"Made in China" już nie znaczy tanie

Alina Białkowska
Chiny przenoszą drożejącą produkcję tanich wyrobów do Wietnamu, a nawet Afryki. Powodem są szybko rosnące koszty pracy.

Drogie paliwo, rosnące szybko zarobki w Chinach, wzmocnienie tamtejszej waluty oraz coraz bardziej cywilizowane prawo pracy w Kraju Środka sprawiają, że ceny produktów made in China idą na świecie w górę. Polskę chroni przed drożyzną silny złoty.

- W Chinach drożeje wszystko: surowce, płace, kredyty. Do tego jest inflacja - wylicza Janusz Płocica, prezes Zelmera, który w Chinach produkuje kuchenki mikrofalowe. - Liczony w dolarach koszt produkcji wzrósł w ostatnich 12 miesiącach o blisko 20 proc. W Polsce nie widać jeszcze tego problemu, bo o tyle samo wzmocniła się złotówka do dolara - dodaje.

Najszybciej rosną ceny produktów mało przetworzonych, w których koszt pracy ma największe znaczenie (np. podkoszulki). Kłopoty mają też importerzy towarów, dla których duże znaczenie ma koszt transportu (np. stali). Najmniej drożeją towary bardziej skomplikowane, w tym elektronika. W ich przypadku koszt pracy przeciętnego Chińczyka (przeciętna miesięczna płaca w przemyśle wynosiła w 2007 r. 240 dol.) jest nadal wielokrotnie niższy od tego, co trzeba zapłacić pracownikowi w Europie czy USA.

Spadek konkurencyjności chińskiej gospodarki zapowiada najnowszy raport OECD. Jak wynika z danych kanadyjskiego banku inwestycyjnego CIBC, chińska stal już jest droższa od amerykańskiej.

- Roczny eksport stali z Chin do USA spadł o ponad 20 proc. To doskonała wiadomość dla amerykańskich producentów stali, bo miejsca pracy, które zostały przeniesione do Chin, mogą wrócić - stwierdza główny ekonomista CIBC Jeff Rubin. Jednak z punktu widzenia konsumenta ta zmiana oznacza wzrost kosztów, bo stal będzie droższa.

Jeszcze niedawno ekonomiści uważali, że rynek pracy jest w Chinach praktycznie nieograniczony. Roczna migracja tanich pracowników z ubogich, wiejskich regionów północnych do bogatszego i bardziej uprzemysłowionego południa sięgała nawet 20 mln osób.

- To jest tak, jakby w ciągu jednego tylko roku praktycznie cały polski rynek pracy się podwoił, i to wyłącznie o osoby chętne do pracy za minimum socjalne - ocenia Krzysztof Rybiński, partner w firmie konsultingowej Ernst & Young.

Jednak firmy, które zainwestowały w Chinach, coraz częściej narzekają, że w rzeczywistości Chińczycy już nie chcą pracować za grosze. Wzrost płacy pracownika linii montażowej w umiejscowionej w Chinach amerykańskiej fabryce produkującej rowery Dahon w ciągu zaledwie pierwszej połowy 2007 r. wyniósł ponad 30 proc. (263 dol. zamiast 197 dol.). I choć ekonomiści twierdzą, że nie istnieje coś takiego jak wiarygodna statystyka wzrostu wynagrodzeń w Chinach, jednak szacunki mówią o niemal 16- -proc. skoku płac w samym 2006 r. Wcześniej płace rosły tam o mizerne 3-5 proc. rocznie. Właśnie dlatego Chińczycy przenoszą produkcję wyrobów wymagających dużo pracy ręcznej do sąsiedniego Wietnamu, gdzie płace są o blisko 30 proc. niższe niż w Kraju Środka.

Na szczęście spadek konkurencyjności Chin na razie nie przekłada się na polskie ceny. Zdaniem Janusza Płocicy, mimo podwyżek produkcja w Chinach jest wciąż dwa razy tańsza niż w Polsce, więc nawet dalszy spodziewany wzrost kosztów jeszcze przez kilka lat nie zmusi jego firmy do zaprzestania produkcji w tym kraju.

Również produkujący bieliznę Atlantic radzi sobie z drożejącymi Chinami. - Podnieśliśmy jakość naszych wyrobów, dzięki czemu udział pracy jest w cenie niższy niż kiedyś - mówi Wojciech Morawski, prezes Atlantica. - Chiny są i pozostaną krajem, w którym warto produkować towary z tzw. średniej wyższej półki - ocenia.

Natomiast Krzysztof Pióro, prezes producenta klamek i uchwytów Gamet, ratuje się przed podwyżkami płac, tnąc inne koszty w chińskich fabrykach, z którymi współpracuje. A na wypadek, gdyby produkcja w Chinach stała się nieopłacalna, wybudował w Polsce fabrykę, która na razie jest - jak mówi - mniej więcej w połowie pusta.

- W razie czego będę więcej produkował w Polsce - twierdzi. Chińczycy nie czekają biernie na grożącą im utratę rynków.

- Chińczycy są niezwykle skuteczni w tworzeniu globalnych sieci konkurencyjnych - mówi Krzysztof Rybiński. - Dlatego już od pewnego czasu przenoszą tanią produkcję do Wietnamu, Kambodży czy Afryki, a koncentrują się na rozwoju przemysłu nowoczesnego, na przykład na komputerach, panelach słonecznych czy sprzęcie telekomunikacyjnym. Już w tej chwili Chiny rocznie patentują więcej nowoczesnych rozwiązań niż cała Unia Europejska - dodaje.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie