Polsce lepszego specjalisty od mikrobiologii od niej.

    Profesor Hryniewicz odsłania tę stronę rzeczywistości, która pokazuje, jacy w gruncie rzeczy bywamy bezmyślni i bezradni wobec bakterii. Ale może po kolei. Przeprowadził Pan 27 rozmów z najwybitniejszymi polskimi naukowcami. Wśród nich są m. in. Bohdan Paczyński, Marek Abramowicz, Paweł Artymowicz, Andrzej Udalski, Marek Demiański, Aleksander Wolszczan.

    Jak pani widzi - same dobre nazwiska.

    Która z tych postaci zrobiła na Panu największe wrażenie?
    Nie było jednej takiej postaci. Oni wszyscy są niepowtarzalni i mają swoją oryginalność. Docierałem do nich albo dzięki własnemu rozeznaniu, albo ktoś mi ich polecał. Na przykład znajomy astronom mówi: „Profesor Paweł Rudawy to najlepszy ekspert od Słońca, jakiego mamy w Polsce. Tylko że we Wrocławiu”. Musiałem więc wybrać się do Wrocławia. Ze świętej pamięci profesorem Paczyńskim, astrofizykiem, spotkałem się w Krakowie i to przy okazji Lema.

    Jak to?
    Akurat były 80. urodziny Stanisława Lema, więc przyjechałem do Krakowa. Rok 2001, pamięta pani, atak na World Trade Center. I znów znajomy astronom, ale inny, mówi mi: „Odbywa się 30. zjazd Polskiego Towarzystwa Astronomicznego, będziemy wręczać Paczyńskiemu prestiżową nagrodę im. Kopernika. Paczyński nieczęsto bywa w Polsce, chodź, zobaczysz go”. Poszedłem, wysłuchałem wykładu i umówiłem się z nim na rozmowę. Gdyby nie ta sposobność, to raczej nie miałbym okazji z Paczyńskim porozmawiać, bo kilka lat później zmarł. Był naprawdę wybitnym astrofizykiem, zasługiwał na nagrodę Nobla za mikrosoczewkowanie grawitacyjne. Pech chciał, że w tym organie, którym się posługiwał, stwierdzono raka i to nieuleczalnego.

    Profesor Paczyński był promotorem syna Stanisława Lema - Tomasza.
    Czytałem ostatnio listy Lema i Ewy Lipskiej. Do książki dołączono też listy młodego Lema z czasów, kiedy był na uniwersytecie w Princeton. Opisuje wieczór, kiedy poszedł do kina uniwersyteckiego na film „Stalker” według powieści „Solaris” Stanisława Lema. W sali kinowej było trzech widzów: on, jakiś Murzyn i starszy mężczyzna. Po seansie Tomasz Lem podszedł do tego mężczyzny, zaciekawiony, jakie powody sprawiły, że przyszedł na taki film. Okazało się, że to był właśnie Bohdan Paczyński. Tak się poznali. Kiedy ja spotkałem się z Paczyńskim, pytał mnie o kontakt do Stanisława Lema, bo chciał go odwiedzić. Podałem mu telefon, więc prawdopodobnie do tego spotkania doszło.

    Przy okazji: Aleksandrowi Wolszczanowi też Pan wróżył Nobla.
    Nie jest wykluczone, że go dostanie, tylko tu jest problem z formułą. Nie przyznaje się Nobla z astrofizyki, więc nie wiadomo, z jakiej puli nagrodzić jego odkrycie planet, pierwszych poza naszym Układem Słonecznym.

    Jakie były okoliczności Pana spotkania z profesorem Wolszczanem?
    Umówiłem się z nim w Toruniu, ale kiedy przyjechałem, okazało się, że nie ma dla mnie czasu. „Panie profesorze, jechałem do pana z Warszawy” - powiedziałem, a on na to: „A co mnie to obchodzi, ja mam tu różne rzeczy do wykonania i nikt za mnie tego nie zrobi”. Wpadłem więc na pomysł, że będę chodził za nim krok w krok i tak przeprowadzę tę rozmowę. Tak też powstał ten wywiad „na chodzonego”. Ostatnie pytania zadałem i odpowiedzi dostałem w autobusie jadącym na dworzec, bo profesor miał odebrać swoją żonę z pociągu. Innym razem Wolszczana czekała 9-godzinna podróż samolotem, a nie miał co czytać. Dałem mu „Arsenał”, jedną ze swoich powieści. Czy przeczytał - nie wiem.

    Paweł Artymowicz?
    Specjalista od powstawania układów planetarnych, ale interesuje się też samolotami. Ma licencję pilota, sam lata, wykonuje akrobacje. Zadzwoniłem do niego i usłyszałem: „Absolutnie nie udzielam żadnych wywiadów”. Był wtedy jednym z ekspertów komisji badającej przyczyny katastrofy smoleńskiej i w tym czasie wszyscy do niego dzwonili. Powiedziałem: „Smoleńsk mnie teraz nie interesuje, chciałbym z panem rozmawiać na temat powstawania układów planetarnych”. Odrzekł: „Skoro tak, to możemy rozmawiać natychmiast”. Przyjechał do mnie, siedział tu, jak pani, przy tym stole, na sąsiednim krześle i rozmawialiśmy. Kto następny?

    Andrzej Udalski.
    Ze spotkaniem z nim nie było już takich problemów. Jest na miejscu, kieruje Obserwatorium Astronomicznym Uniwersytetu Warszawskiego. Pojechałem do niego i byłem zdumiony, że astronom nie siedzi wsparty czołem o lunetę, tylko przy komputerach, w przyciemnionym pokoju. Okazało się, że wszystko już jest zautomatyzowane, niebo jest skanowane masowo, aparatura wybiera co ciekawsze przypadki i on może je na komputerze przeglądać, szczegółowo przyglądać się wynikom, bo inaczej nie byłby w stanie przerobić tej ilości danych. W docieraniu do wielu naukowców bardzo pomogli mi fantaści, ponieważ niektórzy z moich rozmówców albo mieli coś wspólnego z fantastyką, albo sami pisali powieści, utwory fantastyczno-naukowe. Maciej Konacki był moim autorem w „Fantastyce”, napisał mi artykuł o czarnych dziurach. Krzysztof Grzywnowicz, specjalista od grzybów, był kiedyś szefem oddziału Klubu Fantastyki w Lublinie i do dziś dnia ma ciągoty do science fiction. Andrzej Drzewiński, fizyk, zaczynał od zbioru opowiadań science fiction. Może teraz trochę się wstydzi błędów młodości, bo nie napisał o tym w swojej notce biograficznej. Dariusz Filar, ekonomista, też w młodości pisał fantastykę i teraz, gdy przeszedł na emeryturę, wraca do pisania.

    Nauce bliżej do fantastyki czy fantastyce bliżej do nauki?
    Wielu naukowców dzisiaj wypiera się fantastyki. Fantastyka nie jest dziedziną bardzo poważną. Nauka jest dalece bardziej działaniem serio. Ale prawdopodobnie to dzięki fantastyce wkroczyli w naukę, bo czytanie fantastyki otworzyło im wyobraźnię. Zresztą to jest typowa droga fizyków amerykańskich - wielu z nich przyznaje się do inspiracji fantastyką, zwłaszcza astronomowie, ludzie od nieba. Ale chciałbym też opowiedzieć o moim spotkaniu z profesorem Piotrem Wolańskim.

    Słucham z ciekawością.
    Umówiłem się z nim na wywiad, a nie miałem z kim zostawić dziecka. Berenika miała pięć lat, do szkoły jeszcze nie chodziła, zabrałem ją ze sobą. Zima była straszna. Po drodze zamarzł mi dyktafon i aparat fotograficzny. Kiedy dotarłem do profesora, nie byłem w stanie nagrywać rozmowy. No i trzeba było coś zrobić z dzieckiem. Powiedział, aby dziecko posadzić za jego biurkiem; dostało kartki, rysowało, a myśmy rozmawiali. Zapisywałem wszystko, jak w latach 70., ręcznie i wyszedł niezgorszy wywiad. W pewnym momencie Berenice coś spadło z biurka, zaczęła szukać na podłodze, a Wolański mówi: „Może znajdą się i inne rzeczy, które i mnie poginęły” (śmiech). Aparat fotograficzny, który położyłem na kaloryferze, rozmroził się w końcu, więc mogłem zrobić zdjęcia. Ta książka zawiera więc przygody, jakie się zdarzają człowiekowi na co dzień, ale przygody z wielkimi ludźmi. Przede wszystkim jednak jest to przygoda intelektualna. Rozmawiałem z najlepszymi umysłami, jakimi w tej chwili nasz kraj dysponuje. A oni pokazywali mi, o co chodzi w nauce, tłumaczyli stan obecny badań w swoich dziedzinach.
    1 3 »

    Czytaj treści premium w Polsce Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (1)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Dzięki kapitalizmowi, najbardziej zbrodniczemu systemowi jaki istnieje w całym wszechświecie

    ta pleśń jest tylko pleśnią. I póki kapitalizm niczym innym nie będzie. (gość)

    Zgłoś

    Wszystko co mamy dziś złego ( a nic innego nie mamy, reszta to pozory) łącznie z odporną bakterią jest dziełem nienasyconego pazerniactwa kapitalistycznych bandziorów. Nawet idiota z połową szarej...rozwiń całość

    Wszystko co mamy dziś złego ( a nic innego nie mamy, reszta to pozory) łącznie z odporną bakterią jest dziełem nienasyconego pazerniactwa kapitalistycznych bandziorów. Nawet idiota z połową szarej komórki wie, że w takim ustroju człowiek posunie się bez najmniejszych zahamowań do wszystkiego dla mamony jeśli ta jest miernikiem i bogiem.zwiń

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Nie przegap

    Wideo