Majsterkownie to już nie tylko hobby, ale styl życia

Dorota Kowalska
Dorota Kowalska
To, co kiedyś wydawało się przede wszystkim dobrą zabawą, dzisiaj zaczyna być czymś więcej. Świadomie mniej kupujemy, bo to co stare, nie musi być złe.

Barbara Sowa, marzyła o Akademii Sztuk Pięknych, stchórzyła i wybrała dziennikarstwo. Sylwia Czubkowa, dziennikarka. Alicja Rzeczkowska, bizneswomen. Trzy przyjaciółki, bliżej znane szerszej publiczności jako Majsterki. Ich pasja stała się pasją wielu tysięcy Polaków, którzy z coraz większą chęcią chwytają za pędzle, młotki, dłuta i zamiast kupować nowe, odnawiają stare.

Sylwia opowiada: Miałam remont mieszkania, niemal w tym samym czasie, kiedy Basia zaczęła odnawiać swoje cztery ściany. Mnie się w pewnym momencie skończyła kasa, Basi podobnie. A zostało jeszcze trochę do zrobienia: tu trzeba było coś poprawić, tam pomalować, na meble nie wystarczyło. A więc zamiast się zapożyczać, po prostu człowiek zakasał rękawy i samemu zaczął naprawiać niedoróbki po ekipie i, no cóż, ogarniać stare meble, tak by pasowały pod nowe mieszkania. I okazało się, że to mega frajda! Efekty widziało się niemal od razu, no i co najważniejsze: skoro robiło się pod własny gust, to po prostu podobało nam się to, co powstawało. Z Basią zgadałyśmy się, że po pracy właściwie zajmujemy się tym samym. I tak przez rok, a to samodzielnie, a to we dwójkę, kończyłyśmy urządzanie: odnowiłyśmy jakiś stolik, zrobiłyśmy donice na balkon. Tyle że, wiesz, żyjemy w czasach mediów społecznościowych - wyszło nie wyszło - wrzucałyśmy zdjęcia na Facebooka. Komentarze od ludzi klasyczne: „Super, że to robicie!”, „Pokażcie więcej!”, plus oczywiście: „Dziewczyny Adama Słodowego” i „polskie Marthy Stewart”. Tak się więc trochę nakręcałyśmy nawzajem wraz ze wsparciem znajomych.

To było kilka lat temu. Nagle wyrosły na lokalne ekspertki od majsterkowania, remontów i renowacji mebli. Każdy, kto zabierał się za remont, zasypywał je pytaniami, bo wiedział, że same przez remont przechodziły i po ludzku podpowiedzą, co robić, albo gdzie lub u kogo szukać pomocy. W pewnym momencie ilość maili była tak ogromna, że nie dawały rady z odpisywaniem. Stąd wziął się pomysł, by założyć fanpage i bloga, uporządkować to, co robią. Ale przez półtora roku głównie o tym rozmawiały i niewiele z tych rozmów wynikało. Wtedy Basia stwierdziła, że ma koleżankę, która też uwielbia majsterkować i może warto byłoby się spotkać. To była Alicja. Spotkały się we trzy, był listopad 2014 roku. W ciągu dwóch godzin ustaliły, że najpierw zakładają fanpage, a potem bloga, wiedziały, co chcą pokazać. Zainteresowanie tym, co robią przeszło ich najśmielsze oczekiwania. Były w telewizji, radiu, udzielały dziesiątek wywiadów.

W jakim miejscu są dzisiaj?

- Cały czas prowadzimy pracownię przy Mińskiej 65: aktualnie szukamy współlokatorów do współdzielenia tej przestrzeni. Regularnie prowadzimy warsztaty z odnawiania mebli oraz spotkania integracyjne dla firm w duchu majsterkowym i zero waste. To jest nowy trend, bo kiedyś korporacje wysyłały pracowników na integrację w drogich hotelach, a teraz coraz częściej decydują się zaangażować ich w remont przedszkola czy domu dziecka albo zajęcia manualne, w trakcie których robią coś razem na szczytny cel - mówi Alicja.

Basia wchodzi jej w słowo: Staramy się animować i edukować społeczność, którą zbudowałyśmy przez te sześć lat naszej działalności. I są to zarówno czytelnicy bloga czy uczestnicy warsztatów, jak też pasjonaci, którzy podobnie jak my uczą różnych tradycyjnych technik: tapicerowania, wyplatania makram czy stolarki. Udostępniamy im pracownię i promujemy proponowane przez nich zajęcia. Można powiedzieć, że zbudowałyśmy już całkiem sporą ekipę przyjaciół Majsterek, z którymi wspólnie zarażamy miłością do ręcznych robótek.

Mówią, że majsterkowanie wśród Polaków to nie była jedynie krótkotrwała moda. Nie jest tak, że na chwilę przypomnieliśmy sobie spuściznę Adama Słodowego i po jakimś czasie porzuciliśmy ją w poszukiwaniu jakichś nowych wyzwań. Majsterkowanie, ratowanie starych rzeczy staje się raczej stylem życia. Oczywiście nie dla wszystkich, ale jednak dla coraz większej grupy ludzi. To „nowe” przejawia się zarówno w innym spojrzeniu na nasze otoczenie, czyli szukaniu sposobów na to, by je upiększyć bez kupowania coraz to nowych rzeczy, jak także w docenieniu rzemieślniczych umiejętności. Możemy kupić gotowe, ale coraz częściej zadajemy sobie pytanie: „po co?”

Ten powrót do majsterkowania to trend obecny już na całym świecie. W Wikipedii możemy wyczytać, że makersi to określenie nowej subkultury, będącej rozwinięciem ruchu „zrób to sam” (ang. DIY). Makersi używają narzędzi - od tradycyjnych wiertarek czy szlifierek, po nowoczesne rozwiązania do produkcji różnych przedmiotów. Od 2005 roku wydawane jest czasopismo „Make”. Od 2006 odbywa się coroczna konferencja „Maker Fair”. Na czym polega bycie makersem? Na tym, że wykorzystujemy nowe technologie do tego, aby poprawiać coś starego, zrobić coś samemu. Za majsterkowanie, rozumiane bardzo szeroko, biorą się młode matki przebywające na urlopach macierzyńskich i wychowawczych: szukają w sobie talentów, chcą połączyć przyjemne z pożytecznym, poza tym przychodzi czas na refleksje - nie wszystkie chcą wracać do wielkich korporacji. Wreszcie za dłuta, pędzle i młotki chwyta pokolenie 40-, 50-latków, dla których nowe meble z IKEA nie są już spełnieniem marzeń, chcą czegoś nowego, oryginalnego.

- Po prostu zaczynamy sobie przypominać, jaką przyjemność może dawać praca rąk. Praca, w której łączy się i pewien wysiłek fizyczny i uruchamiane są pokłady naszej kreatywności. To dlatego ludzie szukają warsztatów, na których mogą się uczyć stolarki, odnawiania mebli, robienia makram, ceramiki. Teoretycznie prac bardzo tradycyjnych, ale jednak dziś uczonych w nowoczesny sposób. Ta nowoczesność to choćby boom, jaki obserwujemy na internetowe tutoriale: na blogach, na Instagramie, na YouTube - tłumaczy Sylwia.

W 2016 roku powstał raport przygotowany wspólnie przez Allegro, portal Majsterki.pl (czyli nasze dziewczyny właśnie) oraz agencję Mobile Institute. Co wynika z raportu? Że jesteśmy narodem majsterkowiczów. Do wykonywania prac, które można zlecić odpłatnie specjalistom, przyznaje się 55 proc. uczestników badania, a wszelkiego rodzaju czynności, które możemy wykonać w domu lub ogrodzie, wykonuje aż 84 proc. Polaków, prawie trzy czwarte czerpie z tego przyjemność. Najpopularniejszym zajęciem jest samodzielne malowanie wnętrz - taką aktywność zaznaczyło 16 proc. badanych. Oprócz tego podejmujemy się naprawy elektryki (13 proc.), kładzenia parkietu (12 proc.) czy majsterkowania (11 proc.). Tylko 38 proc. respondentów stwierdziło, że to nie dla nich. W ogrodzie natomiast najczęściej kosimy trawę (24 proc.) i pielęgnujemy rośliny ozdobne (15 proc.).

W kwestiach większych prac remontowych także okazujemy się bardzo samodzielni - 54 proc. stara się wykonywać remont we własnym zakresie. Wiedzę na temat napraw czerpiemy z wyszukiwarek internetowych (31 proc.), chętnie korzystamy też z papierowych książek i poradników (23 proc.). Media społecznościowe i blogi zostają w tyle - korzysta z nich odpowiednio 12 i 14 proc. Polaków.

Dlaczego lubimy majsterkować? Przede wszystkim dlatego, że traktujemy to jako hobby (23 proc.). Na drugim miejscu uplasowała się możliwość samorealizacji (22 proc.) a 21 proc. badanych traktuje to głównie jako sposób na zaoszczędzenie pieniędzy.

Dzisiaj majsterkowanie staje się jeszcze bardziej powszechne niż w 2016 roku, kiedy Majsterki zaczynały, bo coraz częściej mówi się o ekologii. Osoby sławne, osoby publiczne otwarcie deklarują, że przez taki a taki czas nie będą kupować nowych rzeczy: mebli, ciuchów, gadżetów. Ale są miejsca, w których kryzys klimatyczny znacznie bardziej wpływa na zachowania konsumentów niż gdzie indziej na świecie. Jednym z nich jest Skandynawia. Köpskam to nowy szwedzki neologizm wpisujący się w kwestie środowiskowe. Oznacza wstyd związany z kupowaniem - pisze portal businessinsider.com.pl. Według cytowanego tam Jonasa Arnberga, prezesa HUI Research, to prawdopodobnie tylko kwestia czasu, zanim termin ten stanie się znanym na całym świecie pojęciem. Pojęcie köpskam używane jest głównie w odniesieniu do sektora mody. Chodzi o brak odpowiedzialności ekologicznej przy zakupie nadmiernych ilości odzieży.

Ale też według ONZ przemysł modowy wytwarza więcej dwutlenku węgla niż wszystkie międzynarodowe loty i przesyłki morskie. Wraz z pojawieniem się trendu „wstydu zakupowego” nastąpił również wzrost zainteresowania zakupami używanej odzieży.

- Majsterkowanie zawsze miało w sobie ekologiczne przesłanki. Skoro ratujemy stare rzeczy, dajemy im nowe życie, przekonujemy, że nie zawsze warto wyrzucać i kupować nowe, to jest to działanie wspierające bycie bardziej świadomym konsumentem. Im więcej jednak mówi się o katastrofie klimatycznej, im większa jest świadomość, że nasze codzienne wybory mają wpływ na to, co się dalej może dziać z Ziemią, tym silniejsze jest zrozumienie, że ruch „zrób to sam” to właśnie element ekologicznego życia - mówi Basia.

Sylwia: Odnowiony mebel z PRL to idealny przykład na „zero waste”. Przerobiony stary ciuch nie zostawia takiego śladu węglowego jak kolejny nowy zrobiony w fabryce w Azji. A wszystko to idealnie wpisuje się w hasło: reduce, reuse, recycle.

Majsterki podkreślają, że świadomość ludzi rośnie. Jest coraz więcej hobbystów, którzy są tak zaangażowani, że sami zakładają grupy na Facebooku, uczą się na profesjonalnych warsztatach, organizują wspólne wydarzenia, zakładają blogi. Poza tym, o czym już mówiły, ten trend zauważyły działy marketingu i HR korporacji, które chcą w majsterkowo-remonotowe akcje angażować pracowników i klientów. Widzą coraz wyraźniej, że odnawianie i majsterkowanie nie jest już postrzegane jako hipsterska fanaberia zblazowanych mieszkańców dużych miast, ale dociera do coraz większej i bardziej różnorodnej grupy odbiorców.

Widać to choćby po forach internetowych, bo tych dla majsterkowiczów nie brakuje.

Internauta1: „Zapchałem garaż gratami prawie po sam sufit, więc stwierdziłem, że wypada zrobić regały (dwie sztuki). Mam kilka regałów dobrej jakości konstrukcji fabrycznej, są zrobione z profili z tłoczonej blachy. Ani to nie ma wytrzymałości odpowiedniej, ani stabilności, więc podjąłem decyzję, że wypada machnąć regały drewniane. Chciałbym na nich trzymać ciężkie graty (silnik, skrzynia biegów, ew. inne tego typu). Konstrukcję chcę wykonać z kantówki drewnianej”.

Internauta2: „Witam, mam pytanie: mam w posiadaniu drewniany stół pomalowany na kolor biały i chciałbym go odnowić. Nie jestem stolarzem i mało się znam na drewnie i mam pytanko, jak go odmalować? Jakiej farby użyć, żeby była ładna biała powierzchnia? Jaką metodą go pomalować najlepiej? Bo rozumiem wyczyścić do gładkiego starą farbę i co dalej?”.

Internauta3: „Mam stary zdobiony dębowy wieszak, oddałem go do piaskowania w celu wyczyszczenia ze starego lakieru. Teraz ma bardzo porowatą strukturę, widać strukturę słoi, wgłębienia między słojami dochodzą do 1 mm. Chcę go polakierować i nadać mu ciemny kolor. Co radzicie, by to zrobić jak najlepiej?”.

Anna ma 51 lat, męża i dorosłą córkę, która założyła już własną rodzinę. Od zawsze wszystko w domu robili z mężem sami. Trochę z powodu funduszy, a raczej ich braku, ale też z zamiłowania. - Uwielbiamy wyszukiwać stare meble, odnawiać je. To jakby dawać im drugie życie - poza tym wtedy wyglądają dokładnie tak, jakbyśmy chcieli, żeby wyglądały - tłumaczy. Sami remontują mieszkanie, sami robią ozdoby świąteczne, Anna uwielbia szyć. Nowych ubrań właściwie nie kupują, no chyba, że coś jest niezbędne - przerabiają to, co mają, ale wymieniają się ciuchami ze znajomymi.

- Żyliśmy tak od zawsze, ale zauważyłyśmy, że coraz więcej osób idzie w tym kierunku: nie kupuje zbędnych rzeczy, remontuje mieszkanie na własną rękę, próbuje wykorzystywać stare meble - dodaje. Często jeżdżą z mężem na targi staroci, przeglądają fora intrenetowe - czasami wyszukują perełki. Ostatnio znaleźli krzesło, stare, lekko już podniszczone. Kupili je za kilka złotych, Anna zabezpieczyła je, potem pomalowała na piękny niebieski kolor. Stoi w kuchni: raz, że jest jej ozdobą, to także normalnym, użytkowym meblem.

- Każdy ze starych mebli ma jakąś historię, czasami zupełnie niesamowitą - wrzuca Marcin, maż Anny, zapalony majsterkowicz.

Sylwia, Basia i Alicja jedną z takich historii opisują na swoim blogu. W drodze na zakupy mignęło im w bocznym lusterku samochodu niepozorne, wciśnięte pod ścianą grochowskiego bloku biurko.

Rzuciły okiem, decyzja zapada szybko: pakują! Jak opisują, łamiąc wszelkie prawa fizyki, biurko weszło do osobówki, dzięki męskiemu ramieniu zostało sprawnie wniesione do pracowni i bardzo szybko, jak na nasze standardy, czyli już po niecałym miesiącu, trafiło na warsztat.

I tu historia biurka ze śmietnika właściwie mogłaby dobiegać końca, gdyby nie pożółkła koperta, która nagle wypadła z magicznego schowka. „Dolary! Albo może przedwojenne obligacje! Wreszcie będziemy bogate!” - pomyślały niemal jednocześnie. Opowiadają, że w kopercie zamiast skarbu było kilkanaście czarno-białych fotografii. Szczuplutka, dziewczęca blondynka w orientalnej, hipisowskiej bluzce i przystojniak w mundurze. „Może narzeczeni lub młode małżeństwo” - pomyślały. I jeszcze kilka mniejszych zdjęć, w tym jedno seksowne, z parą (chyba tą samą) gorąco całującą się w lesie. Wrzuciły ogłoszenia na Facebooku, Instagramie i na Twitterze, męczyły znajomych, zwłaszcza tych z Grochowa, czy któryś z nich przypadkiem pary nie rozpoznaje.

Cały czas zastanawiały się, kim może być para ze zdjęć. Szczególnie, że właśnie trwały prace nad renowacją biurka. Za każdym maźnięciem żrącym żelem do usuwania powłok, skrobnięciem cykliną czy gorącym powiewem opalarki zżywały się z tym meblem. Z jednej strony psiocząc na wysoki połysk, tak trudny do usunięcia, a z drugiej zastanawiając się nad jego przeszłością.

I gdy już zaczęły tracić zapał i siły do dalszego czyszczenia oraz nadzieje na odnalezienie bohaterów zdjęć, na naszym Facebooku pojawiła się taka wiadomość: „Hej, witajcie:) To moi rodzice i biurko mojego taty. Byłam przekonana ze dobrze przejrzałam przed wyrzuceniem, ale widać nie…”

Okazało się, że dziewczyna na zdjęciu to Kasia. Chłopak to Paweł, w mundurze, bo dostał przepustkę z wojska. Wcielono go do niego wraz z wybuchem stanu wojennego. Jako mechanik lotnictwa nie dał rady wykręcić się i trafił do pułku lotnictwa myśliwskiego w Babich Dołach. Był 1983 rok. Paweł i Kasia znali się od kilku lat, byli narzeczonymi, rok później wzięli ślub, a dwa lata później urodziła im się córka, Ania. I to ona przyprowadziła rodziców do pracowni Majsterek.

Krystyna, lat 60, kilkanaście lat temu razem z mężem kupili małe gospodarstwo rolne, a właściwie rozpadającą się chatę z przybudówką. Odremontowali ją, ale tak, żeby pozostał stary klimat: drewniane belki, stary, kaflowy piec, drzwi zrobione przez fachowca, a nie kupione w „sieciówce”.

- Nie wyobrażam sobie, żeby takie rzeczy wyrzucać. Są piękne - przekonuje. Jeżdżą od lat po pobliskich wsiach i skupują to, czego gospodarze chcą się pozbyć. Tak zdobyli cudowny kredens, kilka starych obrazów. Mały stolik z drewnianymi okuciami.

- Wszystkie te meble skrupulatnie odnawiamy, dajemy im także coś od siebie, taki, może nie nowoczesny, ale nasz osobisty sznyt - tłumaczy.

Nie ograniczają się zresztą tylko do mebli, zdobywają sprzęty domowe, chociażby te kuchenne, stare misy, w których cudownie wyglądają polne kwiaty.

Wielu ich sąsiadów, tych miejskich, którzy zdecydowali się na przeprowadzkę na wieś, robi podobnie. Próbuje zachować odrobinę historii. - Zapraszamy się do siebie, pokazujemy, co każde z nas zrobiło, co znalazło na jakimś pchlim targu, dzielimy się pomysłami - opowiada kobieta. Nie wyobraża sobie nowoczesnych sprzętów w swoim domu, no może oprócz pralki i zmywarki skrzętnie schowanych za starą koronkową firaną.

Ponad połowa Polaków wierzy w przesądy. Od lat w te same.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 1

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

m
mika35

Zostałam zarażona jak byłam dzieckiem, mój dziadek był stolarzem i mój ojciec też, i mi zostało trochę z majsterkowania :) Tak się składa, że mój mąż, ma warsztat stolarski i dopiero co zamówił nową maszynę ze strony maszynydodrewna, a wszelkie meble i podłogi robimy sami. Będą miały niepowtarzalny klimat

Dodaj ogłoszenie