18+

Treść tylko dla pełnoletnich

Kolejna strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich. Jeśli chcesz do niej dotrzeć, wybierz niżej odpowiedni przycisk!

Ludzie Afryki marzeniami zastępują życie

Anita Czupryn
Wikipedia/Jacques Taberlet
Zależało mi na tym, aby pokazać prawdziwą, a nie lukrowaną Afrykę. Taką, której nie zobaczy się z okien czterogwiazdkowego hotelu - mówi Tadeusz Biedzki, przedsiębiorca, podróżnik, autor książki "Sen pod baobabem", w rozmowie z Anitą Czupryn

Lotnisko w afrykańskim Bamako, kontrola graniczna. Policjant szuka narkotyków w Pańskim bagażu. Dobrze wie, gdzie jest ukryty biały proszek. Tak zaczyna się "Sen pod baobabem", książka, w której opisał Pan swoją wyprawę do Afryki, a której premiera miała miejsce 11 października. Przyznam, że zaczyna się jak u Hitchcocka, a potem napięcie tylko rośnie.
Scena, którą opisałem, była tylko pretekstem, bo w książce zawarłem wątki i przygody z wielu podróży do Afryki. Ale ta sensacyjna akcja, związana z moim afrykańskim przewodnikiem, który handlował narkotykami i chciał mnie zabić, wydała mi się warta tego, by od niej rozpocząć książkę.

Nie będę zdradzać szczegółów, powiem tylko, że kokainy u Pana celnicy nie znaleźli.
Na szczęście, bo wtedy żywi byśmy do Polski nie wrócili.(śmiech)

Woził Pana po Afryce afrykański handlarz narkotyków zdezelowanym samochodem, tubylcy częstowali Pana wodą zaczerpniętą z brudnego Nigru, brał Pan udział w tajemniczych ceremoniach, w których można stracić życie. Często Pan tak ryzykował?
Nie. Afryka to nie jest kontynent dla białego człowieka i trzeba uważać. Należy być ostrożnym i zachowywać się rozsądnie. Ale trochę szaleństwa w życiu się przyda, bez niego świat byłby nudny. Nie zawsze potrafię zachować się rozsądnie.

Napił się Pan tej wody z brudnej rzeki, która tak służy Afrykanom, a białemu człowiekowi niekoniecznie?
Nie mogłem odmówić. Widziałem, że wszyscy ją piją, odważyłem się. Wyglądała naprawdę nieciekawie, no i nasza flora w organizmie jest trochę inna, ale przeżyłem. (śmiech)

A łapę ceremonialnie ubitego koguta, która przynosi szczęście, podarowaną Panu po tajemniczym rytuale, zabrał Pan do Polski?
Aż tak przesądny nie jestem. Mam też wystarczająco dużo szczęścia w życiu, nie trzeba go chyba dodatkowo wspomagać. Ale samo wydarzenie, ceremonia, było niezwykłe. To było przepiękne miejsce: pustkowie, na którym byliśmy sami wśród Afrykanów animistów.

Teraz się Pan zachwyca, a w książce pisze, że był moment, kiedy strach Pana obleciał. Szliście na spotkanie z afrykańskim czary-mary, na którym miało się odbyć rytualne zabicie i złożenie ofiary, i wcale nie było pewne, czy to wy nie staniecie się ofiarami.
Żona bała się mniej, ale ja czułem się odpowiedzialny także za nią. Byliśmy tam sami, nikogo w pobliżu, nikt nie wiedział, gdzie jesteśmy. I rzeczywiście wszystko się mogło wydarzyć. Już wcześniej spotkaliśmy się w Afryce z sytuacjami, w których zabicie człowieka nie było problemem.

Wrócę jeszcze do tej sceny na lotnisku. Kiedy nie znaleziono w waszych bagażach narkotyków, wściekły celnik powiedział: "Lepiej tu nie wracajcie". Wróci Pan jeszcze do Afryki?
Już wróciłem i na początku przyszłego roku znów się wybieram, Afryka jest moją miłością i stale będę tam wracał. To fantastyczne miejsce na Ziemi, choć jest to kontynent przegrany, bez perspektyw, bez nadziei. Wiem, że to, co mówię, jest niepoprawne politycznie, ale taka jest prawda. Przez wiele lat byłem reporterem, prawda jest dla mnie ważniejsza niż jakieś kanony.
To dlaczego chce Pan tam jeździć? Pisze Pan o Afryce bezlitośnie, jest Pan surowy dla swoich bohaterów - ludzi, których Pan tam spotkał.
Jeśli w Afryce nie ma szans na takie życie jak nasze, jeśli nie ma perspektyw na przyszłość, to nie znaczy, że takie miejsca nie są ciekawe. Wręcz przeciwnie, to fascynujący kontynent, mieszkają tam fantastyczni ludzie, to naprawdę jest niezwykły świat, kompletnie inny od naszego. Oglądałem tam sceny, jakich nie zobaczyłbym nigdzie indziej, a na pewno nie w Europie. Ale nie mam złudzeń. Dlatego nie lukruję Afryki jak celebryci, którzy jadą tam na trzy tygodnie, a potem piszą jakieś słodkie książeczki, jakieś bajeczki. Tego nie wolno robić, nie wolno zakłamywać świata. Nie jest też tak, że nie lubię Afrykanów, że jestem dla nich zbyt surowy. Lubię ich, ale traktuję obiektywnie i uważam, że taka jest rola reportera czy pisarza. Trzeba pokazywać prawdę, żeby czytelnicy, którzy sięgną po książkę, nie otrzymali fałszywego obrazu. A niestety zdecydowana większość książek, jakie ukazują się na rynku, pokazuje fałszywą Afrykę.

Problemem Afryki są plastik, przestępczość i pijaństwo. Jeździliśmy przez wsie, gdzie w południe wszyscy, naprawdę wszyscy byli pijani. To też wynik gwałtownego zetknięcia Afrykanów z cywilizacją

Pisze Pan, że Afryka stoi nad przepaścią. A raczej nad kilkoma przepaściami.
To prawda. Afryka rozwija się niewiarygodnie szybko pod względem demograficznym. Nie jest w stanie zabezpieczyć dla rodzących się dzieci niczego: ani jedzenia, ani wykształcenia, ani pracy. Ta dynamika nie służy Afryce. Kolejna przepaść, ekonomiczna, wynika trochę z mentalności Afrykanów, a trochę z zaszłości, kolonializmu, z eksploatacji tego kontynentu. Jednak mentalność odgrywa dużą rolę. Tam naprawdę bardzo niewielu ludzi potrafi i chce pracować. Zdarza się, że inżynier wykształcony w Europie, w trzecim dniu pracy rzuca ją, bo przyjechał do niego wujek albo zapomniał, że miał przyjść, albo bolała go głowa. Afrykanie, jeśli chodzi o pracę, mają mentalność dziecka. Nie lubią pracować. Inna rzecz, że tam nie ma warunków do pracy - w tym klimacie nikomu nie chce się pracować, ciężko zmobilizować się, jak jest 40 stopni. Wskutek tego, przy tym ogromnym przyroście demograficznym, pojawia się przepaść gospodarcza, która jest jeszcze groźniejsza niż demograficzna, bo ona powoduje, że rodzi się kolejna przepaść - polityczna. Ludzie się buntują, chcą żyć lepiej, bo dzisiaj w Afryce w wielu miejscach jest prąd, są telewizory, stare, 20-30-letnie, ale są, i ludzie na ekranach oglądają inny świat - nasz świat. Ich pragnieniem jest żyć w takim świecie. Ale to jest oczywiście niemożliwe. I to kreuje niebezpieczeństwo buntu, a nawet wojny. Afryka chce zrobić krok naprzód, ale robi go w złą stronę. Dlatego źle rokuję Afryce.

To jaka jest ta współczesna Afryka, ile w niej zostało z tego, co znamy z filmów, książek, przygód Tomka na Czarnym Lądzie?
Nadal są miejsca, gdzie nie dociera cywilizacja. W książce pokazuję takie: Kraj Dogonów, rzeczywiście niezwykły, fascynujący i bardzo atrakcyjny, czy Jezioro Djudji z fantastycznie bujnym życiem. Takich miejsc jest nadal wiele. Jest Rów Afrykański, gdzie żyje wiele wspaniałych zwierząt, są dżungle, sawanny - to miejsca, gdzie oglądamy taką Afrykę, jaką znamy z książek z dzieciństwa. Ona jeszcze istnieje, ale jej ubywa. I w miejsce tej pięknej Afryki wstępują miasta, które są straszne. To miasta slumsy, w których żyje się w tragicznych warunkach, które zasypują śmieci, w których kwitnie przestępczość, jakiej do tej pory nie było. Ludzie wychowywani na wsi kierowali się wypracowanymi przez wieki zasadami etycznymi, a w slumsach zanikają wiejskie wzorce wychowania, pozostaje bezwzględna walka o byt. Plastik, ten pożyteczny wynalazek, dla Afryki jest wielkim nieszczęściem. Nawet w Europie mamy problem z utylizacją, ale Afryka jest zawalona plastikiem. Miasta są nim zasypane, a kiedy wjeżdża się do wioski w pobliżu miasta, wszędzie widzi się góry plastikowych butelek, opakowania, torebki. To ogromny problem Afryki. Podobnie jak przestępczość i pijaństwo. Jeździliśmy przez wsie, gdzie w południe wszyscy, naprawdę wszyscy byli pijali. To też wynik gwałtownego zetknięcia z cywilizacją.
Opisuje Pan wiele ciekawych miejsc, zdarzeń i historii. Interesujące są wierzenia pierwotne, które nadal są silne. Dla tych wierzeń Afrykanie zabijają albinosów, piją ich krew, składają ofiary z ludzi, zabijając nawet swoje żony czy dzieci. Dlaczego to robią?
Afrykanie wierzą w duchy, one są wszędzie i duchem może być wszystko. To też sprawia, że bardzo często za różne skutki nie czują się odpowiedzialni, ale odpowiedzialnością obciążają duchy. Jeśli Afrykanin złamie nogę, to nie uważa, że złamał ją, bo się potknął, tylko zadaje sobie pytanie, dlaczego się potknął, kto za tym stoi, może duch opiekuńczy jego sąsiada, który mi źle życzy? A skoro tak, to sąsiadowi też trzeba złamać nogę. Bywa tak, że duch podpowiada, że trzeba kogoś zabić, nawet własne dziecko, po to, żeby coś się w życiu odmieniło - w to wierzą animiści. I to czynią. Ich wierzenia są bardziej skomplikowane, mówię o tym w maksymalnym uproszczeniu. Z albinosami jest inna historia: Afrykanie nienawidzą albinosów, a równocześnie się ich boją. Sądzą, że albinos może się stać przyczyną zła, ale też dobra. Na przykład, że seks z albinoską wyleczy z AIDS. Uważają też, że członki albinosów przynoszą szczęście i dlatego często albinosi są zabijani. W Afryce Środkowej, tej Czarnej Afryce, to się często zdarza. Członki albinosów są straszliwie drogie. W Afryce jeden dolar to już spore pieniądze. A oni potrafią za członki albinosa 10 tysięcy dolarów zapłacić. Po to tylko, aby zabezpieczyć sobie i najbliższym lepszy byt.

Pan spotkał duchy w Afryce?
Parokrotnie zetknąłem się z różnego rodzaju talizmanami i fetyszami. Przeżyłem ciekawą przygodę, kiedy trafiłem na fetysz w dzielnicy animistów w Bobo Dioulasso w Burkina Faso. Nie pozwolono mi pójść dalej. Kiedy braliśmy udział w składaniu krwawej ofiary, byliśmy pod wrażeniem jej niesamowitości, miało się nieomal fizyczne wrażenie, że nad nami, wokół nas są duchy. Nie dziwię się Afrykanom, że w nie wierzą.

Rzeczywiście tak często się zdarza, że białym turystom matki w Afryce proponują kupno swoich dzieci, jak się to Panu przydarzyło?
Tak, to się zdarza, oczywiście nie turystom, bo oni z miejscową ludnością raczej się nie spotykają. Ale kiedy pomieszka się trochę dłużej wśród Afrykanów, spędza z nimi czas, rozmawia na co dzień, takie propozycje stają się nagminne. Nam wielokrotnie proponowano kupienie, a nawet podarowanie dziecka. I matki, które to czynią, wcale nie są wyrodne, przeciwnie, to wspaniałe matki, które zdają sobie sprawę, że takie dziecko wygra los na loterii życia.

Dlaczego afrykańskie dzieci marzą o tym, aby mieć długopis lub mazak?
Dlatego, że zdają sobie sprawę, że ten długopis i mazak to przepustka do lepszego życia. Rozumieją, że ten, kto się wykształci, ma większe szanse na lepsze życie, że nauka jest paszportem do innego świata, a może nawet do Europy czy USA. Ludzie wykształceni żyją w Afryce na nieporównanie wyższym poziomie niż cała reszta. Dzieci więc podświadomie czują, że powinny się uczyć.

Gdy byłam w Indiach, pytałam mojego hinduskiego przyjaciela, dlaczego Hindusi tak uwielbiają filmy Bollywood. Odpowiedział: "Because this is not really" (bo to nie jest realne). Pisze Pan, że Afrykanie myślą podobnie. Oni uwielbiają marzyć, choć ich marzenia są nierealne, nigdy się nie spełnią. To smutne.
Nie zgodziłbym się z tym, że to jest smutne. Pani przyjaciel miał rację - oni marzą o rzeczach, które się nigdy nie spełnią, ale gdyby im zabrakło tych marzeń, to ich życie byłoby jeszcze bardziej straszne. Tymi marzeniami zastępują lepsze życie. I dobrze, że marzą. Marzą chyba najpiękniej na świecie. Nigdzie nie spotkałem tak pięknie marzących ludzi jak Afrykanie. Myślę, że te marzenia zastępują im ten świat, do którego nigdy nie trafią. Dla nas może to smutne, dla nich - być może zbawienne.
Czytając Pańską książkę, miałam wrażenie, że to taka męska książka, którą cechuje męski sposób postrzegania świata, twardy, bez empatii, rozrywania szat, bez uczuć, oparty na trzeźwym spojrzeniu. Założył Pan to od początku?
Kiedy odbywałem swoje pierwsze podróże, wszystkim chciałem pomóc. Potem zrozumiałem, że to po prostu niemożliwe. Niezależnie, co będę robił, ani o milimetr, ani o ułamek nie zmienię świata. Pomyślałem zatem: skoro nie potrafię świata zmienić, będę pokazywał go takim, jaki jest, będę mówił i pisał prawdę. Może to pozwoli nam, ludziom Zachodu, lepiej zrozumieć innych? Ta idealistyczna myśl wciąż mi towarzyszy. Może więc moja książka jest twarda i męska, ale jest też prawdziwa. Pokazałem Afrykę taką, jaka jest, dla tych, którzy nigdy tam nie pojadą, albo którzy wybiorą się na wycieczkę do czterogwiazdkowego hotelu i poza plażą oraz cepeliowskim safari prawdziwej Afryki nie zobaczą.

Łapówki w Afryce są czymś tak zwyczajnym jak chleb. Biorą absolutnie wszyscy, od których coś zależy: policjanci, urzędnicy, celnicy. Dla nich to duże pieniądze, dla nas niewielkie - 2-5 zł, czasem długopis

No i nigdy nie będą musieli dawać tylu łapówek co Pan. Pokazuje Pan Afrykę, którą toczy rak korupcji.
I chyba to rak nieuleczalny. Afrykanie już nawet nie dostrzegają niestosowności tego procederu. Łapówki są tam czymś tak zwyczajnym jak chleb. Biorą absolutnie wszyscy, od których coś zależy: policjanci, urzędnicy, celnicy. Dla Afrykanów to duże pieniądze, dla nas niewielkie - w przeliczeniu na złotówki to 2 zł, 5 zł, czasem długopis wręczony celnikowi na granicy. Jedyną większą łapówkę zapłaciliśmy w ministerstwie spraw wewnętrznych w Bamako, gdzie szybko musieliśmy załatwić wizy.

Czym dla Pana są te podróże do Afryki?
Wspaniałą przygodą, ubarwieniem życia. A ponadto dają mi przeświadczenie, że żyję w fantastycznym miejscu na Ziemi. Pod względem klimatycznym i przyrodniczym, w kraju bezpiecznym, w luksusie, wygodzie. Czasem myślę, że byłbym szczęśliwy, gdyby wszyscy moi rodacy mogli odbyć podróż do prawdziwej Afryki, bo wtedy zobaczyliby, w jak wspaniałym kraju żyją. I być może skończyłyby się te wszystkie narzekania w stylu popularnego hasła, że jesteśmy "sto lat za Murzynami". To hasło oddaje nasze polskie poczucie niedowartościowania, a my naprawdę żyjemy w znakomitym miejscu na Ziemi. Kiedy wracam, zachwycam się Polską: jak tu jest zamożnie, bogato, bezpiecznie, czysto, jak ładnie ubrani są ludzie, jakie piękne są sklepy, drogi, wszystko.

Od jak dawna Pan podróżuje i dlaczego do Afryki?
Podróżuję właściwie całe życie, ale kiedy skończył się socjalizm i otwarły się nowe możliwości, to zacząłem więcej i częściej. Z taką intensywnością jeżdżę już ponad 20 lat, zwłaszcza po krajach Trzeciego Świata - Afryce, Azji, Ameryce Południowej. Ostatnio wróciłem z Wietnamu, gdzie byłem wspaniale goszczony w tajemniczym miasteczku Sa Pa na północy, blisko granicy z Chinami. Interesuje mnie Trzeci Świat, bo jest zupełnie inny niż nasz, inne są tradycje, inne obyczaje. I inny sposób zachowania, sposób życia. To jest fascynujące.

W wyprawach towarzyszy Panu żona. Zapytam prowokacyjnie: czy kobieta nie bywa czasem dodatkowym bagażem?
Kobieta nigdy nie jest bagażem. (śmiech) Ale jeśli jest to kobieta, dla której nadrzędną wartością są szpilki i elegancka restauracja, to oczywiście nie nadaje się do tego typu podróży. Natomiast kobieta, która jest ciekawa świata, jest dzielna, zdaje sobie sprawę, że nie będzie wygodnie, przyjemnie, i chce być partnerem oraz kumplem - sprawdza się znakomicie. I moja żona takim partnerem i kumplem jest. Zresztą kobiety mają inne spojrzenie, często są bardziej praktyczne niż mężczyźni. Bez żony byłoby mi zdecydowanie trudniej. W wielu momentach jest bardziej rozsądna, racjonalna i spokojniejsza niż ja.

Gdyby ktoś zamarzył pojechać Pana śladami i przemierzyć świat z plecakiem, to co by mu Pan poradził?
Aby poczytał jak najwięcej prawdziwych książek o świecie, poszperał w internecie. Żeby zabezpieczył się medycznie, zrobił szczepienia i zabrał ze sobą lekarstwa. I strasznie dużo drobnych pieniędzy, które ułatwiają tam życie. Ceny są niskie, więc worek jednodolarówek czy euro bardzo się przydaje. Na początek dobrze pojechać na niezbyt długo: dwa, trzy tygodnie, bo dłużej można nie wytrzymać psychicznie. Trzeba wyznaczyć plan podróży i nie bać się potem improwizować, bo autobusy jadą albo nie, trzeba mieć więc zapas czasu. Radzę też nie zabierać ogromnych waliz. Naprawdę wystarczy niewielki plecak, trzy, cztery zmiany bielizny, długie spodnie, dwie pary szortów, T-shirty i sandały. A gdy czegoś zabraknie - zawsze można kupić, bo ceny są śmiesznie niskie. Trzeba pamiętać, że każde 10 deko w plecaku przy długiej podróży robi się ciężarem nie do uniesienia.

Rozmawiała Anita Czupryn

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

i
internautka50+
też jest z Afryki bo powiedział: moja wizja składa się z marzeń i to małych
A Afryka To fantastyczne miejsce na Ziemi, choć jest to kontynent przegrany, bez perspektyw, bez nadziei ( cytat z artykułu). Skojarzenia same się rodzą i trudno o tym nie myśleć!
Dodaj ogłoszenie