Małgorzata Jasińska: Najważniejsza jest głowa i serce do...

    Małgorzata Jasińska: Najważniejsza jest głowa i serce do walki. Nogi podążą za nimi

    Arlena Sokalska

    Aktualizacja:

    Polska

    W wyścigu elity kobiet musimy wykorzystać pracę innych, a niekoniecznie dać się wykorzystać. Musimy pojechać mądrze - mówi Małgorzata Jasińska, która w sobotę będzie reprezentować Polskę w wyścigu kobiet ze startu wspólnego na mistrzostwach świata w Innsbrucku. Na co dzień jest zawodniczką Movistaru, w tym roku nosi podwójną koronę - zdobyła złoty medal na mistrzostwach Polski zarówno w wyścigu ze startu wspólnego, jak i w jeździe indywidualnej na czas.
     Małgorzata Jasińska: Najważniejsza jest głowa i serce do walki. Nogi podążą za nimi

    ©Movistar Team

    Czy macie już jakąś taktykę na sobotni wyścig?
    Jeszcze szczegółowo nie omawiałyśmy tego z trenerem. Tak jak co roku - taktykę ustalimy dzień przed wyścigiem albo już w samym dniu wyścigu. Trener woli ustalać taktykę rano, bo to pozwala nam się lepiej wyspać i nie przeżywać wyścigu już dzień przed rywalizacją.

    Dacie radę Holenderkom w sobotę?
    Będzie bardzo trudno, bo one tak naprawdę ścigają się razem w ekipach albo wspólnie trenują i mają zgrupowania. Nie ma co ukrywać, my takich możliwości nie mamy. Ale myślę, że to zależy od wyczucia i inteligencji na trasie. Należy wykorzystać ich pracę, a niekoniecznie dać się wykorzystać (śmiech).
    Trzeba skorzystać z pracy innych, Włoszek, Holenderek, być może Amerykanek. Musimy pojechać mądrze. Mamy też tę przewagę, że nie będzie informacji przez radia od trenerów, więc mogą się zdarzyć błędy taktyczne przeciwniczek.

    Słyszałam takie zdanie, że w Innsbrucku wyścigi ze startu wspólnego wygrają zawodniczki i zawodnicy albo najmocniejsi, albo najsprytniejsi. Pani stawia na spryt i zmysł i taktyczny?
    (śmiech) W kobiecym wyścigu może być niespodzianka, ponieważ większość stawia na Annemiek van Vleuten lub Annę van der Breggen. Ale myślę, że Holandia może mieć jeszcze jakąś inną taktykę i tutaj musimy być uważne. Bo jeśli cały świat zwraca uwagę na te dwie zawodniczki, to mogą wyciągnąć jakąś trzecią kartę z talii. Trzeba być czujnym.

    Trochę tak jak na mistrzostwach świata w Bergen, gdzie niespodziewanie wygrała Chantal Blaak.
    Tak, myślę, że zadecydują dwie ostatnie rundy. Jeśli ataki Annemiek i Anny nie będą tak silne, żeby podzielić grupę, to Holenderki będą próbować innego wariantu, czyli postawią na zawodniczkę z drugiego rzędu. Choć w reprezentacji Holandii ciężko mówić o drugim rzędzie. (śmiech)

    Ma Pani za sobą bardzo dobry sezon w Movistarze. Jak jeździ się w w takiej drużynie, która jest niejako częścią męskiego teamu, a nie osobną organizacją?
    To jest całkiem inne ściganie. W takim sensie, że czuję się dowartościowana, czuję się traktowana jak sportowiec, a nie jako osoba, która dla zabawy uprawia sport. Tam mamy prawo zabrania głosu i wyrażenia swojej opinii i przede wszystkim mamy do dyspozycji ten sam sprzęt, tę samą logistykę, co kolarze z męskiej ekipy. Myślę, że pierwszy raz w życiu zasmakowałam takiego prawdziwego kolarstwa.

    Trochę przykro tego słuchać, bo jest Pani zawodniczką doświadczoną, która w kilku ważnych dla kobiecego kolarstwa teamach jeździła. Takie ekipy męsko-żeńskie jak Movistar czy teraz Trek Segafredo to przyszłość kobiecego kolarstwa?
    Będzie trochę ciężej dla tych mniejszych grup, bo tak naprawdę to one były podstawą w kolarstwie kobiecym. Ale myślę, że to jest przyszłość. Dzięki takim ekipom wskakujemy na wyższy poziom i mamy możliwość utrzymywania się z kolarstwa, choć oczywiście zarabiamy mniej niż mężczyźni. Dopiero w tym roku zobaczyłam, co oznacza prawdzie zawodowstwo. Wiele dziewczyn, które jeżdżą w innych teamach, musi dodatkowo pracować, bo nie są w stanie utrzymać się z kolarstwa. Dlatego takie łączone teamy to jest przyszłość, tylko tak możemy się rozwijać i w 100 procentach poświęcić się kolarstwu.

    Kilka miesięcy temu udzieliła Pani bardzo ważnego wywiadu Pawłowi Gadzale z portalu rowery.org. Dużo tam Pani mówiła o nastawieniu i o pracy nad przygotowaniem mentalnym. To wszystko zmieniło Panią jako zawodniczkę?
    Od jakiegoś czasu pracuję z mental couchem. To jest moja siostra, chociaż nie powinnam tego podkreślać, bo na sesjach nie ma siostry, jest trenerka mentalna. Każdy myśli, że to jest tak, że pogadam sobie z siostrą i tyle. Nie. To jest bardzo ciężka praca, każdego dnia mam do wykonania jakieś zadanie, które nie jest łatwe. Wolałabym nieraz pojechać na kilkugodzinny, bardzo ciężki trening niż wykonać zadania, czasem z pozoru głupie. Są dla mnie bardzo trudne, ale widzę, że ta praca daje mi bardzo wiele. Przede wszystkim to, że dostałam w Movistarze szansę bycia liderką i stało się to po raz pierwszy w mojej 20-letniej kolarskiej karierze. To było dla mnie nowe. W tym roku wiele musiałam się nauczyć, chociaż wiem, że mam wciąż nad czym pracować. I tutaj bardzo pomocne były treningi mentalne, bo znalezienie się w nowej ekipie, w nowej sytuacji, jaką było przejście z roli pracownika do roli liderki, jest trudne. Ale myślę, że dałam radę.

    Ta praca mentalna pomaga również w czasie wyścigów? Można się jakoś nastawić na walkę?
    To właśnie wtedy najlepiej mogę wykorzystać efekty tej pracy. Pierwszy raz na ostatnim wyścigu przed Ronde Van Vlaanderen, czyli na Dwars door Vlaanderen [Małgorzata Jasińska zajęła w tych wyścigach 7 i 6 miejsce - red.] miałam to właśnie mentalne zadanie do wykonania. Były momenty, w których myślałam: mam dość, mogę odpuścić. I wtedy miałam za zadanie przejść przez ten próg, w którym dotychczas odpuszczałam. Czasami jest mi też ciężko "usiedzieć" spokojnie w peletonie do końca, bo jestem zawodniczką przyzwyczajoną do ataków.

    Dlatego wszyscy zawsze nazywali Panią wojowniczką.
    Byłam taką wojowniczką, ale wojowniczką, która walczyła w pierwszej części wyścigu. I nigdy nie miałam okazji mierzyć się z najlepszymi zawodniczkami w końcówkach. W tym roku chciałam wyczekać do najważniejszych momentów wyścigu i wtedy atakować. I po tym sezonie wiem, że to potrafię. Po raz pierwszy w życiu odczułam taką satysfakcję. Znalazłam ją w sobie, ale też otrzymałam ją z Movistaru, bo dawali mi szansę, żebym się przekonała, że mam talent do kolarstwa. Kiedyś czasami ktoś mówił, że jestem wojowniczką, badania mam może niezłe, ale nie najlepsze, bo są zawodniczki, które mają lepsze. Choć przyznaję, że mój włoski trener wciąż mnie chwali i mówi, że nie mam tego "silnika" jeszcze zajechanego. Ale tak naprawdę w kolarstwie nie chodzi o badania wydolności. Najważniejsza jest głowa i serce do walki. Nogi podążą za nimi.

    Transmisje w Eurosport 1 i Eurosportplayer:
    29 września, sobota, 14:00, wyścig ze startu wspólnego - elita kobiet
    30 września, niedziela, 11:45, wyścig ze startu wspólnego - elita mężczyzn

    Czytaj treści premium w Polsce Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Nie przegap

    Wideo