Madonna chce szokować, ale wychodzi kicz

Redakcja
Kiedyś szokowała, budząc mimowolny podziw, teraz szokuje, budząc mimowolny niesmak. Wygląda na to, że plany Madonny, by do tytułu królowej popu dodać tytuł królowej kamery, z hukiem legły w gruzach.

Przez długie lata ciesząca się tytułem pierwszoligowej muzycznej skan- dalistki, dziś pokątnie nazywana królową filmowego kiczu. Madonna - niedoścignione bożyszcze tłumów sprzed lat - zaczyna przypominać odrobinę już zbyt tandetną, nie najładniej starzejącą się matronę.

Złośliwi twierdzą, że póki trzymała się przede wszystkim muzyki, wszystko było jeszcze do przełknięcia. Dajmy na to "Ich pierwsza liga" - lekka komedyjka z drobnym feministycznym akcentem, w której Madonna zagrała jedną z głównych ról, szczytowym osiągnięciem kinematografii nie była, ale oglądało się ją całkiem przyjemnie. Tak samo jak zresztą samą Madonnę. W "Sidłach miłości" z 1993 r. zagrała tuż po tym, jak ukazała się jej skandalizująca książka "Sex". Nie wiadomo, czy to na fali otaczającego ją w tamtym czasie erotyzmu, czy dzięki aktorskiemu talentowi, uznano ją jednak za prawdziwą gwiazdę tej produkcji. Skandalizująca Madonna idealnie nadawała się do roli prowokacyjnej i absolutnie pozbawionej moralności femme fatalle.

Kandydatki Miss Universe 2011 (ZOBACZ ZDJĘCIA W BIKINI)

Zachęcona tym sukcesem artystka uparła się, że na filmowej scenie zagości na stałe. Więcej - odniesie na niej taki sam spektakularny sukces jak w muzyce. Choć krytycy nie zostawiali na niej suchej nitki, w nakręconej dokładnie trzy lata później "Evicie" Madonna znów zachwycała. I to na tyle skutecznie, że do jej rąk trafił Złoty Glob i dwie nagrody MTV. Później wystąpiła już tylko w czterech filmach - "Układzie prawie idealnym" Johna Schlesingera, krótkometrażowym "Star" i "Rejsie w nieznane" wyreżyserowanymi przez - jej jak się potem okazało przyszłego męża - Guya Ritchiego oraz w dwudziestej części przygód Jamesa Bonda - "Śmierć nadejdzie jutro" Lee Tamahori. W żadnym już jednak sukcesu "Evity" nie powtórzyła.

Prawdziwe problemy zaczęły się jednak w momencie, gdy artystka sprzed kamer postanowiła przenieść się za kamerę. Jej reżyserski debiut "Mądrość i seks" - dramat z 2009 r. osadzony w Londynie - przyniósł tylko 22 tys. dol. zysku w USA, a w Wielkiej Brytanii w ogóle się nie ukazał. Obraz określano i określa się do dziś mianem nieudanego eksperymentu. - Mówiąc dosadnie, mądrości nie ma w tej historyjce żadnej, a seks pojawia się tylko okazjonalnie w scenach tańca na rurze - pisał o nim tuż po premierze jeden z krytyków. Wygląda na to, że nie inaczej będzie z dopiero co zaprezentowanym na festiwalu w Wenecji "W.E".

Małgorzata Gołota

Cały tekst przeczytasz w poniedziałkowym wydaniu "Polski" lub na stronie prasa24.pl.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie