Łódzki Gutenberg

    Łódzki Gutenberg

    Przemysław Waingertner

    Dziennik Łódzki

    Aktualizacja:

    Dziennik Łódzki

    Dokładnie 103 lata i dziewięć miesięcy temu zmarł 22 lutego 1905 r. w Łodzi Jan Petersilge. W "polskim Manchesterze", tętniącym pulsem wielkich fabryk, w tej kolebce bajecznych majątków i spektakularnych bankructw, przeszedł on do historii, choć ani nie dorobił się tutaj wielkiej fortuny (jednak przyznać trzeba - wypracował całkiem przyzwoity majątek), ani jej nie stracił; nie był również ani wielkim fabrykantem, ani bezwzględnym bankierem.
    W mieście, w którym życie potężnych i maluczkich toczyło się wokół pieniędzy - tych wielkich, dających władzę, i tych małych, ledwo wystarczających na przeżycie - Petersilge był tylko i aż... drukarzem. Jednak takim, który mocniej niż niejeden łódzki przemysłowiec włókiennik zaważył na dziejach miasta.

    Łodzianin z... Hiszpanii

    Rodowe korzenie i koligacje naszego bohatera oraz koleje losu jego rodziny były doprawdy - nawet jak na łódzki wyjątkowy przecież tygiel narodów, kultur i religii - niecodzienne i powikłane. W jego żyłach krążyła bowiem gorąca, hiszpańska krew. Jego ojciec Mikołaj był wziętym złotnikiem, a jeden z dalekich krewnych oficjalnym dostawcą najlepszych hiszpańskich trunków do siedzib dworu carskiego w Petersburgu i Carskim Siole.
    Jednak sam Jan urodził się daleko od słonecznej Iberii - w saskim Dreźnie - co było rezultatem dramatycznych losów jego rodu. Otóż jego przodkowie należeli do najbardziej znanych hiszpańskich rodzin kupieckich - Silge - od pokoleń wyspecjalizowanej w handlu znakomitymi winami. Podróżując w interesach po całej Europie, niejednokrotnie gościli w Niemczech. Tam nabrali przekonania do wyznania protestanckiego, rezygnując z czasem na jego rzecz z katolicyzmu. To, co zyskało im dodatkowe uznanie wśród przyjaciół i partnerów w interesach - niemieckich ewangelików: mieszczan, kupców i finansistów - okazało się pretekstem do prześladowań w rodzimej, tradycyjnie katolickiej Hiszpanii.

    Kiedy rodzina stała się przedmiotem zainteresowania świętej inkwizycji, przodkowie Jana zdecydowali się ma emigrację, wybierając na nowe miejsce pobytu Saksonię. Tutaj też dopiero w niecodziennych okolicznościach pojawia się po raz pierwszy nazwisko Petersilge. Powstało ono w wyniku pomyłki urzędnika, który zapisując nazwisko uchodźców - Silge - połączył je błędnie z imieniem ówczesnego seniora rodu - Pedra. Z Saksonii ojciec Jana, już jako Petersilge, ruszył dalej na wschód i osiadł w końcu w 1837 r. w Warszawie. W stolicy Królestwa Polskiego otworzył zakład jubilerski, cieszący się później dużym powodzeniem wśród miejscowych bogaczy. Choć Mikołajowi zależało, żeby syn przejął później dobrze prosperujący rodzinny interes, Jan miał inne zainteresowania i plany, a że był młodzieńcem silnego charakteru, postawił na swoim - w Warszawie wyuczył się fachu drukarza, a w 1859 r. przybył do Łodzi, aby wykorzystać zdobytą wiedzę i rozkręcić własny interes.

    Pionier łódzkiego drukarstwa

    Swoją łódzką przygodę z drukarstwem Petersilge rozpoczął w 1860 r. nader skromnie. Jedna ręczna prasa litograficzna o małej wydajności, niewielki zakład litograficzny i drukarnia akcydensowa, prowadzone zresztą razem ze wspólnikiem Józefem Czaczkowskim - to były wszystkie aktywa, którymi dysponował. Jednak dzięki swej wiedzy fachowej, pasji i przemyślności już pół wieku później Jan Petersilge był w mieście nad Łódką - ale nie tylko na skalę łódzką! - prawdziwym potentatem: właścicielem dużej, nowoczesnej drukarni akcydensowo-dziełowej i gazetowej, litografii, introligatorni, hurtowni papieru oraz sklepu z materiałami piśmiennymi i przyborami biurowymi. Imponująco przedstawiał się również park maszynowy, jakim dysponowała firma Petersilgego - trzy duże maszyny drukarskie (tak zwane "pospieszne"), prasa korektorska, 9 maszyn litograficznych, 7 specjalistycznych maszyn "pomocniczych" (od takich, które wytłaczały napisy, aż po introligatorskie obcinarki), wreszcie przedmiot jego szczególnej dumy, czyli wielka rotacyjna maszyna do druku gazet - jak to skrzętnie odnotowano w dokumentacji - sprowadzona aż z dalekiego niemieckiego Würzburga. A i do obsługi tych skomplikowanych maszyn firma zatrudniała niebagatelną liczbę 130 pracowników - często o bardzo specjalistycznych kwalifikacjach.

    Łódzkiemu drukarzowi powodziło się również w życiu prywatnym. Sam protestant, członek Kościoła ewangelicko-augsburskiego, ożenił się z grekokatoliczką, zmuszoną administracyjnie do przejścia na prawosławie, Anastazją z Mackiewiczów. Okazała się ona oparciem dla męża, poświęcającego się bez reszty pracy zawodowej. Spośród sześciorga dzieci, których się dochowali, dwoje wyznawało prawosławie, pozostałe - luteranizm. W domu Petersilgego używano ponoć na co dzień języka polskiego, jednak on sam wolał zdecydowanie mówić po niemiecku, rosyjsku i francusku.

    Początki łódzkiej prasy

    Jednak już wcześniej - w 1863 roku - w porozumieniu z rosyjską administracją i łódzkimi przedsiębiorcami, Petersilge zaczął wydawać pierwszą w Łodzi dwujęzyczną, polsko-niemiecką gazetę "Łódzkie Ogłoszenia - Lodzer Anzeiger". Trudno uznać początki łódzkiego czasopiśmiennictwa za imponujące: gazeta miała zaledwie 4 strony, ukazywała się tylko 2 razy w tygodniu, a nakład był również bardziej niż skromny - zaledwie 300 egzemplarzy. Także treść trudno uznać za dziennikarskie osiągnięcie, bo zawierała ona głównie suche zarządzenia lokalnych władz oraz lakoniczne ogłoszenia policyjne i nieco bardziej rozbudowane prywatne. Jej redakcja mieściła się przy ulicy Piotrkowskiej 11, a drukarnia przy Konstantynowskiej 5. Po dwóch latach Petersilge przekształcił gazetę w jednolity niemieckojęzyczny "Lodzer Zeitung". Ukazywał się on już trzy razy w tygodniu, a jego treść została wzbogacona o publicystykę o tematyce przemysłowej, ekonomicznej i politycznej oraz beletrystykę. W 1881 r. był to już dziennik, a w 1904 r. miał nawet dwa wydania dziennie i nakład w przyzwoitej wysokości - do 5 tysięcy egzemplarzy. Równocześnie, próbując wysondować zapotrzebowanie w Łodzi na polską gazetę, Petersilge najpierw wydzielił w "Lodzer Zeitung" polskojęzyczną "Kronikę", a następnie przekształcił ją w cotygodniowy polski dodatek - "Gazetę Łódzką". Wychodziła krótko, ale też kto miał ją czytać? Przecież szacunki wskazują, że w latach 80. XIX stulecia wśród robotników łódzkich - a to oni stanowili ogromną większość polskiej społeczności "ziemi obiecanej" - było prawie 70 proc. analfabetów. Z kolei dekadę później czytać i pisać potrafił zaledwie co drugi łódzki robotnik i co trzecia robotnica.

    Obok "Lodzer Zeitung" prekursor łódzkiego drukarstwa wydawał również w dwóch językach - polskim i niemieckim - dwutygodnik "Głosy Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego" ("Evangelisch-Luterisches Kirchenblatt").

    Tytuły drukowane przez łódzki "koncern" Petersilgego, dzięki lojalnej, ugodowej postawie wydawcy wobec rosyjskiej administracji i unikaniu kontrowersyjnych tematów w publicystyce, nie były przedmiotem specjalnej troski i nadzoru ze strony władz. Unikały też przeważnie poważniejszych kłopotów z carską cenzurą, której częste ingerencje dotkliwie dawały się we znaki lokalnej polskiej konkurencji - "Dziennikowi Łódzkiemu" i "Rozwojowi", a z czasem zadecydowały wręcz o jej likwidacji.

    Dom "pod Gutenbergiem"

    Przechodnie przemierzający ulicę Piotrkowską mają okazję podziwiać pod numerem 86 wspaniałą kamienicę. Mieści się w niej obecnie m.in. znana łódzka księgarnia "Światowid", prestiżowa Galeria 86 oraz popularny w łódzkim światku artystycznym klub "Piwnica Plastyków". Fasada tego czteropiętrowego budynku, utrzymanego w eklektycznym stylu, nasyconym elementami neogotyku, neorenesansu i neobaroku, jest bardzo bogato zdobiona. Uroku dodają jej nietypowe, potężne dwukondygnacyjne wejście w formie arkad, ostrołukowe, smukłe okna, misternie ukształtowane balkoniki, malownicze facjatki z oknami nakrytymi namiotowymi daszkami z iglicami, umieszczone na froncie portretowe medaliony dawnych europejskich litografów i drukarzy: Durera, Fusta, Schoffera, Senefeldera, Breitkopfa, Stanhope'a i Daguerre'a oraz wiele innych ozdobnych motywów - ornamentacje w amory, dziwne, fantastyczne zwierzęta, przerażające maszkarony, kwiaty i liście.

    Jednak chyba najbardziej charakterystycznym elementem kamienicy jest ciężki wykusz, zwisający nad ulicą nad głowami przechodniów. Znajduje się w nim duże konchowe wgłębienie, a w nim przepiękna rzeźba, trafnie symbolizująca historię budynku, której zawdzięcza on również swą potoczną nazwę. Przedstawia ona postać wynalazcy druku Jana Gutenberga. Nietrudno się chyba domyśleć, jakiemu właścicielowi zależeć mogło na tak charakterystycznym oznaczeniu wybudowanej przez siebie kamienicy.

    Kiedy Jan Petersilge w 1896 r. kupił od Filipa Lissnera parcelę przy Piotrkowskiej 86, stał na niej od frontu drewniany dom, a w głębi były jednopiętrowa tkalnia i dwupiętrowa przędzalnia. Nowy właściciel szybko dostosował nieruchomości do potrzeb swojego fachu i własnej wygody, urządzając w dawnej przędzalni drukarnię, a na miejscu pozostałej zabudowy wznosząc czterokondygnacyjną kamienicę, którą zaprojektowali znani architekci Kazimierz Sokołowski i Franciszek Chełmiński. Pomieszczeniami na froncie kamienicy podzieliły się następnie między sobą redakcja "Lodzer Zeitung" i kilka firm handlowych. Drukarnia Petersilgego na tyłach nowej kamienicy przetrwała do 1915 r. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości przejęła ją Prasowa Spółka Wydawnicza.

    Obecnie dom "pod Gutenbergiem" stanowi urokliwą pamiątkę po wybitnym łódzkim wydawcy, drukarzu i pomysłodawcy pierwszych gazet w "polskim Manchesterze". O tym, że jej urodę naprawdę doceniają łodzianie, najlepiej świadczy fakt, że kiedy przed wielu laty zorganizowano w Łodzi nietypowe wybory - Miss Kamienic - większość z respondentów jednoznacznie przyznała pierwszeństwo dawnej siedzibie rodziny Petersilge.

    Czytaj treści premium w Polsce Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Nie przegap

    Wideo