Łódzkie. Pogrzeb 30-letniego mężczyzny w Piątku. W związku z jego śmiercią aresztowano dwoje policjantów ZDJĘCIA 25.04.2021

Joanna Kaźmierczak
Joanna Kaźmierczak
W sprawie śmierci Marcina aresztowano dwoje policjantów z komisariatu w Piątku fot. Joanna Kaźmierczak
W sobotę, 24 kwietnia rodzina i znajomi pożegnali 30-letniego Marcina z Piątku. Mężczyzna został znaleziony martwy w wielką sobotę (3 kwietnia) w lesie w Janowicach. W sprawie śmierci mężczyzny aresztowano tymczasowo dwoje policjantów. Rodzina wyraziła zgodę na uczestnictwo mediów w czasie pogrzebu 30-latka.

Pogrzeb 30-latka rozpoczął się o godz. 11 w kościele parafialnym w Piątku.

Od śmierci 30-letniego Marcina minęły trzy tygodnie. To właśnie w Wielki Piątek (2 kwietnia) około godziny 23 policjanci interweniowali w jego mieszkaniu w związku z awanturą, którą wszczął pod wpływem alkoholu. 30-latek mieszkał tam z matką i starszym o pięć lat bratem. Obaj pracowali dorywczo.

- Tego dnia Marcin kłócił się z mamą i ona zadzwoniła na policję - mówi Łukasz Kaźmierczak, brat zabitego 30-latka. - Wkrótce emocje opadły, a Marcin położył się w naszym pokoju na materacu i zasnął. Policja przybyła do mieszkania pół godziny po awanturze. Weszli do środka, a wtedy policjant wpadł w jakiś szał i zaczął kopać leżącego Marcina. Prosiłem go, aby przestał, przecież on spał i już się nie awanturował. Nie pomogło. Policjantka w tym czasie stała w przedpokoju i się przyglądała. Marcin nie mógł złapać oddechu. Usiadł, a policjant złapał go za włosy i wyciągnął na klatkę schodową. Brat zdążył tylko założyć klapki. Wtedy widziałem go ostatni raz. Usłyszeliśmy jeszcze jakiś huk na klatce. Pomyśleliśmy, że zabiorą brata do komisariatu na dołek i gdy wytrzeźwieje, to do nas wróci...

Niestety tak się nie stało. Gdy pan Łukasz w Wielką Sobotę rano wychodził do pracy brata jeszcze nie było.

- Gdy wracałem wszedłem do sklepu i usłyszałem, że podobno mój brat nie żyje. Uznałem to za jakiś żart, przecież ktoś by nas o tym poinformował. Do mamy zadzwoniła koleżanka z pytaniem, czy to prawda. Mama natychmiast poszła na komisariat i dopiero tam potwierdzili jej tą straszną informację. Mam ogromny żal do policji za to, co zrobili. Nie popuszczę im tego. Marcin był dobrym człowiekiem. Były między nami czasem jakieś awantury, jak to w rodzinie, ale on by nigdy nikogo nie skrzywdził – dodaje brat zmarłego.

Blok, w którym mieszkał Marcin, jest oddalony zaledwie 200 m od komendy.

Zwłoki znaleziono następnego dnia w lesie

Śledczy nie chcą zbyt wiele mówić w tej sprawie. Wiadomo, że ciało 30-latka w lesie pod Piątkiem (rano w Wielką Sobotę) znalazł mieszkaniec sąsiedniej wsi. Jedni mieszkańcy opowiadają, że denat miał połamane żebra, inni mówią o pękniętej śledzionie.

- Zwłoki były ubrane. Klapki leżały po obu stronach polnej drogi. Nie widziałem siniaków, ani ran kłutych. Na ustach była krew. Wiedziałem, że znam tego człowieka, ale byłem w takim szoku, że dopiero później dotarło do mnie, że to Marcin. Chodziliśmy razem do klasy - mówi mężczyzna, który znalazł ciało.

Przebieg interwencji jest teraz szczegółowo wyjaśniany przez śledczych. Sąd aresztował w sobotę, 10 kwietnia na trzy miesiące 33-letniego policjanta i 35-letnią policjantkę z komisariatu w Piątku. Oboje są podejrzani w sprawie śmierci 30-letniego mieszkańca tego miasta. 33-letniemu funkcjonariuszowi (Kamilowi C.) postawiono zarzut przekroczenia uprawnień i spowodowania ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, którego następstwem była śmierć pokrzywdzonego, a także bezprawnego pozbawienia wolności 30-latka oraz naruszenia nietykalności cielesnej jego brata. Policjantowi grozi za to kara dożywotniego pozbawienia wolności.

Natomiast 35-letnia funkcjonariuszka (Katarzyna M.) podejrzana jest o niedopełnienie obowiązków służbowych, narażenie pokrzywdzonych na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia bądź ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, a także o poświadczenie nieprawdy w notatniku służbowym i poplecznictwo. Grozi jej do pięciu lat więzienia.

Co wykazała sekcja zwłok?

- Sekcja zwłok wykazała, że prawdopodobną przyczyną śmierci były rozległe obrażenia wewnętrzne, które mogły zostać spowodowane działaniem innych osób - mówi Krzysztof Kopania, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Łodzi.

"Ten policjant miał taki zwyczaj: Pobić i zostawić w nocy w lesie"

Koledzy zmarłego twierdzą, że Marcin nie był pierwszą osobą, która została pobita przez tego funkcjonariusza. Powód? Najczęściej chodziło o picie alkoholu w miejscu publicznym i awantury domowe.

- Miesiąc temu zostałem pobity przez tego policjanta, ale na komisariacie. Próbowałem nawet to nagrać, ale zniszczył mi telefon. Do tej pory mam ślady na ciele po pobiciu (mężczyzna pokazuje siniaki w okolicach miednicy). Mogę przedstawić co najmniej 20 osób, które zostały pobite i wywiezione do lasu przez tego gliniarza. Później musiały wracać pieszo do domu. On miał taki zwyczaj. Pobić kogoś i zostawić w nocy w lesie - mówi 29-letni Sebastian, kolega zmarłego.

- Ten policjant był jakiś nadpobudliwy. Z innymi funkcjonariuszami z Piątku nigdy nie mieliśmy takich problemów. Wypisywali nam mandaty za picie i odjeżdżali. Natomiast ten, jak widział, że siedzimy na ławce, to już się krzywo patrzył, potrafił podejść, kopnąć i wylać piwo. Inni policjanci odwracali wtedy wzrok. Ostatnio jednak nawet ta aresztowana policjantka, która chodziła z nim na interwencje, stała się agresywna. Jakiś czas temu pokłóciłem się z bratem i uderzyłem go, a on wezwał policję. Przyjechał ten funkcjonariusz razem z tą policjantką. W domu mnie skopali. Ten policjant już wcześniej kilkukrotnie wywoził mnie do lasu i tam bił. Byłem pobity w lesie w Goślubiu, Michałówce i Witowie. Później w nocy wracałem do domu w Piątku piechotą - twierdzi 27-letni Ryszard.

- Marcina znałem od lat. Chodziliśmy kiedyś do gminnego ośrodka kultury pograć w pingponga. Raczej nie był agresywny, czasem bił się, ale tylko z bratem. To było chucherko, trudno było się go bać - mówi inny kolega Marcina. - A o wywożeniu ludzi do lasu przez tego policjanta słyszałem, chociaż sam nie widziałem. Miałem z nim natomiast styczność ze trzy lata temu. Jechałem z kolegą i przekroczyliśmy prędkość. Gdy wysiedliśmy z auta, rzucił mnie na maskę, zrobił przeszukanie i zerwał mi łańcuszek z szyi. Był bardzo wulgarny. Mam wrażenie, że dopiero teraz niektórzy mieszkańcy mogą czuć się bezpiecznie, bo go zamknęli - mówi 24-latek z Piątku.

- Ludzie z tak zwanego marginesu na pewno nie pochwalą tego policjanta, bo często interweniował u nas pod sklepem, dbał o porządek i kazał wylewać im alkohol. Dla mnie był zawsze uprzejmy. Nie mogę powiedzieć na niego złego słowa - mówi z kolei ekspedientka ze sklepu w Górze św. Małgorzaty.

Policja ostatnio pochwaliła Kamila C.

Dwa dni przed zatrzymaniem policja pochwaliła oskarżonego funkcjonariusza. W komunikacie do mediów napisano, że mł. asp. Kamil C. i asp. szt. Sebastian Kieliszek, kierownik posterunku w Piątku, razem ugasili płonące auto, a dzięki ich bohaterskiej postawie ogień nie przeniósł się na budynki gospodarcze. Dołączono do tego zdjęcie obu mundurowych z mł. insp. Zbigniewem Gruszczyńskim, komendantem powiatowym policji w Łęczycy.

Majówka pijanych kierowców

Wideo

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

A
Andrzej

Wcale mi nie szkoda tego zwyrodnialca znęcającego się nad matką.

R
Rt

Dobry był i mało pił

R
R

Zawsze policjant jest winny a tam ten niewiniątko tylko po co policje mamunia wzywała ??

B
Bartek

A cóż na to rzecznik Ciarka albo związkowcy policyjni jakoś cicho nie słychać ich.

Dodaj ogłoszenie