18+

Treść tylko dla pełnoletnich

Kolejna strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich. Jeśli chcesz do niej dotrzeć, wybierz niżej odpowiedni przycisk!

Mann: W głowach mądrzących się ludzi jest ogromna, przerażająca pustka

Dorota KowalskaZaktualizowano 
Wojciech Mann
Wojciech Mann Ja Fryta/CC-BY-SA
- Jak widzę wypicowane panienki i dżentelmenów, których wiedza jest na poziomie zero, mówiących o świecie, polityce, a nieumiejących sformułować zdania po polsku, nieznających języków obcych, groza mnie ogarnia. Przykładów mógłbym mnożyć dziesiątki. Jest ogromna, przerażająca pustka w głowach mądrzących się ludzi - mówi Wojciech Mann w rozmowie z Dorotą Kowalską.

Ile to już lat w show-biznesie? 40?
Jeśli liczyć, w którym roku zrobiłem pierwszą audycję, a było to w 1965 roku, będzie jakieś 47.

Jak się Panu udało zachować normalność?
A uważa pani, że zachowałem normalność?

Wygląda Pan na człowieka, któremu sława nie uderzyła do głowy.
To tak jak w przypadku wielu innych spraw - kwestia nie tyle umiejętności, co może genów. Najważniejszy w tym wszystkim jest pewien dystans, jeśli go człowiek gubi i daje się oszukać złudzeniom, bywa źle. Zwłaszcza na początku, kiedy nie ma wyrobionego odruchu odpornościowego, a gdzieś jest rozpoznany, gdzieś pochwalony, często zresztą nieszczerze, i zaczyna mu się wydawać, że został właśnie królem świata. Wtedy następuje tak zwany odpał i jeśli się długo utrzymuje, to mamy problem.

I naprawdę nie było momentu, kiedy uderzyła Panu sodówa do głowy? Kiedy pomyślał Pan: "Wojtek, jesteś wspaniały, masz u stóp cały świat"?

Szczęście to chwila, a gdybyśmy tak jeszcze je spersonifikowali, to wyszłoby niezwykle kapryśne stworzenie - przychodzi niespodziewanie, niespodziewanie znika, wraca albo nie. Nie można mieć go na stałe

Przypuszczam, że był. Natomiast ja sam aplikowałem sobie coś w rodzaju środków otrzeźwiających albo orzeźwiających, bo byłem dość krytyczny w stosunku do tego, co robię. Po takim momencie euforii, przekonaniu, że jestem świetny, łapałem się na jakimś błędzie, niedoskonałości, na jakimś zaniechaniu. I wtedy sam sobie dawałem w łeb. Także summa summarum chyba udało mi się nie zwariować z zachwytu nad sobą.

Rodzina uświadamia, co w życiu ważne, a co nie?
Rodzina może być niezwykle silnym bodźcem działającym w różne strony. Są rodziny, które otaczają człowieka takim kokonem, utrzymując go w przeświadczeniu, że jest świetny, a jak mu nie wychodzi - że jest świetny, tylko go świat nie docenia. Są też takie, które rzetelnie informują o błędach. Więc także rodzina wymaga pewnego dystansu ze strony zainteresowanego, który musi trafnie ocenić jej intencje. Nadopiekuńczość bywa zgubna.

Rodzina trzyma Pana w kokonie bezkrytycznego uwielbienia?
Nie, jest dość zrównoważona psychicznie. (śmiech) Natomiast moja mama miała zapędy, nie ukrywam, chwalenia mnie trochę bezkrytycznego. Na szczęście o tym wiedziałem. Między nami była oczywiście niezwykle silna więź emocjonalna, ale opinie mamy na temat moich działań zawsze trochę korygowałem w dół, bo krytycyzmu w nich było niewiele.

Pan trzyma swoją rodzinę z dala od kamer telewizyjnych i fleszy, sam też na warszawskich salonach nie bywa, to świadomy wybór, uzgodniona decyzja?
Wspólna decyzja. Sam, jak pani zauważyła, nie jestem mistrzem salonów, na których bywanie jakoś mnie nie pociąga, a moi bliscy też dość opornie reagują na kamery.
Pana syn się ostatnio gdzieś pojawił, co skwapliwie odnotowały wszystkie plotkarskie portale.
Trochę go fascynuje, jak to wszystko wygląda z bliska, ale to nie jest takie charakterystyczne zagapienie hollywoodzkie. Raz czy drugi zaproponowałem, aby przyszedł ze mną na jakąś trójkową imprezę, parokrotnie wyraził taką ochotę i został zauważony.

Syna wychowywał Pan twardą ręką czy dawał mu swobody, ile wlezie?
Pewnie ryzykowna jest metoda, którą przyjąłem, ale wychowywałem syna intuicyjnie. Ani nie czytałem podręczników, ani nie szukałem rad specjalistów, tylko przyjąłem sobie nadrzędny cel, aby syn wychował się w atmosferze pewnej rzetelności i braku takiego właśnie szpanu, blichtru, epatowania tym, kogo się zna, z kim spotykają się rodzice. Wierzyłem, że nabierze pewnej umiejętności dystansowania się i wydaje mi się, że w tej kwestii sukces odniosłem - syn ma spokojne i trzeźwe spojrzenie na różne rzeczy.

Właśnie, jak Pan myśli, skąd w młodych ludziach aż takie parcie na szkło i przekonanie, że karierę można zrobić szybko i bezboleśnie?
Młody człowiek, który nie jest genetycznie zaprogramowanym kujonem, bardzo chętnie decyduje się na wersję, która daje mu bardzo dużo wolnego czasu, dużo przyjemności i brak wysiłku. To naturalna skłonności. Jeśli do tego jeszcze ci młodzi ludzie widzą, zwłaszcza teraz w telewizji, gazetach, jaki kolejny wypasiony samochód kupił sobie taki a taki gwiazdor, który w telewizji bredzi, a mimo to dostaje furę pieniędzy, to czy można im się dziwić? Zepsucie czyha na młodego człowieka, a życie utwierdza go w przekonaniu: "coś tam powiem, zdejmę spodnie i jestem ustawiony."

Też się Pan brzydzi celebrytami, osobami znanymi z tego, że są znane? Bo środowisko uznanych artystów i osób publicznych wydaje się lekko zniesmaczone nachalnością naszych rodzimych gwiazdek?
Wydaje mi się, że to część odpowiedzi na pytanie o wychodzenie syna. Zawsze mnie uczono, że jeśli się wypowiada w jakichś sprawach albo coś robi, to powinna w tym być jakaś baza, przygotowanie. Natomiast, aż boję się mówić, bo wyjdę na starego, zgorzkniałego zgreda, który ma wszystkim za złe, jak widzę wypicowane panienki i dżentelmenów, których wiedza jest na poziomie zero, mówiących o świecie, polityce, a nieumiejących sformułować zdania po polsku, nieznających języków obcych, groza mnie ogarnia. Przykładów mógłbym mnożyć dziesiątki, nazwisk nie wymienię. Ale jest ogromna, przerażająca pustka w głowach mądrzących się ludzi.

Ktoś dał im mikrofon i puścił na wizję.
Chce mnie pani namówić, abym krytykował tych, którzy im te kamery i mikrofony uruchamiają? Cóż, powiem, że kontrola nad bazą intelektualną w mediach wydaje mi się znikoma.
Nie przeraża Pana w ogóle poziom dyskusji w polskim show-biznesie? Wysyp plotkarskich portali i gazet, które żyją życiem innych?
To jest nieuniknione i niech to sobie będzie. Ale obok tego musi być miejsce - weźmy najbardziej dostępny środek przekazu, jakim jest internet - na jakąś alternatywę. Przygotowany portal czy serwis, który nie opowiada o tym, kto nałożył futro albo tę samą sukienkę na trzecią imprezę, ale opowiada o czymś innym: świecie, kulturze. Tego nie ma, a nawet jeżeli tu i ówdzie się pojawia, to ginie w cieniu rozwrzeszczanych spoko miejsc w sieci. Może tam, gdzie nie wiadomo, o co chodzi, chodzi o pieniądze, bo po prostu nie ma nikogo, kto by w taki serwis zainwestował.

A może trochę jest tak, że spora część naszych gwiazd żyje w świadomości ludzi tylko i wyłącznie dzięki tym plotkarskim serwisom?
Słyszę, że nawet niektóre "gwiazdy" żądają opłat za to, że przyjdą i uświetnią premierę nowej kolekcji rajstop. Z pewnym zażenowaniem o tym czytam, ale jest to układ zamknięty: ustawki, umawianie się na zdjęcia z dziećmi, kochankami - mnie to po prostu śmieszy.

Od lat trwa spór, czy "papka informacyjna niskich lotów" to wina czytelników, którzy chcą ją konsumować, czy może mediów, które serwują nam tę intelektualną sieczkę?
Tak, tak, mam na ten temat pewną teorię, którą w jednym czy drugim wywiadzie sformułowałem. Otóż ludzie gonią za jakąś stabilizacją: jeśli mają rodzinę czy planują ją założyć - zasuwają, aby utrzymać swoich bliskich. I ich preferencje dotyczące programów rozrywkowych w telewizji czy nawet programu informacyjnego znajdują się poniżej iluś tam ważnych dla nich spraw. W związku z tym obywatele, których widzimy manifestujących w sprawie emerytur, podwyżek, czasu pracy, nie wyjdą z trąbami i płonącymi oponami walczyć o lepszą rozrywkę. Jest ileś tam ważniejszych spraw. Przychodzą do domu, włączają telewizor, zasypiają przy nim, piją piwo albo pomstują na coś, co im się nie podoba, i na tym kończy się ich protest. Ale jednak włączają TV i zamyka się koło, bo dochodzą jeszcze reklamy, więc pieniądze. Tak się mieli od lat. Media publiczne w innych krajach jakoś funkcjonują, u nas stoją rozkrokiem - na abonamencie, reklamach. To wszystko jest wielkim dziwolągiem.

Jak Pana namówili, żeby wystąpić w reklamie Kredyt Banku? Gazety piszą, że jest Pan milionerem, aż tak zachłannym?
Gdzieś podobno tak napisali. Wie pani, każdy milioner chce być jeszcze większym milionerem. (śmiech) Nie ukrywam, że to są zauważalne pieniądze. Nie mam jednak konsumpcyjnej natury, nie marzę o kolejnym samochodzie, ale chciałbym, bo tak mnie nauczono w domu, aby moja rodzina miała pożytek z tego, że pracuję i coś robię. Gdybym przyjmował każdą propozycję reklamową, byłbym pewnie jeszcze większym bogaczem, ale większość propozycji odrzucam. Akurat ta reklama banku mnie zaciekawiła, bo chcieli wykorzystywać postaci, które tworzyliśmy kiedyś w naszych programach, nawiązywać do tego, co robiliśmy w telewizji. Nie chodziło, abym się przebrał za babę i gadał coś do kamery.

Sam Pan pisze scenariusze do kolejnych odcinków? Ten z bandziorami betonującymi Krzysztofa Maternę i Panem w roli ojca chrzestnego - świetny.
Jesteśmy konsultantami, zatwierdzamy scenariusz. A ten odcinek też został zaczerpnięty z cyklu starych skeczy, które kiedyś robiliśmy.
Co Pan lubi oprócz muzyki?
Muzyka wciąż mnie kręci. Bardzo lubię kino, staram się czytać w miarę wolnego czasu.

I co Pan czyta?
Teraz to się zmieniło, ale kiedyś byłem zupełnie zakręconym bibliofilem, kupowałem całe serie książek - stały i patrzyły na mnie z wyrzutem, bo nie miałem czasu ich czytać. Ale naczytałem się bardzo dużo. Kiedy jednak moje życie zawodowe stało się jeszcze bardziej intensywne, skorzystałem z DVD i oglądałem, co nie zdążyłem przeczytać, więc te proporcje się zmieniły. Dużo mniej czytam beletrystyki, wstyd się przyznać, prawie w ogóle, teraz raczej jakieś dzienniki, pamiętniki.

Sam się Pan zdecydował na wydanie autobiografii. Ktoś Pana namawiał czy doszedł Pan do wniosku, że przyszedł czas, aby opowiedzieć o sobie?
Wydawnictwo Znak męczyło mnie długo. Zaczęło się od jakiejś imprezy, na której opowiedziałem komuś ze trzy anegdoty ze swojego życia. Tak mnie piłowali, że w końcu zmusili do pracy.

Ile Pan tę książkę pisał?
Strasznie długo. Napisałem im kawałek na odczepnego, wysłałem, myślałem, że dadzą sobie spokój, a oni nie. Wysłałem następny. Patrzę, a tu się nagle tyle tego uzbierało, że można z tego skleić książkę. Przestraszyłem się, bo wyszło materiału dużo, ale strasznie to wszystko było chaotyczne. Więc wykonałem ogromną pracę usystematyzowania tego, ale nadal pozostało chaotyczne. Jak to wydrukowali, pomyślałem, że będzie wielki sukces, jak sprzedadzą jakieś 15 tys. egzemplarzy, a okazało się, że sprzedali dużo więcej. Więc jestem strasznie szczęśliwy, że się to komuś spodobało, a jeszcze nie spotkałem takich charakterystycznych, niedobrych reakcji, że nuda, wstyd, zmarnowany papier.

Jeść Pan lubi?
Uwielbiam, ale nie mogę. Ciągle jakieś diety mi są przepisywane, jeszcze w miarę to moje odchudzanie funkcjonowało, kiedy paliłem papierosy. Jak rzuciłem palenie, przytyłem z 18 kilo. A tyć nie mogę, bo to się przekłada na sprawność, oddech, na zdrowie po prostu.

Na ilu dietach Pan był?
Musiałaby pani mojej żony spytać. Prób było wiele. Ale przecież nie mogę biegać teraz w dresie, bo umrę, jak przebiegnę kilometr.

Papierosy Pan rzucił w powodów zdrowotnych?
Każdy mówi, że ze zdrowotnych. Obudziłem się 20 grudnia 2000 roku i zobaczyłem, że ledwie rzężę, po nocy przygotowań jakiegoś programu i paleniu. Postanowiłem zrobić sobie przerwę na 10 dni, żeby odzyskać oddech, i jak wytrzymałem te 10 dni, pomyślałem, że może dociągnę do dwóch tygodni. Rzucałem palenie małymi kroczkami. A kolega poradził mi: "Jak czujesz taką absolutną potrzebę palenia, weź zegarek i przeczekaj minutę". I rzeczywiście to działa, po minucie przechodzi pierwszy głód nikotynowy. Jakoś dałem radę, ale spodnie większe musiałem kupić.
Pan jest człowiekiem z natury pogodnym i otwartym czy chmurnym introwertykiem?
Zamkniętym w sobie.

Z czego Pan czerpie radość życia?
Radość czerpię ze wszystkiego, co tej radości nie zagraża. Nienawidzę przymusu, presji, konieczności robienia pewnych rzeczy. Dlatego czerpię radość z rodziny, pracy wtedy, kiedy nie nazbieram sobie jak idiota stu rzeczy, które muszę zrobić jednego dnia. Nie należę do ludzi, którzy lubią pośpiech, cenię sobie harmonię.

Inni ludzie są dla Pana ważni? Z Krzysztofem Materną przyjaźni się Pan od lat.
Ludzie są ważni, bo są w dużej mierze napędem tego, co robię. Dają mi swoje obserwacje, motywacje do działania. Lubię różnorodność ludzi, uczę się od nich, słucham ich historii. Doskonale radzę sobie, kiedy jestem sam, ale ludzie są dla mnie bardzo ważni.

Co Pan w ludziach lubi, a co Pana w nich irytuje?
Irytują mnie banały: tłum na przykład. Człowiek w tłumie głupieje, a wyjęty z niego sam często nie rozumie, co robił. Denerwuje mnie powierzchowna ocena i wszelkiego typu fanatyzmy. Lubię z kolei w ludziach poczucie humoru. Poza tym twierdzę, że Polacy mają takie zbiorowe poczucie humoru. Nawet jeśli śmieją się czasem z durnych rzeczy, to mają wyczucie dobrego żartu, a mam tego dowód na co dzień, bo pracuję w radiu i słuchacze przysyłają mi tak wiele dowcipnych tekstów, że czasami zazdroszczę. Lubię ludzi za spontaniczność, Polaków za otwartość, nie taką powierzchowną, amerykańską.

Sam Pan jest osobą muzykalną? Śpiewa Pan rano pod prysznicem?
Nie, pod prysznicem nie śpiewam. Zdarzało mi się śpiewać, ale mam świadomość swojego talentu, więc ograniczam się do szczególnych okazji. Najchętniej bez świadków.

Ale słucha Pan wszystkiego?
Słucham dużo różnych rzeczy, tak.

Czuje się Pan szczęśliwym człowiekiem?
Owszem.

A ma Pan jakąś receptę na szczęście?
Nie. Szczęście to chwila, a gdybyśmy spersonifikowali szczęście, to wyszłoby niezwykle kapryśne stworzenie - przychodzi niespodziewanie, niespodziewanie znika, wraca albo nie. Nie można zamówić go sobie na stałe.

Rozmawiała Dorota Kowalska

polecane: Flesz - e-papieros zagraża zdrowiu

Wideo

Materiał oryginalny: Mann: W głowach mądrzących się ludzi jest ogromna, przerażająca pustka - Polska Times

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 51

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

X
XRumerTest

Hello. And Bye.

D
Drops

Otóż nie musi. Zdobądź taką jak on pozycję, a potem głoś odmienne od niego poglądy. Tylko wpierw musisz ciężką pracą stać się kimś, kogo inni chętnie przeczytają. Niewykonalne, prawda?

O
O.N.A

Można się nie zgadzać z jego poglądami, ale wiedzy, doświadczenia, inteligencji odmówić panu Mannowi nie sposób. Niestety tak to już jest, że wszyscy nieudacznicy nie potrafią docenić cudzej ciężkiej pracy, ale chętnie wytłumaczą swój brak sukcesów choćby tym, że do szkoły mieli pod górkę.
Reasumując: Do roboty Lola, zamiast zieleniec z zazdrości!

E
Eka

Zapomniałaś/-eś tylko, że on swoją markę wypracował sobie sam. Własną ciężką pracą, doświadczeniem, nauką. Teoretycznie każdy bezrobotny nosi w tornistrze buławę marszałkowską. Teraz może czasami odciąć sobie od tego kupon, żeby zabezpieczyć rodzinę.
Celebryci usiłują odcinać kupony od niczego.

E
Ech...

Jasne jasne... wszystko przez Tuska. Pies zes...ał mi się na dywan, na samym środku, przez tego PO-wca. Za PIS-u srał mi tylko po kątach, było lepiej...
A poważniej, jaki poziom odbiorcy, taki i programów często. A tv oglądają ci, którzy mają dużo wolnego czasu. To tyle w temacie.

E
Ech...

To dlatego, ze nie rozróżniasz dystansu od poczucia własnej wartości i pewności siebie.

f
f

bo w szkole nauczyciel ma Cie uczyć tego co będzie na TEŚCIE - nauczyciel nie ma za dużo wolności i pola do inwencji. Urzędnicy z ministerstw, wydziałów oświaty, kuratoriów (czyli ludzie pracujący z papierem, nie człowiekiem, uczniem...) zarzucają szkolnictwo miliardem dokumentacji. Łatwo powiedzieć, że to szkoła. Ale to chyba raczej dom. Dom to miejsce przekazania wartości i poglądów, stylu działania, kultury osobistej. Łatwo wszystko zrzucić na szkołę.

j
ja

ten pan to nadęty bufon wcale nie mający dystansu do siebie.

m
murena

mann to muj ulubiony spiker a mam 50 lat sluham tego co on lubie starego rocka blusa jest kims ktury powiniien rzyc 100 lat i wiecej

m
maRta

Mój dziadek wysłuchując nagminnie skrzepiących płyt z Mozartem, a zarazem będące zdobycznymi, powtarzał; słuchaj wnuczko codzień muzyki, a zrozumiesz lepiej innych. Dlatego właśnie od lat słucham na full w piwnicy - teraz już z mądrym wnukiem – grupy Anthrax, Def Leppard, Megadeth, Van Halen, itp. No i rzeczywiście pomogło, gdyż wszystko rozumiem identycznie jak Pan i mój śp. Dziadek!

A
Agnieszka

Złote zgłoski. Chciałam odpowiedzieć coś od siebie...ale nie miałam co

J
JK

W szkołach lekcje prowadzone są na odwal, ilość treści programowych jest nie do zrealizowania plus brak zapału nauczycieli często z brakiem pedagogicznych zdolności.. i rosną dzieci z pustką w głowie. W szkołach, do których ja uczęszczałam zmarnowało się wiele, zdolnych ludzi.. Dodatkowo brak wartości przekazywanych w domach... To nie dzieci nie chcą się uczyć, tylko dorośli nie umieją przekazać im wiedzy, zmotywować do działania.

Z
Zorro

i mówi to Man. Strasznie się można przestraszyć, a szczęśliwym jest się bardzo.

a
abcd

gdzie kultura intuicyjnie wyczuwa że zdycha...woła po księdza....broncie przed spiskiem kulturalny endecki swniety katotalibanski kk...alleluja bracie...odpust masz zupełny..za garc madrosci syracha....

a
as

człowiek dla ktorego zmieniono format tv z 4:3 na 16:9

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3