Magda Umer: Unicestwimy się z imieniem różnych Bogów na ustach [WYWIAD]

Anita CzuprynZaktualizowano 
Magda Umer w najnowszym albumie „Duety...” śpiewa z Januszem Gajosem - swoim wakacyjnym kolegą
Magda Umer w najnowszym albumie „Duety...” śpiewa z Januszem Gajosem - swoim wakacyjnym kolegą Fot. Natalia Popczyk
Na naszych oczach galopuje historia ludzkości. Człowiek, zamiast mądrzeć, głupieje. Żeby nie wiem ile książek przeczytał, żeby nie wiem, jak oczu nie zmarnował, patrząc na to wszystko, nie ma odpowiedzi, co robić, żeby temu zapobiec - Magda Umer mówi o tym, czego się boi, co jest ważne w życiu i pięknych piosenkach.

Uświadomiłam sobie coś. Tak młode, jak teraz, nigdy już się nie spotkamy.
Oczywiście! To piękne i mądre zdanie. Trzeba o tym pamiętać, gdy narzekamy na wiek, gdy mówimy, że tak mało przed nami. Trzeba się cieszyć i pamiętać zawsze, że za chwilę będzie przed nami jeszcze mniej, ale że te chwile ciągle są nam dane.

To wielkie zdanie kojarzy mi się z innym - Japończycy mówią „Ichi-go-ichi-e” - czyli takie spotkanie jak jedyna szansa w życiu. Bliskie ono jest też buddystom.
Cała filozofia jogi także się na tym opiera. W czasie medytacji staraj się nie myśleć o tym co było, ani o tym co będzie. Żyj chwilą. Uspokój myśli. A potem żyj spokojnie i w taki sposób, aby jak najmniej złego mogło się wydarzyć. I ciesz się chwilą.

Podczas tego spotkania będziemy więc żyć chwilą. A spotykamy się dlatego, że udało się Pani wydać piosenki, jakie Pani chciała i zaśpiewać z kim chciała. I na płycie „Duety. Tak młodo jak teraz” zaśpiewała je z artystami, których Pani kocha, lubi, szanuje.
Wydawnictwo MTJ zaproponowało mi, w sumie dość ryzykowna eskapadę, bo budzącą moje obawy: czy ja się ośmielę, czy podołam, czy nie narażę żadnego z tych moich ulubionych artystów na coś, na co nie chcieliby być narażeni? Ale na szczęście, mam nadzieję, nic złego się nie stało.

Stało się za to coś pięknego. Zaśpiewała Pani w duecie z Januszem Gajosem, Krystyną Jandą, Piotrem Fronczewskim, Anną Marią Jopek, Piotrem Machalicą, Wojciechem Waglewskim, Maciejem Stuhrem… i mogłabym tak jeszcze wymieniać. Ciekawa jestem, który z tych duetów wywołał w Pani najwięcej radości?
Radością było dla mnie spotykanie się z nimi nawet przy niewesołych piosenkach, bo to była wielka radość tylko z tego powodu, że razem popracujemy. Ale piosenką, której najchętniej przez te pierwsze dni po nagraniu słuchałam, było „Pa!-Role”, z Januszem Gajosem.

Krysia Janda, która śpiewa piosenkę Marleny Dietrich „Najbardziej leniwa kobieta w mieście”, mówi, że to jest o mnie

Tak czułam! I zapytam przy tej okazji, dlaczego Pani nazywa pana Janusza Gajosa „wakacyjnym kolegą”?
Dlatego, że my od wielu lat spotykamy się na wakacjach. Oprócz podziwu dla kunsztu aktorskiego, szacunku i sympatii ogólnoludzkiej, to wakacje są tym momentem, kiedy naprawdę mamy dla siebie dużo więcej czasu. Byliśmy kiedyś razem w drużynie rowerowej i Janusz bardzo się sprawdził jako wakacyjny kolega. Jeździmy małą grupą, w to samo miejsce, w Toskanii. Tam mamy bazę, z której wyjeżdżamy co roku zwiedzać różne małe miasteczka, czy niezwykłe miejsca. A poza tym jesteśmy połączeni pasją fotograficzną.

To może jakaś wspólna wystawa? Pani już miała swoje wystawy.
Miałam jedną, a Janusz miał szereg wystaw, a nawet z tego powodu zaprosił mnie do programu „Niedziela z…” w TVP Kultura. Zaprosił mnie jako osobę, która spowodowała, że on zaczął o tej fotografii myśleć poważnie. To naprawdę jego wielka pasja. Moja nie jest aż tak wielka, ale bardzo lubię robić zdjęcia. Tylko że ja nie używam tego, co się nazywa Photoshopem. Uwielbiam robić zdjęcia, które są prawdą sekundy, bardziej reportażowe, niż artystyczne. Nawet kiedy robię portret wnuczka, to chcę, aby to było takie, jak naprawdę jest. Ale z kolei, jeśli ja jestem portretowana, to uwielbiam, kiedy tak się robi, aby to jednak wyglądało trochę lepiej niż w rzeczywistości (śmiech).

Jak najładniej.
To także, ale przede wszystkim ciekawiej. Żeby to nie było banalne zdjęcie.
Zgodzi się Pani ze zdaniem, że dzieło doskonałe może stworzyć tylko człowiek szlachetny i pełny?
Nie zawsze tak jest. Pamiętam moją dyskusję z Adamem Hanuszkiewiczem, przed 40 może już laty. No tak, bo w 1974 roku zagrałam u niego Rachelę w „Weselu” Wyspiańskiego. To było w Teatrze Narodowym. Pamiętam że dużo rozmawialiśmy ze sobą i raz mieliśmy kłopot z jednym z bardzo zdolnych aktorów. Zapytałam: „Dlaczego on gra główną rolę mimo tego, że masz o nim tak niedobre zdanie jako o człowieku ”? Adam odpowiedział: „Bo gdybym kierował się tymi kategoriami, to główne role graliby sami szlachetni halabardziści”. Zapamiętałam to sobie. Dzieła genialne nie zawsze tworzą ludzie najszlachetniejsi. Gdy czytam czyjąś biografię, słucham o kimś, kto mnie bardzo interesuje jako artysta, to odczuwam coś w rodzaju fizycznego bólu, gdy dowiaduję się o kimś, kogo wielbię na ekranie, na scenie, oglądając jego obraz, film, czy czytając książkę, że niestety, nie jest człowiekiem przyzwoitym. Łagodnie rzecz ujmując. Ale bywa na szczęście inaczej.

Pytam o to, w związku z tą najnowszą płytą, którą pewnie wielu i ja się też do tego grona zaliczam, nazwie dziełem doskonałym. To muzyka która daje przestrzeń i tworzy obecność światła. Ale zapoznałam się też z recenzjami. Jedna mówi, że takich piosenek już nie ma, radio ich nie gra, uczestnicy talent show ich nie śpiewają. Pomyślałam sobie wtedy, że ta płyta to kawałek równoległego świata, który Pani sobie zbudowała i w którym żyje.
I to w dodatku zbudowałam sobie już bardzo dawno, nie chcąc przyjmować do wiadomości...

... telewizyjnych wiadomości.
To już na pewno! Popełnię teraz poemat dygresyjny, jak Juliusz Słowacki w „Beniowskim”: przed kilku laty był w telewizji program Manna i Materny, który nazywał się nie „MdM, tylko „Mc2”. W tym programie najbardziej podobał mi się pan, który przedstawiał coś w rodzaju najświeższych wiadomości, a kończył je zdaniem: „Dalszy ciąg wiadomości nadamy kiedy indziej”. Zawsze mówię, że „kiedy indziej” to jest moja ulubiona pora nadawania wiadomości (śmiech). Nie chcę przyjmować do wiadomości istnienia strasznego świata, chociaż, żeby nie wiem jak szybko uciekać, to on dopada. Nie oglądam telewizji, ale ostatnio spędziłam chyba ze sto godzin przed telewizorem, oglądając to, co się działo we Francji. I patrząc na to wszystko uświadomiłam sobie, że tak długo oglądałam tylko wydarzenia w Biesłanie, Dubrowce i 11 września. Czyli wtedy, kiedy działo się coś takiego, co się nie mieści w głowie normalnych ludzi. Ta straszliwa paranoja i samozagłada. Jeśli się z tego nie wydobędziemy, to świat lada chwila przestanie istnieć. Unicestwimy się z imieniem różnych Bogów na ustach.

Ten świat już się zmienia. Na naszych oczach.
Na naszych oczach galopuje historia ludzkości. Człowiek, zamiast mądrzeć, głupieje. Żeby nie wiem ile książek przeczytał, żeby nie wiem, jak oczu nie zmarnował, patrząc na to wszystko, nie ma odpowiedzi, co robić, żeby temu zapobiec. Jadąc na spotkanie z panią, słuchałam radia. Mówiono o uchodźcach. Jedni mówią: „Wpuszczać”, inni: „Nie wpuszczać”. Jedni: „Zabić ich bombą atomową”, inni chcą zabić tych, co chcą zabić. A przecież jeden i drugi potem idzie do domu, jakaś żona mu robi obiad, jakieś dziecko przytula się do niego. To się nie mieści w głowie, co może się dziać w człowieku równolegle do tego, jakim jest na co dzień, prywatnie, w swoim środowisku, w swoim domu.

Wrócę jeszcze do płyty. Druga recenzja brzmi następująco: „Są wykonawcy od których nie chcemy żadnych rewolucji”. I ja się z tą recenzją nie zgadzam. Uważam, że Pani piosenki dokonują rewolucji. Tylko, że ona rozgrywa się w bardzo intymnej przestrzeni. W sercu, emocjach.
Nigdy w życiu nie chciałabym strzelać z „Aurory”, ale, jako niespełniona nauczycielka marzę o tym, aby poszerzać wyobraźnię, kształtować wrażliwość, czy po prostu sygnalizować, że świat ma wiele barw, nie musi być banalny i potrafi być mądry i piękny. I żeby docierać do jak największej liczby ludzi, aby obdarować ich choćby kolejną dobrą piosenką, czy mądrym przedstawieniem, i mam nadzieję, że wtedy, choćby nie wiem jak nie chcieli się - zmienią się. Mam nadzieję, że na lepsze.
Mnie najbardziej dotknął duet z Wojciechem Waglewskim i piosenka ze słowami: „Pora by się rozstać, szepnąć pa, musisz temu sprostać i muszę ja ”. Chciałam Panią zapytać, jako kobietę doświadczoną...
... szczególnie w dziedzinie rozstań? (śmiech).

Właśnie. Jak sprostać rozstaniu?
To jest piekielnie trudna rzecz. Ja też zachwycam się tą piosenką, bo są w niej bardzo proste słowa, piosenkowe, a nie wierszowe. Ale jeśli ktoś ma problem z rozstaniem i z klasą tego rozstania, to ta piosenka może być czymś w rodzaju drogowskazu. Może pomoże jakimś ludziom ładniej się rozstać? Chciałabym.

Istnieje, Pani zdaniem, mężczyzna idealny? I kto z Pani przyjaciół byłby najbliższy ideałowi?
Może istnieje, ale ja go nie szukam. Nie lubię ideałów. Ideał to dla mnie typ wypreparowany z jakiegoś komiksu, filmu SF, albo bajki Andersena. Ale jest różnica między kimś, kto nie jest idealny, a kimś, kto jest po prostu nikczemny. Gdyby z kilku moich przyjaciół - mówię o mojej ulubionej płci, czyli o mężczyznach, a nawet partnerach życiowych - wybrać najlepsze cechy, to być może wtedy stworzyłabym człowieka, z którym chciałabym powędrować przez życie. Nie ma ideałów, ale wiem, że i ze mną niełatwo jest żyć. Za wszystkie rozstania obwiniam także swój trudny charakter. Bo to nie jest takie proste zamknąć się z kimś na jeden klucz w mieszkaniu, jeżeli ma się naturę człowieka wolnego. Dwie silne osobowości za blisko siebie na co dzień, to trudne współistnienie. I wiem co mówię... niestety.

Często Pani podkreśla w wywiadach, że to przyjaźń jest najważniejsza. Leszek Kołakowski też na pytanie, co jest ważne w życiu odpowiedział, że po pierwsze przyjaciele, a poza tym, nie chcieć zbyt wiele.
Podpisałabym się pod tym. Kiedyś jakiś dziennikarz zapytał Agnieszkę Osiecką, co jest ważniejsze, przyjaźń czy miłość. Agnieszka powiedziała: „Przyjaźń, która jest miłością”, a ja to zdanie zacytowałam na koncercie „Zielono mi”. Oczywiście, to cudowne móc się z kimś jednocześnie i przyjaźnić, i kochać. Ale kochać jest łatwo tylko na pierwszym etapie. Często ludzie tak łakną przyjaźni, że wydaje im się, że to przyjaźń, bo spotykają się z kimś, z kim jest miło spędzać czas. Nie ma tak łatwo. Przyjaźń to zawsze trudna działalność w obie strony. To najtrudniejsza, najpiękniejsza i najsilniejsza więź.

Co jeszcze jest w życiu ważne?
Czasem się obwiniam, że jestem straszliwym leniem, leniwą kobietą. Nawet Krysia Janda, która w czasie swojego recitalu śpiewa piosenkę Marleny Dietrich, „Najbardziej leniwa kobieta w mieście”- mówi, że to jest o mnie. I to prawda, ale jednocześnie jest w tym jakiś paradoks że, chcąc mieć przede wszystkim święty spokój, leżeć sobie, myśleć, patrzeć na obłoki i las, to jednak, w sumie, coś u mnie z tego leniwego myślenia wynika. Jednak coś tam w życiu zrobiłam. Nie tylko w twórczości. Największa rzecz, jakiej dokonałam, to to, że wychowałam dwóch fantastycznych mężczyzn. Wielkie szczęście, że było mi to dane.

Czuje się Pani wyzwolona z kultu młodości?
Ja jestem stara od trzynastego roku życia. I nigdy nie interesował mnie kult młodości. Ale jednocześnie mam młodą duszę. Dopóki człowiek jest ciekawy, dopóki się dziwi, stara się coś zrozumieć, zanim powie pierwsze słowo oceny, to jest młodym. Dopóki się jeszcze chce, żebyś myślał ty, a nie myślano za ciebie.

Sława jest ważna?
Czasami pomaga, bywa miła, ale bywa także uciążliwa… ale nie, w ogóle nie jest ważna.
Ma Pani jakieś pretensje do świata?
Do świata, czy do losu? Jak pani widzi, coraz trudniej jest nam powiedzieć, jaki ten świat jest. Z jednej strony przerażający, a z drugiej - gdyby, prześledziwszy historię tego świata, kazano mi wybierać czas, w jakim chciałabym żyć, czy to będzie druga połowa XVII wieku, albo wiek XIV, to powiedziałabym jednak, że trafiłam na niezwykłą epokę i nigdy w życiu nie zamieniłabym się z ludźmi z innych epok, nawet tymi, którzy urodzili się później. Nawet z panią. Miałam to wielkie szczęście, urodziłam się kilka lat po wojnie...

W 1949 roku, 9 października.
Ale ta wojna skończyła się dopiero co, przed chwilą. Jeszcze widziałam bruki, kocie łby, rozwalone domy w Warszawie. Natomiast nie miałam uczucia lęku i trwogi w dzieciństwie. A teraz mam. A teraz się boję. O dzieci, o wnuki, o to, jaki świat szykuje się dla nich. Żyłam w bardzo ciekawych czasach i miałam możliwość poznania tak niesamowitych ludzi, przyjaźnić się z niektórymi z nich i przeczytać takie piękne i mądre książki, wiersze, obejrzeć filmy, zobaczyć kawałek pięknego świata. W tym sensie jestem dzieckiem szczęścia, na pewno.

I wcale nie szukała Pani szczęścia?
Pewnie szukałam, ale dosyć wcześnie zapamiętałam sobie to, co powiedziała Agnieszka Osiecka. Dostała kiedyś kartkę od Bułata Okudżawy, na której napisał: „Życzę ci szczęścia, chociaż go nie ma”. Kiedyś Magda Czapińska zapytała mnie, co to jest szczęście. Odpowiedziałam, że szczęście to jest brak nieszczęścia. Im więcej się takich strasznych rzeczy dzieje, jak te, które zdarzyły się przed chwilą w Paryżu, tym bardziej się to zgadza.

Jeśli już wspomniała Pani Agnieszkę Osiecką, to ona też mówiła, że w życiu ważna jest cudownie przeżyta chwila. Pani sobie te chwile jakoś zbiera?
Zbieram, kolekcjonuję. Jak jest strasznie smutno, źle, ciemno, serotonina nie dochodzi do głowy, to mówię sobie: „Żeby tylko nie stracić pamięci o tych chwilach”. Bo jeszcze może zdarzyć się nam coś takiego, że niczego nie będziemy pamiętać. Demencja, Parkinson, Alzheimer, to wszystko atakuje ludzi starych. Trzeba więc rozwiązywać krzyżówki, wykreślanki, uczyć się czegokolwiek na pamięć i ćwiczyć, ćwiczyć głowę, żeby była przytomna i żeby nie zapominała choćby o pięknych chwilach. Gdyby jeszcze umiała zapominać o tych strasznych… ale to już tylko marzenie ściętej głowy.

Przyznam, że zaimponowała mi Pani swoją odwagą, jeśli chodzi o Pani pierwszy kontakt z Agnieszką Osiecką. Była Pani nieśmiałą dziewczyną, którą paraliżowała trema do tego stopnia, że nawet nie lubiła Pani publicznie śpiewać.
Dalej tak bywa.

A jednak wprost powiedziała Pani Agnieszce Osieckiej, że nie podobają się Pani jej piosenki, które ona, ta wielka i wspaniała…
Największa nasza poetka piosenki!

... Pani zaproponowała.
Zwróciła uwagę na młodą dziewczynkę, która coś tam sobie nuciła. Ale ja wtedy byłam odważna, dlatego, że do głowy mi nie przyszło, że ja będę śpiewać. Ciągle mówiłam, że to jest zabawa w studencki kabaret, że to na chwileczkę, bo ja zaraz idę do szkoły…
Żeby zostać Siłaczką.
Tak, że będę uczyć języka polskiego, jak Siłaczka. A oczywiście moim marzeniem było, że będę pisać, że będę człowiekiem literatury, na pewno. Poza tym ja bardzo długo i nie ma w tym żadnej kokieterii, uważałam, że co prawda mam dobry słuch i jestem osobą muzykalną, ale wielkiego i silnego głosu nie mam. Do głowy mi nie przyszło, że tym niewielkim głosem, przez prawie pół wieku będę śpiewać wielkie piosenki. I będę im służyć. Bo to one są najważniejsze - nie ja. I zawsze mam tego świadomość.

Kiedyś wysłałam Pani płytę mojemu znajomemu Hindusowi do Indii. Pisał mi, że za każdym razem płacze, gdy słyszy, jak Pani śpiewa.
Byłam kiedyś na koncercie w Los Angeles, śpiewałam tam dla Polonii, a w pierwszym rzędzie siedział rosły, przystojny Murzyn. Przyszedł wzruszony za kulisy podziękować za wieczór. Okazało się, że zakochał się w jakiejś Polce i z nią słuchał moich piosenek. Ale to nie zmienia faktu, że wielkiego głosu nie mam.

Z kim najbardziej lubi Pani rozmawiać?
Najbardziej lubiłam rozmawiać z Jeremim (Przyborą - red.). A jego już nie ma. Lubię rozmawiać z moimi dziećmi i z moją wnuczką Janką, tak zwaną Jane. Z Dżordżem się jeszcze nie nagadam , ale już nauśmiecham do woli. Z przyjaciółkami. Ale też taki już przyszedł teraz czas, że przede wszystkim lubię milczeć. Strasznie nie lubię tracić czasu na rozmowy z kimś, kto nie wie, nie czuje, nie nadaje na tych samych falach. To strata życia. Dlatego teraz cieszę się, że z panią rozmawiam, bo czuję tę samą częstotliwość. To nie jest zmarnowana godzina w moim życiu. Ale w przysłowiowym „gruncie rzeczy” ja jestem człowiekiem ciszy. Najbardziej lubię nie rozmawiać. Najbardziej lubię czytać, obserwować i milczeć. Świat jest tak potwornie zaśmiecony słowami, że one przestają cokolwiek znaczyć. Chyba, że jest to sytuacja uczuciowa i mówimy sobie: „Kocham cię”, „Ja też cię kocham”; wtedy można tych głupot słuchać w nieskończoność (śmiech).

No tak, wtedy nie przeszkadza, że wymiana zdań nie odznacza się zbyt dużym zróżnicowaniem, bo przepojona jest uczuciem. Kto z Pani przyjaciół ma najbliższe dla Pani poczucie humoru?
Myślę, że miał je Andrzej Poniedzielski.

Miał?
Miał.

Kiedyś mówiła Pani, że chciałaby być wesołą staruszką.
Pogodną staruszką. Bywam, bywam. Wczoraj byłam na scenie, a na scenie sprawiam wrażenie niewiasty pełnej sił , która śpiewa, opowiada i ma świetny kontakt z publicznością. Wtedy mam też poczucie, że po prostu jestem w pracy i chcę zrobić coś ważnego. Ale następnego dnia przychodzę do moich wnuków i jestem pogodną staruszką. Ja z wnukami lubię być tylko babcią.

Na co czeka pogodna staruszka?
Na następne wnuki. I na szczęście... choćby od czasu do czasu. A dla świata - żeby ludzie przestali się zabijać w imię Panów Bogów.
Co mówią o Pani błędy, jakie Pani popełniła?
Lubię to zdanie: „Co cię nie zabije, to cię wzmocni”, ale jak już mówiłam, nie lubię ideałów. Człowiek raz robi coś, o co sam nigdy by siebie nie podejrzewał, a drugiego dnia nie ma do siebie szacunku choćby za niegrzeczną odpowiedź daną niegrzecznemu. Jednak to, że ktoś jest chamski nie znaczy, że ty też masz odpowiadać w ten sam sposób. Błędy przemijają, takie jest życie. Moim naczelnym dążeniem jest starać się być przyzwoitą osobą. I uczyć się pokory. I próbować rozumieć ludzi o innych poglądach. W każdej sytuacji. A to jest akurat najtrudniejsza rzecz na świecie.

Patrzy Pani czasem wstecz, żeby zobaczyć, jak działa przeznaczenie?
Dla mnie to wszystko, co przeznaczenie wykonuje z moim życiem, jest 600-procentowym dowodem na istnienie Metafizyki. Doświadczałam tego miliony razy. Z jednej strony potwierdza się to, że jesteśmy zabawkami Pana Boga. Oczywiście, naszym zadaniem jest zdążyć wsiąść do tego właściwego autobusu i nie wyskoczyć dwa przystanki wcześniej, ani też nie wysiąść za późno.

Ale czasem tak się zdarza.
I też coś to znaczy. Znaczy, że to było po coś. Wszystkie straszne rzeczy, z których się jakoś wykaraskaliśmy, widocznie były po coś. Doznałam w życiu wielkiego szczęścia i wielkich tragedii, i mogłabym zastanawiać się, dlaczego mnie to akurat spotkało. Z jakiegoś powodu, tak musiało być. Jestem pełna pokory.

To Pani zdanie: „Przypadek to główny bohater życia”.
Mój ukochany film Kieślowskiego to „Przypadek”. Pamięta pani? Boguś Linda trzy razy biegnie do pociągu i w zależności od tego, kogo spotka na swojej drodze, takim się staje. A ja myślę, że jestem wybranką losu. Dużo dostałam. I codziennie dziękuję za to Losowi.

Czeka Pani na cuda?
Nie czekam. One same do mnie przychodzą. Ciągle się zdarzają.

Składa sobie Pani postanowienia noworoczne?
Co roku jest jedno i to samo - że będę się odchudzać. I to się nie zmienia. Zresztą parę razy mi się to udało. Nie na długo. Jeśli o to chodzi, to nie mam charakteru. No i tu żadne cuda nie chcą się zdarzyć. Niestety. Ale próby podejmować będę do końca życia.

Jest takie pytanie, na które chciałaby Pani znać odpowiedź?
Myślę, że mam około 168 pytań, na które chciałabym znać odpowiedź. Ale ciekawa jestem, mówiłam to już w wywiadach i teraz powtórzę, czy za mojego życia jeszcze ktoś wymyśli taki ustrój, który sprawi, że nie będzie biedy. Że nikt nie będzie biedny i głodny. W dobie, kiedy mamy samoloty, promy kosmiczne, zdobywamy księżyce i latamy na Marsa, jedni wyrzucają kilogramy jedzenia, a inni umierają z głodu. Są ci ważni i nieważni. Upokorzeni przez los. I ci, którym wydaje się, że są panami tego świata, mogą pogardzać tymi, którym się nie udało. To dla mnie źródło nienawiści i początku wszelkich wojen. Chciałabym, aby ktoś odkrył nowy ustrój, który spowoduje, że na świecie nikt nie będzie głodował.

***

Magda Umer w nowym albumie: „Duety. Tak młodo jak teraz...”. śpiewa z artystami, którzy od lat tworzą absolutną elitę polskiej sceny. Usłyszymy kompozycje m.in. Agnieszki Osieckiej, J. Przybory, czy W. Waglewskiego

polecane: Flesz - e-papieros zagraża zdrowiu

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 7

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

e
eronel

Miał? Czemu miał? Ciekawe, co się zmieniło...

s
spokojny

„Człowiek, zamiast mądrzeć, głupieje”.
Tak, tak, wiem proszę pani – dawniej to nawet przyszłość była lepsza.
Ale takie jest zazwyczaj zdanie tych wcześniej urodzonych o współczesności.
No to pytam konkretnie: kiedy to człowiek „nie głupiał, ale mądrzał”? 10 lat temu? 110?

Takich czasów nie było, bo świat jest podobny ze swoimi problemami ale jednak też stopniowym rozwojem. A niektórzy ciągle powtarzają, że „mamy kryzys i znajdujemy się w przededniu wojny”. To ponownie pytam: kiedy „kryzysu” nie było skoro ciągle jest?

A skoro ciągle jest tylko coraz gorzej, biedni są zawsze coraz biedniejsi i „zaraz będzie wojna” to dlaczego od tysięcy lat w ogóle cokolwiek jeszcze na świecie istnieje, zamiast siedmiu miliardów nędzarzy wśród morza planetarnych ruin?

p
podpis

Ciekawe, że sfrustrowani nieudacznicy, nieustannie poszukujący innych - winnych swoich porażek życiowych, plenią się tak obficie.

K
Karolina

Bogowie są tylko narzędziem wąskiej grupy skupiającej całe bogactwo ziemi. Ktoś obliczył,że 1%/jeden/procent z tej racji poczuł się jak wtedy na pustyni gdy Mojżesz poszedł pogadać z Bogiem. Zresztą i tak go przepuścili przez komin zastępując chazarskim Talmudem i hulaj dusza.

o
outlaw

Ciekawe, że potomkowie stalinowskich katów znajdują do dziś poczesne miejsce w życiu publicznym.

Ś
Świadek JEHOWY

Idealny ustrój istnieje.To Teokracja (nie mylić z rządami duchownych),czyli rządy Boga.O tych rządach - czyli Królestwie Bożym nauczał Jezus Chrystus.Królestwo Boże zapobiegnie unicestwieniu się ludzkości.Religie fałszywe,siejące nienawiść i śmierć i ich wyznawcy,zostaną zgładzeni za swoją winę popierania tych religii.Zarówno za czynne i bierne popieranie religii fałszywych (Objawienie 17 i 18 rozdział).JW.ORG

Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3