Marcin Plichta: Młody zdolny, który namieszał tak, że ma na karku śledczych

Dorota Kowalska
Marcin Plichta
Marcin Plichta Przemek Świderski/Polskapresse
Dodaj komentarz:
Udostępnij:
Marcin Plichta był świetnym uczniem, któremu wróżono wielką karierę. On sam dokładnie wiedział, co chce robić: chciał zarabiać wielkie pieniądze. Jego kariera nie była jednak tak błyskotliwa, jak mogliby zakładać jego nauczyciele - pisze Dorota Kowalska.

Marcin Plichta, bez wątpienia negatywny bohater ostatnich dni, to jedna z najbardziej tajemniczych osób w kraju. Wprawdzie pojawiło się o nim kilka tekstów, ale zbyt dużo o szefie firmy Amber Gold dowiedzieć się z nich nie sposób. Ot, młody, zdolny, z otwartą głową do biznesu i kilkoma wyrokami na koncie, chciał dać ludziom zarobić, ale po prostu nie wyszło. Do znajomości z Plichtą nikt dzisiaj przyznawać się nie chce, chyba że jest jego nauczycielką z lat szkolnych albo kolegą z podwórka. Głód newsa jest tak duży, że w sieci pojawiła się nawet plotka, że Plichta jest dalekim kuzynem ministra Arabskiego, czemu ten drugi stanowczo zaprzecza, a do czego ten pierwszy wcale się nie przyznaje. Wychodzi więc na to, że ktoś na finansowych kłopotach Amber Gold i jego klientów postanowił zbić polityczny kapitał i pognębić człowieka Platformy: obaj panowie mieszkają przecież w Gdańsku, na upartego są nawet do siebie podobni, więc czemuż nie zrobić ich rodziną?

Sam Marcin Plichta oprócz konferencji prasowej udzielił chyba dwóch wywiadów, z których najbardziej przebił się fakt, że, jak to stwierdził, Michał Tusk, syn premiera, sam zgłosił się do pracy w OLT. Młody Tusk miał powiedzieć, że wypala się w pracy w "Gazecie Wyborczej" i zaproponował, że może być twarzą linii. - Spytałem go, czy wie, jaka jest sytuacja z AG, i czy nie boi się o reakcję ojca. Stwierdził, że zdanie ojca go nie interesuje i że chce budować swoją markę. Złożyliśmy mu propozycję, którą po kilku dniach odrzucił - mówił szef Amber Gold dziennikarzom "Gazety Polskiej Codziennie".

I tak na jakiś czas Michał Tusk przyćmił Marcina Plichtę, ale na krótko, bo oto w piątek w eter poszła informacja, że do mieszkania Plichtów i do innych posiadanych przez nich apartamentów w celu zabezpieczenia dokumentów związanych z działalnością firmy Amber Gold weszła ABW. Jak nieoficjalnie podał także jeden z serwisów informacyjnych, prokurator generalny Andrzej Seremet ma przedstawić "jasną interpretację prawa bankowego", wskazującą na to, że Amber Gold swoją działalnością łamał prawo.

Wygląda więc na to, że państwo Plichtowie mogą mieć kłopoty. Mają je już wierzyciele AG i jego pracownicy. Wiele osób w Trójmieście straciło właśnie pracę albo zlecenia: czy to pracowników, czy współpracowników obu firm Marcina Plichty: AG i OLT. Jeszcze kilka miesięcy temu, na początku roku głośno było o "rekrutacjach" do AG. Mówiło się wtedy w Trójmieście, że warto wysłać tam CV, bo płacą tyle, ile się zażąda. Ale najłatwiej było do Amber Gold po prostu się wkręcić: trzeba było znać kogoś, kto już tam pracował. AG odbierano jako wielką szansę, bo oto na trójmiejskim rynku pracy pojawiła się dynamiczna firma, która szuka kadry i na dodatek nie skąpi na wynagrodzeniach.

- Oferta pracy, jaka została mi przedstawiona, brzmiała bardzo atrakcyjnie. Wcześniej też nie zarabiałem źle, jestem fachowcem w swojej branży. Ale zaproponowane przez Marcina i Katarzyną Plichtów wynagrodzenie było dużo większe niż moja dotychczasowa pensja. Nie zastanawiałem się długo, zgodziłem się. Oczywiście wiedziałem, że Marcin Plichta otrzymał kiedyś wyrok, wiedziałem jak wszyscy o jednym wyroku, który zazwyczaj kwitował stwierdzeniem: błędy młodości. Na początku informował mnie, że Amber Gold działa jako tzw. dom składowy, dziś już wiem, że to była nieprawda. Praca była trudna, mocno mnie angażowała. Do końca wierzyłem, że wszystko się jakoś wyjaśni, że się poukłada, że okaże się, że to jednak Marcin Plichta ma rację, że odda ludziom pieniądze. Wierzyłem, bo chciałem wierzyć - wzrusza ramionami jeden z pracowników Plichty. Inny opowiada, że jak wiele innych osób znalazł się w firmie z polecenia.
- Uderzające było, że wydaje się w niej mnóstwo pieniędzy. Tak jakby nikt nie liczył się z wydatkami. Czasem jednak, kiedy doszło do konieczności uiszczenia jakiejś, niewielkiej nawet, kwoty w sposób nagły, niespodziewany, bez uzgodnienia z szefami, wówczas była awantura. W moim odczuciu brak było w tej firmie jakiejś kultury organizacji, jasnych zasad funkcjonowania, tzw. ładu korporacyjnego. Wiele sprowadzało się do tego, jaką decyzję podejmie Marcin albo Katarzyna Plichta, od niej zależało, jak potoczą się losy takiego lub innego przedsięwzięcia - wspomina nasz rozmówca. - Jak dziś na to patrzę, to mam wrażenie, że wiele rzeczy tam zostało zrobionych bez sensu. Wydano wiele pieniędzy w sposób pozbawiony jakiejś głębszej refleksji, planowania - dodaje.

Sami Plichtowie to ponoć mili, sympatyczni ludzie: żadnego szpanu czy obnoszenia się z pieniędzmi.

Plichta urodził się w 1984 r. jako Marcin Stefański (potem przyjął nazwisko żony Katarzyny Plichty). Jego ojciec był zawodowym żołnierzem, matka pracowała na poczcie. Mieszkali w bloku na jednym z gdańskich osiedli. Szef Amber Gold skończył gdańskie liceum ekonomiczne, na studia jednak nie poszedł, choć nie musiał nawet zdawać egzaminu, bo po tym jak wygrał konkurs wiedzy ekonomicznej zorganizowany przez Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu, miał na nie wstęp wolny. Koledzy z klasy i nauczyciele powtarzają niczym mantrę: zdolny, ambitny, mógł robić w życiu, co tylko zechce. Plichta chciał, na co wskazuje jego kariera, zarabiać dobre pieniądze.

Jeszcze w liceum zaczął organizować Multikasy. W Multikasach można było uiścić tanie opłaty, które normalnie robi się na poczcie. Pomysł niby genialny, ale nie wyszło. Prowadzona przez Marcina Plichtę firma miała doprowadzić 300 osób do straty w wysokości 174 tys. zł. Sąd Rejonowy w Malborku zobowiązał go do naprawienia szkody i oddania ludziom pieniędzy. Miał na to dwa lata.

Tymczasem, jak wynika z akt sądowych sprawy, zwrócił zaledwie cząstkę należności - kilka tysięcy złotych. To nie przeszkodziło w formalnym zatarciu wyroku. Jak to możliwe? Resort sprawiedliwości upatruje przyczyny w zatajeniu przez kuratora sądowego informacji na temat niewykonania przez Plichtę obowiązku naprawienia szkody. Minister sprawiedliwości podjął nawet decyzję o złożeniu w tej sprawie zawiadomienia do prokuratury.

Marcin Plichta i jego żona Katarzyna działali jednak dalej w branży finansowej. Prowadzili biuro doradztwa kredytowego we Wrzeszczu.

Jak ustalili nasi dziennikarze Tomasz Słomczyński i Łukasz Kłos, część, jeśli nie większość, dokumentów zgromadzonych w Krajowym Rejestrze Sądowym dotyczących spółek zarządzanych przez Marcina i Katarzynę Plichtów, to korespondencja związana z grzywnami, które sąd wymierzał małżeństwu za nieskładanie sprawozdań finansowych. Polskie przepisy nakładają taki obowiązek, a za jego niedopełnienie grozi kara do tysiąca złotych. W sprawie niezłożonych sprawozdań sąd początkowo wysyłał upomnienia. Z czasem egzekucję kar finansowych powierzył komornikom. Jeden z nich w 2008 r. próbował ściągnąć z Marcina Plichty niecałe 800 zł. Poddał się jednak, o czym świadczy dokument, w którym tłumaczy, dlaczego egzekucja stała się niemożliwa: "W toku czynności egzekucyjnych ustalono, że dłużnik [tj. Marcin Plichta - red.] jest zameldowany od urodzenia (…) u rodziców (…), lecz nie mieszka tam od około dwóch lat. Dłużnik aktualnie przebywa u konkubiny, lecz dokładnego adresu nie zdołano ustalić. Dłużnik pod wskazanym adresem zameldowania nie posiada żadnych ruchomości ani innego majątku. (…) Dłużnik nie posiada pojazdu ani innego majątku, z którego można by było skutecznie przeprowadzić egzekucję. Zajęcie rachunku bankowego nie doprowadziło do skuteczności egzekucji". Wobec takiego stanu rzeczy sąd umorzył kilkusetzłotowy dług Marcina Plichty.
To był październik 2008 r. Trzy miesiące później Plichta założył spółkę Amber Gold, która chwaliła się milionowym, potem 10-milionowym, wreszcie 50-milionowym kapitałem zakładowym.

W marcu 2011 r., kiedy o Plichcie zaczynało być głośno, a Amber Gold przygotowywał się do podbicia rynku, sąd wymierzył Marcinowi Plichcie kolejną grzywnę. Wobec trudności z ustaleniem miejsca pobytu biznesmena (prezesa znanej już wtedy w Polsce firmy z licznymi oddziałami w kraju) sąd zleca tę czynność policji. Pisze policjant: "W odpowiedzi na pismo (...) dot. przeprowadzenia wywiadu środowiskowego odnośnie Plichta Marcin, [pisownia oryginalna - red.] zam. [tu podany jest adres rodziców Marcina Plichty - red.] zawiadamiam, iż w/w nie zamieszkuje pod wskazanym adresem od kilku lat. Aktualne miejsce pobytu nie jest znane".

Tyle że Plichtowie nie narzekają na brak pieniędzy. Wsparli kościół św. Mikołaja darowiznami o łącznej wartości przeszło miliona złotych. Na początku Plichta zaproponował skromne 100 tys. zł. - Byłem świeżo po wyroku za Multikasy - opowiadał dziennikarzom "Gazety Wyborczej". - Postanowiliśmy z Kasią, że to będzie nasze dziękczynienie za niski wyrok, bo przecież to wszystko rozeszło się po kościach.

Plichtowie jeżdżą passatem i bmw 7. Mieszkają, jak przyznali w "Gazecie Wyborczej", na 90 mkw. w nowoczesnej kamienicy przy gdańskiej starówce. Zresztą biznesmenów podliczył "Fakt", który już kilka dni temu donosił, że Marcin i Katarzyna Plichtowie mają co najmniej cztery mieszkania w luksusowych kamienicach, pałacyk i wspomniane już wyżej dwa samochody. Jak ustaliła gazeta, na Amber Gold zapisane są cztery mieszkania w apartamentowcu przy ul. Szafarnia w Gdańsku. Świetna lokalizacja, cena za metr kwadratowy sięga tu nawet 13 tys. zł. Biznesmen wraz z żoną kupił też niedawno zabytkowy dwór i 12 ha ziemi w Rusocinie pod Gdańskiem. To posiadłość ma być warta 6,5 mln zł. Jego firmy wchodzą w sponsoring, m.in. wydarzeń artystycznych, choćby w produkcję filmu o Lechu Wałęsie.

I tak, jak majątek państwa Plichtów można było ustalić, tak sprawa Amber Gold też nie mogła zaskoczyć, przynajmniej gdańskich prokuratorów i sędziów.

Już pod koniec 2009 r. do śledczych wpłynęło zawiadomienie urzędników Komisji Nadzoru Finansowego, którzy twierdzili, że Amber Gold może łamać prawo, prowadząc działalność bankową bez odpowiedniej licencji. Prokuratorzy nie doszukali się znamion przestępstwa w przedstawionych im okolicznościach i odmówili wszczęcia śledztwa. KNF nie dała jednak za wygraną i od postanowienia odwołała się do sądu. Ten podzielił argumentację komisji i nakazał wszczęcie śledztwa. Szkopuł w tym, że w treści postanowienia zawarł osobliwe polecenie, by śledztwem "nie paraliżować działalności spółki". Zdaniem naszych rozmówców to miał być jeden z czynników studzących prokuratorski zapał. Tak więc prawda jest taka, że o wątpliwościach wokół Amebr Gold wiedziano w rodzinnym mieście Plichtów od ponad dwóch lat.

Dzisiaj Plichtowie się bronią. W "Gazecie Wyborczej" mówią o "spisku na poziomie rządowym, by utrącić biznes, który jest poza kontrolą urzędników i nie ma związku z żadną partią polityczną". - Nigdy nie dałem grosza na żadne wybory i nie dam - mówi "GW" Plichta. Minister finansów Jacek Rostowski mówi z kolei o piramidzie finansowej, a Wojciech Szelągowski z Prokuratury Okręgowej w Gdańsku o tym, że prokuratura sprawdza doniesienia dotyczące oszustwa, działania na niekorzyść osób, które powierzyły Amber Gold swoje mienie, prowadzenia działalności parabankowej, nawet prania brudnych pieniędzy.

Sam Marcin Plichta nie jest, przynajmniej w tej chwili, o nic podejrzany. Zapewnia, że Amber Gold zwróci pieniądze swoim wierzycielom, tyle że kiedyś jako założyciel Multikas mówił dokładnie to samo i słowa nie dotrzymał. Jaki z tej historii wniosek?
- KNF ostrzegała przed Amber Gold, ale ludzie niestety nie zawsze myślą, gdy ktoś proponuje im interes życia, tylko bezrefleksyjnie ulegają pokusie - mówi gen. Marek Dukaczewski, były szef WSI.

Coś w tym jest. Może rzeczywiście lepiej zarobić na sprawdzonych lokatach tyle co wszyscy, niż wszystko stracić.

Dorota Kowalska
Współpraca: Łukasz Kłos
Tomasz Słomczyński

Wideo

Komentarze 20

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

M
MisiaPisia347hejn
Współczuję tym Polakom którzy zostali okradzeni przez tego oszusta z Amber Gold.Na pewno jego przykrywką była Gdańska PO!Gdyby tak nie było, to syn Tuska by tam nie pracował!
r
regreg
ergreg
G
Gość
Przez lata dostawal wyroki w zawiasach juz przed amber gold. Co za sens jest dawac wyrok w zawiasach a przy nastepnym przestepstwie w nastepnym roku znowu wyrok w zawiasach i przy nastepnym znowu wyrok w zawiasach. Pamietam jak panstwo opiekuncze wsadzilodziewczyne do wiezienia bez zawiasow na 3 miesiace za przystawienie orzelka w legitymacji z monety zeby mogla jezdzic z biletem ulgowym. Tutaj nie bylo litosci i edukacja wiiezienna byla obowiazkowa.
S
Smok
Binia naucz się czytać ze zrozumieniem.
G
Gabriel
Tyle już zarzutów i co ?? Na wolności ??
Pani Zofia ma rację.
B
Binia
Młody, zdolny pytanie do czego zdolny?
Na razie wydaje mi się,że zdolny do oszustw i zagarniania do siebie.
Dziennikarzu zastanów się czasem co piszesz.
k
krawat
taki krawat jak ma Plichta widziałem na anonseo.pl
D
Donald
To, że nam się nie udało z Zieloną Wyspą jest wyłącznie winą partii Jarosława Kaczyńskiego!

Udowodnili to już wielokrotnie nasi dzielni dziennikarze z Polsatu, TVP oraz TVN, nie mówiąc już o naszych dziennikarzach z TOK fm oraz Polskiego Radia.

To samo dotyczy afery hazardowej, stoczniowej, smoleńskiej, szpitalnej, autostradowej, stadionowej, receptowej, szkolnej, emeryturowej, TV cyfrowej, informatyzacyjnej, afery inwigilacji internetowej (ACTA) oraz korupcji kolesiowskiej w spółkach skarbu państwa.

Zawsze nasi dziennikarze dzielnie stoją na straży prawdy oraz na straży ustroju.

Winę za całe zło w naszej ukochanej ojczyźnie ponosi PiS, który -- chcąc założyć IV Rzeczpospolitą -- dąży do zburzenia dotychczasowego porządku ustanowionego przez gen. Kiszczaka oraz innych ludzi honoru.

PS. Na mój piłkarski rozum wszystkie kobiety powinne pracować jak najdłużej, np. do 67 roku życia.

PS. To nieprawda, że nasi specjaliści kiepsko znają język angielski. Na mój piłkarski rozum hasło "Feel like at home" wcale nie musi być błędem językowym!

PS. To także nieprawda, że w Polsce są loże masońskie, mafie lub inne tajne stowarzyszenia!

Jak już powiedziałem, to wszystko udowodnili już wielokrotnie nasi dzielni dziennikarze z Polsatu, TVP oraz TVN, TOK fm oraz Polskiego Radia.

Polacy, nic sie nie stalo!
z
zofia
to pasożyt ,który żeruje na biednych nieświadomych ludziach dlaczego go nie zamkną bo ma pieniądze?i może się wykupić? cudze pieniądze gnida,robi się z niego bohatera.Do czego to doszło zło na szeroką skalę jest promowane a dobro tępione.
J
Jacek
Żenujący artykuł w którym autor złodzieja reklamuje jako młody, zdolny, z otwartą głową. Cała jego kariera oparta jest na złodziejstwu i oszustwie. Takich ludzi trzeba piętnować z całą mocą i nie przytaczać wątpliwe zalety.
p
pietrek
a nastepnie upaść , ale z gałęzi.
A
Alabama
Z jednej strony prasa zaciekle zajmuje się Amber Gold - bo temat naprawdę chwitliwy i teraz wszyscy chcą o tym pisać, z drugiej strony na wszystkich portalach pojawiają się reklamy "parabanków" promujące kredyty bez zabezpieczenia i lichwiarskie karty kredytowe "bez zdolności". Zacznijcie państwo bardziej uważnie dobierać reklamodawców. Amber Gold też był wszędzie. Etyka zawodowa każe rozsądnie dobierać treści publikowane na stronach - nawet jeśli wydawca zastrzega, że nie bierze odpowiedzilaności za prawdziwość reklamowanych informacji.
Ile spółek z czarnej list KNF jest reklamowanych na ogólnopolskich portalach internetowych?
j
ja sie pytam
na liście płac Plichty, czy partii rządzącej PO? NAMOTAŁA, NAMOTAŁA, A TU ZŁODZIEJ I TAM ZŁODZIEJ.
s
syryjczyk
Hm, może Donald Bąk?
a
asd
Czyli jest to PO prostu skok na kasę emerytów przez nasz jakże uwielbiany rząd za POśrednictwem Amber
Dodaj ogłoszenie