Lewandowski: Nowa umowa nie może być aktem założycielskim Unii w Unii

Redakcja
Agencje ratingowe mają swój udział we wprowadzeniu strefy euro w błędne koło: motywowały do naprawy finansów publicznych, ale zarazem podnosiły koszty obsługi zadłużenia i utrudniały ożywienie gospodarki, której stan służy teraz jako częściowy pretekst dla obniżenia ratingów - konstatuje Janusz Lewandowski, komisarz UE ds. budżetu, w rozmowie z Agatonem Kozińskim.

Angela Merkel i Nicolas Sarkozy opowiedzieli się za wprowadzeniem podatku od transakcji finansowych w UE lub nawet w strefie euro. Nieoczekiwanie - bo gdy Pan zgłaszał ten pomysł, przyjęto go z dużym sceptycyzmem. Skąd ta zmiana?
Poparcie dla podatku od transakcji finansowych rośnie w miarę narastania kryzysu, który zmusza do szukania nowych źródeł równoważenia budżetu. W sierpniu 2010 r. przetestowałem na własnej skórze reakcje na ten podatek. W wywiadzie dla niemieckiego "Handelsblatt" wskazałem opodatkowanie sektora finansowego jako sposób zasilenia budżetu Unii Europejskiej - i mimo sezonu ogórkowego odbiło się to szerokim echem. Wówczas mocno krytycznym echem, ale z czasem sygnały z różnych kręgów i różnych stolic stawały się coraz bardziej zachęcające.

Czytaj też:Sarkozy: Wprowadźmy podatek od transakcji finansowych, dajmy dobry przykład innym

Zyski płynące z tego podatku wpisał Pan jako źródło dochodów Unii w nowym budżecie na lata 2014-2020.
Wpisując podatek finansowy do oficjalnego projektu budżetu Unii, zarysowaliśmy jasną alternatywę: albo dodatkowe źródło podatkowe, pomniejszające składkę członkowską, albo trzeba lukę wypełnić przez wyższe przekazy z Berlina, Paryża czy Warszawy. W ten sposób otworzyliśmy zamkniętą przez wiele lat dyskusję o źródłach dochodów własnych Unii. W naszym założeniu dwie trzecie zysków z nowego podatku trafiałoby do Brukseli. We wrześniu 2011 r. nasza propozycja, ubrana w formę dyrektywy, została wykorzystana przez Nicolasa Sarkozy'ego, który próbował do tego rozwiązania przekonać rządy z innych kontynentów na szczycie G20 w Cannes. Nie udało się. Pomysł na globalne opodatkowanie sektora finansowego upadł.

Czytaj też:Lewandowski: Przez traktaty buduje się Unię jutra, ale pożar trzeba ugasić już dziś

Przedstawił Pan dwie opcje zasilania budżetu europejskiego. Oznacza to prowadzenie gry politycznej. Czy Merkel i Sarkozy - mówiąc o podatku - rzeczywiście chcą go wprowadzić, czy też rozpoczynają taką grę?
Naturalnie, każdy przywódca europejski wolałby wprowadzać podatek narodowy, a nie europejski. To jedyny podatek, który ma wsparcie publiczne w epoce, gdy ruchy "oburzonych" atakują Wall Street i City of London. Moim zdaniem uzgodnienie na szczeblu europejskim jest lepsze od inicjatyw krajowych z uwagi na ponadgraniczny charakter usług finansowych, a w dodatku umożliwia podzielenie się wpływami z Brukselą. Moja misja to ciągłe podkreślanie: tym podatkiem trzeba się dzielić, bo to pomoże odciążyć budżety narodowe.

Przeciwnicy tego podatku twierdzą, że podmioty mające płacić ten podatek natychmiast przeniosą swoje działania do krajów, gdzie ten podatek nie obowiązuje. Tak jak się stało w latach 90. w Szwecji, gdy ona wprowadziła takie rozwiązanie.
Podatek w Szwecji został źle skonstruowany. Wyciągamy wnioski z wcześniejszych błędów. Miejsce obrotu - Londyn, Nowy Jork czy Singapur - ma wtórne znaczenie. Nasza propozycja oparta jest na zasadzie residence, czyli opodatkowania operacji finansowych, jeśli przynajmniej jedna ze stron ma swoją siedzibę na terenie Unii.

Czytaj też:Podatek od transakcji finansowych już od 2014 r. "Sektor bankowy musi też ponieść koszty kryzysu"
Całej Unii czy strefy euro?
Całej Unii. Podatek został tak skonstruowany, by utrudnić wyprowadzanie usług finansowych z Europy. Powinien utrudnić bezpłodne spekulacje finansowe, ale nie szkodzić tym podmiotom, które chcą pozyskać kapitał na rynku pierwotnym. Całkowicie zwolnieni z tego podatku są także drobni przedsiębiorcy oraz detaliczni klienci banków. Wierzę, że Europa mogłaby żyć z podatkami rzędu 0,1 proc. od transakcji na akcjach i obligacjach oraz 0,01 proc. w przypadku derywatów. Lepsze to niż inicjatywy krajowe, które zresztą już teraz dotykają sektor finansowy w 10 krajach UE, łącznie z Wielką Brytanią.

Pojawił się draft umowy międzyrządowej, w którym Polska nie ma nawet statusu wolnego słuchacza na szczytach eurostrefy. Podział Europy na dwie prędkości został już zatwierdzony?
Nie, piłka jest w grze. Trzeba poczekać na szczyt UE pod koniec stycznia, bo rozstrzygnięcia zapadają na szczeblu politycznym, a obecnie trwają prace na poziomie techniczno-eksperckim. Ostatnio szło to w złym kierunku w stosunku do wstępnego uzgodnienia z 9 grudnia 2011 r., kiedy Niemcy namówiły inne kraje na międzyrządowy kodeks dobrych praktyk fiskalnych, który jest Berlinowi potrzebny do tego, żeby w oczach własnych obywateli uzasadnić większą odpowiedzialność za los strefy euro. Rozumiem logikę polityczną tej umowy, która góruje nad treścią ekonomiczną i jakością prawną. De facto są tam powtórzenia tzw. sześciopaku i innych już istniejących regulacji. Nie rozumiem i nie akceptuję zmian w tekście, które prowadzą do wyeliminowania krajów spoza strefy euro, wojny z Parlamentem Europejskim i rozszerzenia zakresu umowy - bo to zapowiedź nowego podziału Europy.

Czytaj też:Sarkozy: Wprowadźmy podatek od transakcji finansowych, dajmy dobry przykład innym

Francja od kilku miesięcy dąży do odsunięcia krajów spoza strefy euro. Ale jeszcze w grudniu wydawało się, że udało się utrzymać formułę Euro Plus, która zachowuje miejsce przy stole dla państw spoza niej - tylko bez prawa do głosowania. Teraz doszło do zmiany.
Przypomnę, że do końca grudnia Polska sprawowała prezydencję w UE i sprawdziła się w roli "spinacza", to znaczy zabiegała o rozwiązania wspólnotowe. Skoro angielskie weto uniemożliwiło nowelę traktatową, chodziło o maksymalnie szerokie uczestnictwo w pakcie fiskalnym. Teraz duża odpowiedzialność spada na prezydencję duńską. Jest to trudna misja, zważywszy na niekorzystne zmiany w treści umowy, przezwanej z niewiadomych przyczyn "traktatem". Przecież ta umowa międzyrządowa miała być tylko rozwiązaniem przejściowym, które później zostanie włączone do traktatów wspólnotowych! Nazywanie umowy "traktatem" i wypraszanie krajów non-euro sygnalizuje złe intencje, dzielenie zamiast integrowania kontynentu. Powtórzę raz jeszcze. Uzgodnienie dobrych praktyk fiskalnych ma sens, bowiem nakłada kaftan bezpieczeństwa na kraje prowadzące nieodpowiedzialną politykę. Ale nie powinno to być aktem założycielskim Unii w Unii i wypowiedzeniem wojny instytucjonalnej w kryzysowej Europie.

Czytaj też:Podatek od transakcji finansowych już od 2014 r. "Sektor bankowy musi też ponieść koszty kryzysu"
Na naszych łamach minister Elżbieta Bieńkowska ("Polska", 30.12.2011) skrytykowała pomysł instrumentu Connecting Europe zapisanego w projekcie budżetu UE na lata 2014-2020, z którego ma być finansowany rozwój infrastruktury w Europie. Pani minister obawia się, że w ten sposób stara Unia próbuje przejąć pieniądze przeznaczone na rozwój biedniejszych członków UE. Słusznie?
Polska ciągle ma w sobie podejrzliwość kraju, który był kiedyś ciemiężony i wyzyskiwany. Bezzasadną podejrzliwość, odkąd żyjemy w innym świecie i mamy wpływ na europejskie reguły gry. Mechanizm Connecting Europe Fund budzi nieufność krajów kohezyjnych - wiem o tym i dlatego trzeba zadbać o szczegóły. Powinno to być narzędzie finansowania transgranicznych połączeń komunikacyjnych i energetycznych, których najbardziej brakuje w naszej części Europy. Nie może uszczuplić narodowych kopert strukturalnych.

Czytaj też:Sarkozy: Wprowadźmy podatek od transakcji finansowych, dajmy dobry przykład innym

Jeśli więc dobrze Pana rozumiem, 300 mld zł dla Polski w następnej perspektywie finansowej jest niezagrożonych.
Zagrożenia wynikają z kryzysowych i odśrodkowych tendencji w Unii. Potrzebna jest jedność 27 krajów, by uzgodnić budżet na lata 2014-2020 i dopisać do niego Chorwację. W naszym projekcie z czerwca 2011 r. jest znacznie więcej niż 300 mld zł dla Polski. Sporo zależy, oczywiście, od kursu złotówki do euro i prognozy makroekonomicznej, którą zrewidujemy w maju. Nie będzie ona korzystna dla krajów członkowskich, skąd wynikną pewne korekty, ale o wszystkim zadecydują ogólny klimat w Europie i sztuka negocjacji. Perspektywa solidnego finansowania Polski i innych krajów na dorobku do roku 2020 jest całkiem realna i jest to dodatkowy powód, by inwestować w spójność Unii!

Czytaj też:Podatek od transakcji finansowych już od 2014 r. "Sektor bankowy musi też ponieść koszty kryzysu"

Obniżenie ratingu dziewięciu krajów strefy euro nie działa jak zastrzyk optymizmu.
Obniżenie ratingów przez Standard & Poor's ma pośredni, niekorzystny wpływ na budżet europejski. Ta decyzja, która zapadła w czasie względnego uspokojenia na rynkach finansowych, niezależnie od mętnego uzasadnienia, stanowi bodziec do ponownego rozchwiania rynków. Agencje ratingowe mają swój udział we wprowadzeniu strefy euro w błędne koło: motywowały do naprawy finansów publicznych, ale zarazem podnosiły koszty obsługi zadłużenia i utrudniały ożywienie gospodarki, której stan służy teraz jako częściowy pretekst dla obniżenia ratingów. Kryje się w tym nie tylko ryzyko mniejszej wiarygodności mechanizmu stabilizacji finansowej, ale także kolejna zachęta do szukania oszczędności kosztem budżetu UE.

Cały tekst przeczytasz w poniedziałkowym wydaniu "Polski" lub na stronie prasa24.pl.

Czytaj też:Agencja S&P obniża rating Francji z AAA do AA+. Minister: To nie katastrofa

Wideo

Komentarze 9

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

A
Antonio W.
Koniec zapłaty UE -USA za zniszczenie dorobku PRL-u . J.K. Bielecki był dyr. EBC , włoskiego PKO SA,
rozwodnik Jerzy Buzek posada Przew. RE, J. Lewandowski Komisarz ds.fin. UE, L.Wałęsa dostał "NOBLA",
papieża stanowisko dali Polsce , co zachód jeszcze może dać ?
e
ekonomista
Kryzys można załatwić : PROCENTOWE 20 - 30% OBNIŻENIE emerytur i rent w Polsce !!!
Emeryci 720zł , renciści 485zł są za a ich jest ok.8 mln.
Ta konieczność jest sprawiedliwa . (przez lata reniciści i emeryci % mieli zawyżone świadczenia,
najwięcej ci którzy mieli wysokie świadczenia ) Waloryzacja to uzupełnienie wartości siły nabycia.
Pozdrawiam Mardasiewicza specjaliste.
G
GAMA
Nie wiadomo, kiedy ten matacz mówi prawdę, a kiedy kłamie.
e
ecbs
Za oszukawanie wyborcow i mataczenie powinien odpowiadac przed sadem ..................
s
spokojny
Koniec z tymi pier....nymi agnecjami ratingowymi. Teraz ja zakładam swoją agencję PIERD czyli Prawdziwie Inteligentny Ekonomicznie Rating Doradczy. Pierwszy komunikat ratingowy brzmi: „wszystkie inne agencje ratingowe dostają ode mnie zero punktów i literki zet-minus Z-Z-Z-. I to proponuję przyjąć do wiadomości a nie patrzeć co te bankowe nieudaczniki głoszą.

Bo co warte są te agencje? Leman-Braders miał od nich A+A+A+ do końca i nawet w dniu plajty ludzie w to wierzyli. A teraz cwaniaczki spekulują opcjami na straty. A wała! Ignorować ich.
H
Ham
Zlikwidować deficyt budżetowy. Wycofać ustawy "deficytozerne". Te, przyznające prawa do pensji, zasiłków i dodatków. Dla budżetówki. I będzie po kryzysie. Poprawią się ratingi. Ale elektorat się będzie złościć.
J
Jurek
Longman vel Lewandowski "sprywatyzował już Polskę" . Byl ministrem od prywatyzacji. A teraz robi za autorytet w UE. Tfu...
N
Nasz_Dziennik
Permanentny kryzys systemu polityczno-urzędniczego o nazwie Unia Europejska przypomina walkę o przetrwanie, w której liczą się tylko najsilniejsi. Nikt już nawet nie protestuje, gdy najważniejsze decyzje są obecnie podejmowane w UE w nielegalnym (z punktu widzenia obowiązujących traktatów) trybie dwustronnych spotkań szefa państwa francuskiego i niemieckiej kanclerz. Unią nie rządzą już Herman Van Rompuy ani José Manuel Barroso. Unią rządzi "Merkozy".

W zamian za rosyjskie i chińskie wsparcie finansowe UE gotowa jest oddać część swojej niezależności ekonomicznej i energetycznej. Europejscy liderzy nie potrafią od dwóch lat wydobyć z zapaści finansowej małego państwa, jakim jest Grecja. Organizacja międzynarodowa o nazwie Unia Europejska jest najwyraźniej niezdolna do zarządzania obecnym kryzysem, nie potrafi nakreślić jakiejkolwiek konkretnej drogi i perspektywy czasowej wyjścia z tegoż kryzysu. Nie ma przecież żadnej mapy drogowej wychodzenia z zapaści finansowej, nie padają żadne terminy. UE działa doraźnie: od kryzysu do kryzysu.

Wszystko to dzieje się w sytuacji, gdy wbrew zapewnieniom przywódców UE obecnie wcale nie mamy do czynienia z kryzysem ogólnoświatowym. To nieprawda, że dotknął on całyą świat. Gospodarka większości krajów globu rozwija się dynamicznie. Jedynie przywódcy UE i USA od trzech lat bezsilnie załamują ręce nad "światowym kryzysem".

Były komisarz unijny Gźnter Verheugen obliczył, że firmy europejskie tracą każdego roku około 130 mld euro na sprawozdawczości przestrzegania przepisów unijnych, które są zbędne i można w każdej chwili je zlikwidować (wymiary krzywizny banana, kiedy należy zaliczyć skorupiaka do ryb itp.).

Podczas gdy w Chinach likwiduje się kolejne bariery dawnej komunistycznej gospodarki nakazowej, dzięki czemu wytwarza się coraz tańsze towary, w UE od wielu lat "produkuje się" nowe normy i przepisy, które zwiększają koszty produkcji.

Do znudzenia powtarzane hasło Tuska, że lekarstwem na kryzys będzie "więcej Europy", przypomina raczej zaklęcie politycznego szamana niż realistyczną wizję rozwiązania problemu.

Nowe kraje członkowskie są drenowane finansowo i politycznie. Polska nie miała praktycznie nic do powiedzenia w najważniejszych decyzjach UE, mimo formalnej rezydencji w Unii. Polski minister był wypraszany ze spotkań strefy euro, nawet jako obserwator.

W sprawie projektu budżetu UE oddaliśmy interes rolników zarówno polskich, jak i wschodnioeuropejskich bez najmniejszego sprzeciwu. Na koniec wreszcie polski minister poprosił w Berlinie niemiecką kanclerz, aby poprowadziła Unię w kierunku przez siebie wybranym.

Został wprowadzony w życie model zarysowany w 2001 roku przez prezydenta Jacques´a Chiraca dla Europy Wschodniej. Wówczas w Paryżu kazano nowym członkom NATO i przyszłym członkom UE milczeć i nie przegapiać okazji do milczenia.

Teraz nie tylko milczymy, lecz także sami prosimy prezydenta Merkel-Sarkozy´ego, aby wskazywał nam świetlaną przyszłość, którą mają podążać kraje Europy peryferyjnej, niezdolne do prowadzenia własnej polityki. Finansowym symbolem tego drenażu peryferii jest transfer finansów krajów uboższych na rzecz bogatszych.

Polski rząd poparł bez żadnych warunków i komentarzy transfer 6 mld euro z Polski na rzecz funduszu wspomagającego strefę euro poprzez Międzynarodowy Fundusz Walutowy, na czele którego stoi Francuzka Christine Lagarde - była minister finansów w rządzie Sarkozy'.

Kraje posiadające waluty narodowe szybciej dostosowały się w UE do obecnego kryzysu niż kraje strefy euro. Dziesięć lat po powstaniu strefy euro państwa, które do niej nie przystąpiły, mają się lepiej w sferze finansów publicznych i samodzielnie szukają dróg wyjścia z kryzysu niż te, które przyjęły wspólną walutę. Nawet skrajnie uległy wobec Brukseli obecny rząd w Polsce zaprzestał mówienia o dacie wejścia Polski do strefy euro.

W samym tylko samorządzie miasta Warszawy rocznie wydaje się okrągły miliard złotych na armię urzędników. W skali całego państwa są to dziesiątki miliardów. W Unii Europejskiej jest niestety podobnie. Być może dlatego właśnie cały postpeerelowski aparat urzędniczy tak ochoczo popierał wejście Polski do UE. Postulatem jest więc redukcja aparatu urzędniczego i redukcja aktów legislacyjnych zaśmiecających prawo iduszących europejską gospodarkę.

System ekonomiczny oparty na nadmiernych regulacjach zabija wolność, a w dłuższej perspektywie bogactwo. Komunizm jest tego najbardziej smutnym przykładem. Poprzez chęć regulowania wszystkiego - od chwili kupna surowca, aż po zużycie gazów cieplarnianych w czasie jego obróbki - UE zaczyna coraz bardziej przypominać kraje starego sowieckiego Sojuzu.

Noblista Milton Friedman w 2000 roku przewidywał upadek strefy euro po 10 latach. Niewiele się pomylił. Polaków nie złamał komunizm, nie powinien więc złamać ideologiczny europeizm. Słowacy już dziś mają dosyć strefy euro. Niemcy żałują utraty swojej marki. Brytyjczycy będą bronić funta jak niepodległości. Przy obecnym kryzysie finansów europejskich dobrze już teraz przypomnieć, że naprawa finansów II RP zaczęła się od naprawy waluty i ustanowienia złotówki w 1924 roku.

Kryzys zadłużenia nie powstał dlatego, że ktoś okłamał niemieckich bankierów, ale dlatego że Europa skonstruowana jest na wielkiej nierównowadze handlowej. Problem Unii jest prosty. UE to strefa wolnego handlu, w której jedno państwo - Niemcy - jest drugim największym eksporterem na świecie, przez co zalewa pozostałe kraje swoimi produktami. To oznacza, że państwa wokół Niemiec nie mogą rozwijać się normalnie, bo zawsze będą miały negatywny bilans handlowy z nimi. Ta współzależność jest niemożliwa do powstrzymania. Strategią Niemców przez ostatnie dekady było zalanie Europy kredytem i pożyczkami, aby inne kraje mogły kupować niemieckie dobra.

Główni konstruktorzy Unii nie dostrzegli, że grozi jej rozkład nie tylko ze strony utopijnych koncepcji gospodarczych i administracyjnych, na skutek których dziś UE jest m.in. zadłużona na 10 bln euro i samych odsetek płaci rocznie 300 mld euro, ale przede wszystkim ze strony nihilizmu, ateizmu i amoralizmu.

Obecna Unia Europejska to po prostu Nowa Komuna. Wznawia się stan wojenny przeciwko katolickiej młodzieży. Zakłada się, że wychowanie i nauczanie religijne jest bezużyteczne społecznie, a powinno być zastąpione ateizmem i amoralnością. Dzieciom i młodzieży sączy się coraz butniej, że należy się wstydzić wiary w Boga i polskości, wyśmiewa się krzyż i inne wartości religijne, zwłaszcza etyczne, sugeruje się normy i zachowania grzeszne, jak seks i narkotyki, a także, choćby implicite, szczepi się poczucie małowartościowości wobec ateistów i nie-Polaków. Młodzież ma się wstydzić godła polskiego i flagi polskiej, a tym bardziej historii, tradycji i kultury polskiej.
C
CO ?
które pan obiecałeś w sPOcie wyborczym ? Łgałeś z kumplami w żywe oczy POmatołom ?
Dodaj ogłoszenie