Marcin Horała: Nie możemy pozwolić sobie na ukryte dotowanie zagranicznych przewoźników

Kamil Kusier
Kamil Kusier
Adam Jankowski
"Nie możemy pozwolić sobie na ukryte dotowanie zagranicznych przewoźników. Nie możemy też zaniżać opłat, nie możemy zaniżać kosztów PAŻP, bo będzie to oznaczało, że nie występujemy w interesie Skarbu Państwa, a w interesie zagranicznego przewoźnika" - mówi w rozmowie z Dziennikiem Bałtyckim Marcin Horała, sekretarz stanu w Ministerstwie Infrastruktury i pełnomocnik rządu ds. Centralnego Portu Komunikacyjnego dla RP.

Prezes Grupy Ryanair, Michael O’Leary zwraca uwagę na podwyżki opłat jakie zaproponowała im Polska Agencja Żeglugi Powietrznej. Zdaniem przewoźnika skala podwyżek jest nie do przyjęcia, szczególnie w okresie pocovidowym, z jakim musi zmagać się przewoźnik.

Marcin Horała, sekretarz stanu w Ministerstwie Infrastruktury i pełnomocnik rządu ds. Centralnego Portu Komunikacyjnego dla RP: - Jest to nie tyle propozycja Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej, co wynik stosowania ogólnoeuropejskich zasad dotyczących kształtowania opłat za usługi kontroli przestrzeni powietrznej. Takie agencje jak PAŻP w Europie sporządzają coś, co nazywa się Planem Skuteczności Działania, który raz na jakiś czas jest aktualizowany. W chwili aktualizacji bierze się rzeczywisty koszt funkcjonowania takich instytucji, rzeczywistą ilość połączeń, dzieli jedno przez drugie, tak aby bilans np. PAŻP wyszedł na zero. Gdyby Urząd Lotnictwa Cywilnego, bo to on w porozumieniu z PAŻP prowadzi aktualizację coś przekłamał np. nałożył zbyt wysokie opłaty, to w po zakończeniu okresu rozliczeniowego okazałoby się, że jest nadwyżka w budżecie PAŻP. Tą nadwyżkę agencja musiałaby następnie oddać i obniżyć opłaty na kolejny okres. Co więcej, po aktualizacji, trafia ona do agencji podlegającej Komisji Europejskiej, która to harmonogram opłat musi zatwierdzić.

Średnia cena za korzystanie ze służb w terminalach europejskich wynosi 166 euro, w Polsce jest ona wyższa o 12 euro. Sugerowane podwyżki przez PAŻP prezes Ryanaira określa wprost - oderwaniem od rzeczywistości.

- Takie są koszty. To, że w Polsce jest nieco drożej, wynika z tego, że mamy bardzo rozproszony model lotnisk. Mamy dużo lotnisk małych, a nie mamy ani jednego tak naprawdę dużego portu lotniczego z prawdziwego zdarzenia i działa tu ekonomia skali. Koszt utrzymania wieży kontroli lotów jest mniej więcej stały. Nie ma znaczenia, czy ta wieża obsłuży 50 lotów dziennie, czy 200 lotów dziennie. Koszt będzie zawsze zbliżony. Czasami może być wówczas na lotnisku o jednego kontrolera mniej czy więcej na zmianie, ale to nie jest duża różnica kosztów. Siłą rzeczy, koszt obsługi dzielony jest na liczbę operacji i tak właśnie określa się opłaty. W Polsce mamy 14 lotnisk regionalnych, niektóre są naprawdę bardzo małe i z tego wynika koszt, jaki muszą ponosić przewoźnicy.

Polski konsument odczuje wzrost opłat? Zdaniem przewoźników ta opłata może być nie do udźwignięcia przez pasażerów.

- Wydaje mi się, że występuje tu lekka przesada. Mówimy o podwyżce kilkuset złotych w skali jednego lotu, jednego lotu powtarzam, nie - jednego biletu. Jeżeli samolot zabiera na swój pokład ponad stu pasażerów, to gdy podzielimy koszt podwyżki z liczbą sprzedanych biletów, wówczas tak naprawdę cena jednego biletu wzrośnie maksymalnie o 5 złotych. Nie wydaje mi się, żeby podwyżka z np. 180 do 185 złotych była przełomowa dla polskiego konsumenta, który z tego powodu miałby przestać latać i korzystać z usług przewoźnika.

Kogo dotyczyć będzie ta podwyżka?

- To określony koszt dla linii zagranicznych. Zwłaszcza tych, które operują w modelu rozproszonym. To jednak nie rządy państw europejskich podejmują decyzje w tym zakresie. Podwyżki są zjawiskiem obecnym we wszystkich krajach Unii Europejskiej. Polska również musi zastosować się do tych wytycznych tj. wziąć koszty obsługi i podzielić je przez liczbę operacji.

Czy podwyżka, jaką szykuje PAŻP, aby podnieść opłaty za korzystanie ze służb żeglugi powietrznej w polskich regionalnych portach lotniczych o nawet 70%, przy jednoczesnym zwiększeniu opłat trasowych o 26% jest ostateczna?

- Trwają obecnie rozmowy i jest jeszcze spore pole do manewru. Jest ogólna kategoria kosztów PAŻP, która jest kwestią względną i zależy od tego czy dopisana zostanie do operacji lotniskowych czy do operacji trasowych, tu musi zdecydować agencja jak podzielić te koszty. Nie powinien nastąpić jednak jakiś olbrzymi przełom. Warto podkreślić, że aktualizacja Planu Skuteczności Działania musi być zatwierdzona na poziomie Unii Europejskiej. Nie jest to w kompetencji polskiego rządu, jest to poza nami. Jeżeli przewoźnik uważa, że tymi decyzjami jest pokrzywdzony, powinien na początku kierować swoje uwagi do Komisji Europejskiej. Nie możemy pozwolić sobie na ukryte dotowanie zagranicznych przewoźników. Nie możemy też zaniżać opłat, nie możemy zaniżać kosztów PAŻP, bo będzie to oznaczało, ze nie występujemy w interesie Skarbu Państwa, a w interesie zagranicznego przewoźnika.

Polska Agencja Żeglugi Państwowej może liczyć na dofinansowanie?

- Trzeba zastanowić się w jakiej formie należałoby pomóc PAŻP. Nie ma takich zaplanowanych środków obecnie. Nie uważam też, aby polska agencja wymagała obecnie takiej pomocy. Należy się też zapytać - dlaczego mielibyśmy finansować, czy też dotować irlandzkich czy niemieckich przewoźników? Uważam, że są ważniejsze cele do tego, aby wydawać pieniądze polskiego podatnika.

Zgodzi się Pan zatem z opinią, że obawy Portu Lotniczego w Gdańsku o tym, że Ryanair ograniczy ruch swoich samolotów, są mocno przesadzone?
- Jestem wręcz przekonany, że jest to strategia negocjacyjna przewoźnika. Natomiast nie jestem w stanie przewidzieć tego, czy przewoźnik w pewnym momencie nie zdecyduje się na takie kroki. Aby zmienić jednak Plan Skuteczności Działania musielibyśmy zmienić przyjęte europejskie zasady, czy też dopuścić się fałszowania kosztów PAŻP. Musielibyśmy wówczas funkcyjnie przyjąć, że koszty są mniejsze, a na to naszej zgody nie ma. Wierzę, że przewoźnik nadal będzie obsługiwał we właściwy sposób polskie lotniska, w tym gdański port.

Przewoźnicy zwracają uwagę na trudną sytuację ich linii lotniczych w dobie pandemii koronawirusa.

- Każdy przewoźnik znacząco odczuł skutki COVID-19. Koszty kontroli są stałe, ale liczba operacji znacząco spadła. Jest to problem ogólnoeuropejski, nie tylko Polski. Inne państwa europejskie, w tym np. Niemcy również szykuję podwyżkę swoich opłat i to w jeszcze większej skali, niż w Polsce. Taka procedura dotyczy całej Unii Europejskiej i wychodzi podobny efekty.

Rząd niemiecki w tym przypadku planuje jednak dofinansować swój odpowiednik Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej.

- To prawda, ale i tak zostaną tam wprowadzone podwyżki, wynika to z ogólnoeuropejskich ustaleń. Sytuacja z dotowaniem PAŻP jest sytuacją nadzwyczajną. W założeniu PAŻP ma się sam finansować ze swoich działań. PAŻP otrzymywał już pomoc w gorszym okresie covidowym. Czy rozważamy dotację polskiej agencji? Tak, ale czy uznajemy, że kilkadziesiąt milionów złotych wydane po to, aby zaniżyć rzeczywiste koszty funkcjonowania zagranicznych przewoźników mają sens? Mam wątpliwości, czy byłoby to społecznie akceptowane, czy akceptowalne byłoby wydawanie publicznych pieniędzy w tym celu. Mam spore wątpliwości, ale rozmowy oczywiście prowadzić możemy i zamierzamy.

Astronauci amatorzy polecieli w kosmos

Wideo

Materiał oryginalny: Marcin Horała: Nie możemy pozwolić sobie na ukryte dotowanie zagranicznych przewoźników - Dziennik Bałtycki

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie