Marek Konkolewski: Twórzmy modę na bezpieczeństwo na drodze

Anita Czupryn
Anita Czupryn
Marek Konkolewski:Wprowadzenie drakońskich podwyżek mandatów powinno być poprzedzone wielką społeczną kampanią dla przekraczających prędkość
Marek Konkolewski:Wprowadzenie drakońskich podwyżek mandatów powinno być poprzedzone wielką społeczną kampanią dla przekraczających prędkość Kociewski.pl
Czasami propozycje zmian rodzą się pod wpływem wielkich emocji. Emocji wywołanych przez spektakularne, tragiczne w skutkach wypadki drogowe – zdarzenia medialne, które wywołują też głośną dysputę opinii publicznej, wielkie oburzenie i żądania rygorystycznego traktowania piratów drogowych, surowszych kar. To nie są działania przemyślane – mówi Marek Konkolewski, ekspert ruchu drogowego.

Kierowca jadący samochodem może nie poczuć, że potrącił człowieka?

Wszystko zależy od okoliczności. Od wieku sprawcy, od pogody, natężenia ruchu drogowego, sytuacji w kabinie. Od rodzaju pojazdu, prędkości, miejsca, w którym doszło do potrącenia. Czasami są takie sytuacje, kiedy kierowca przy bardzo małej prędkości może potrącić człowieka i nie czuć tego uderzenia. Pani tym pytaniem nawiązuje do tego, co się stało w Katowicach?

Tak. W Katowicach kierowca autobusu śmiertelnie potrącił 19-letnią matkę dwójki dzieci i nie zatrzymał się.

Nie przemawiają do mnie tłumaczenia kierowcy. Sytuacja wyglądała tak, że na środku jezdni znajdowała się bardzo głośno zachowująca się grupa osób; wywiązała się bójka. Kierowca wcześniej użył sygnału dźwiękowego, ostrzegawczego, a więc zgodnie z prawem ostrzegał o niebezpieczeństwie. W pewnym momencie się zatrzymał, ale grupa młodych ludzi, w sposób ostentacyjny, wyzywający blokowała drogę, wchodziła w wyraźny konflikt z tym kierowcą. Dla mnie zachowanie kierowcy było irracjonalne. Zdecydował się na jazdę, bo w jego polu widzenia znajdowały się przecież twarze tych osób. Trudno uwierzyć, że nie zauważył twarzy i nie poczuł momentu uderzenia. On ten autobus w pewnym sensie potraktował jako narzędzie, jako taran. Znalazł się w niewłaściwym miejscu i czasie. Poniosły go emocje. Poczuł się zagrożony i pod wpływem wielkiego stresu starał się opuścić to miejsce za wszelką cenę. Stąd też otrzymał zarzut umyślnego zabójstwa z zamiarem ewentualnym. Jako doświadczony kierowca, z 10-letnim stażem powinien przewidzieć skutki swojego zachowania.

Jak jeżdżą Polacy? Jakie grzechy najczęściej popełniają kierowcy?

Może panią zaskoczę, ale moim zdaniem znakomita większość z nas, czyli uczestników ruchu drogowego, mam tu na myśli kierujących oraz pieszych, to ludzie uczciwi, kulturalni i prawi, którzy codziennie dokładają swoją malutką cegiełkę na rzecz poprawy ruchu drogowego. Tylko o tych kulturalnych, normalnych zachowaniach rzadko się mówi. Nie są bohaterami newsów podawanych w środkach masowego przekazu. W 1989 roku w Polsce zarejestrowanych było niespełna 10 milionów pojazdów silnikowych, począwszy od samochodów osobowych, dostawczych, po autobusy i motocykle. A zginęło wtedy prawie 8 tysięcy osób. W tej chwili mamy zarejestrowanych około 31 milionów pojazdów silnikowych, z czego 24 miliony stanowią samochody osobowe i współczynnik śmierci tych dramatycznych, traumatycznych zdarzeń na polskich drogach udało się obniżyć do poziomu około 2,5 tysiąca. To świadczy o milowym kroku, jeśli chodzi o poprawę bezpieczeństwa.

Od początku wakacji zginęło już ponad 200 osób.

Słyszę komunikaty płynące z mediów. Wiem, że media lubią sensację, lubią krew, bo przyciąga uwagę czytelników, telewidzów, radiosłuchaczy. Przykuwa uwagę całej opinii społecznej, łącznie z politykami. A moim zdaniem zbyt mało mówi się o tych bohaterach życia codziennego na polskich drogach, którzy codziennie robią malutki krok w celu poprawy bezpieczeństwa. Dziś mamy lepsze drogi. Pamiętam czasy w latach 90., jak kupowało się z zagranicy, najczęściej z Niemiec, samochody pokolizyjne, po wypadku, po powodzi, bo najważniejsze było, że to samochód zagraniczny. Skończyła się era trabantów, wartburgów, dużych fiatów, polonezów, małych fiatów. Każdy chciał jeździć samochodem zagranicznym; nieważna była jego historia, stan techniczny. A jak już go kupił, to szukał prostego odcinka drogi, tylko po to, żeby przetestować możliwości, ile to auto wyciągnie. Dziś codziennością są autostrady, drogi ekspresowe, obwodnice, czyli drogi o najwyższych standardach technicznych, które wybaczają nasze błędy.

A i tak, jak czytam, mamy jedne z najniebezpieczniejszych dróg w Europie.

Na bezpieczeństwo ruchu drogowego wpływ mają trzy elementy: człowiek, droga, pojazd. Najsłabszym ogniwem tego trójkąta bezpieczeństwa jest, niestety, człowiek. I tu, myślę, też panią zaskoczę, bo tak wiele mówi się o pijanych kierowcach. Ale najbardziej podatną na wypadki drogowe jest grupa kierowców w przedziale od 18 do 24 lat. Nie tylko w Polsce; tak jest też w Europie i na całym świecie. Podkreślam: największym zagrożeniem, zdiagnozowanym, jeśli chodzi o bezpieczeństwo ruchu, stanowią młodzi ludzie. Wie pani na czym tu polega problem?

Na braku odpowiedzialności młodych ludzi?

Nie można generalizować, nie dotyczy to wszystkich, ale młodzi ludzie bardziej koncentrują się na własnym pojeździe i jego osiągach, natomiast rzadziej zwracają uwagę na innych uczestników ruchu drogowego. Są przekonani o własnych zdolnościach, są bezkrytyczni wobec swoich umiejętności. Bardzo często utożsamiają prowadzenie pojazdu z opanowaniem czynności typowo operatorskich, manualnych, takich jak zmiana biegów, operowanie kierownicą, operowanie pedałem przyspieszenia, hamulca, sprzęgła. A do tego dochodzi ich przekonanie: „mam lepszy wzrok, lepszy refleks, jestem lepszy fizycznie i psychicznie”. Na początku jeżdżą incydentalnie, bo nie mają własnych samochodów, nie nabywają doświadczenia, bo często są uzależnieni od auta, które jest w posiadaniu rodziców. I tak naprawdę oni uczą się prawdziwego życia, prawdziwej jazdy na drogach publicznych. Ulegają fascynacjom, wpływom grupy rówieśniczej, bo młodzi ludzie siedzący jako pasażerowie często podpuszczają kolegę, który od niedawna ma prawo jazdy i chce pokazać, że on już potrafi jeździć. Wie pani, co mnie najbardziej przeraża?

To właśnie, że chce pokazać, jakim jest świetnym kierowcą?

Najbardziej przeraża mnie, że tak szybko dokonuje się taka transformacja, taka matrix reaktywacja, jak to mówią młodzi: od momentu, gdy potulnie uczył się jeździć pod okiem instruktora nauki jazdy, gdy zdawał egzamin państwowy na prawo jazdy i celebrował wszystkie manewry, jeździł wręcz na granicy tamowania i utrudniania ruchu. Tam, gdzie można było jechać 50 kilometrów na godzinę, on jechał 30 albo 40. Kierownicę trzymał oburącz. Był grzeczny, wyrozumiały wobec pieszych. Słowem koncertowa, wzorowa jazda. Po czym zdaje egzamin na prawo jazdy, zgodnie z zasadą: zakuj, zdaj, zapomnij. Jest jeszcze czwarte z.

Zapij.

Nie chciałem tego mówić. Ale proszę spojrzeć – jaka skrajność w zachowaniu. Jeszcze niedawno, pod okiem instruktora był barankiem, wzorem dżentelmena na drodze; tym bardziej był grzeczny podczas zdawania egzaminu państwowego na prawo jazdy. Co znaczy, że zna przepisy i potrafi się do nich stosować. A po zdaniu egzaminu, po otrzymaniu tego kawałka plastiku, czyli prawa jazdy, nagle następuje matrix reaktywacja i świeżo upieczony kierowca uważa, że jest już doświadczonym kierowcą. Już mu instruktor ani egzaminator nie jest potrzebny. To jest czas na tak zwane przekraczanie granic. Miałby dać się wyprzedzić dziadkowi?! Musi pokazać w towarzystwie, że potrafi jeździć szybko, potrafi wyprzedzić. Dla młodego człowieka istotnym elementem oceny, czy jest się dobrym kierowcą, czy nie, jest to, z jaką prędkością się porusza, ile wyciągnie jego samochód i ile samochodów wyprzedził.

Jaka jest na to rada?

Szkoda, naprawdę bardzo szkoda, że od kilku lat nie weszły w życie przepisy ustawy o kierujących pojazdami, które są unormowane w rozdziale 14, a dotyczą okresu próbnego kierowcy. Te przepisy na przykład przewidywały, że okres próbny dla osoby, która uzyskała po raz pierwszy prawo jazda, miały trwać dwa lata. Każdy wiedział też, że pomiędzy 4 a 8 miesiącem licząc od dnia otrzymania prawa jazdy, młody człowiek musiał odbyć obowiązkowy kurs dokształcający, że przez 8 miesięcy musiał jeździć z prędkością 50 kilometrów na godzinę w mieście, 80 kilometrów poza miastem, 100 kilometrów na godzinę na autostradzie i drodze ekspresowej. A gdyby spowodował w okresie próbnym ciężki wypadek, to starosta wydałby decyzję o cofnięciu uprawnień do kierowania pojazdem. Było też unormowane w okresie próbnym, że gdyby kierowca zapłacił dwa mandaty karne za poważne wykroczenia, to okres próbny zostałby mu wydłużony o 2 lata, a jeżeliby popełnił 3 rażące wykroczenia, to starosta też mógłby cofnąć mu uprawnienia. Przypomnę, że w 2016 roku były ogromne kolejki do szkół nauki jazdy do Wojewódzkich Ośrodków Ruchu Drogowego; każdy chciał zdążyć zdobyć prawo jazdy według starych zasad.

Dlaczego te przepisy nie weszły w życie?

Do tej pory są one martwe, przez to, że nie są kompatybilne z systemem CEPiK 2 (Centralna Ewidencja Pojazdów i Kierowców - red). Zatem diagnoza problemu jest taka: najwięcej problemów w Polsce, Europie i na świecie mamy z młodymi kierowcami w wieku 18-24 lata, którzy pierwsze prawo jazdy posiadają krócej niż 3 lata. Problem już kilka lat temu został dokładnie zdiagnozowany, zostało opracowane antidotum w postaci dobrych, precyzyjnych, konkretnych przepisów. Skoro mamy diagnozę, to zadaję podstawowe pytanie: dlaczego wyważamy otwarte drzwi, dlaczego działamy pod wpływem emocji?

Wyważaniem otwartych drzwi nazywa Pan to, że rząd przyjął niedawno projekt ustawy Prawo o ruchu drogowym? Proponowane zmiany nie będą skuteczne, jeśli chodzi o walkę z niebezpiecznymi kierowcami? Jak Pan to przyjmuje?

Celem jest poprawa bezpieczeństwa na polskich drogach, myślę, że takie intencje przyświecają rządzącym. Natomiast mam wrażenie, że to nie są działania systemowe. Czasami te propozycje zmian rodzą się pod wpływem wielkich emocji. Emocji wywołanych przez spektakularne, tragiczne w skutkach wypadki drogowe – zdarzenia medialne, które wywołują też głośną dysputę opinii publicznej, wielkie oburzenie i żądania rygorystycznego traktowania piratów drogowych, surowszych kar. To nie są działania przemyślane. Mówiłem o tym wielokrotnie i znów powtórzę: tworzenie prawa wymaga ciszy. Prawo tworzy się w zacisznych gabinetach. Tworzenie dobrego, skutecznego, precyzyjnego prawa wymaga spokoju; nie tworzy się go pod wpływem emocji, chwili, w świetle kamer, fleszy, błysków aparatów fotograficznych. Pośpiech jest zły, bo tworzenie prawa ad hoc, na kolanie jest tak zwaną prawną fastrygą. A prawo, które nie jest skuteczne, jest antyprawem. Zatem mam takie wrażenie, że te propozycje rządu są odpowiedzią rządu tu i teraz na zapotrzebowanie społeczne, na żądanie wyższych kar, na rozgrzane do czerwoności emocje społeczne, spowodowane kilkoma wypadkami drogowymi, w których zginęli niewinni ludzie. A często bohaterami tych zdarzeń byli pijani kierowcy.

Jakich działań systemowych brakuje?

Kolejny raz wracam do punktu wyjścia. Dlaczego twierdzę, że to są działania ad hoc? Nie potrafię zrozumieć, dlaczego od kilku lat przepisy dotyczące okresu próbnego i nadzoru nad kierującymi, wynikające z ustawy o kierujących pojazdami, które zostały zaakceptowane przez społeczeństwo, do tej pory są martwe. A wprowadza się kolejne propozycje. Nie tędy droga. Napisałem raz na swoim profilu na Facebooku, że „politycy stanowiący prawo mają dobry słuch grając harmonijnie z nut oburzenia społecznego i wielkich emocji! Lecz wkrótce zaczną improwizować potem fałszować, aż wkrótce zamilkną... do czasu kolejnego aktu drogowego dramatu, którego kompozytorem i dyrygentem będzie kolejny pijany zabójca!” Tak spuentowałem działania niektórych polityków. Brakuje w tych propozycjach logiki.

Nie podoba się Panu to, żeby kary były bardziej rygorystyczne, żeby były wyższe mandaty, grzywny?

W porządku, zacznijmy od tego, co jest dobre. Jeżeli chodzi o kary, wyższe grzywny, biję brawo na stojąco, ażeby sądy powszechne za najbardziej rażące wykroczenia mogły wymierzać zasadniczą karę grzywny do 30 tysięcy złotych. To będzie bardzo poważny oręż w rękach sądów powszechnych; bardzo dobra zmiana. Natomiast jeżeli chodzi o postępowanie mandatowe – jak pani pewnie wie, w 1997 roku został wprowadzony taryfikator mandatów karnych, pracowałem w tym czasie w policji. Spełniał on społeczne oczekiwania. Ludzie żądali, aby w mniejszym zakresie była stosowana zasada indywidualizacji kary. Ażeby to policjant nie decydował w jakiej wysokości będzie nakładał mandat karny, bo były głosy, że policjant patrzył, jakim kto jeździł samochodem, pytał zatrzymanych kierowców, gdzie pracują i od tego uzależniał wysokość grzywny. Ludzie żądali, ażeby w sposób jasny, prosty, precyzyjny określić wysokości mandatów karnych za poszczególne naruszenia. Oczywiście tych wszystkich naruszeń nie można byłoby opisać w formie literalnej, dlatego, że pomysłowość zmotoryzowanych Polaków nie zna granic i ten taryfikator byłby grubszy niż „Pan Tadeusz”. Natomiast taryfikator się przyjął, ludzie go zaakceptowali. On praktycznie od 24 lat nie był zmieniany. To prawda, że w tej chwili mamy jedne z najniższych mandatów karnych w Europie, bo górna wysokość mandatu wynosi 500 złotych, w przypadku zbiegu wykroczeń – tysiąc złotych. Ale proszę pani! W sytuacji, gdy ktoś popełnia rażące wykroczenie, jest recydywistą, wcześniej łapał punkty karne, to policjant wcale nie musi stosować postępowania mandatowego, tylko może automatycznie kierować wnioski do sądu. A sąd nie musiał kierować się wskazaniami taryfikatora i za to wykroczenie groziłaby kara grzywny nawet do 5 tysięcy złotych.

To dlaczego policjanci tego nie robili?

Myślę, że czasami policjanci szli na tak zwane skróty: lepiej było nałożyć mandat karny w wysokości 500 złotych i sprawa załatwiona, niż kierować do sądu, sporządzać wniosek, potem stawiać się przed obliczem sądu. To oznacza dłuższą drogę. Policjanci czasem wybierali te prostszą ścieżkę. I w pewnym sensie takie zachowania rozzuchwaliły niektórych kierowców; czuli się coraz bardziej bezkarni. Pewnie, jestem za tym, ażeby podwyższać grzywny w drodze mandatów karnych. Byłem za tym, jestem i będę. Ale to musi być proces ewolucyjny. Trzeba by było dokładnie przyjrzeć się temu taryfikatorowi, który obecnie obowiązuje. Przeanalizować te naruszenia, które nie są akceptowane z punktu widzenia bezpieczeństwa, które wywołują największe emocje społeczne i spustoszenia na polskich drogach, i tam podwyższyć widełki. Ale na Boga, nie do poziomu 2-5 tysięcy złotych. Podam przykład.

Poproszę.

Jest propozycja, aby podwyższyć mandat karny do co najmniej 1500 złotych za przekroczenie dozwolonej prędkości o więcej niż 30 kilometrów na godzinę. Zupełnie czymś innym jest przekroczenie prędkości o 30 kilometrów lub więcej w obszarze zabudowanym w Warszawie, w Gdańsku czy Gdyni, gdzie jest bardzo duże natężenie ruchu kołowego, pieszego, jest kilka pasów ruchu, są ronda, skomplikowane skrzyżowania, tramwaje. A czym innym jest jechać po nowo wybudowanej albo zmodernizowanej drodze powiatowej, wojewódzkiej, na prostym odcinku drogi, gdzie jest idealna widoczność, słoneczna pogoda, domy z dala od ulicy i tam jest ograniczenie prędkości, poza obszarem zabudowanym do 50 kilometrów na godzinę. Gdyby to ode mnie zależało prace nad zmianami w taryfikatorze mandatów powinny być poprzedzone trzema podstawowymi warunkami.

Co Pan ma na myśli?

Po pierwsze, wprowadzenie tak drakońskich podwyżek mandatów powinno być poprzedzone wielką społeczną kampanią na przykład dla przekraczających prędkość. To znaczy, jeśli przekroczy pani prędkość o 3-5 kilometrów na godzinę, to policja nie będzie odwracać głowy i udawać, że nic się nie stało, tylko zostanie pani za to wykroczenie zatrzymana do kontroli. Chodzi o to, aby na każde naruszenie przepisów była reakcja. Nawet na przekroczenie prędkości o 3-5-10 kilometrów na godzinę. Policjant w takim wypadku może pouczyć kierowcę, który nie ma punktów karnych, ale popełnił wykroczenie. W ten sposób tworzy się modę na bezpieczeństwo; opłaca się nam jeździć bezpiecznie. To jest przemyślane, logiczne działanie. Nawet za błahe wykroczenie kierowca powinien zostać zatrzymany. A jeśli się okaże, że jest to pirat drogowy – to zero tolerancji; powinien zostać ukarany mandatem. My wszyscy przyzwyczailiśmy się do tego, że jest jakaś niepisana tolerancja dla przekraczania prędkości, która jest akceptowana przez służby.
Po drugie trzeba uszczelnić system związany z egzekucją i windykacją mandatów karnych. W tej chwili odpowiada za ten proces I Urząd Skarbowy w Opolu. Mam wielki szacunek dla urzędników skarbowych, robią wszystko, żeby te mandaty były egzekwowane, ale z pustego Salomon nie naleje. Ściągalność nałożonych mandatów karnych wynosi niespełna 70 procent. Co 3 mandat karny ulega przedawnieniu. Skoro więc państwo ma problem z wyegzekwowaniem mandatu w wysokości 100, 200 czy 300 złotych, to tym bardziej może wystąpić problem, ażeby wyegzekwować mandat karny w wysokości od tysiąca złotych i więcej. Wie pani, kto będzie płacił mandaty? Emeryci, renciści, bo oni karnie płacą wszystkie opłaty. Ludzi, którzy mają stałe dochody i są pod pełną kontrolą urzędu skarbowego. A rzecz trzecia, jak już wprowadzamy mandaty za przekroczenie prędkości, to trzeba dokonać gruntownej lustracji stanu oznakowania, zwłaszcza poza obszarem zabudowanym, bo część znaków ograniczających prędkość obszaru zabudowanego powinno po prostu zniknąć z mapy drogowej Polski. Niektóre znaki są oderwane od drogowej rzeczywistości. To jest przede wszystkim obowiązek państwa, samorządów, zarządców dróg. Reasumując – mandaty karne tak, trzeba je podwyższyć, ale nie można tego robić w sposób gwałtowny, rewolucyjny, że z 500 złotych podwyższamy mandaty do 5 tysięcy złotych.

Jak uściślić system egzekucyjny i windykacyjny?

Rząd tu ma dobry pomysł, bo żeby uściślić ten system chce wprowadzić rekomendacje Najwyższej Izby Kontroli, która stoi na stanowisku, żeby uzależnić usuwanie punktów karnych z ewidencji kierowców naruszających przepisy ruchu drogowego od zapłacenia mandatów. Jest propozycja, aby punkty były usuwane po dwóch latach – OK, ale kierowca musi spełnić ten jeden warunek, czyli zapłacić mandat karny. To strzał w dziesiątkę. I druga zmiana, która mi się bardzo podoba, to, że przy corocznym rozliczeniu PIT-a, jeżeli kierowca ma nadpłatę podatku i liczy na zwrot, to ta kwota zostanie uszczuplona o sumę niezapłaconych mandatów karnych. To bardzo dobre rozwiązanie.

Wracając do mandatów, to propozycja ich podwyższenia wynika stąd, że społeczeństwo żąda bardziej rygorystycznych kar.

Jestem praktykiem i realistą. Mogę się dziś z panią założyć, że mandaty zostaną podwyższone, ale nie w tym wymiarze, o którym dziś dyskutujemy; o którym mówi pan premier i rząd. Do tego potrzebna jest zgoda parlamentu. Parlamentarzystom zabraknie odwagi, by podjąć decyzję o tak drakońskiej podwyżce. Powód jest prosty – za dwa lata mamy wybory, parlamentarzyści będą chcieli się przypodobać potencjalnym wyborcom, nie będą chcieli ich drażnić.

Jest Pan za tym, żeby odbierać samochody pijanym kierowcom?

Nie. Byłem, jestem i będę przeciwnikiem konfiskaty. Znakomita większość z nas ma samochody, które należą do małżeńskiej wspólnoty majątkowej, auta w leasingach, takie, które stanowią przedmiot zabezpieczenia spłaty kredytu; auta służbowe. Łatwo jest wyciągać rękę po cudze mienie. Skoro państwo chce tak bardzo karać sprawców poważnych przestępstw, to może lepiej zastosować wysoką karę grzywny? Problem polega na tym, że trudno ją wyegzekwować. Wydaje mi się jednak, że sprawa została już prawie przesądzona; prędzej czy później konfiskata aut pijanym sprawcom wypadków drogowych ze skutkiem śmiertelnym zostanie wprowadzona do polskiego porządku prawnego. Szkoda. Chciałbym więc zaapelować do pana premiera, że może warto do osób, którym będzie się konfiskować samochody, dopisać tych bandytów, którzy uciekają przed policją, wobec których policja w ramach pościgu używa broni palnej; dopisać tych, którzy uciekają z miejsca wypadku drogowego, nie udzielając pomocy poszkodowanym na miejscu zdarzenia oraz tych, którzy na drogach publicznych urządzają nielegalne wyścigi uliczne.

Uwaga na chińskie telefony

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie