Leszek Miller wysłał Grzegorza Napieralskiego do szukania Obamy lewicy. "Zawarli deal"

Redakcja
Napieralski ułatwił Millerowi powrót do władzy w SLD. Jaki deal były premier zawarł z przewodniczącym i jak będzie wyglądał SLD pod twardą ręką "żelaznego kanclerza"? - zastanawia się Joanna Miziołek.

Jestem wdzięczny Napieralskiemu, że wpisał mnie na listy. Dzięki temu jestem dzisiaj w tym miejscu - mówi mi Leszek Miller, siedząc na fotelu szefa klubu SLD, na którym jeszcze wczoraj zasiadał młody lider. - Od momentu gdy dowiedzieliśmy się, że były premier będzie kandydował, wiedzieliśmy, że nie wróci jako szeregowy poseł, a wyciągnie rękę po władzę. A ta nie tylko będzie twarda, ale przede wszystkim pomocna - mówi nam jeden z naszych rozmówców na lewicy, który głęboko wierzy, że Leszek Miller będzie w stanie podnieść Sojusz z kolan. Wraz z wyborem byłego premiera w klubie SLD większość dotychczasowych stronników i współpracowników Napieralskiego odetchnęła z ulgą. - Może nie będzie czystki. Bo podczas wieczoru wyborczego frakcja związana z Olejniczakiem i Kaliszem już demonstracyjnie zwalniała ludzi - mówi nasz rozmówca. A aby owa strona nie wygrała walki o stanowisko szefa klubu, mocno postarali się ludzie przewodniczącego partii. - Wybór Millera to było zwycięstwo grupy związanej z Napieralskim. Zawarli jakiś deal - mówi jeden z czołowych polityków SLD. Ten sam, który jeszcze cztery miesiące temu, przed wyborami - pytany o relacje między Millerem a Napieralskim - mówił, że były premier lojalność okazywał w stosunku do podwładnych, rzadko wobec szefów. Teraz to on jest szefem. Cofnijmy się zatem do początków, momentu gdy wytrawny polityczny gracz dopiero dojrzewał do udziału w polityce, a zarazem kształtował charakter lidera SLD.

CZYTAJ TEŻ: ''SLD umiera. Miller nie ma żadnego pomysłu na rozwijanie lewicy''

Żelazny kanclerz pochodzi z robotniczej rodziny. Jego ojciec był krawcem, matka szwaczką. Rodzice rozstali się, gdy miał pół roku. Miller z ojcem od tamtej pory nie utrzymywał kontaktu. Wychowywany był w duchu katolickim, w końcu został ministrantem. Ciekawostką jest, że ten znany późniejszy antyklerykał wziął ślub kościelny.

CZYTAJ TEŻ: Powrót Leszka Millera. Były premier szefem klubu SLD

Leszek Miller skończył szkołę zawodową, a potem wieczorowe technikum elektroenergetyczne. Później odbył służbę wojskową w marynarce wojennej, w tym na okręcie ORP "Bielik". Po ukończeniu służby wojskowej w 1969 r. został działaczem PZPR. A po otrzymaniu partyjnej rekomendacji rozpoczął studia politologiczne w partyjnej Wyższej Szkole Nauk Społecznych przy KC PZPR, które ukończył w 1978 r., uzyskując tytuł zawodowy magistra nauk politycznych.

CZYTAJ TEŻ; W Sojuszu idzie czas zmian, ale bez rewolucji. Scenariusze dla SLD

Ręka Millera nie tylko będzie twarda, ale przede wszystkim pomocna - mówi rozmówca, który wierzy, że były premier będzie w stanie podnieść SLD z kolan

- Miller był samoukiem, dokształcał się na własną rękę. Dużo czytał. Najbardziej jednak dziwi mnie, że chociaż wyszedł z wielkiej biedy, to kiedy doszedł do władzy, nie realizował programu socjaldemokratycznego. Pokazał się wtedy jako liberał - mówi jego wieloletni kolega. Dlaczego? Bo Leszek Miller , jak go określił, nie jest człowiekiem wczoraj, ale dziś. I kiedy rynek zaczął się zmieniać, doszedł do wniosku, że trzeba zostać wyznawcą wolnego rynku. - On jest pragmatykiem, nie ideowcem. Kiedy został premierem, miał wszystko. Wtedy stał się człowiekiem władzy, dyktatorem. Każdego po drodze eliminował - mówi Kazimierz Kik, który startował do Senatu z poparciem SLD i z którym Miller toczył zażarte boje.

CZYTAJ TEŻ; Sławomir Kopyciński przechodzi z SLD do Palikota. ''Miejsce lewicy jest w RP''

Stanisław Wziątek, były szef sztabu partii Napieralskiego, mówi, że były premier rządził twardą ręką. - Pamiętam, kiedy w 2001 r., jako szef rządu, przyjechał na oficjalną uroczystość mianowania wojewodów. Wtedy łączyły nas relacje o charakterze służbowym. Miller stwarzał dystans przy pierwszym poznaniu, ale taka wstrzemięźliwość w relacjach szef - podwładny jest potrzebna - mówi Wziątek. I przytacza historię z tamtego okresu. - Wtedy jeden z wojewodów spóźnił się na część oficjalną i zjawił się dopiero na części nieformalnej. Miller wziął go na bok i dociskał, czemu nie zdążył na czas. A ten kręcił, nie chciał się przyznać. Na to premier rozkazującym tonem odparł: "Albo się przyznasz, albo możesz odejść i nie wracać" - relacjonuje poseł SLD. Ta scena pokazywała, że dla Leszka Millera liczyła się bezwzględna uczciwość współpracowników.

Joanna Miziołek

Więcej przeczytasz w weekendowym wydaniu dziennika "Polska" lub w serwisie prasa24.pl

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

A
Administrator

To jest wątek dotyczący artykułu Leszek Miller wysłał Grzegorza Napieralskiego do szukania Obamy lewicy. "Zawarli deal"

Q
Qujek

Nie ma potrzeby szukać polskiego Obamy dla SLD- jest przecież Legierski.

a
aaaaa

obamy lewicy? obama sprowadził na usa kleski i powodzie...moze niech grzesiu nikogo nie szuka ...!

Dodaj ogłoszenie