Ludwik Dorn: Jeśli opozycja chce na poważnie rywalizować z PiS, musi sama wrócić do rozumu

Agaton Koziński
Ludwik Dorn: PiS ma ciągle bardzo duży komfort działania. To zasługa opozycji, Jeśli chce ona na poważnie rywalizować z PiS, musi wrócić do rozumu
Ludwik Dorn: PiS ma ciągle bardzo duży komfort działania. To zasługa opozycji, Jeśli chce ona na poważnie rywalizować z PiS, musi wrócić do rozumu Grzegorz Jakubowski
Przykro to powiedzieć, bo współtworzyłem tę partię, ale w dziejach III Rzeczpospolitej nie było dotąd formacji równie antypaństwowej i anarchizującej jak obecny PiS - mówi Ludwik Dorn, były wiceprezes PiS i były marszałek Sejmu.

Gdy PiS wygrał wybory, wiadomo było, że zacznie się polityka na ostro. Spodziewał się Pan, że będzie ona aż tak bezpardonowa?
Nie. Choć też mamy do czynienia z sytuacją, która wzięła się z pewnego zbiegu okoliczności - mówię teraz o sporze wokół Trybunału Konstytucyjnego.

Jarosław Kaczyński wprost przyznaje, że tego nie planował przed wyborami.
Bo sprawę rozpoczęła Platforma w poprzedniej kadencji - ale tamten etap skończył się 3 grudnia, pierwszym wyrokiem TK. Już wtedy PiS grał ostro, ale mógł schować się za argumentem o tym, że to PO zaczęła.

Teraz ten argument brzmi dużo słabiej. PiS miało kilka razy sposobność do ominięcia tego sporu, ale wybiera wariant działania najbardziej bezkompromisowy.
Decyzja o nieopublikowaniu wyroku Trybunału Konstytucyjnego, a zatem nieuznaniu go przez władzę wykonawczą i większość parlamentarną to rewolucyjna zmiana ustroju bez zmiany Konstytucji, rzecz niespotykana w historii sądownictwa na świecie. Wcześniej w różnych krajach zdarzały się konflikty o skład TK, ale udawało się znaleźć ich rozwiązanie. Sytuacji, w której rząd decyduje się nie uznawać wyroku, to rzecz niespotykana. Co oznacza, że obóz władzy wypowiada narodowi konstytuującą go politycznie umowę konstytucyjną. Politycznie nie da się tego wytłumaczyć.

Właśnie chyba tylko politycznie się da - w ten sposób odpowiedzialność za łamanie konstytucji rozciąga się na cały obóz rządzący. Pod Trybunał Stanu podpada nie tylko prezydent, ale też kancelaria premiera.
Być może o to chodzi, być może jest to polityczny czyn zbrodniczy przeciw państwu popełniony w imię wymuszenia wewnętrznej solidarności osób go popełniających. Ale warto by było rozważyć opcje polityczne, które pozwalają wyjść z obecnej sytuacji, zrobić krok wstecz przy minimalizacji ryzyka utraty twarzy.

Tylko czy krok wstecz jest możliwy? Jarosław Kaczyński w ostatnim wywiadzie w TVP Info jasno podkreślił, że nie widzi podstaw do wydrukowania ostatniego wyroku TK - choć też dodał, że „konstytucja jest najwyższym prawem w Polsce”.
A co ma mówić o konstytucji? Wiadomo, że jest ona najwyższym prawem - choć jednocześnie działa tu reguła opisana przez Carla Schmitta, mówiąca, że każde pojęcie polityczne ma charakter polemiczny. Teraz PiS uznał, że będzie polemiczny wobec Komisji Weneckiej, Europejskiej i Amerykanów. Prezes Kaczyński przekazuje dość proste przesłanie: jesteśmy suwerenni, a więc wolnoć Tomku w swoim domku. Zapomina o Liście do Koryntian: Wszystko mi wolno, ale nie wszystko pożyteczne; wszystko mi wolno, ale nie wszystko buduje. Ale jednocześnie ważniejsza jest pierwsza część pańskiego pytania. I w tym zakresie istotne jest znalezienie możliwości cofnięcia się w tym sporze.

Widzi Pan taką?
Kierunek wskazał prof. Zoll. Tyle, że propozycja rozszerzenia składu TK do 18 sędziów wymaga uzupełnienia o uregulowanie przepisem epizodycznym Konstytucji sprawy okresu przejściowego, tempa dołączania do składu orzekającego trzech „październikowych sędziów”. Wtedy wychodzimy poza optykę: kto się cofnie, bo to nie obóz władzy cofa się przed TK, ale wszystkie władze naczelne chylą głowę przed Konstytucją. To wszystko można jeszcze odwrócić stosunkowo prosto i szybko, ale do tego jest potrzebna wola polityczna.

Słuchając wywiadu z prezesem Kaczyńskim nie słyszałem jej.
Bo jej nie ma. Ale ciągle istnieją polityczne możliwości konstytucyjnego rozwiązania tego sporu. I to jest sprawa dużo ważniejsza niż model funkcjonowania Trybunału - on też jest problemem, ale jednak z innego porządku i dziś mniej istotnym. Kluczowe jest znalezienie politycznej chęci do rozwiązania konfliktu wokół konstytucji.

Tylko gdzie jej szukać?
Z tym jest problem największy, gdyż prezes Kaczyński jest skłonny do zwrotów taktycznych, ale w kategoriach strategicznych właściwie się nie cofa. On robi krok wstecz tylko wtedy, gdy traci dostęp do tlenu. Znam tylko jeden przypadek, kiedy się cofnął. Miał on miejsce pod koniec 19993 r., już po wyborach, w których prawicowe partie nie weszły do Sejmu i pojawiła się potrzeba współpracy Porozumienia Centrum z ZChN. Wiesław Chrzanowski postawił wtedy jeden warunek: współpraca z Wałęsą. Jarosław Kaczyński zgodził się na to, uznał, że ówczesny prezydent może być przywódcą obozu solidarnościowej prawicy. Oddzielna sprawa, że Wałęsa - w swoim nierozumie - nie zrozumiał istoty tej propozycji i nie podjął jej. Gdyby zachował się inaczej, później nie powstałby AWS, a może i Aleksander Kwaśniewski nie zostałby prezydentem.
Pan od chwili swego odejścia z PiS konsekwentnie krytykuje tę partią za całkowity brak umiejętności prowadzenia gry politycznej. Obecny kryzys jest tego wynikiem? Czy może jednak widać w tym jakiś bardzo szeroki plan?
Obecnej sytuacji nie da się wytłumaczyć absolutnie żadnym planem. Widać natomiast niezdolność do gry politycznej. PiS generalnie nie ma umiejętności cofania się. Ustępuje tylko w jednej sytuacji - gdy nie może oddychać. Póki ma choć przerywany dopływ tlenu, kroku w tył nie będzie. Tyle, że możliwości nacisku na Kaczyńskiego wewnątrz Polski już się wyczerpały.

Czyli efekt mogą dać tylko pomysły w stylu przenoszenia szczytu NATO do Rygi.
Presja zewnętrzna. Oczywiście, nikt szczytu nie przeniesie, do Warszawy przyjadą wszyscy święci w NATO - bo inaczej Rosja mogłaby to odebrać jako zaproszenie do bardziej agresywnej polityki. Ale generalnie narzędzie do rozwiązania tego bardzo już ciężkiego kryzysu konstytucyjnego w Polsce mają na razie Amerykanie. Już podczas szczytu prezydent Obama będzie mógł zamanifestować swój stosunek do sytuacji, na przykład skracając czas na rozmowę z Andrzejem Dudą do absolutnego minimum, a nie rozmawiając z nim przez pół godziny. Bo dziś Polska łamie podstawowe reguły gry, rozumiane jako obliczalność, przewidywalność - a tego Amerykanie nie tolerują. Drugie narzędzie nacisku ma w ręku Unia Europejska. Oczywiście, po tym jak mocarne Węgry dały w imperialnym stylu gwarancje bezpieczeństwa słabowitej Polsce nie dojdzie do jedynej formalnej sankcji, czyli pozbawienia Polski prawa głosu w Unii Europejskiej. Ale możliwe jest stwierdzenie poważnego ryzyka naruszenia przez Polskę podstawowych wartości UE. Tu nie trzeba jednomyślności, tylko 4/5 głosów państw członkowskich Rady. Jeśli do tego dojdzie Polska uzyska sformalizowany status pariasa w Unii.

Jarosław Kaczyński w wywiadzie telewizyjnym powiedział, że obecna sytuacja jest „przejściowa”. Miał na myśli fakt, że w grudniu będzie wybrany nowy prezes TK? To może być moment, gdy ten kryzys zostanie zażegnany?
Tylko, na jakiej podstawie? Obecnie z punktu widzenia obozu władzy nie ma takiego składu Zgromadzenia Ogólnego TK, który może przedstawić prezydentowi kandydatów na prezesa. Nie za bardzo więc widzę, jak miałoby do tego dojść. Jedna ze stron musiałaby się cofnąć, ryzykując utratę twarzy. PiS pewnie będzie chciał, by zrobił to Trybunał. Ale takie pogrywanie z TK grozi tym, że stanie się ona instytucją całkowicie upadłą, sądowym odpowiednikiem Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, której członkowie od dłuższego czasu pochodzą wyłącznie z partyjnych nominacji. Ponadto w związku z wypowiedzeniem przez obóz władzy umowy konstytucyjnej będzie następowała destrukcja fundamentów państwa i likwidacja bezpieczeństwa obrotu prawnego oraz funkcjonowania ładu normatywnego, w sensie prawnym. TK będzie orzekał, uchylając niektóre przepisy. Rząd nie będzie tych wyroków publikował twierdząc, że są to komunikaty grupy sędziów. No, ale do sadów cywilnych i administracyjnych zaczną trafiać sprawy z powództwa osób cywilnych i prawnych, a sądy mogą wyroki TK uznawać i na ich podstawie wydawać własne. Tych z kolei nie będzie uznawała administracja rządowa. To oznacza załamanie się porządku prawno-państwowego już nie na jego szczytach - relacje miedzy władzami naczelnymi RP - ale u jego podstaw - relacje miedzy państwem a obywatelami i podmiotami gospodarczymi. Elementarny porządek prawno-państwowy zostanie zassany przez antynormatywną „czarną dziurę”. Przykro to powiedzieć, bo współtworzyłem te partię, ale w dziejach III Rzeczpospolitej nie było dotąd formacji równie antypaństwowej i anarchizującej, jak obecny PiS.

Trybunał jest w o tyle lepszej sytuacji, że wspiera go środowisko międzynarodowe - KRRiT takiej pomocy nie miała.
Tak, polska sprawa stała się żywotną dla międzykontynentalnej quasi-korporacji prawniczej. Ale dziś to już kwestia szersza, dotyczy Polski jako takiej - czy jesteśmy krajem, z którym będzie można współpracować, czy należy nas traktować jak szkolnego łobuza, którego każdy omija szerokim łukiem, a najchętniej posłałby do kąta.

PiS ma cały czas bardzo wysokie notowanie. To konsekwencja tego, że przez ostatnie miesiące, właściwie od kampanii wyborczej narzucał ton debacie. Dopiero ubiegły tydzień, kumulacja wyroków TK i opinii Komisji Weneckiej, sprawił, że przeszedł do defensywy. Uda się PiS odzyskać polityczną inicjatywę?
Nie wiem. Na pewno w Polsce będzie się pogłębiał kryzys konstytucyjny i na pewno w tej kwestii PiS będzie miał problem z odzyskaniem strategicznej inicjatywy, będzie się musiał dostosowywać do tego, co robią inni, przede wszystkim zagranica.

Ale na poziomie krajowym PiS ten temat pewnie zdoła ominąć - patrząc na niego przez pryzmat polityki, nie kwestii ustrojowych. Pod warunkiem, że znajdzie temat, który im na to pozwoli.
Potrzebuje do tego paliwa, które powoli się kończy. Program 500+ wyczerpuje możliwości redystrybucyjne, na podobne ruchy w budżecie nie ma pieniędzy. No i musi się skończyć czas nieporadności opozycji.

Już jest zapowiedź, że podnoszenie kwoty wolnej od podatku do 8 tys. zł potrwa do 2021 r.
Ruch rozsądny - choć sprzeczny z tym, co PiS i prezydent obiecywali w kampanii wyborczej. Ale by to wypunktować, potrzebna jest sprawna opozycja. Ale ona obecnie zachowuje się bardzo nieporadnie. Przede wszystkim nie umie postawić właściwej diagnozy: co tak naprawdę dało sukces PiS-owi w ubiegłym roku. A dały jej go nadzieje na inną redystrybucję dóbr materialnych, a także na zmianę dystrybucji szacunku społecznego. Wymiar pierwszy przyciągnął do PiS jakieś 8-10 proc. nowych wyborców, a wymiar drugi konsolidował żelazny elektorat. Tymczasem konflikt wokół TK jest sporem o trzeci element dystrybucyjnej triady stworzonej przez Maxa Webera - związany jest z dystrybucją władzy.

Spór jest rzeczywiście gorący, ludzie wychodzą na ulicę.
Ale ten konflikt nie zahacza o żaden z dwóch innych elementów trójkąta Webera. Jeżeli chodzi o dobra materialne, nadzieje, że będzie lepiej to wszystkie oczekiwania wiążą się tu z obozem władzy i o to gorącego konfliktu - no może poza kwestia górnictwa na Górnym Śląsku - w 2016 roku nie będzie. Wzrost płac realnych ma wyprzedzać wzrost PKB, a do tego dochodzi 500+ gdzie opozycja, a zwłaszcza PO popełnia kardynalny błąd, przyspawując wyborców do PiS-u. Nigdy PO nie powiedziała, że nie odwróci 500+, że jak dojdzie do władzy to nie odbierze ani złotówki jego beneficjentom. Co więcej, ogłosiła się „opozycją totalną”, co zapewnia dobre samopoczucie parlamentarzystom i aktywowi. A co z tego rozumie wyborca? Obóz władzy postrzegany jest przez dwa kluczowej przedsięwzięcia: wojnę z TK i 500+. W pierwszej sprawie ma wyraźnie mniejszościowe poparcie społeczne, ale w drugiej - stoi za nim duża większość. No to jak słyszy o opozycji totalnej, to rozumie tyle, że jak ona dojdzie do władzy to totalnie odwróci to, co robili poprzednicy, czyli także 500+. No to może machnijmy ręka na TK i rządy prawa, bo musimy bronić swoich pieniędzy. Oprócz tego opozycja zupełnie nie wykorzystuje ryzykownego i radykalnego rozszerzenia przez PiS frontu konfliktu o szacunek społeczny. To już nie jest walka z PO i „lemingami” tylko zupełnie nowa konstrukcja. Po jednej stronie jest „wyklęty lud III Rzeczpospolitej”, który jest kontynuacją „ Żołnierzy Wyklętych” i powstał z kolan dzięki PiS-owi, a po drugiej oligarchowie, korupcjoniści, zdrajcy sprawy narodowej oraz ogłupione przez nich miliony Polaków. Jeżeli III Rzeczpospolita to „brudna wspólnota” stworzona przez agentów SB i ich oficerów prowadzących, to jaki sens i godność ma obecna wspólnota obywatelska, wspólnota losu obywateli w III Rzeczpospolitej. To już uderza w godnościowe interesy większości Polaków.
Rzeczywiście, opozycja nawet nie potrafiła mocniej przycisnąć przy okazji głosowania o odwołanie Mariusza Błaszczaka. Widać było, że bardziej zajęta się własnymi podziałami niż PiS-em.
Opozycja, jeśli chce rywalizować na poważnie z PiS, musi sama wrócić do rozumu. Przede wszystkim - oprócz zapewnienia poczucia bezpieczeństwa beneficjentom 500+ - musi wziąć pod uwagę kwestię szacunku społecznego. Na razie bowiem staje w obronie osób, które czują się sponiewierane - ale definiuje je zbyt wąsko. Robi to według formuły zdefiniowanej przez Henrykę Krzywonos, która na jednej z manifestacji krzyczała: „To my wygraliśmy naszą wolność, którą nam teraz jakiś kurdupel chce zabrać”. To jest emocja bardzo silna, ale jednak nie powszechnie podzielana. Nie pociągnie mas na tyle dużych, żeby stworzyć zagrożenie dla obozu władzy.

A sama Zjednoczona Prawica utrzyma jedność? Bo jednak widać wewnątrz niej duży rozstrzał opinii i poglądów - dowodzą tego choćby apele Kazimierza Ujazdowskiego o publikację wyroku TK. W tym środowisku mamy z jednej strony Jarosława Gowin, a z drugiej Jerzego Targalskiego mówiące w TVP o „ubekistanie”.
Wie pan, do jednego worka tych ludzi wrzucać nie można, ale też wiele tych różnic jest jedynie pozornych. Choćby Jarosław Gowin. On lubi podkreślać, że sam nosi frak, mimo że wszyscy dookoła chodzą w szarawarach. Ale to wszystko. On będzie kręcił trochę nosem, podkreślał swój fraczek, na nic więcej się nie zdecyduje. Kto jeszcze mógłby coś tam zrobić? Jakość polityczną stanowi jedynie Kazimierz Ujazdowski. On jest jednocześnie bezpiecznie zaparkowany, mając gwarancję pracy do 2019 r. w europarlamencie. Może więc sobie pozwolić na swobodę wypowiedzi. Nie widzę tam nikogo innego, kto mógłby jeszcze o czymkolwiek myśleć. Na pewno nie Targalski, który politycznie nie jest ważną figurą.

Przywołałem go, bowiem często pojawia się w telewizji i operuje w niej językiem, którego wcześniej nikt sobie nawet nie wyobrażał.
Swoją drogą tę zmianę języka widać bardzo wyraźnie - a przykłady tego dają pan prezydent i prezes Kaczyński, którzy ostrymi słowami wypowiadają wojnę wspólnocie losu Polaków w III Rzeczpospolitej.

Teraz bardziej chodziło mi o część wyborców PiS, których Targalski reprezentuje. Oni pewnie uważają, że rząd i tak jest za miękki, bo już dawno powinien był rozgonić cały Trybunał - a tymczasem Kaczyński powtarza, że to bardzo ważna instytucja.
Owszem, tam taka grupa istnieje, ale nie można jej traktować w kategoriach politycznych. Żadna grupa w PiS-ie - ani wściekli, ani quasi-umiarkowani - nie podniesie żadnego buntu. Nawet nie spróbuje wywrzeć nacisku.

Nigdy? Czy tak długo jak długo sondaże są powyżej 20 proc.?
Będą posłuszni. Może gdyby sondaże spadły do 10 proc., to wtedy zdarzyłby się jakiś bałaganik.

W tym wieku PiS tak niskich sondaży nigdy nie miał.
No właśnie. A nawet spadek do 20 proc. nikogo nie skłoni do buntu - przynajmniej tak długo, jak długo PiS ma władzę, a pan Kaczyński i jego akolici będą trzymać w ręku kluczyk do szafki z konfiturami w postaci posad, możliwości występowania w publicznych mediach.

Teraz wchodzimy w taką fazę konfliktu, jaką pamiętamy z lat 2006-2007 - chaosu, ciągłego napięcia, zaskakujących ruchów kadrowych. Dziś wygląda to podobnie, tylko wszystko zaczęło się szybciej. Dlaczego Kaczyński nie uczy się na własnych błędach?
Jednak tak prostych analogii stosować się nie da - choćby dlatego, że PiS teraz nie ma koalicjantów, a 10 lat temu to oni generowali dużą część tego chaosu. Choć faktem jest, że kancelaria Lecha Kaczyńskiego była modelowym przykładem rozedrgania wewnętrznego. Ale główny błąd ówczesnych rządów nie polegał na generowaniu chaosu.
A na czym? Jak Pan na te lata patrzy po latach?
Na otwieraniu jednocześnie zbyt wielu frontów i braku umiejętności zamykania choć ich części. Z zasady należy walczyć tylko na jednym froncie, no z konieczności na dwóch. Gdy chce się otworzyć kolejny, należy wcześniej zamknąć pierwszy, odczekać jakiś czas, a dopiero potem zacząć działać na innym. Jarosław Kaczyński tak nie robił wtedy, podobnie postępuje teraz. W ten sposób jego sytuacja zaczyna przypominać po trosze sytuację Fryderyka Wielkiego.

Daleko idące porównanie.
Z punktu widzenia rachunku sił uzasadnione. Fryderyk Wielki musiał przegrać wojnę siedmioletnią w 1762 r. - miał przeciw sobie wszystkie mocarstwa Europy kontynentalnej. Ale nastąpił „cud domu brandenburskiego” - Rosjanie mieli otwartą drogę do zdobycia Berlina, gdy caryca Elżbieta umarła i carem został Piotr III, który Rosji nienawidził, a wielbił Prusy. Zarządził odwrót, ratując w ten sposób Prusaków.

Co to ma wspólnego z polską współczesną polityką?
Jarosław Kaczyński przeżył już trzy podobne cudy. Pierwszym była nominacja Lecha Kaczyńskiego na ministra sprawiedliwości przez Jerzego Buzka - bez tego nie powstałby PiS. Drugim było podwójne zwycięstwo w 2005 r. A trzecim - wygrana w ostatnich wyborach parlamentarnych.

Jaki w tym cud? Wiadomo było, że PiS wygra pół roku przed wyborami.
Ale nie miał żadnych szans na zwycięstwo dające mu możliwość samodzielnych rządów - a jednak zrządzeniem losu okazało się, że przeciętny wynik zwycięzcy, niecałe 38 proc. głosów, wystarczy do tego, żeby mieć bezwzględną większość w Sejmie. To podobnego typu cud jak ten, który uratował Fryderyka Wielkiego. Także wcale nie można wykluczyć, że Jarosław Kaczyński liczy na to, że doświadczy kolejnych cudownych zrządzeń losu.

Może tu działa inna zasada - Kaczyński miał siedem bardzo chudych ostatnich lat, więc teraz czeka go siedem lat tłustych.
Raczej czeka go wojna siedmioletnia - by trzymać się metafory z Fryderykiem. Bo strukturalnych przesłanek do tego, że będzie mógł stopniowo umacniać swoją władzę nie ma. Ale Kaczyński się tym nie przejmuje i kolejne fronty w tej wojnie otwiera.

Tylko czemu ma to służyć? Jak zrozumieć mechanizm, który skłania do brnięcia w łamania konstytucji i spór o Trybunał Konstytucyjny, mimo że jest on w dużej części jałowy?
Na pewno nie należy patrzeć na to w kategoriach racjonalnych. Ale tutaj mamy do czynienia na patrzenie na rzeczywistość w kategoriach cudu - czyli sytuacji, w której pewne zachowania nie niosą ze sobą konsekwencji.

Właśnie tu jest problem. Sam Pan nazwał podwójne zwycięstwo w 2005 r. cudem. Ale po dwóch latach PiS spotkała sroga reprymenda w postaci przegranych wyborów. A teraz sytuacja zaczyna się powtarzać.
Jednak ten cios w 2007 r. nie był tak potężny jak teraz pan go przedstawia.

Przecież to była porażka na własne życzenie.
Nie sądzę, żeby prezes Kaczyński odbierał to w ten sposób. Przecież w 2005 r. PiS zdobył 25 proc. głosów, a dwa lata później 32 proc. Daj Boże zawsze otrzymywać takie ciosy. W dodatku wtedy po wyborach na prawicy nie było już życia poza PiS-em. Dopiero niedawno pojawił się Kukiz, ale też wszyscy wiedzą, że to efemeryda, której po 2019 r. pewnie nie będzie, bo to formacja nikomu do niczego niepotrzebna, poza młodzieżowym elektoratem hejtu i beki. Pod tym względem komfort działania jest dalej bardzo duży.

FLESZ: Kiedy będzie wiosna? Zwierzęta dają sygnały.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 22

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

D
DURN

Ten typ powinien nazywac sie durn a nie dorn bo tak durnie gada. Dobrze ze ten typek zniknal z polskiej polityki.

G
Gość

Po czym złoży podanie do Hindusa, ażeby przyjął do pracy jednostkę rozleniwioną. Do cho... jasnej kolejny psycholog Kaczyńskiego i PiSu się znalazł, i kiedy chyba sam potrzebuje a może i duo.

G
Gabriel

Zalecam Panie Dorn ! Koniecznie na dłużej odpocząć i może coś lepszego przyjdzie do głowy ponieważ obecnie to marnie Panu wychodzą wywiady ?

m
mka

To i tak za mało, powinno być 1000 razy powtarzane.......

P
PiS

A dla takich zawsze na pierwszym miejscu przed być,jest mieć.Mnie ten osobnik zawsze odpychał swoim chamidłowatym charakterem,pseudo analizą która jest niczym innym niż ględzeniem o pogodzie.To samo co Staniszkis.Nie załapałeś się Ludwiku na pokład,będziesz żarł z jednej miski razem z Sabą.Adieu.

g
gość

Dorn znów "drenuje", a opozycja ciągle tego nie docenia. No cóż, taki to już los każdego, kto z dobrej i nieprzymuszonej woli, chce "pozyskać" nowego "bliźniego".

Dorn chciał, był gotów WIERNIE SŁUŻYĆ i nic z tego nie wyszło, bo opozycja nie chciała "wrócić do rozumu" DORNOWEGO, który jest tak "elastyczny", że KAŻDEMU może coś "dobrego" z niego wyniknąć.

T
Trumpski

Kukiz, Trump, Bardziej Pragmatyczny PiS to już trend. Ludzie chcą pragmatyzmu, ludzi praktycznych. Wysokich pensji, mniej rozbudowanego państwa. Zbliża się Zmierzch Wieku Ideologii, Nastąpi Odrodzenie Pragmatyzmu, Prostej (nie prostackiej) Użyteczności. Nadchodzi "Oświecenie II"
A Dorn - zadufany w sobie schyłkowy socjalistyczny nibyinteligent, któremu się nie udało i szuka swojego miejsca...

G
Gość

"prezes" 4 razy, a "Kaczyński" 6 razy.

Na następnych okienkach już nie sprawdzałem, ale sądzę, że jest podobnie.

d
dorabia do emerytury

plując zawzięcie na rękę, która go wykarmiła. Nie warto czytać tego NIKOGO.

ś
św.NH

Baran na wypasie PEŁO! Mędrzec jak ten z ósmego kręgu piekieł!

g
gmbh

Dlaczego PO nie zapyta Polaków czy czują się zagrożeni? Aha no tak: Polacy już im odpowiedzieli.

J
Joo

Trzeba ten rozum mieć!!! Wtedy można do niego wrócić.

G
Gość

Jak chief wywalił z pracy na zbity p... To wówczas powodów zdarzenia, niemiłego, należy najpierw w sobie szukać. Tak, solidarność zakładali przeróżni, którzy też następnie: wysługują się reżimowi i z którym niby walczyli, podskakują w KOD, donoszą paszkwile do obcych mocarstw, szykanują, opluwają, zniekształcają rzeczywistość, itp...
Natomiast PO coś ma zrozumieć... Tak, owszem, ma zrozumieć iż powinna się rozwiązać! I mało kto z tegoż zasadnego posunięcia utraci po niej łezkę. Wieszcz lewicy, błagał i ostrzegał: „Kochani, koleżanki i koledzy, nie idźcie tą drogą! Drogą wyboistą, krętą, spadzistą!”. I niestety, nie posłuchali! Jak widać, ww artykule, oni i po dzisiaj nie słuchają!

I zarazem skrót lektury na weekend, a którą może i „zakładający PiS” przeczyta:
(...) Stanisław Janecki: „Grzegorzowi Schetynie dedykuję deklarację księcia namiestnika Nikołaja Repnina z 1767 roku” ... A szczególnie jego szczere słowa o umiłowaniu przez Jej Cesarską Mość demokracji oraz praw obywateli Rzeczypospolitej. Być może Grzegorz Schetyna zapomniał o księciu Repninie i jego deklaracji, bo gdyby pamiętał, łatwiej by mu było działać dla dobra współczesnej Rzeczypospolitej i jej obywateli unikając błędów przeszłości. (...) 14 października 1767 r. książę namiestnik Repnin wystosował do obywateli Rzeczypospolitej taką oto deklarację:
Oddziały Jej Cesarskiej Mości, mojej władczyni, przyjaciółki i aliantki Rzeczypospolitej, aresztowały biskupa krakowskiego, biskupa kijowskiego, wojewodę krakowskiego i starostę dolińskiego z powodu ich prowadzenia się, uwłaczającego godności Jej Cesarskiej Mości, podważającego czystość jej zbawiennych, bezinteresownych i przyjaznych intencji w stosunku do Rzeczypospolitej. Niżej podpisany powiadomił najjaśniejszy Sejm, pozostający pod protekcją Jej Cesarskiej Mości, o stanowczych i uroczystych zapewnieniach kontynuacji tej opieki oraz pomocy i wsparciu Jej Cesarskiej Mości dla zachowania praw i wolności Rzeczypospolitej, z ukróceniem wszystkich nadużyć, które wśliznęły się do rządu, sprzecznych z prawami kardynalnymi państwa. Jej Cesarska Mość pragnie tylko dobrobytu Rzeczypospolitej i nie zaprzestanie udzielać jej swego wsparcia dla osiągnięcia tego celu, bez żadnej zapłaty, pragnąc tylko bezpieczeństwa, szczęścia i wolności narodu polskiego, co już zostało jasno wyrażone w deklaracjach Jej Cesarskiej Mości, które gwarantują Rzeczypospolitej jej obecne posiadłości, jak również prawa, formę rządu i przywileje każdego. Nikołaj książę Repnin. (...) Całość publikacyj w sieci.

Wieszcz lewicy, błagał i ostrzegał: „Kochani, koleżanki i koledzy, nie idźcie tą drogą! Drogą wyboistą, krętą, spadzistą...”

A
Ale został zdemaskowany.

I tyle.

G
Gość

które przynosi korzyść każdej ze stron.
Z jednaj strony mamy Dorna jako gatunek na wymarciu, który nie chce zostać zapomniany,
a z drugiej Agaton Koziński, gatunek bez przyszłości, który musi znaleźć kogoś, kto skutecznie napluje na PiS i Prezesa.
I tak powstaje swoiste zjawisko symbiozy, prowadzącej do pasożytnictwa na zdrowym polskim
organizmie.

Dodaj ogłoszenie