"Letni romans dodaje pewności siebie. Szczególnie tym, którzy nie czują się doceniani"

Barbara Dziedzic
- Poprzez flirt szukamy potwierdzenia tego, że wciąż jesteśmy atrakcyjni w oczach innych. A przekonanie o atrakcyjności jest bardzo ważne, ponieważ składa się dalej na potwierdzenie własnej wartości .Chętnie swoje siły we flirtach sprawdzają wszyscy ci, którzy czują się nie do końca doceniani z różnych powodów- tych obiektywnych i wymyślonych przez siebie - mówi Hanna Hamer, psycholog, w rozmowie z Barbarą Dziedzic.

"Jesteśmy genetycznie zaprogramowani do flirtu" - stwierdzili w raporcie analizującym to zjawisko specjaliści z The Social Issues Research Centre. Podziela Pani opinię brytyjskich naukowców?
Genetyczne zaprogramowanie to jedno z ulubionych stwierdzeń biologów, genetyków i antropologów. Mnie, prostemu psychologowi, kompletnie się ono nie podoba. Zwłaszcza argumenty dotyczące "konieczności rozrodu" czy dążenia do podtrzymania gatunku.

Rzeczywiście, w badaniach mowa o dążeniu do rozmnażania i budowaniu rodzinnego gniazda. Powstała nawet żartobliwa "cheat-up theory of evolution", to znaczy teoria, według której ludzki gatunek istnieje dzięki brakowi wierności.
Nie neguję tych spostrzeżeń, na pewno w jakimś stopniu są słuszne. Mnie bardziej interesują jednak motywacje ludzi do tworzenia więzi różnego rodzaju oraz mechanizmy ich budowania i pielęgnowania.

Jakim rodzajem więzi jest więc letni flirt?
Jest to rodzaj niegłębokiej więzi, tworzonej zazwyczaj przypadkowo. Choć nie można oczywiście wykluczyć, że w konsekwencji może prowadzić czasem do poważnej relacji.

Skąd się bierze popularność wakacyjnego braku wierności?
Chodzi przede wszystkim o to, żeby sprawdzić, czy osoba, z którą jest mi dobrze tu i teraz, jest też kimś, z kim łączy mnie nić porozumienia, czy potrafimy się dogadać. Flirt pełni więc istotną funkcję wstępnego kontaktu do pogłębienia tej relacji albo nie.

A jak można to zjawisko zdefiniować?
Wakacyjny flirt jest w pewnym sensie uroczym sposobem spędzania czasu. Sprawia, że ludzie czują się dowartościowani, że zwykłe szare życie nabiera barw.

To bardzo pozytywna definicja. Czy z punktu widzenia psychologa wakacyjne przygody mogą być niebezpieczne?
Oczywiście. Zwłaszcza kiedy inicjatywę podejmują osoby przebywające w stałych związkach. Jako psycholog gorąco zachęcam natomiast do flirtu małżeńskiego, nie tylko w wakacje. Inne przygody najczęściej biorą się właśnie stąd, że nie dbamy o taki rodzaj relacji z własnym partnerem. Warto jednak podkreślić, że zarówno w przypadku flirtów singli, jak i tych pozamałżeńskich rzadko kończą się one happy endem.

Dlaczego?
Najczęściej uznajemy, że to jeszcze nie jest ta osoba, a przygodne romanse nie sprzyjają myślom o budowaniu poważnych relacji. Można też powiedzieć, że obok długotrwałych, dojrzałych związków, opartych na zaufaniu, bezpieczeństwie i miłości, po drodze napotykamy na metodę prób i błędów, do której zaliczyć można właśnie wakacyjne flirtowanie.

W badaniach przeprowadzonych przez TNS Polska co piąty Polak przyznaje, że zdarza mu się wakacyjny flirt. To znaczy, że
otwarci na urlopowe przygody są zarówno single, jak i małżonkowie. Co więcej, nikt się tego specjalnie w badaniach nie wstydzi. Dlaczego?

Ludzie w związkach przestają dbać o siebie wzajemnie. Stopniowo w zderzeniu z codziennością w związku zanikają ekscytacja, podniecenie, świeżość. A kiedy do małżeństwa wkrada się codzienność, nuda, rutyna i szarzyzna, za wszelką cenę staramy się uciekać przed takim stanem. Poszukujemy sytuacji, które wprawiłyby nas w dobry nastrój, dostarczyły choć odrobiny przyjemności.

Czyli drugim źródłem wakacyjnych fascynacji jest rutyna?
Też. Jednak jako ważniejszy, a może nawet najważniejszy powód wskazałabym co innego: poprzez flirt szukamy potwierdzenia tego, że wciąż jesteśmy atrakcyjni w oczach innych. A przekonanie o atrakcyjności jest bardzo ważne, ponieważ składa się dalej na potwierdzenie własnej wartości.
To znaczy, że - paradoksalnie - częściej podrywają ludzie zakompleksieni?
W pewnym sensie można tak powiedzieć. Chętnie swoje siły sprawdzają wszyscy ci, którzy czują się nie do końca doceniani z różnych powodów- tych obiektywnych i wymyślonych przez siebie, bo i tak się zdarza. W stałych związkach są stłamszeni rutyną, banalnością codziennego życia. Takie jednostki poszukują wrażeń, których dostarcza im niewinny flirt czy wakacyjna przygoda.

40 proc. kobiet wyznaje: dałabym się uwieść przy zachodzie słońca.
Rzeczywiście, lato i romantyczne okoliczności wpływają na osłabienie naszej moralności. Zwłaszcza w przypadku pań. Urlop to wyczekany moment, w którym zachowujemy się nieco inaczej niż na co dzień.

Te same bodźce działają jedynie na co czwartego mężczyznę. Z czego wynika ta różnica?

Panie są szczególnie wrażliwe na muzykę, zapachy oraz wszystkie te elementy, które są odbierane przez prawą półkulę mózgu. Wyzwalają silne emocje i są potęgowane przez doznania estetyczno-romantyczne. Trudno się zatem dziwić, że czasem zdarza się, iż kobiety ulegają urokowi elokwentnego pana, który zna kobiecą psychikę i potrafi zadbać o odpowiednie warunki do flirtu.

W jaki sposób?
Mężczyźni potrafią tak zbudować relację, aby pani czuła się niepowtarzalna, wyjątkowa, jedyna w swoim rodzaju, doceniana za urodę i kobiecość. Z tego wynika zresztą różnica w gotowości do chwili zapomnienia przy świetle księżyca: panowie zapominają o zobowiązaniach, liczy się chwila obecna, ale nie tylko nad morzem.

Inicjatywę coraz częściej jednak przejmują kobiety. Według badań Brytyjczyków to one inicjują aż dwie trzecie flirtów. To wynik, który powinien dziwić?
Kiedyś konwenanse regulowały przebieg współżycia, w każdym znaczeniu tego słowa. W tej chwili panuje duża dowolność.

To dobrze?
Mnie osobiście taki obrót spraw się nie podoba. Chyba dlatego, że należę do starszej generacji. Obserwuję panów i na dłuższą metę flirt nie jest dla nich wstępem do dłuższych relacji, o których rozmawiałyśmy wcześniej. Kiedy przelotną znajomość inicjuje kobieta, szanse na to, że przelotny romans zamieni się w coś poważniejszego, spadają niemal do zera.

Dlaczego?
Z natury panowie lubią gonić, polować, łowić. Niekoniecznie nawet po to, żeby zdobyć. Natomiast kiedy im się tą przyjemność polowania zabiera, to znaczy kiedy spotykają łowczynie, a więc pewne siebie panie, w pewnym sensie podcinają one gałąź, na której siedzą.

To znaczy, że kobiety powinny zmienić swoją strategię i znów być bardziej nieśmiałe?
Nie chodzi o to, żeby cokolwiek zmieniać. Warto się jednak zastanowić, czy atutem pań w relacjach damsko-męskich nie jest przede wszystkim kobiecość. O tym w dzisiejszych czasach zapominamy. We flircie jako kobieta byłabym ostrożna z przesadną aktywnością.

Czy w związku z tym coraz śmielsza postawa kobiet i niewinna z pozoru instytucja wakacyjnego flirtu może mieć w dalszej perspektywie wpływ na przykład na wyższą liczbę rozwodów?
Od systemu wartości, który posiadamy i wyznajemy, a nie od chwilowego zadurzenia w kimś czy przelotnej miłostki zależy, czy ludzie decydują się walczyć o związek. Zwłaszcza jeśli para ma dzieci, prawdopodobnie ważne będzie, aby odbudować relacje po wakacyjnych przygodach. Małżeństwa widzą wyraźniej, że wszystko, co się zbudowało, można zburzyć z dnia na dzień. Jednak podstawowym kryterium jest tutaj wpojony w dzieciństwie system wartości. Niekoniecznie związany z wartościami wynikającymi z religii, choć niejednokrotnie też.

Jeśli jednak ktoś decyduje się na kontynuację przygodnych letnich znajomości, są to zwykle kobiety?

Jak zawsze. Genetycy i antropolodzy znowu przywołaliby tu argument o dążeniu do rozrodczości i zakładaniu rodzinnego gniazda przez panie. Panowie natomiast nie są zainteresowani mnożeniem kłopotów, szybko znikają i wypierają z pamięci przypadkowe przygody.

Dziś nie tylko kobiety są śmielsze, ale także konwenanse pozwalają na więcej. Zmienia się na przykład flirt najmłodszej generacji. Amerykańscy specjaliści z Pew Research Center alarmują, że 24 proc. nastolatków w wieku 14-17 lat przyznaje się do przesyłania nagich zdjęć za pomocą komórek lub internetu i nie widzą w tym niczego złego.

Flirt i związki oczywiście zmieniają się razem z tym, jak zmieniają się nowe generacje. Opisane zachowania młodzieży wynikają z pragnienia szokowania. A więc mamy sposób na to, aby zaimponować wybrance czy potencjalnemu partnerowi. W jakimś stopniu nastolatki chcą zaszokować także same siebie.

Jakie są skutki takich zachowań?
W dużej mierze młodzi ludzie nie przewidują konsekwencji tego, co robią. W ten sposób idą w stronę ostrej pornografii. W dłuższej perspektywie chwilami szaleństwa robią sobie ogromną krzywdę. Flirt młodego pokolenia to jednak oddzielny temat.

Wróćmy więc do letnich przygód. Kiedy kończą się wakacje, kończy się też nadzieja na ich kontynuację?
Dzień jak co dzień, nie ma już czasu na to, co działo się na urlopie. Są też tacy, którzy mają nadzieję, że flirt ma szansę na kontynuację. Niestety, zwłaszcza w przypadku pozamałżeńskich, właściwie w 98 przypadkach na 100, kontynuacja nie ma szans.

Pani w pracy zawodowej często spotyka się z problemem czy może konsekwencjami wakacyjnych miłostek?
Zdarzają się takie osoby, zwłaszcza panowie, którzy powszechnie flirtują, chociaż deklarują, że kochają swoją partnerkę i nie chcą doprowadzić do rozpadu rodziny. Mimo to nie potrafią się powstrzymać przed kolejnymi flirtami lub dalej, romansami. Zaczynają mieć do siebie pretensje, potem zaczynają się problemy emocjonalne, a co za tym idzie - zaburzenia różnych układów ciała. W końcu lądują u psychoterapeuty.

Żeby szukać przyczyn czy leczyć skutki?
Chcą się dowiedzieć, co u diabła pcha ich do pakowania się w historie, których tak naprawdę nie chcą. Co sprawia, że mimo woli lekkomyślnie doprowadzają do rozpadu rodziny?

Brytyjczycy piszą o sobie: "jesteśmy narodem flirtu". A Polacy?
Spędziłam wiele czasu na stypendiach w Wielkiej Brytanii i z moich obserwacji wynika, że chociaż może myślą o sobie w ten sposób, raczej nie ma w tej opinii zbyt wiele prawdy. Z flirtem kojarzą się raczej południowcy - Hiszpanie czy Włosi, a także przebojowi Amerykanie.

Polacy są gdzieś pomiędzy?
U nas skłonności do flirtu wynikają raczej tylko i wyłącznie z osobistych uwarunkowań. Niezależnie od klimatu czy szerokości geograficznej gotowość do letnich przygód w dużej mierze zależy od temperamentu. Jednak nawet osoba o najbardziej wybujałym temperamencie potrafi powstrzymać się od flirtu, jeśli uzna go za coś, co może poważnie skomplikować życie.

Czyli badania na ten temat są niewiarygodne?
Przeglądamy się w oczach innych i opowiadamy o sobie w taki sposób, w jaki chcemy być widziani. To, co pokazują sondaże, ucieleśnia w dużym stopniu nasze wizje na własny temat. Takie myślenie życzeniowe o tym, jak byśmy chcieli lub nie chcieli się zachowywać, a nie rzeczywiste odzwierciedlenie tego, w jaki sposób i ile flirtujemy.

Antropolodzy doszli do wniosku, że od londyńskich night clubów po amazońską dżunglę ludzie używają tego samego lub bardzo podobnego kodu mowy ciała. Co powoduje, że we wszystkich kulturach wiadomo, że akurat kręcenie włosów na palec jest seksowne i pożądane?
Okazuje się, że szkoły uwodzenia nie są wcale do niczego potrzebne. Określone sygnały wyczuwamy podświadomie. Pocieranie nóżki od kieliszka, subtelny uśmiech, odwracanie wzroku i ponowne szukanie kontaktu - po prostu wiemy, że w ten sposób należy zwracać na siebie uwagę. W głębi duszy jesteśmy do siebie podobni, bez względu na rasę, płeć czy pochodzenie społeczne.

A jakie chwyty są psychologicznie skuteczne w przypadku mężczyzn?
Powinni uważnie słuchać, patrzeć, w miarę możliwości nie odrywać oczu od wybranki, oczarowani jej boską urodą. Mają jej mówić, że jest najpiękniejsza i nigdy nie spotkali kogoś tak uroczego. Każdy z panów stosuje własne metody. Z moich doświadczeń wynika, że kobiety ogromną wagę przywiązują do poczucia humoru. Także we flircie pociąga ich, jeśli mężczyzna potrafi skutecznie je rozbawić. Dlatego warto latem ćwiczyć poczucie humoru.

Wideo

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

P
Pytam
IDIOTA CZY PROWOKATOR??
K
Kon Donek
Jak widać śmiech źródłem miłości. Jak i ciepła woda w kranie.
N
ND
Niedługo po ubiegłorocznych wyborach parlamentarnych w mediach poprawnych politycznie było lansowanych kilka celebrytek, które w ramach reedukacji "zacofanego" społeczeństwa wyjaśniały, jakie powinny być "jedynie słuszne" poglądy.

Jedna z nich, znana dziennikarka, w pierwszym zdaniu zadeklarowała, że woli być "zimną suką" niż "matką Polką". Zachwalała homoseksualizm, domagała się prawa adopcji dzieci przez konkubinaty jednopłciowe, eutanazji, in vitro na życzenie.

Wyznała, że nie znosi dzieci i woli brać psy ze schroniska, niż opiekować się dziećmi. Deprecjonowała ponadtysiącletnią tożsamość kulturową i religijną Polaków. Promowała zabijanie dzieci poczętych i zachwalała środowisko polityczne szerzące nienawiść do ludzi wierzących.

Minęło kilka miesięcy i dowiadujemy się, że rząd Donalda Tuska majstruje przy zasadach finansowania Kościoła, próbuje otworzyć furtkę do rugowania religii ze szkół, ogranicza liczbę kapelanów wojskowych.

Redukowane jest nauczanie historii w szkołach, trwają w najlepsze praktyki dyskryminacyjne w stosunku do Telewizji Trwam, są już gotowe projekty ustaw o in vitro oraz zrównujących konkubinaty jednopłciowe z małżeństwami.

Premier Donald Tusk jest zwolennikiem ratyfikowania Konwencji Rady Europy przepojonej ideologią feministyczną i genderową. W tym dokumencie pod pretekstem zapobiegania przemocy wobec kobiet dekretuje się zwalczanie naturalnego modelu rodziny i nakłada obowiązek promowania homoseksualizmu.

Błogosławiony Jan Paweł II już ponad 20 lat temu przestrzegał, że demokracja oderwana od wartości łatwo zamienia się w jawny i zakamuflowany totalitaryzm. Konwencja pachnie terrorem politycznej poprawności, której skutków już w Polsce doświadczamy. Znany pedagog prof. Aleksander Nalaskowski za sprzeciw wobec rodzinnych domów dziecka prowadzonych przez homoseksualistów trafi przed sąd.

Przerabialiśmy już oznaczającą zagładę dziesiątków milionów ludzi "walkę klas", teraz nam się narzuca "walkę płci". Ta sama jest dialektyka i inżynieria społeczna. Ideologia feministyczna i gender to narzędzie w rękach neomarksistów, którzy "kochają ludzkość", ale nie kochają człowieka i inicjują w nowym wydaniu chińską rewolucję kulturalną.

Demokracja polska jest pozorna, katolicy polscy są dyskryminowani i eliminowani z życia publicznego, czyni się z nich getto społeczne, zwalczane są poglądy inne niż liberalne. Szkoła kradnie katolikom dzieci, komuniści - ożywający - kradną Narodowi historię.

Telewizja Trwam i Radio Maryja są prześladowane, bo nie wyznają liberalizmu i nie wychwalają rządu, władze popierają, a nawet same szerzą laicyzację, a główne media publiczne są nieobiektywne i stronnicze, dziennikarze krytyczni są usuwani.

Prezydent, premier, członkowie KRRiT i inni notable głoszą, że szanują wolność Kościoła, są za pluralizmem i demokracją, ale chcą zamknąć mu usta przez unicestwienie Telewizji Trwam i Radia Maryja, tylko dlatego, że nie przyjmują one obłędnego liberalizmu i nie wychwalają liberalnego rządu.

Rząd boleje nad niską demografią, ale jednocześnie coraz bardziej sprzyja antynatalizmowi, aborcjonizmowi, związkom partnerskim, osłabieniu pozycji rodziny i godzi się na wielką niewydolność służby zdrowia.

Ludzie zwalczający religię lub też samozwańczy "korektorzy" katolicyzmu na swoją modłę posługują się zbyt często narkotykiem zakłamania i samozakłamania. Widzimy to doskonale w mediach, które już zresztą zakłamaniem posługują się nie tylko w dziedzinie religii, ale we wszystkich dziedzinach.

Często ludzie atakujący wiarę i katolików zarzucają im, że oni tych atakujących nienawidzą, tymczasem to oni nienawidzą katolików i tak próbują usprawiedliwić swoją niesłuszną nienawiść. Ateizm lub niechęć do religii katolickiej wiąże się nierozerwalnie z oszukiwaniem. Takiego ducha inspiruje cała UE.

Wszyscy widzimy, może tylko z wyjątkiem rządu, PO i różnych awanturników, że życie w kraju szybko się obecnie degeneruje we wszystkich dziedzinach, co jest skutkiem dziedziczenia marksizmu i przyjmowa
C
Ciekawy
Romas???? Dlaczego koorestwo nazywacie romansem???
Dodaj ogłoszenie