Maciej Replewicz „Bareja alternatywnie”. Recenzja książki

Włodzimierz Jurasz
Włodzimierz Jurasz
Fot. archiwum
Stanisław Bareja, uwielbiany reżyser, miał swego imiennika. Pisarza...

WIDEO: Krótki wywiad

Przyznam, i ja swego czasu dałem się nabrać. Przed kilkudziesięciu laty w jakimś antykwariacie natrafiłem na kosztującą zaledwie parę groszy książkę Stanisława Barei „Z piątku niedziela” i – jako wielbiciel „Misia” oraz serialu „Alternatywy 4” – kupiłem ją bez wahania. Już lektura kilku pierwszych stron zaczęła budzić we mnie wątpliwości. Po dogłębnych studiach doszedłem do wniosku, że to tylko przypadkowa zbieżność nazwisk. I faktycznie, autorem tej, i paru innych książek, był nauczyciel, dyrektor szkoły w Iganiach, publikujący w Ludowej Spółdzielni Wydawniczej, jako żywo nijak z „Misiem” się nie kojarzący.

Ale nie tylko ja dałem się tak nabrać. O analogicznych pomyłkach (sam Bareja-reżyser dostał kiedyś książkę swego imiennika w prezencie, bardzo możliwe, że złośliwym) pisze Maciej Replewicz w opasłej księdze „Stanisław Bareja alternatywnie”, opublikowanej właśnie nakładem wydawnictwa Zysk i S-ka.

To nie pierwsze dzieło Replewicza Barei poświęcone. Na przykład w roku 2015 nakładem Frondy ukazała się książka „Oczko się odlepiło temu misiu” i siłą rzeczy materiał zawarty w nich musi się w sporej części pokrywać. Ponieważ jednak najbardziej lubię te filmy, które już kiedyś widziałem, oraz książki, które już kiedyś czytałem (by odwołać się do aforyzmu inżyniera Mamonia) i tę przeczytałem z przyjemnością. Dokonując kilku intelektualnych odkryć, choć wydawało mi się, że o filmach Stanisława Barei wiem bardzo dużo.

Omawiana książka, relacjonując biografię reżysera, najwięcej miejsca (i słusznie) poświęca właśnie jego filmom. Przynosząc wiele ciekawostek, nawet zajadłym wielbicielom nieznanych. Sam nie wiem na przykład, jak to się mogło stać, że w postaci pewnej paryskiej damy wołającej z okna do męża: „Izaak, ty kończ tę rozmowę, na ciebie sznycel oczekuje”, nie rozpoznałem samego Barei. A Maciej Replewicz na przykład skrupulatnie wylicza wszystkie rólki, jakie Bareja zagrał w swych filmach. Od tak ewidentnych, jak Krokodylowy w „Zmiennikach” po śladowo obecne na ekranie, jak kobieta w czerwonym kapeluszu z „Bruneta wieczorową porą”. Czasem te rólki były żartami (w stylu Hitchcocka chętnie występującego w swoich filmach), czasem formą oszczędności, wymuszoną okolicznościami – prościej i taniej było zagrać samemu niż wynajmować aktora epizodystę bądź statystę (za rolę właściciela sklepu spożywczego w Londynie Bareja dostał aż 5 stówek…).

Wspomnianą, wynikającą z lektury przyjemność psują jednak szczegóły, liczne błędy, od rzeczowych, przez korektorskie, po stylistyczne. Wbrew twierdzeniu autora, Tekla Wagnerówna nie szmuglowała dla sąsiadów mięsa ze wsi, ale po prostu, zebrawszy kartki, kolejkowała pod sklepem po nocach. Żonę Stanisława Marii Rochowicza zagrała Jolanta Bohdal (a nie Bohdan). Zdanie: „[Bareja] odbył nawet miesięczny kurs pracy morskiej zaliczony do służby Polsce” nie nabiera sensu nawet po dodaniu dużej litery (Służby Polsce), co pozwala odnieść je do znanej stalinowskiej organizacji młodzieżowej. I żadnego Urzędu Kontroli Pracy w Poznaniu nigdy nie było.

Maciej Replewicz „Bareja alternatywnie”, Zysk i S-ka 2019, 462 str.

Czytaj także

Wideo

Materiał oryginalny: Maciej Replewicz „Bareja alternatywnie”. Recenzja książki - Dziennik Polski

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie