Lewica nie wie, jak pójść do przodu

Jacek Stawiski
W większości dużych państw Unii Europejskiej partie lewicowe są w opozycji. Właściwie wyłącznie w Hiszpanii lewica nadaje ton życiu politycznemu, ale i tam z powodu kryzysu ekonomicznego partia José Luisa Rodrígueza Zapatero jest w poważnych tarapatach.

W innych państwach - w Niemczech, Francji czy we Włoszech - od lat u steru są partie centroprawicowe i prawicowe. Nieco bardziej skomplikowana sytuacja panuje w Wielkiej Brytanii, gdzie centroprawicowa Partia Konserwatywna rządzi w koalicji z Liberalnymi Demokratami. Ci zaś faktycznie są partią centrolewicową. Dla pełnego obrazu warto dodać, że również ubiegłoroczne wybory europejskie wygrały partie centrowe i prawicowe.

Dominacja centroprawicy w polityce europejskiej jest nie tylko dowodem na słabość lewicy. Wybory w Niemczech w 2009 r., w Wielkiej Brytanii wiosną 2010 r. czy we Francji w 2007 r. wygrywała centroprawica dzięki bardzo silnym i skutecznym przywódcom politycznym: Nicolasowi Sarkozy’emu, Angeli Merkel czy Davidowi Cameronowi. Zresztą sukces Camerona był także spowodowany wyjątkową nieskutecznością i słabością poprzedniego premiera brytyjskiego Gordona Browna. W kontraście do tych krajów podkreślmy, że lewica w Hiszpanii trzyma się przy władzy także dzięki silnemu i wyrazistemu liderowi Zapatero. Jego polityczny projekt zmian społecznych w Hiszpanii dorobił się już nawet określenia pochodzącego od nazwiska premiera: zapateryzm. To właśnie zapateryzm jest inspiracją dla partii lewicowych w innych krajach, w tym w Polsce.

Silny Sarkozy i silna Merkel doprowadzili swoje formacje polityczne do sukcesu, ale dzisiaj oboje są w tarapatach. Sarkozy traci na popularności. Opozycyjni socjaliści są pewni, że sprawna kampania wyborcza za dwa lata i wyłonienie sprawnego kandydata lewicy na prezydenta może doprowadzić do obalenia Sarkozy’ego. Sondaże już dzisiaj dają socjalistom przewagę, choć oczywiście do wyborów pozostało jeszcze mniej więcej 20 miesięcy i dzisiaj przesądzanie o losach Sarkozy’ego byłoby nieodpowiedzialne. Niemniej francuscy socjaliści zwierają szyki. "Będziemy gotowi na 2012 rok. Będziemy zjednoczeni, wystawimy jednego kandydata spośród nas, który będzie gotowy walczyć. Wybory prezydenckie to nie sprawa osobista" - mówiła w niedawnym wywiadzie dla "Le Monde" Segolene Royal, która przegrała z Sarkozym wybory w 2007 r. Właśnie ona, a także Martine Aubry i Dominique Strauss-Kahn są faworytami do zdobycia socjalistycznej nominacji do wyborów. Według sondaży najwięcej szans na pokonanie Sarkozy’ego ma ten ostatni. Ostatnie badanie ośrodka Ifop dla popołudniówki "France Soir" mówi, że 54 proc. Francuzów uważa, że może on wygrać wybory, a 62 proc. twierdzi, że jemu najbardziej pośród lewicowych kandydatów zależy na tym triumfie.

Jedyne atrakcyjne dziś modele lewicy narodziły się w Wenezueli i Brazylii. Ale nie mają one zastosowania w Europie

Kanclerz Niemiec Angela Merkel, najsilniejsza polityk w UE, jeszcze do niedawna uważana była za męża opatrznościowego Unii Europejskiej i samych Niemiec. Dzisiaj od Frau Germania odwraca się fortuna polityczna. Jej koalicja rządowa czarno-żółta, czyli chadecko-liberalna, jest w impasie. Projekt reformy państwa niemieckiego utknął w ślepej uliczce, a sama Merkel nie radzi sobie z przekonywaniem Niemców do koalicji. Niedawny rywal Merkel w walce o fotel kanclerza Franz Walter Steinmeier z SPD zadziwił ostatnio opinię publiczną, oddając nerkę żonie. Poświęcenie Steinmeiera, który niemal na pewno wróci do polityki, jest dla zwykłych Niemców testem na siłę charakteru. W oczach wyborców, wyborców chadecji, pozornie biurokratyczny i mało charyzmatyczny Steinmeier może być autentycznym, zdecydowanym przywódcą, wykazującym wielką odwagą.
Lewica europejska czeka więc na okazję, aby odzyskać część utraconego terenu w UE. Wydawać by się mogło, że ma spore atuty w ręku - jak choćby wciąż trawiący Europę, mimo ożywienia gospodarczego w części Unii, kryzys gospodarczy. Ale w rzeczywistości szanse lewicy na wyborczy rewanż nie są duże. Socjaliści i socjaldemokraci nie mają sensownych recept na trapiące Europę problemy. Więcej - współczesne rozwinięte społeczeństwa przeżywają trudności, które można by nazwać "kryzysami nowego typu". Te kryzysy nie mają barwy ideologicznej. Najgłośniejsze dwie spra_wy ostatnich tygodni - wyrzucenie obywateli Bułgarii i Rumunii narodowości romskiej z Francji i publikacja nieprzychylnej islamowi książki wpływowego polityka niemieckiej SPD Thilo Sarazina - zdają się potwierdzać powtarzane od lat tezy prawicy i centroprawicy. Mianowicie, że Europa nie radzi sobie z imigracją, że imigranci nie integrują się w społeczeństwach zachodnich, że nie są społeczeństwom zachodnim wdzięczni za okazaną wielkoduszność, że imigranci przynoszą pogorszenie stanu bezpieczeństwa na ulicach czy wreszcie, że Europa dosyć pasywnie staje się obojętna na swoje dziedzictwo kulturowe i nie potrafi stawić czoła islamowi. To, że nieprzychylna muzułmanom książka wyszła spod pióra polityka socjaldemokracji, to dla wielu dowód na śmierć ideałów lewicy.

To wyczucie nastrojów ulicy jest wielkim atutem w ręku prawicy. Prezydent Sarkozy, który wbrew lewicowym politykom własnego rządu forsuje plan represji wobec Romów oraz zapowiada odbieranie francuskiego obywatelstwa imigrantom łamiącym prawo francuskie, jest pewien poparcia zwykłych Francuzów. W bardzo wyrachowany sposób, mimo nieprzychylnych sondaży, zabezpiecza teren dla swojej formacji: z jednej strony, paraliżuje skrajną prawicę, przejmując ostre hasła antyimigracyjne, z drugiej - pokazuje dziwaczność współczesnej lewicy i jej oderwanie od problemów codziennych. Francuska lewica atakuje Sarkozy’ego w sposób histeryczny; chce wmówić obywatelom, że inicjatywy przeciw bułgarskim i rumuńskim Romom są odbiciem rasizmu pronazistowskiego reżimu Vichy. Ta oczywista przesada ośmiesza lewicę i wzmacnia pewność Sarkozy’ego, że w dłuższej perspektywie jego kontrowersyjna polityka wobec imigrantów przyniesie mu sukces.

Natomiast niemiecki incydent z publikacją uznanej za antyislamską książki polityka SPD Sarazina to inny dowód na to, że podejście lewicy do imigracji wyczerpało się. Lewica od kilkudziesięciu lat, walcząc z "nacjonalizmem" i "rasizmem", wzywała do zbudowania wielokulturowego społeczeństwa, w którym wszystkie tradycje są równe. Zdaniem prawicy ta fałszywa polityka zaprowadziła Niemcy i liczne państwa bogatej Europy Zachodniej do sytuacji, w której imigranci z państw islamskich odrzucają wiodącą kulturę państwa gospodarza, są wrogo nastawieni do liberalnej demokracji i przekazują swoim potomkom wrogość wobec zachodniego społeczeństwa, wielokrotnie izolując własne rodziny od większości społeczeństwa. Nadal lewicowe partie niemieckie SPD i Zieloni nie chcą słyszeć o potrzebie podtrzymania wiodącej kultury niemieckiej w społeczeństwie, ale niemieccy konserwatyści z CDU i CSU jasno deklarują, że narzucą w końcu imigrantom i ich dzieciom respekt wobec kultury niemieckiej.

Kłopoty europejskiej lewicy biorą się także z faktu, że innych kluczowych problemów współczesności nie sposób rozwiązać zgodnie z tradycyjnymi recepturami lewicy. Choć krzyczy ona, że skończył się "prawicowy" model gospodarczy, określany mianem neoliberalizmu, to przecież nie powstał na jego miejsce nowy projekt socjalistyczny i socjaldemokratyczny. Jedenaście lat temu lewicowi szefowie rządów Niemiec i Wielkiej Brytanii Tony Blair i Gerhard Schröder opublikowali manifest wzywający lewicę do akceptacji kapitalizmu w dobie globalizacji. Choć obydwaj dzisiaj są politycznymi emerytami, ten manifest był faktycznym pogrzebem lewicowej wrażliwości gospodarczej na Zachodzie. Rozwinięty Zachód w roku 2010 musi wszelkimi dopuszczalnymi przez prawo i zdrowy rozsądek metodami walczyć z paraliżującym wiele sektorów gospodarczych kryzysem. Ani w Ameryce, ani w Europie działań antykryzysowych nie da się jednoznacznie nazwać lewicowymi czy prawicowymi. Metody te są różnorodne, w zależności od specyfiki poszczególnych krajów.
Inne wyzwania współczesności na Zachodzie też przestały mieć barwy ideologiczne. Walka z ociepleniem klimatu powoli odchodzi w przeszłość, zwycięża "prawicowy" pogląd, że obawy o klimat były pseudonaukową lewicową histerią, a Europy nie stać na finansowanie wdrażania w życie tych teorii. Z kolei walka z islamskim terrorem też biegnie ponad ideologią - dosyć powiedzieć, że najostrzejsze metody walki z zagrożeniem muzułmańskim fanatyzmem wdrażały w życie rządy lewicowe - w Wielkiej Brytanii, Niemczech, a nawet Hiszpanii. To właśnie lewicowy rząd brytyjski podjął decyzję o współudziale w wojnie w Iraku, nie bacząc na pacyfistyczne tradycje lewicy.
Słabnięcie lewicy europejskiej oznacza, że poza Starym Kontynentem zyskuje na atrakcyjności model lewicy znacznie bardziej agresywnej - to model wenezuelski.

Atrakcyjność ideologii Hugona Cháveza dla wielu zmęczonych kapitalizmem intelektualistów i środowisk polega na tym, że mimo wielu "skrajnie lewicowych" działań w samej Wenezueli (nacjonalizacja własności prywatnej i przedsiębiorstw, kontrola mediów, retoryka antyzachodnia, zwłaszcza antyamerykańska) wenezuelski lider nie zdobył się na wprowadzenie w swoim kraju systemu totalitarnego opartego jak na Kubie czy dawniej w ZSSR na marksizmie-leninizmie. Wenezuela jest zdolna finansować eksport ekscentrycznego socjalizmu dzięki zachowaniu fundamentów gospodarki nowoczesnej. Również brazylijski prezydent Luiz Inácio Lula da Silva, pupil antykapitalistów, zredukował własne poglądy lewicowe do walki o zapewnienie jak najszerszej grupie Brazylijczyków dobrobytu i dostępu do dóbr materialnych i duchowych. Droga do tego prowadzi, zdaniem Luli - i tu różni się od tradycyjnej lewicy - poprzez adaptację silnej gospodarki do potrzeb państwa. Nieprzypadkowo alterglobaliści z Europy czy Ameryki zachwycają się właśnie Lulą, a nie zamordystą Chávezem czy hiszpańskim premierem Zapatero, który z programu lewicowego zmuszony był zachować jedynie hasła wojny z tradycyjnym katolicyzmem i konserwatywnymi tradycjami Hiszpanii.

W Europie obumieranie podziału na lewicę i prawicę osłabia tę pierwszą. W polityce mniej liczą się ideologie, obumierają lojalności klasowe, a pozostają lojalności narodowe czy regionalne. Dlatego droga lewicy europejskiej do odzyskania ideowej inicjatywy w Europie będzie długa i wyboista. Mimo bieżących kłopotów europejska prawica ma szansę na długie lata dominować w polityce. Pierwszy test dla lewicy nadejdzie we Francji. Jeśli Sarkozy wykaże silną determinację i przeprowadzi swoje pomysły, choćby przywrócenie porządku w miastach Francji, to zdoła także wprowadzić w życie antylewicowe projekty podniesienia wieku emerytalnego. Mimo strajków i protestów socjaliści mogą nie być w stanie pokonać prezydenta, którego marzeniem jest trwała reforma i usprawnienie gospodarki Francji.

Z kolei w Niemczech tradycyjna lewica nieznacznie tylko odróżnia się w programie gospodarczym od konserwatystów. Jedynie partia Lewica, złożona z byłych komunistów z NRD i radykałów marksistowskich z zachodu, ma klasycznie lewicowe recepty na bolączki Niemiec. Ale większość Niemców nie jest skłonna głosować na pogrobowców Ericha Honeckera i zjednoczone z nimi socjalistyczne kręgi polityczne z zachodu Niemiec. Natomiast w Wielkiej Brytanii najbliższe lata to dominacja konserwatystów i liberałów, korzystających z rozsypki laburzystów po kilkunastu latach ich dwuznacznych rządów. Jedynie w Hiszpanii zapowiada się kontynuacja zapateryzmu, jednoznacznie lewicowego, socjalistycznego eksperymentu społecznego.

Jacek Stawiski jest wydawcą i publicystą w TVN24. Specjalizuje się w polityce międzynarodowej i historii najnowszej

FLESZ: Polacy żyją krócej. Co nas zabija?

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie