Maciej Gdula: Oddzielne koalicje to szansa na zmianę w...

    Maciej Gdula: Oddzielne koalicje to szansa na zmianę w polityce

    Witold Głowacki

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Maciej Gdula: Musimy zorganizować lewicową koalicję najpóźniej do końca lipca

    Maciej Gdula: Musimy zorganizować lewicową koalicję najpóźniej do końca lipca ©fot. Bartek Syta

    Pękły pewne iluzje - że wszyscy po opozycyjnej stronie jesteśmy się w stanie bez problemu porozumieć, że idea anty-PiS-u będzie nas spajać, że odsunięcie Kaczyńskiego od władzy jest tak wielką wartością, że zjednoczy nas wszystkich - mówi Maciej Gdula, socjolog, polityk Wiosny.
    Maciej Gdula: Musimy zorganizować lewicową koalicję najpóźniej do końca lipca

    Maciej Gdula: Musimy zorganizować lewicową koalicję najpóźniej do końca lipca ©fot. Bartek Syta

    Czego was w Wiośnie nauczyły wasze pierwsze wybory? I jak bardzo bolesna to była nauka?
    Na pewno nauczyliśmy się bardzo wiele, jeśli chodzi o prowadzenie kampanii. To była bardzo wymagająca, intensywna aktywność - uważam, że tutaj naprawdę dobrze się sprawdziliśmy. Sprawnie zebraliśmy podpisy, potem prowadziliśmy dynamiczną, dobrze widoczną kampanię. Na pewno uniknęliśmy najgorszego - czyli nieprzekroczenia progu wyborczego.
    Poza PiS-em i jego sojusznikami i Platformą oraz partiami, które jej towarzyszyły, nikomu innemu się to nie udało. Ale tak, to jasne - chcieliśmy więcej. Chcieliśmy dużo lepszego wyniku, chcieliśmy zmienić układ sił na polskiej scenie politycznej. Jednego i drugiego nie udało nam się osiągnąć. Najważniejszy wniosek przed jesiennymi wyborami, który musimy teraz nieustannie brać pod uwagę: samodzielnie będzie bardzo ciężko ruszyć układ sił, który zaistniał w polskiej polityce.

    Jest pan od niedawna politykiem, za to przez całe życie zawodowe socjologiem. Jakie pan widzi wyjaśnienie tego, że wasz wynik wyborczy z maja był prawie trzy razy słabszy od tych najlepszych dla Wiosny sondaży z lutego?
    Z jednej strony, scena polityczna nie jest całkowicie zabetonowana. Polacy szukają jakiejś nowej formuły robienia polityki. Polacy chcieliby wprowadzić do niej kogoś nowego, kogoś, kto mówiłby o rzeczach, na temat których albo dotąd w polityce milczano, albo którymi straszono społeczeństwo. Ale z drugiej strony, kiedy już rusza ten walec kampanijny, nagle zaczyna być widać, jak ogromną rolę odgrywają struktury i pieniądze partyjne - a tego nie da się zbudować i pozyskać przez kilka miesięcy. Zaczyna też być wtedy widać, jak głęboko podzielony jest świat mediów. Media są dziś w Polsce spolaryzowane w takim samym stopniu jak scena polityczna. Niemal wszystkie sprzyjają bardzo wyraźnie jednej ze stron. Na przykład telewizja publiczna w ogóle nie pokazywała Wiosny, byliśmy tam w zasadzie nieobecni. To nie są warunki gry, które w normalnej liberalnej demokracji z wolną sferą publiczną określałyby zasady rywalizacji między partiami politycznymi.

    Media mają w Polsce mnóstwo wad i z pewnością zbyt mocno angażują się w roli uczestników gry politycznej. Ale Robert Biedroń banował na Twitterze dziennikarzy dziesiątkami - zupełnie w poprzek polaryzacyjnych podziałów. Nie widzi pan czasem związku między tym a stosunkiem mediów do Wiosny?
    Dobrze, na pewno mogliśmy nieco bardziej zabiegać o wsparcie mediów. Ale też kiedy politycy Wiosny byli zapraszani do jakichś programów czy audycji, to nigdy nie odmawiali, to samo tyczyło się wywiadów - staraliśmy się być stale dostępni dla mediów i dziennikarzy. Nie da się powiedzieć, że Wiosna lekceważyła media, czy że na przykład woleliśmy kierować nasz przekaz głównie do mediów społecznościowych. Swoją drogą tego też się dowiedzieliśmy w trakcie kampanii - naprawdę ciężko w Polsce wygrać, opierając kampanię przede wszystkim na mediach społecznościowych, to wciąż nie jest w naszym kraju wystarczające narzędzie budowania poparcia. Owszem, można osiągać tam świetne zasięgi, można być najbardziej widoczną w mediach społecznościowych partią, a i tak nie musi się to przełożyć na wyniki w wyborach.
    PSL przytula się do PiS, przejmuje jego język, jakby ludowcy wierzyli, że właśnie to pomoże im odzyskać wyborców
    Młodzi ludzie generalnie nie ruszyli do tych wyborów szczególnie masowo - a to w końcu przede wszystkim oni są najaktywniejszymi użytkownikami mediów społecznościowych. Jak pan to interpretuje?
    Uważam, że my naprawdę bardzo dobrze prowadziliśmy kampanię w mediach społecznościowych.

    Nie będę się spierał - mieliście świetne statystyki i naprawdę imponujące zasięgi. Ale na wynik się to nie przełożyło.
    Kandydaci mieli dobrze prowadzone profile, do tego funkcjonowały całe ekipy wspierające działania w mediach społecznościowych. Ale nie udało nam się to, co było tu najważniejsze. Nie zdołaliśmy przekonać sprzyjających nam użytkowników mediów społecznościowych, że bez ich udziału te wybory będą po prostu przegrane. Że jeśli nie pójdą do wyborów, to stracą coś niezmiernie ważnego. Niestety, to była nasza porażka, to nam naprawdę się nie udało.

    Nie tylko wam. Niedostatek młodych wyborców przy urnach odczuły chyba wszystkie partie.
    Sporo mówi przykład Konfederacji, która nie przeszła nawet progu - a przecież miała bardzo wysokie poparcie sondażowe wśród młodych ludzi, także w mediach społecznościowych. Oni gremialnie uznali, że te wybory nie są ważne.
    1 3 »

    Czytaj treści premium w Polsce Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Wideo