Mądrzenie się w kolorze różowym

Tomasz Jaroński
Tomasz Jaroński
Tomasz Jaroński Fot. archiwum
Mieliśmy swoje pięć minut w kolarskim Giro d'Italia. A dokładnie swoje pięć minut (trwające jednak znacznie dłużej) miał przesympatyczny blondynek z Torunia Michał Gołaś.

W piątek "Goły" był trzeci na mecie w Porto Sant'Elpidio i został wiceliderem wyścigu. Balonik z różową koszulką dla Polaka następnego dnia, w sobotę, został natychmiast nadmuchany. Sam miałem w tym swój udział, bo jak tu nie wierzyć okolicznościom, które wydawały się sprzyjać i nam, i Gołasiowi. Historyczny dzień - pierwsza koszulka lidera Giro d'Italia dla Polaka miał nadejść 12 maja. W przeszłości tuż za prowadzącym w Giro klasyfikowani byli Lech Piasecki i nieodżałowany Joachim Halupczok. "Piasek" był także dwa dni liderem Tour de France i jak na razie była to (i jest) jedyna polska koszulka przodownika w wielkich tourach...

W sobotę był etap z górą na końcu, ale jak na warunki włoskie - niezbyt ciężką. Polak miał stratę 15 sekund do Włocha Maloriego, o którym przecież wiadomo, że góral z niego żaden. Nasz Michał nie jest także kozicą, ale z małymi górami daje sobie radę. Ot, choćby na ostatnim Tour de Pologne wygrał klasyfikację wspinaczy. Zawodnik sam zresztą wpuścił wiele powietrza do różowego balonu, deklarując zgodne z zasadą, że teraz albo nigdy… Skończyło się na marzeniach. Najpierw pod Rocca di Cambio odpadł wprawdzie Malori, ale chwilę później, co niestety tv nie pokazała, i Michał Gołaś. Różowe marzenia okazały się zbyt trudne do zrealizowania. Dodam, że tym razem, obserwując jazdę polskich kolarzy w tym sezonie w wyścigach, mam nadzieję graniczącą z pewnością, że sukcesy muszą nadejść.

Patrząc na te dwa dni z perspektywy, wydaje mi się, że większa szansa na róż była jednak w piątek. Oczywiście to mądrowanie się po fakcie, ale i taka jest rola komentatora. Nie lubię gdybania, ale gdyby Michał pognał za Kolumbijczykiem Rubiano, to po pierwsze dałby radę (trasa mu bardzo sprzyjała), a po drugie - układ byłby szalenie prosty. Rubiano wygrywa etap, Gołaś bierze koszul - jak mawiają kolarze. W kolarstwie trzeba jednak kalkulować. Pewnie Gołaś pomyślał, że ataki Kolumbijczyka mają na celu punkty na górskich premiach, bowiem wcześniej grupka z Polakiem zawsze dochodziła do szarżującego Rubiano, a siły trzeba chować na finisz. Nie sprawdziło się, trudno, jedziemy dalej. Michał miał w piątek niepowtarzalne dwie szanse - wygrać etap, zostać liderem. Takie sukcesy przechodzą do historii. Trzecie miejsce i pozycja wicelidera zostaną wkrótce zapomniane, więc teraz rolą Gołasia jest... znów przypomnieć o sobie.

Tomasz Jaroński, Eurosport Polska

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie