Ludzie w Oświęcimiu z ulgą i nadzieją przyjęli koniec koszmaru wojny. Wielu pospieszyło z pomocą wyzwolonym więźniom Auschwitz [ZDJĘCIA]

Bogusław Kwiecień
Bogusław Kwiecień
Śladem po okupacji przez wiele lat był schron wybudowany przez Niemców na Rynku Zbiory Tadeusza Firczyka
W poniedziałek będzie 75 rocznica wyzwolenia Oświęcimia i niemieckiego nazistowskiego obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau. Ludzie w Oświęcimiu cieszyli się, że przeżyli koszmar wojny i okupacji. Wielu zgłosiło się do pomocy wycieńczonym więźniom obozu.

Pierwsze oddziały Armii Czerwonej weszły do Oświęcimia 27 stycznia 1945 roku ze wschodu, od strony Monowic. Była sobota, mroźny, słoneczny dzień. W południe mieszkańcy zobaczyli pierwszych żołnierzy z pepeszami na Rynku, którzy poszli dalej w kierunku obozu Auschwitz-Birkenau.

Wyzwolenia w obozach Auschwitz, Birkenau i Monowitz doczekało około 7 tys., w większości chorych i skrajnie wyczerpanych, więźniów. Część z nich, o ile pozwalał na to stan zdrowia, powróciła do domów.

Z pomocą więźniom

Pozostali zostali umieszczeni w szpitalach zorganizowanych w pierwszych dniach wolności na terenie obozów przez sowieckie wojskowe służby medyczne, a potem Polski Czerwony Krzyż. Trafiło do nich ponad 4,5 tys. byłych więźniów z ponad 20 państw, w większości Żydów. Wśród leczonych było także ponad 200 dzieci w wieku do 15 lat.

Co najmniej kilkudziesięciu chorych znalazło pomoc w małych szpitalach naprędce przygotowanych przez mieszkańców Oświęcimia, Brzeszcz i okolic. Do jednej z takich placówek w Brzeszczach trafiły 23 więźniarki z 24 dzieci, w tym niemowlęta. Kierowali nią lekarze: Józef Sierankiewicz, Jan Drzewiecki i Ernest Eriebe, a w leki zaopatrywała bezinteresownie właścicielka miejscowej apteki Maria Bobrzecka. Chorzy znajdowali gościnę także w prywatnych domach.

Z pomocą wycieńczonym więźniom pospieszyło 150 ochotników, w większości z Oświęcimia i okolic. Wśród nich 20-letni Eugeniusz Daczyński, który był sanitariuszem w bloku 10. Wcześniej na własne oczy widział, jak Niemcy obchodzili się z więźniami, gdy pracował razem z nimi przy budowie elektrowni w fabryce niemieckiego koncernu IG Farben. W pomoc zaangażowane były także siostry serafitki. W ich klasztorze znalazła opiekę część więźniów.

ZOBACZ: Co będzie się działo 27 stycznia 2020 w Oświęcimiu

Część dzieci z obozu mieszkańcy Oświęcimia i okolic przyjęli do swoich domów, jak rodzina Nowaków. Małą Żydówkę Lusię w tłumie wystraszonych dzieci wypatrzyła 17-letnia Kazia Nowak. - Zapytała mnie, czy chciałabym z nią pójść. Podałam jej rękę i poszłyśmy do jej domu w mieście - opowiadała po latach Pnina Segal, która jako dziecko trafiła do obozu pod nazwiskiem Lusia Kałuszyner. Przez rok żyły jak siostry. Potem Lusia z matką, która ją odnalazła, wyjechały do Palestyny. Spotkały się ponownie pół wieku później.

Miasto wracało do życia

– Śnieg skrzypiał pod lichymi butami. Płakałam, bo było mi zimno w nogi. A ludzie cieszyli, że w mieście nie ma już Niemców – opowiada Zofia Piwowarczyk, wówczas niespełna 13-letnia dziewczynka.

Według historyka dr. Andrzeja Strzeleckiego, ludność Oświęcimia i okolic przyjęła nadejście czerwonoarmistów z ulgą, a zarazem z nadzieją na rychły powrót do normalnego życia. Mieszkańcy byli znękani wojną i w większości całkowicie zubożali. – Przed wojną rodzice trudnili się kupiectwem. Okupacja wszystko im zabrała. Straciliśmy mieszkanie i cały dobytek, ale cieszyliśmy się, że udało się przeżyć ten wojenny koszmar – dodaje oświęcimianka.

W mieście panował chaos. Ludzie, którzy w trakcie okupacji żyli w ciasnych izbach, zaczęli na początek szukać mieszkań. Było w czym wybierać. Z miasta, które liczyło przed wojną liczyło przeszło 14 tys. mieszkańców, w pierwszych dniach po wyzwoleniu została mniej niż połowa. W lutym 1945 r. było ich niewiele ponad 6700.

Z czasem zaczęły się powroty. We wrześniu 1945 r. w Oświęcimiu mieszkało ok. 7,3 tys. osób, wśród nich 186 Żydów. Przed wojną w mieście było ich 7–8 tys.

– Większość przyjeżdżała po wojnie na krótko, aby zorientować się, kto przeżył z krewnych, co zostało z ich majątków – mówi dr Artur Szyndler z Centrum Żydowskiego w Oświęcimiu, podkreślając, że jak w wielu podobnych miasteczkach ok. 90 proc. ludności żydowskiej nie przeżyła Holokaustu. Część oświęcimskich Żydów próbowała osiedlić się w mieście na stałe, jak rodzina Schoenkerów, której nawet udało się uruchomić przedwojenny zakład Agrochemii na Krukach. Według Szyndlera, było to możliwe w okresie do 1950 r., gdy panował jeszcze względny spokój polityczny. Potem nastały lata stalinizmu, kiedy zaczęto zwalczać prywatną inicjatywę.

Z ulic znikały niemieckie napisy i przywrócono polską nazwę Oświęcim (od października 1939 r. miasto było włączone do III Rzeszy jako Auschwitz). Wywożono gruz, zasypywano doły po bombach.

Czytaj także

Wideo

Materiał oryginalny: Ludzie w Oświęcimiu z ulgą i nadzieją przyjęli koniec koszmaru wojny. Wielu pospieszyło z pomocą wyzwolonym więźniom Auschwitz [ZDJĘCIA] - Gazeta Krakowska

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 2

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

E
Ehh2
27 stycznia, 09:22, Ehh:

Tylko czekać jak Prawi i Sprawiedliwi oskarża ICH o kolaboracje z Armią Czerwoną.

27 stycznia, 10:20, Gość:

Nic dodać, nic ująć. Sowiecki Bękarcie.

Dzięki chowie wsobny

E
Ehh

Tylko czekać jak Prawi i Sprawiedliwi oskarża ICH o kolaboracje z Armią Czerwoną.

Dodaj ogłoszenie