Mamy w Polsce lukę akcyzową. Wprowadzenie ładu w podatkach na alkohol może wnieść do budżetu ok. 5 mld zł rocznie

Prezentacja Polski Przegląd Akcyzowy
O nieładzie w akcyzie i konieczności uporządkowania podatków na alkohol, a także e-handlu wyrobami alkoholowymi, który jest szansą dla regionalnych wytwórców polskich produktów i branży HoReCa mówi „Polska Metropolia Warszawska” prezes Związku Pracodawców Polski Przemysł Spirytusowy Witold Włodarczyk. Czy Nowy Ład Gospodarczy zapowiadany przez rząd, zlikwiduje lukę akcyzową, w której toną miliardy złotych?

W przestrzeni publicznej pojawił się ostatnio temat akcyzy na alkohol. Przedstawiciele branży spirytusowej domagają się porządków w tym podatku. O co chodzi?

Mówimy wyraźnie o luce akcyzowej, bo o ile luka VAT-owska jest wszystkim znana, o tyle sytuacja w akcyzie wygląda tak, że jedne branże są uprzywilejowane, a inne dyskryminowane. Najlepiej ilustruje to relacja pomiędzy udziałami rynkowymi, a wartością akcyzy wpłacanej do budżetu państwa. W przeliczeniu na czysty alkohol, branża piwna posiada 55% udział w sprzedaży na polskim rynku, zaś branża spirytusowa 38%. W przypadku dochodów z akcyzy mamy nieomal dokładne odwrócenie tych liczb – blisko 70% akcyzy trafia do budżetu państwa od producentów alkoholi wysokoprocentowych, a tylko 28% od producentów piwa. Dla przykładu – jeden, wiodący producent w branży spirytusowej wpłaca kwotowo do polskiego skarbu państwa więcej pieniędzy z tytułu podatku akcyzowego niż cała branża piwna w Polsce. Gdyby akcyza została uporządkowana, z tytułu samego tego podatku budżet państwa mógłby zyskać dodatkowe 5 mld zł rocznie.

Na czym miałoby polegać takie uporządkowanie?

Niezależnie od tego, czy to jest piwo, koniak, whisky czy wino, to jest to zawsze ten sam alkohol, natomiast różny jest sposób naliczania akcyzy, co wywołuje dyskryminację niektórych branż. Dzisiaj od półlitrowej butelki piwa akcyza wynosi ok. 50 groszy, a od półlitrowej butelki wódki ok. 13 zł, co pokazuje gigantyczną dysproporcję, spowodowaną tą dyskryminacją podatkową. Najbardziej skuteczne są najprostsze rozwiązania, a takim w przypadku akcyzy jest jej naliczanie od zawartości alkoholu. Czym wyższa zawartość alkoholu, tym wyższy podatek akcyzowy. Takie rozwiązanie jest zgodne z ustawą o wychowaniu w trzeźwości. W ten właśnie prosty i logiczny sposób naliczana jest akcyza od wyrobów spirytusowych. Nie dzieje się tak jednak w przypadku największego uczestnika rynku alkoholowego w Polsce, czyli branży piwnej, która sprzedaje najwięcej alkoholu i płaci najniższe podatki.

Związek Pracodawców Przemysłu Piwowarskiego twierdzi, że takie zmiany doprowadzą do wzrostu spożycia alkoholu wśród Polaków.

Wszystko wskazuje na to, że uporządkowanie podatków na alkohol wywoła efekt dokładnie odwrotny. Dziś w strukturze spożycia zdecydowanie dominują piwa, i to nie piwa polskie, kraftowe, o wysokiej jakości, tylko piwa przemysłowe o niskiej zawartości ekstraktu i wysokiej zawartości alkoholu. Proponowane przez ZP PPS zmiany zakładają, że żadna z branż nie będzie miała obniżonej akcyzy, a wszyscy uczestnicy rynku alkoholowego będą traktowani według tych samych zasad – nie ma zagrożenia, że spadną ceny jakichkolwiek alkoholi, a z tego powodu wzrośnie spożycie. Zmiany w systemie naliczania akcyzy mają doprowadzić przede wszystkim do znacznego ograniczenia spożycia najbardziej dyskusyjnych produktów alkoholowych

Przedstawiciele branży piwnej zarzucają producentom alkoholi mocnych, że ewentualne zmiany w naliczaniu akcyzy uderzą w regionalne browary. Uderzą? W tej chwili piwa kraftowe mają, na podstawie przepisów UE, 50% bonifikatę w zakresie akcyzy.

To absurd powtarzany przez wielkie korporacje piwne. To one są beneficjentami dzisiejszego eldorado, jakim jest dla nich nasz rynek. Polskich rzemieślniczych browarów nie stać na zaproponowanie piwa w sklepie poniżej 2 zł, ponieważ koszty ich produkcji są wyższe. Nie stać ich również na reklamy w mediach, zdominowane przez piwa produkowane metodą przemysłową. W przypadku piw kraftowych – dalej będą one płacić połowę akcyzy. Dzięki proponowanym przez nas zmianom wreszcie polskie, kraftowe browary zaczną być konkurencyjne cenowo wobec browarów przemysłowych, co spowoduje, że znajdą się na półkach największych sieciowych sklepów. Są wszelkie podstawy, aby sądzić, że ta zmiana będzie korzystna dla małych polskich browarów i to one będą beneficjentem takiej zmiany.

Z najnowszych badań Nielsen IQ wynika, że polski cydr zanotował podczas epidemii gigantyczny spadek sprzedaży, bo aż o 21%. Dlaczego ten produkt, który miał być naszym nowym dobrem narodowym, nie osiągnął sukcesu na rodzimym rynku?

Polski cydr mógł stać się hitem nie tylko na polskim rynku, ale także naszą wizytówką na rynkach zagranicznych, hitem eksportowym. Na świecie jesteśmy znani z naszej polskiej wódki, naszych nalewek. Możemy zaryzykować stwierdzenie, że jest to nasz produkt narodowy. Jeszcze niedawno wydawało się, że takim drugim naturalnym hitem stanie się właśnie cydr. Jesteśmy światową potęgą w produkcji jabłek, a jednak ten projekt się nie powiódł. Przyczyna jest prosta: cydr jest tak samo akcyzowo dyskryminowany jak wyroby spirytusowe. Jeżeli postawimy sobie dwie półlitrowe butelki: piwa i cydru, to opodatkowanie cydru będzie zdecydowanie wyższe. Cydr doznał poważnej dyskryminacji, dyskryminacji, z którą branża spirytusowa mierzy się od wielu lat. Piwo zagospodarowało ten obszar, wprowadzając na rynek piwa cydropodobne, ale dużo tańsze.

W mediach coraz częściej pojawia się temat sprzedaży alkoholu przez Internet. Co Pan myśli o takim rozwiązaniu?

Polska jest jednym z ostatnich krajów unijnych, który takiej możliwości e-sprzedaży alkoholu wciąż nie ma. Należy pamiętać, że e-commerce może stanowić szansę dla branż gastronomicznej, hotelarskiej czy turystycznej, ale także dla lokalnych producentów kraftowych piw, win czy wyrobów spirytusowych jak np. nalewki czy miody pitne. Szczególnie teraz, w dobie pandemii, zalegalizowanie w Polsce e-handlu alkoholem mogłoby uratować wiele miejsc pracy, a nawet całych przedsiębiorstw. Sprzedaż online to nowe możliwości, to otwarcie się nie tylko na polski rynek, ale także na rynki zagraniczne, które do tej pory były kompletnie niedostępne. Warto podkreślić, że luka dotycząca e-handlu alkoholem w naszym prawie jest często wykorzystywana przez firmy, które lokują swoje siedziby w krajach sąsiednich i efekt tego jest taki, że ten alkohol jest w Polsce dostępny online, tyle tylko, że pieniądze z tytułu sprzedaży nie trafiają do polskiego budżetu. Także z tego punktu widzenia warto uporządkować kwestię sprzedaży alkoholu online i wyeliminować jakiekolwiek zagrożenia.

Czy e-handel alkoholem jest aby na pewno bezpieczny? Przeciwnicy tego rozwiązania mówią o rozpijaniu społeczeństwa oraz otwarciu furtki do zakupu alkoholu przez osoby niepełnoletnie.

Komentarze o rzekomym rozpijaniu Polaków przez możliwość sprzedaży alkoholu przez Internet, tudzież o zagrożeniu dla młodych ludzi wynikają z braku wiedzy o tym jak wyglądało to w innych krajach Unii Europejskiej. Widać wyraźnie, że otwarcie kanału e-commerce nie wywołało wzrostu sprzedaży, a raczej zmianę jej struktury w kierunku alkoholi premium. A jeżeli będę to alkohole droższe, większe będą także wpływy z do skarbu państwa z tytułu podatku VAT. Internet to najbardziej bezpieczny kanał sprzedaży alkoholu, jaki można sobie wyobrazić. W prosty sposób, poprzez dwuetapowy system weryfikacji, który ZP PPS nazywa „bramkami bezpieczeństwa” można w nim wyeliminować sprzedaż alkoholu osobom nieletnim. Podczas zamawiania zakupów konieczne będzie przedstawienie dowodu osobistego lub weryfikacja będzie odbywała się poprzez płatność kartą kredytową lub debetową. Odbioru przesyłki np. od kuriera może dokonać wyłącznie osoba dorosła, legitymująca się dokumentem, poświadczającym jej pełnoletniość. Pamiętajmy też, że takie zakupy nie są zakupami impulsywnymi. To nie jest tak, że wchodzimy do Internetu i zamawiamy alkohol na imprezę. Od chwili zamówienia do chwili dostarczenia minie co najmniej 48 godzin. Dla zdrowia i bezpieczeństwa Polaków e-commerce może mieć tylko pozytywne skutki.

KOMENTARZ EKSPERTA

*
Marcin Roszkowski, prezes Instytutu Jagiellońskiego, autora raportu ,,Czy Polskę stać na Oktoberfest?”

W Polsce alkohol etylowy spożywany jest w największych ilościach w piwie, co potwierdzają dane Polskiej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych. 7 proc. dorosłych Polaków codziennie spożywa piwo i niekoniecznie jest to alkohol wysokiej jakości. Polacy chętnie sięgają po browary tanie, z dużą zawartością alkoholu i małą ilością ekstraktu, a należy pamiętać, że alkohol to nie powinno być coś codziennego, czy to jest piwo, wódka czy wino. Dane statystyczne nie napawają optymizmem. To, że piwo wchodzi do codziennej diety, potwierdzają liczby – statystyczny Polak wypija go prawie 100 litrów rocznie. Co gorsza nie traktujemy złotego trunku jako alkohol, tylko jako napój. Trzeba pamiętać, że są to substancje, które uzależniają. Podatki mogą pomóc w zapanowaniu nad postępującym rozpijaniem społeczeństwa przez masową produkcję i sprzedaż piwa. Alkohol jest alkoholem i powinien być równo opodatkowany, a dzisiaj alkohol z piwa jest podatkowo tańszy, co spowodowało, że lawinowego wzrostu spożycia piwa w ostatnich latach. Mamy sytuację, gdzie w ramach podsektorów, są różne stawki i myślę, że powinno zostać to ujednolicone. Akcyza w przypadku każdego rodzaju trunku powinna być naliczana od zawartości czystego alkoholu.

Dodaj ogłoszenie