Liczba utonięć rośnie. Ratownik: Tracimy głowę na wakacjach, a Bałtyk bardzo często tego nie wybacza

Tomasz Chudzyński
Tomasz Chudzyński
Polacy z reguły albo nie umieją pływać, albo pływają bardzo słabo. W dodatku nie znają specyfiki Morza Bałtyckiego, nie zdają sobie sprawy, że potrafi być niebezpieczne, a wielu wciąż wchodzi do wody po pijanemu. Dlatego dochodzi do tragedii – wynika ze słów Romana Chmielowskiego, zawodowego ratownika wodnego, doświadczonego członka pomorskiego WOPR.
Polacy z reguły albo nie umieją pływać, albo pływają bardzo słabo. W dodatku nie znają specyfiki Morza Bałtyckiego, nie zdają sobie sprawy, że potrafi być niebezpieczne, a wielu wciąż wchodzi do wody po pijanemu. Dlatego dochodzi do tragedii – wynika ze słów Romana Chmielowskiego, zawodowego ratownika wodnego, doświadczonego członka pomorskiego WOPR. Tomasz Chudzyński
Udostępnij:
Polacy z reguły albo nie umieją pływać, albo pływają bardzo słabo. W dodatku, nie znają specyfiki Morza Bałtyckiego, nie zdają sobie sprawy, że potrafi być niebezpieczne, a wielu wciąż wchodzi do wody po pijanemu. Dlatego dochodzi do tragedii – wynika ze słów Romana Chmielowskiego, zawodowego ratownika wodnego, doświadczonego członka pomorskiego WOPR.

W tym tygodniu utonęli ojciec z synem w Rozewiu, wcześniej w jednej chwili pod wodą we Władysławowie znalazły się trzy osoby, a jest to tylko część tragicznych doniesień znad polskiego morza. Trudny był pierwszy miesiąc wakacji dla ratowników?

Bardzo trudny. Było mnóstwo interwencji. Pogoda sprzyja, mieliśmy wręcz upalny lipiec, morze jest bardzo ciepłe. W dodatku sytuacja pandemiczna, a pewnie też i ekonomiczna, sprawiły, że bardzo duża liczba Polaków zdecydowała się na wakacje nad Bałtykiem. Wśród nich znalazła się liczna grupa osób, która dosłownie pierwszy raz w życiu widziała morze.

Moim zdaniem, poniekąd brak znajomości specyfiki morza, tego, jak powinniśmy się zachowywać, decydując się na kąpiel, swego rodzaju brak szacunku do morza, wpływają na te tragedie, o których pan mówi. Z drugiej strony, powiedzieć to trzeba wyraźnie – takiej świadomości nie ma większość wypoczywających nad polskim morzem, np. tego, jak należy przygotować się do pływania w morzu, jakie czynności należy wykonać, kiedy się chce wejść do wody.

Mam tu na myśli choćby przyzwyczajenie ciała do temperatury wody. Nie mówiąc już o tym, że wciąż w morzu i jeziorach pływają ludzie pijani.

Trzeba jednak wyraźnie zaznaczyć – do utonięć nie dochodzi na akwenach strzeżonych, tam, gdzie są doświadczeni ratownicy WOPR, dysponujący wymaganym sprzętem...

To generalnie prawda. Odcinki strzeżone przez WOPR są odpowiednio przygotowane – zbadane jest dno, ratownicy obserwują warunki panujące na morzu. W razie wiatru, fali, prądów, burzy czy zanieczyszczenia wody, wywieszana jest czerwona flaga zabraniająca kąpieli.

Ratownicy są wyszkoleni, doświadczeni, dysponują sprzętem medycznym, łącznością czy jednostkami pływającymi, którymi można szybko dotrzeć do osób potrzebujących pomocy. Niebezpieczeństwo na odcinkach strzeżonych morskich kąpielisk minimalizujemy.

Proszę wszystkich – korzystajmy tylko ze strzeżonych kąpielisk. Powtarzam w czasie prelekcji – woda jest czysta, ciepła, a kąpiel przyjemna. Korzystajmy z matki natury. Nic nie stoi temu na przeszkodzie. Tylko róbmy to zgodnie ze zdrowym rozsądkiem.

Umiejętności pływackie, według statystyk, Polki i Polacy mają jedne z najgorszych w Europie. Dlatego tak wiele Polek i Polaków nie wraca z wakacji? Mam wrażenie, że ktoś, kto jest wytrenowanym pływakiem, ma znacznie większy respekt do wody od kogoś, kto regularnie nie pływa...

To się zmienia, umiejętności, patrząc na ogół społeczeństwa, powoli rosną. Ale braki nadal są ogromne. Sądzę, że powinno to być zadanie państwa.

Skoro uczymy dzieci w szkole pisać, czytać i liczyć, to nauczmy je też pływać, tak jest to we Francji, Niemczech, Holandii itp., gdzie jedną z ocen na świadectwie szkolnym jest ta z nauki pływania. Świadomość bezpiecznego zachowania, szacunku do wody, jest kształtowana od dziecka.

Powiedział pan też o ważnej kwestii – o porządnych, klasowych umiejętnościach. Np. pływanie z oddechem do wody (takie jak możemy oglądać w czasie zawodów sportowych – red.) a takie, jak prezentuje przeciętny bywalec pływalni w Polsce, to jest „niebo a ziemia”. Trzeba chodzić na kursy pływackie, uczyć się podstaw, ćwiczyć, oswajać się z wodą. Należy przyzwyczaić się do tego, że fala może zalać oczy, że nas „nakryje”. Ktoś przyzwyczajony do tego będzie wiedział, co robić, nie będzie panikował. Tyle, że w Polsce taki sposób wytrenowania prezentuje niewielka grupa osób.

Podkreślę jednak, że brak szacunku do potęgi przyrody, nieważne, czy to jest woda czy góry, może zgubić najlepszego.

WOPR, media, od lat prowadzą kampanie na temat odpowiednich zachowań w czasie kąpieli morskich. Ze statystyk wynika, że wciąż czekamy na poprawę wiedzy...

O tym trzeba mówić regularnie, w szkołach, dzieciom najmłodszym, młodzieży, robić prelekcje, pogadanki. Zgodzę się, tej wiedzy nadal brakuje. Robimy mnóstwo pogadanek na plażach, sam je prowadzę, w tym roku też. Mówimy o groźnych falach odbojowych, przybojowych, o rowach w morskim dnie, o prądach wciągających ludzi w głąb morza... O tym, że przed kąpielą trzeba zrobić rozgrzewkę, przyzwyczaić się do temperatury wody, że nie wolno wchodzić do morza tuż po posiłku, że warto sprawdzić dno w miejscu, gdzie zamierzamy się kąpać, bo ono może bardzo szybko się zmienić.

Zwracamy uwagę, że Bałtyk ma swoją specyfikę, którą trzeba znać, szanować, bo może być niebezpieczny. Ludzie tego nie wiedzą. To nie jest kryta, płytka pływalnia. Niestety, nadal tracimy rozum, będąc na wakacjach – myślimy, że wszystko nam wolno. Tak nie jest, a woda najczęściej nie wybacza braku rozsądku.

Kilka lat temu głośno było o przypadkach, że plażowicze odpowiadali agresją na uwagi ratowników. Delikatnie mówiąc, nie słuchali ich...

Znam z osobistych doświadczeń takie przypadki. Tyle, że kilkanaście minut później osoba taka tonęła i trzeba było ją ratować. Nastawienie zmieniało się zupełnie. Ludzie tacy chcieli całować ratowników po rękach.

Tragedia na plaży w Stegnie w czwartek, 10.06.2021 r.! 22-latek utonął w morzu

Tragedia na plaży w Stegnie! 10.06.2021 r. 22-latek topił si...

Masz informacje? Redakcja Dziennika Bałtyckiego czeka na #SYGNAŁ

Media obecne terenie przygranicznym. Znamy zasady.

Wideo

Materiał oryginalny: Liczba utonięć rośnie. Ratownik: Tracimy głowę na wakacjach, a Bałtyk bardzo często tego nie wybacza - Dziennik Bałtycki

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

J
Józef
No to jak ratownicy tracą głowę, to nie dziwne...
Dodaj ogłoszenie