"Manx Missile" widoczny na mecie

Tomasz Jaroński, Eurosport Polska
Mark Cavendish objawił mi się w czerwcu 2006 r. w Kielcach. Jadąc wówczas jako nieopierzony młodzieniec w barwach mało znanego zespołu Team Sparkasse, wygrał etap Wyścigu Solidarności i Olimpijczyków.

Młodziutki sprinter z wyspy Man (miał wtedy 21 lat) ograł na finiszu naszych asów z Krzysztofem Jeżowskim na czele. Wróżono mu wówczas karierę torową, bowiem był już mistrzem świata w wyścigu madison (punktowy dwójkami), ale jeszcze w tym samym roku podpisał kontrakt z zespołem T-Mobile i rozpoczął szybki marsz po koszulkę mistrza świata.

Po drodze były zwycięstwa etapowe we wszystkich wielkich tourach, od kilku lat "Manx Missile", czyli "Pocisk z wyspy Man", jest najlepszym sprinterem na świecie. Wygrywa na ogół wszystkie wyścigi, gdy jest znakomicie rozprowadzany przez kolegów. Na co dzień robią to kolarze z zespołu HTC, w barwach którego jeździł przez ostatnie lata. Na mistrzostwach świata w Kopenhadze czarną, ale wdzięczną pracę, bo zakończoną sukcesem, dla Cavendisha odwalili chłopcy w barwach Wielkiej Brytanii.

Z większością z nich w następnym sezonie będzie się ścigał i wygrywał w drużynie Sky. Kolejny cel to igrzyska olimpijskie. Zapowiada się, że impreza zakończy się spektakularnym finiszem przed pałacem Buckingham, na oczach królowej. Kto może być tam najszybszy, skoro trasa olimpijska, takie prawo organizatorów, została skrojona pod Marka?

CZYTAJ WIĘCEJ KOMENTARZY TOMASZA JAROŃSKIEGO W SERWISIE POLSKATIMES.PL

Brytyjczycy już kilkanaście lat temu opracowali program, którego celem było stworzenie silnego kolarstwa w tym kraju. Czy wówczas myśleli o igrzyskach Londyn 2012? Pewnie nie, ale nie od dziś wiadomo, że sporo olimpijskich medali można znaleźć na torze. Rozpoczęło się planowe szkolenie, którego dzieckiem jest również aktualny właściciel tęczowej koszulki. A z welodromu łatwo przejść na szosę. Zawodowa ekipa szosowa Sky jest także elementem tego projektu. Nic tylko pozazdrościć. Prezes naszego kolarstwa Wacław Skarul na razie musi zajmować się głównie długami po swoim poprzedniku, ale w Kopenhadze zadeklarował, że praca z naszą młodzieżą będzie bardziej planowa i konsekwentna. Biało-czerwoni w Kopenhadze byli niestety, jak mawiają starzy trenerzy, bardziej widoczni na trasie niż na mecie. Jest nadzieja, że to się zmieni. Oby tylko nie stało się dopiero podczas igrzysk... organizowanych w Polsce, bo już nie dożyję. Nadzieja jednak zawsze jest, bo Brytyjczycy na tytuł mistrza świata w kolarstwie szosowym czekali od 1965 r., czyli 46 lat.

Tomasz Jaroński, Eurosport Polska

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

T
Tomcioo

w czasie finishu byla szansa na dobry wynik, jakos polacy sie trzymali czuba, ale im blizej mety tym wieksza masa kolarzy ustawiala swoj narodowy pociag, aby potem rozprowadzic tego kogo trzeba...

W
Wyrzykowski

Nadzieja umiera ostatnia. Ten zapał patriotyczny niech pozostanie w Pana felietonach i nie tylko aż do końca

Dodaj ogłoszenie