Leszek Dawid o swoim filmie "Jesteś Bogiem": Przejął mnie dramat Magika

Sylia Arlak
Leszek Dawid: Samotność artysty i dramat człowieka. Bardzo mnie to poruszyło. Taki miałem klucz do tej historii
Leszek Dawid: Samotność artysty i dramat człowieka. Bardzo mnie to poruszyło. Taki miałem klucz do tej historii Bartek Syta/Polskapresse
O tym, jak robi się film dekady, co go poruszyło w historii Paktofoniki i jak dobierał odtwórców głównych ról, mówi Leszek Dawid, reżyser filmu "Jesteś Bogiem", w rozmowie z Sylwią Arlak

Jaki jest przepis na najlepszy polski film dekady? Obraz, który zanotował trzecie najlepsze otwarcie polskiego filmu na przestrzeni ostatnich 20 lat i zarazem najlepsze otwarcie 2012 r. Sztuka doceniona aż sześcioma Złotymi Lwami na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni.
Mówi się, że film robi się trzy razy: kiedy piszesz scenariusz, kiedy go obsadzasz i kiedy go montujesz. Jeśli masz wystarczająco czasu na każdy z tych etapów, to już jest dobrze. To oczywiście nie znaczy od razu, że robisz film dekady albo film stulecia. Po prostu robisz film. Reszta jest rodzajem filmowej alchemii, w której przepisy nie istnieją. Na szczęście. To żmudny proces, a na końcu gotowy film. Tylko tyle i aż tyle. To, co przychodzi później - festiwale, nagrody - jest cholernie względne. Fajnie, jak film jest doceniany, ale jak nie jest, też jest fajnie. Mam do tego dystans, ale cieszę się, jak ludzie idą do kina. W końcu po to się szarpałeś z materią tyle czasu, żeby z ludźmi porozmawiać.

To aż cztery lata pracy.
W tym zawodzie przydaje się cierpliwość. Pracujemy na długich dystansach. Dokumentacja tematu, castingi, próby, zdjęcia, montaż i dźwięk. Przy tym filmie cztery lata to było w sam raz. Ale jeśli doliczyć do tego historię wieloletnich zmagań scenarzysty, by ten film mógł powstać, to mamy już dekadę, i to jednak kawał życia...

Warto było?
Jasne. Mimo że to sporo zdrowia kosztuje. Oczekiwanie i presja były ogromne. Dlatego, żeby przetrwać, musiałem się od tego odciąć. Zamknąłem się w kapsule z moim emocjonalnym kluczem do opowiedzenia tej historii. Zamknąłem się na tyle skutecznie, że teraz nie mogę z niej wyjść. Patrzę na to, co się dzieje wokół filmu i jak jest odbierany, i mam wrażenie, jakby to wszystko działo się za szybą. Nie do końca mogę się do tego dostać. Ciągle siedzę w tej kapsule.

Po prostu robisz film. Reszta jest rodzajem alchemii, w której przepisy nie istnieją. Na szczęście. To żmudny proces, a na końcu gotowy film

Co w historii zespołu Paktofonika dotknęło Pana na tyle, by chcieć o niej opowiedzieć? Miał Pan w ogóle wcześniej do czynienia z muzyką hiphopową?
Hip-hopu nie słuchałem. Przeczytałem scenariusz Maćka Pisuka i zobaczyłem, że coś mnie w życiu ominęło. Słyszałem wcześniej co nieco, że Kaliber, że Magik, ale nie docierało to do mnie. Po lekturze tekstu poszedłem do sklepu, kupiłem płyty Paktofoniki. Wtedy dotarło. Skutecznie. Głęboko i na wskroś przejął mnie dramat Magika. Samotność artysty i dramat człowieka. Bardzo mnie to poruszyło. Taki miałem klucz do tej historii. Tego się trzymałem.
Ile w obrazie jest fikcji, a ile prawdy?
To nie jest dokument, a zatem przedstawione w filmie zdarzenia nie są przełożeniem rzeczywistości jeden do jednego. To osnuta na faktach, ale jednak fabuła. Maciek, budując historię, interpretował rzeczywistość na potrzeby opowiadanej historii. Ideą jest pokazanie zjawiska, jakim była/jest Paktofonika, i fenomenu Magika. Wszystko w kontekście czasów, w których tworzyli. To dwie godziny filmowej narracji, w której kondensuje się kilka lat z życia chłopaków. Ta narracja musi mieć swój fabularny ciąg i sens. Nie należy zatem traktować filmu jako biografii zespołu i Magika. Część wydarzeń jest po prostu fabularną fikcją.

Zdradzi Pan, które ze scen zostały wymyślone na potrzeby filmu?
Na przykład scena nagrywania teledysku. W rzeczywistości teledysk do "Jestem Bogiem" został zrealizowany już bez udziału Magika. A nam ta scena jest potrzebna jako jeden z ostatnich momentów Magika z Rahimem i Fokusem. To swego rodzaju zwieńczenie działalności zespołu z udziałem Magika, który tutaj żegna się z chłopakami. Oni tego nie rozpoznają, ale Magik jest już w innej przestrzeni.

Co sprawia, że biografia ta jest na tyle uniwersalna i przejmuje ludzi, którzy muzyki hiphopowej wcześniej nie rozumieli? Znam takich, którzy po wyjściu z kina nie mogą przestań słuchać nagrań Paktofoniki, choć nigdy by siebie o to nie podejrzewali.
Ja to rozumiem, bo przebyłem podobną drogę. Ta muzyka ma ogromną siłę. Teksty są przejmujące i szczere. A bliższe przyjrzenie się twórcom skutecznie obala stereotyp hiphopowca: groźny typ z osiedla. Tymczasem są to wrażliwi chłopcy manifestujący swoją odrębność. W tekstach zapisali to, co wielu myślało. To wysokiej próby liryka, aktualna także dziś. "Jestem Bogiem", jak wiele innych utworów, jest ponadczasowy. Masz w sobie moc. Rozpoznaj ją, uwierz w nią i bądź nią silny.

Niekwestionowany walor filmu to trzech głównych aktorów - Marcin Kowalczyk jako Magik, Tomasz Schuchardt jako Fokus i Dawid Ogrodnik grający Rahima. Oprócz fizycznego podobieństwa do muzyków jakimi przesłankami kierowaliście się przy ich wyborze? Czy zależało wam na tym, by postawić na mało znane jeszcze twarze?
Siłą rzeczy są nieopatrzone. Grają przecież młodych chłopców mających po dwadzieścia kilka lat. Oczywiście można by było szukać kogoś rozpoznawalnego, tylko po co? Podobieństwo fizyczne nie było kluczem podstawowym. Najważniejsze były jakaś emocjonalna tożsamość i zgodność z postaciami zapisanymi w scenariuszu. Taki rezonans między postacią z tekstu a tą, która przychodziła na casting. Szukałem pewnej energii, której się nie da odtworzyć. Energii, którą się po prostu ze sobą nosi. Osoby, które zostały wybrane, te wymienione, czy np. Kasia Wajda i Arkadiusz Jakubik, to postaci, które dużo dały z siebie temu projektowi. Wszyscy wiedzieli, że są częścią czegoś ważnego. Ich zaangażowanie było na takim poziomie, jakiego można sobie życzyć w każdej produkcji. Weszliśmy w ten świat dość głęboko. Na czas przygotowań i zdjęć tamten świat stał się częścią nas.
Jak dużą rolę w powstawaniu obrazu odegrali żyjący muzycy Paktofoniki - Fokus i Rahim? Dziś wiemy, że mocno chwalą zarówno obraz, jak i aktorów odtwarzających ich postaci.
Muzycy byli bardzo zaangażowani w kilkuletni proces tworzenia tekstu. Maciek spędzał z nimi wiele czasu. Przeprowadził się nawet do Katowic, by móc uczestniczyć w ich życiu, chodzić z nimi na koncerty, imprezy. Pisał tekst, a w międzyczasie opowiadał o specyfice tworzenia filmu fabularnego w oparciu o fakty. Wyjaśniał, że film nie będzie wiernym odzwierciadleniem rzeczywistości. Rahim i Fokus doskonale to rozumieli, konsultowali tekst i zaakceptowali jego ostateczny kształt. Kierunek, w którym będzie zmierzał film, został tym samym wyznaczony. Rahim i Fokus uznali więc, że do czasu tworzenia ścieżki dźwiękowej do filmu ich praca jest właściwie zakończona. W międzyczasie pomagali aktorom w przygotowaniu się do roli. Na plan nie przychodzili, bo nie czuli takiej potrzeby. Zobaczyli dopiero jedną z ostatnich wersji montażowych. Na początku nie mogli powstrzymać się od porównań aktorów do ich samych. Gdy jednak dali się uwieść tej historii, na takim bardzo emocjonalnym poziomie, przestali analizować. Sam Fokus przyznał po projekcji, że pierwsze 10 minut myślał o podobieństwie, ale zaraz potem po prostu dał się porwać dobrej fabule. Przeżył to bardzo emocjonalnie. "Jeb... mnie" - skomentował. To jest bardzo fajne, bo nie robiliśmy filmu na zamówienie. Nikogo nie staraliśmy się zadowolić. Mimo to dostajemy pozytywne sygnały zarówno od ludzi najmocniej związanych z tą historią, jak i tych, którzy nie mieli z nią wiele wspólnego.
Myśli Pan, że dzięki popularności filmu możemy spodziewać się ponownego rozkwitu muzyki hiphopowej? Może nie tak potężnego jak w latach 90. Te czasy już chyba nie wrócą?
Rzucamy światło na to, co było, by móc to docenić, ale chyba pozycji hip-hopu z lat 90. nie jesteśmy w stanie przywrócić takim filmem. Wydaje mi się, że to obraz pełniący rolę podobną do tego, o czym rozmawialiśmy. Chodzi o zwrócenie uwagi ludzi, którzy historię zawartą w filmie gdzieś przegapili. Oczywiście przez jakiś czas pewnie tak będzie, że na fali popularności filmu ludzie zaczną bardziej zwracać uwagę na tę kulturę. Ona jednak musi obronić się sama. Przez to, paradoksalnie, może być to dla niej trudniejsze. Wzrost powszechnej uwagi, zwrócenie jej na to, dlaczego o tej muzyce mówi się teraz tak dużo i dlaczego może stać się popularna. Myślę też, że nie ma potrzeby, by nią rzeczywiście była. Jej siłą jest brak kompromisu, a to skazuje ją na niszę. Ale nie w pejoratywnym znaczeniu. Nisza jest siłą tej muzyki. To obszar, w którym się świetnie porusza. Życzę jej jak najlepiej.

Co Pana zdaniem powinno zostać w widzu po seansie?

Jesteś Bogiem.

Po prostu?
Tak.

Po tak świetnie przyjętym debiucie "Ki'', a teraz "Jesteś Bogiem'' oczekiwania publiczności rosną. Jakie plany na przyszłość?
Procesy tworzenia filmu są zawsze bardzo złożone, długie i nigdy nie wiadomo, co z nich wyniknie. Uciekam więc, jak tylko mogę, od opowiadania o swoich planach na przyszłość. Chciałbym mieć chwilę oddechu. Zaczerpnąć powietrza i rozejrzeć się naokoło. Za dużo ostatnio biegam.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie