"Mamy medialne walki gladiatorów. Obowiązuje zasada z 'Rejsu'"

Redakcja
Marcin Meller
Marcin Meller Bartek Syta
- Proszę zwrócić uwagę, jak skoczyło poparcie dla Platformy i PiS po 10 kwietnia. Obie partie sformowały własne wojsko, ustaliły reguły, według których ze sobą walczą, a publiczność te zapasy obserwuje i dopinguje swoich faworytów. Do tych reguł dostosowali się dziennikarze. Przestrzegają podstawowej zasady, która została zdefiniowana w "Rejsie": lubimy tylko te piosenki, które już znamy - mówi Marcin Meller, dziennikarz, w rozmowie z Agatonem Kozińskim.

Czuje się Pan dziennikarskim pieszczochem władzy?
Regularnie tak jestem nazywany.

Co Pan odpowiada tym, którzy tak o Panu mówią?
W ogóle im nie odpowiadam. Nie widzę powodu, by tłumaczyć się z tego, że nie jestem wielbłądem.

Na pewno? Pisał Pan felietony we "Wprost", teraz to robi w "Newsweeku", poza tym prowadzi Pan autorski program w TVN 24. To wszystko media bardzo niechętne PiS - czyli pieszczochy władzy, jak mówią o nich zwolennicy partii Kaczyńskiego.
Tyle że takie określenia niczemu nie służą, gdyż podobny zarzut można postawić dziennikarzom prawicowym - przecież w latach, gdy telewizją rządził Bronisław Wildstein z nominacji Jarosława Kaczyńskiego, to wielu z nich dostawało w TVP różne fuchy. Można ich więc było nazywać dziennikarzami reżimowymi na tej samej zasadzie, jak teraz nazywa się w ten sposób dziennikarzy pracujących w mediach z mainstreamu. W ten sposób możemy się przerzucać epitetami - pytanie tylko, do czego nas to doprowadzi. Dlatego właśnie nie wdaję się w polemiki dotyczące tego, czy jestem pieszczochem władzy, czy nie. Robię to, co robię, mówię to, co mówię - i w ten sposób przekazuję to, co chcę przekazać. Sposób interpretacji tego przekazu pozostawiam innym.

Jak interpretowano Pana ostatni felieton, w którym zaproponował Pan budowę pomnika Marii i Lecha Kaczyńskich przy Krakowskim Przedmieściu w Warszawie? Bo na pewno nie można go było uznać za przykład dziennikarstwa typowego dla pieszczochów władzy.
Prawdą jest, że mocniej za niego dostałem od "swoich", tak jak Robert Mazurek z drugiej strony. Ja nie jestem politykiem. Co jakiś czas spotykam się zresztą z pytaniem, czy nie zamierzam nim zostać.

Co Pan odpowiada?
Wtedy mówię, że nie, bowiem na żołnierza się nie nadaję, a polityka w dzisiejszych czasach to starcie zdyscyplinowanych armii i trzeba równać krok. Dlatego pozostanę dziennikarzem. Gdy byłem w USA, zwróciłem uwagę, że w tamtejszych gazetach najchętniej czytam teksty autorów umiejących przełamywać obowiązujące w danym momencie schematy. W Polsce też takich szukam. Parę lat temu umiał to Rafał Ziemkiewicz, gdy sięgałem po jego felieton, nigdy nie wiedziałem, co przeczytam, często mnie one zaskakiwały. Teraz jednak mam wrażenie, że stał się on przewidywalny, właściwie za każdym razem przykłada albo w Agorę, albo w TVN, albo w Michnika.

Podobnie przewidywalne są Agora czy TVN - tam najczęściej słychać krytykę pod adresem PiS. Podejmie się Pan próby diagnozy, skąd wziął się ten podział dziennikarzy na dwa obozy?
Mam wrażenie, że świat dziennikarski jest spolaryzowany jeszcze bardziej niż świat polityczny. Dlatego, że politycy muszą ze sobą współdziałać, rozmawiać ze sobą w Sejmie. Od dziennikarzy nikt tego nie wymaga. Oni są zamknięci we własnych redakcjach, oddzieleni od siebie.

Za zarzutem o polaryzacji idzie kolejny - utraty swobody samodzielnego myślenia. Przecież podziały świata dziennikarskiego powielają polityczne, tymczasem rolą mediów jest kontrolowanie posłów czy ministrów.
Pomijam pojedyncze przypadki dziennikarzy, którzy są na służbie polityków. Generalnie uważam, że dziennikarze piszą to, co myślą - zarówno w "Gazecie Wyborczej", jak i w "Gazecie Polskiej".

Czytaj także:
* Ziemkiewicz: Po transformacji została w mediach propagandowa tuba nowej elity
* Meller: Donald Tusk ma jaja. Zresztą, co on ma do stracenia?
* Mężyk: Dziennikarze są największymi gwiazdami mediów społecznościowych

Ale sam Pan przed chwilą powiedział, że po felietonie o pomniku dla Kaczyńskich był atakowany z dwóch stron.
Bo publiczność oczekuje walki gladiatorów. Proszę zwrócić uwagę, jak skoczyło poparcie dla Platformy i PiS po 10 kwietnia. Obie partie sformowały własne wojsko, ustaliły reguły, według których ze sobą walczą, a publiczność te zapasy obserwuje i dopinguje swoich faworytów. Do tych reguł dostosowali się dziennikarze. Przestrzegają podstawowej zasady, która została zdefiniowana w "Rejsie": lubimy tylko te piosenki, które już znamy. Publiczność nie oczekuje od dziennikarzy jakichś zaskakujących treści, tylko raczej potwierdzenia własnych przemyśleń. Pójście tym poglądom pod prąd jest trudne. Widać to było choćby po tym, z jakimi redakcjami spotkał się Robert Mazurek po swoim tekście "Więcej nie pójdę pod pałac". Dostał za niego po łbie najmocniej od ludzi bliskich mu ideowo. I nie sądzę, by zamierzał on przechodzić do "salonu" - tak samo jak ja po swoim artykule o konieczności zbudowania pomnika pary prezydenckiej na Krakowskim Przedmieściu pozostanę po swojej stronie, liberalnej czy jak ją tam nazwać.

Uważa Pan, że te dwie strony kiedyś będą umiały się spotkać?
Teraz to działa na zasadzie: oni nam coś zarzucą, to my im odkrzykujemy: "A u was biją Murzynów!". I tak w kółko. To może warto spojrzeć też na siebie? Nie każde zachowanie we własnym obozie można akceptować. To, co wyprawiał po katastrofie smoleńskiej Janusz Palikot, było dramatyczne. Początkowo, gdy on zaczął mówić, że "Lech Kaczyński ma krew na rękach", myślałem, że nastąpi jakaś kontra, ktoś zareaguje, ale praktycznie nic takiego nie miało miejsca. Okazało się, że takie zwroty świetnie wpisują się w charakter polskiej wojny. A jaki ma sens, że jako tysiąc pięćsetny autor opublikuję tekst krytykujący radykalizm Jarosława Kaczyńskiego? No, utwierdzę w dobrym samopoczuciu parę osób. I co z tego? Sens to ma, gdy nawet w łagodny sposób uczyni to np. Piotr Semka, tak jak w tym tygodniu w "Rzeczpospolitej".

Standard konieczności posiadania własnych, ostrych poglądów narzucił Fox News. To dziennikarze tej stacji telewizyjnej odrzucili konieczność dążenia do prawdy na rzecz wyrazistości. Nie ma od tego standardu odwrotu?
Na to wygląda. Żyjemy w czasach, w których 99 proc. osób czyta tylko tytuły w gazecie, ewentualnie wyraziste wybicia. Wszystko buduje się na reakcji emocjonalnej.

Tę reakcję można też nazwać zaufaniem. Odbiorcy wychodzą z założenia, że tacy liderzy opinii jak Pan...
Z tym liderem opinii bym nie przesadzał. Działam raczej na wariackich papierach.

Bez przesady. Jest Pan klasycznym liderem opinii: ma Pan własną kolumnę w poczytnym tygodniku i program w popularnej telewizji. Rola takiego lidera opinii polega na dokładnej analizie faktów, a dopiero na tej podstawie formułowaniu ostrych sądów.
Są tacy liderzy opinii, którzy tych analiz dokonują, i tacy, którzy tego nie robią, tylko rzucają hasła. Ja naprawdę nie uzurpuję sobie prawa do prawdy. W swoich felietonach piszę raczej, że w coś wierzę albo nie wierzę, że coś mi się wydaje albo mi się nie wydaje. Nie używam określeń typu "poza wszelką wątpliwością". I budzą we mnie duże zastrzeżenia tak kategoryczne wypowiedzi dziennikarzy czy polityków. W niedawnym felietonie opisałem przypadek Andrzeja Mleczki, który w wywiadzie otwarcie powiedział, że przestał już wdawać się w dyskusje, bo to niczemu nie służy, co najwyżej kłótniom. Gdybym miał na podstawie reakcji na swój felieton o pomniku czy na tekst Mazurka wyciągać wnioski, nie są one wesołe. Wyraźnie widać, że ludzie raczej wolą umacniać się w swoich przekazach, a nie je rozbijać.

Czytaj także:
* Ziemkiewicz: Po transformacji została w mediach propagandowa tuba nowej elity
* Meller: Donald Tusk ma jaja. Zresztą, co on ma do stracenia?
* Mężyk: Dziennikarze są największymi gwiazdami mediów społecznościowych

Takie artykuły mogą działać na zasadzie: kropla drąży skałę.
Może. Dostałem sporo komentarzy w stylu: no, wreszcie ktoś mówi rozsądnie. I cieszy mnie choć garść takich sformułowań. Bo nie jestem naiwny, widzę, jak głęboko zabrnęliśmy w tych podziałach, wiem, jak mało można zrobić w sytuacji, gdy jedna strona niemal zarzuca drugiej współudział w morderstwie. Ale co mam robić? Pisać kolejną książkę o Gruzji?

A nie ma Pan oporów przed zajmowaniem się tematyką krajową, polityczną? Przecież zdobył Pan szlify dziennikarza zajmującego się tematyką zagraniczną, od dziewięciu lat kieruje redakcją miesięcznika lifestyle'owego. To jednak inne doświadczenia.
Zgadza się. Ale proszę zwrócić uwagę, że ja wcale nie chcę robić polityki.

Mimochodem Pan ją robi. Przecież Pana felietony dotyczą polityki, podobnie jak Pana rozmowy w TVN 24. Pytanie, czy to właściwy sposób postępowania. Bo choćby podczas waszego spotkania telewizyjnego z premierem Tuskiem widać było, że zwyczajnie nie byliście odpowiednio do niego przygotowani merytorycznie.
Założenie tamtego programu było inne. Być może wiele osób oczekiwało starcia - ale my przede wszystkim chcieliśmy pogadać. Zresztą ludziom to chyba się spodobało. Nasz program trwał godzinę i 40 minut i w tym czasie oglądał nas milion widzów - trzy razy więcej niż zwykle.

Odniósł Pan sukces komercyjny.
Ale my przecież przez prawie dwie godziny rozmawialiśmy na poważne tematy. Wszyscy uczestnicy tego spotkania mówili tak, jak czuli, tak, jak umieli, i wydaje mi się, że właśnie ten walor autentyczności przyciągał uwagę widzów. Wielu z nich uznało tę konwencję za odświeżającą i ciekawszą niż kolejna dyskusja w parlamencie. Zresztą czy z debaty w Sejmie, podczas której padają twarde dane i argumenty na wskroś merytoryczne, wynika coś więcej niż z naszego programu? Nie wydaje mi się. Może to uzurpacja z mojej strony, ale z drugiej strony - nie mam oporów przed pisaniem o polityce. Skoro mogą się nią zajmować blogerzy czy różni samozwańczy komentatorzy, to czemu nie mogę tego robić ja? Przecież to nie jest tylko domena zawodowców. Zawodowcy robią politykę - ale to wąskie grono kilkunastu osób. Poseł siedzący w siódmej czy ósmej ławie sejmowej nie ma na nią większego wpływu. Pod tym względem rzeczywiście mogę być bardziej wpływowy - tym bardziej że "Drugie śniadanie mistrzów" ma przyzwoitą oglądalność, powyżej średniej dla całej stacji. Widać, że jest zapotrzebowanie na taką konwencję.

Spodziewa się Pan, że pojawi się jeszcze kiedyś konwencja na łączenie? Czy już zawsze będziemy żyli w głębokim podziale?
Szybko on nie zniknie. Proszę zwrócić uwagę, że niedawno po lewej stronie powstało Towarzystwo Dziennikarskie, które już na wstępie oświadczyło, że nie ma punktów wspólnych ze Stowarzyszeniem Dziennikarzy Polskich i dlatego zaczęło samodzielnie organizować pracowników mediów. Mamy też casus Przemysława Wiplera, jednego z najbardziej racjonalnych posłów PiS, który podjął próbę pisania na portalu Tomasza Lisa. I po krótkiej chwili sam się przyznał do porażki - swoi oskarżali go niemal o zdradę, drudzy twierdzili, że tylko udaje.

Cały tekst przeczytasz w weekendowym wydaniu "Polski" lub na stronie prasa24.pl.

Czytaj także:
* Ziemkiewicz: Po transformacji została w mediach propagandowa tuba nowej elity
* Meller: Donald Tusk ma jaja. Zresztą, co on ma do stracenia?
* Mężyk: Dziennikarze są największymi gwiazdami mediów społecznościowych

Wideo

Komentarze 6

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

A
Antoni Jazgarz Butrykowski
Bidny Meller, znów rozdarty jak żaba na barykadzie, nie wie komu włazić w sempiternę? No bo jak Tusku spada, a Kaczoru rośnie, to może już czas zmienić front i ustawić się do wiatru?
Najgorzej to takim mainstreamowym ideowcom, bo to koryto można stracić, jak się w porę "światopoglądu" na "aktualnie obowiązujący" nie "przeorientuje".

"Coś mi pękło, robię ogląd, a to pękł mi światopogląd.
Światopogląd, rzecz nabyta, się załata go i kwita.
A jak znudzą mi się łaty, to się sprzeda go na szmaty.
Będzie z tego niezły dochód, może willa i samochód.

Na tym się piosenka kończy, pozostaje pointę włączyć.
Ale po co ma się pętać, dobra renta to też pointa. "

Ale jak znów falstart POpełni, to trzeba będzie PO raz kolejny podczas "Śniadania Miszczów" Donaldu bez mydła wleźć w sempiternę i jakieś tam głupie "zwątpienie" w nieomylność i boskość Najukochańszego przywódcy odszczekać. "Historia magistra vitae est", Panie Niezłomny Inaczej!
Fuj, tacy wazeliniarze dzisiaj za "ałtołytety" łobią? Żal POśladki ściska!
G
Gość
Każdą nieudolność maskuje się kamuflażem!!!Tak jest zawsze.Zaden z tych cepów,tak cepów bo sąg łupsi od cepa.Pojęcia nie mają jak dać Wam pracę.Polski sejm, spółdzielnie mieszkaniowe,zus,ministerstwo zdrowia to ostatnie skorumpowane bastiony komunizmu.Sejm- tu sie robi korzystne ustawy dla grup społecznych,ale nie dla narodu.Prawnik biznesowy debil, tworzy prawo dla przedsiębiorcy!Spółdzielnia mieszkaniowa - dojna krowa,
na której żywi się kilkaset pasożytów.Zus najgorszy wirus tzw zuswirus,nikt go nie potrafi zneutralizować.Czy wiesz jak i na co wydaje pieniadze? Nie, bo to tajemnica.W każdym mieście są po 2 pałace,i tysiące sztucznie wymyślonych posad na dobrze płatnych stanowiskach.CZy każdy kto pracuje płaci składki do wspólnej kasy??Ano nie.Tak jak tez nie płaci podatków.Ale te grupy zaklepały sobie to w sejmie za pomocą ustaw.Kasę fiskalną ma babcia na targu ale kancelaria prawnicza jej nie ma.Ja mam 64 lata i przeszedłem juz przez to co Was czeka.Nas mamiono fikcyjnym programem emerytalnym przy potężnym wsparciu fałszywców medialnych razem z aktorami którzy w tym fałszu grali.Kiedyś Lepper odkrył że kolesie którzy nie załapali się do sejmu są zatrudniani w agencjach za 100 krotny przec zarobek.Tych agencji juz nie ma ale ludzie dalej pracują.Jak myslisz - gdzie?Niech ci donald odpowie.Jak ci nie odpowie to zapytaj Palikota. On Cie nie okłamie.On nie jest w sejmie dla forsy.Jak wszyscy zapłacą należne składki nie musisz pracować do 70 roku.Hipermarket płaci 2,50 zl podatku a warsztat samochodowy27 zł.Hipermarket zatrudnia obsługę na smieciowych .Ilu pseudoprezydentów zniszczyło cały rynek pracy wpuszczając do miast pasożyty.Twoja emerytura zależy od mądrości lub głupoty rządzących.Jeżeli ja będę pracował do 67 to na moje miejsce nie wejdziesz aż umrę.Jeżeli pracodawca zatrudnia fachowców z doświadczeniem 30 letnim to nie bedzie miejsca dla młodych.Zawsze się to zazębiało .Po szkole zawodowej ,sredniej, wyższej, przychodził kandydat na staz. Dostał się do fachowca na naukę i jak sie zwolniło miejsce wchodził za niego.Była równowaga.Wolny rynek się sam reguluje. zatrudnienie idzie samoczynnie według potrzeb.Dzisiaj możesz jedynie liczyć na przynieś podaj pozamiataj.Tych od młodości samodzielnych jest tylko 3 procent,i nigdy nie było więcej.Nie postępuj w czasie wyborów jak moja babcia- ten ładnie wygląda i mówi to będę na niego głosować.Od 20 lat myślę tak : co moja rodzina i kraj będzie miał z tego że zagłosuję na ten ,czy ten program wyborczy?Nie realizuja programu? WON już po 1 roku!!!Chorzy na władzę? WON!!Jak myślisz ? Te 200 afer za które nikt do dzis nie jest osądzony- to przypadek
A
Administrator
To jest wątek dotyczący artykułu "Mamy medialne walki gladiatorów. Obowiązuje zasada z 'Rejsu'"
N
NorvidNH
Czas smuty się zbliża i każdy kto żyw ubliża. Zapominając o prostej zasadzie, że zdrajcom nie wypada mównic do narodu o zdradzie. Miało być zielono. Jest forsa na Portugalię a emerytom żyje się lepiej. Nie ma wolności słowa.chyba,że chwalisz zbója co szczeka zza świńskiego ryja! Są stadiony a ludzie maja podwyżki i śmierć w kolejce do lekarza. Młodzi im bieda nie zaszkodzi tylko czekają na proroka o tym co ruskie jest w nas . Kim Stalin! Kim Hitler a Kim Donk Donek i WSI Serdel!
k
kinsky
Nie zastanawiam się nad tym, który jest dziennikarzem inteligentnym. Bo i po co, kiedy ten aspekt jest dla wielu od dawień dawna znany. Jednak już wcale nie jest wiadomym, a bynajmniej dla mnie, który jest dziennikarzem wywodzącym się z tzw. niezależnych służb propagandowych.
s
spokojny
Normalne, że każdy dziennikarz chce zarobić kasę czyli próbuje prowokować, „zaskakiwać“ albo stara się „przywalić”. Liczy się kwota sprzedanych egzemplarzy, słupki oglądalności. Na rzetelności i normalności szybką karierę zrobić trudniej, bo wymaga to mozolnej, systematycznej wiedzy i profesjonalności, którą zdobywa się z doświadczeniami. A u nas ideały pozytywistyczne są mało popularne, my wierzymy, że można na skróty też wygrać.

Jedną ręką załatwić szwedzką kolumbrynę albo ułańskimi szablami rozpędzić dywizję pancerną. Ideał to warchoł Kmicic a nie fachowiec Wokulski. Tymczasem wszystko co naprawdę wartościowe osiąga się z trudem a my potrafimy tylko innym zadrościć: dlaczego mają tyle autostrad i szybkich pociągów. I zawsze winni-inni: „oni”, rząd, Unia, Ameryka, Moskwa i cykliści. My czyści. Rycerze w białych rękawiczkach, którzy przecież nigdy nie nasikaliby do holenderskiego ogródka. Tylko świat się jakoś na nas jeszcze nie poznał.
S
Sokrates
polo dobrze was określił.
Dodaj ogłoszenie