Leszek Czarnecki. Ten, który ruszył na wojnę z Komisją Nadzoru Finansowego

Dorota Kowalska

  • Polska
Leszek Czarnecki deklaruje, że może poddać się badaniu wariografem, aby udowodnić, iż mówi prawdę. Jest twardym graczem, idąc na wojnę z KNF, musiał się do niej dobrze przygotować.
Leszek Czarnecki
 Fot. Tomasz Holod / Polskapresse

Skryty, zdystansowany, unika mediów i rozgłosu, ale od kilku dni nie schodzi z pierwszych stronach gazet. Leszek Czarnecki, miliarder, od lat na liście 100 najbogatszych Polaków tygodnika „Wprost” uderza w Komisję Nadzoru Finansowego i jej, od dwóch dni byłego już szefa - Marka Chrzanowskiego. Sprawa wygląda poważnie: w grę wchodzi korupcyjna propozycja, polityka i ogromne pieniądze.

Te zawsze kojarzyły się z nazwiskiem Czarneckiego. Zrobił karierę w amerykańskim stylu - do wszystkiego doszedł sam: pracą, uporem, pomysłowością. Do jego portfela inwestycyjnego należy pięć spółek giełdowych: Getin Holding, Getin Noble Bank, MW Trade oraz Open Finance. Jego największym projektem na rynku nieruchomości jest wrocławski drapacz chmur Sky Tower.

Wrocław, to zresztą rodzinne miasto Czarneckiego. Tu ukończył Wydział Inżynierii Sanitarnej na Politechnice Wrocławskiej, potem był Harvard Business School, wcześniej doktorat na Akademii Ekonomicznej we Wrocławiu.

Będąc jeszcze na studiach, na Politechnice Wrocławskiej, Czarnecki zaproponował swojemu koledze wspólny biznes. I stąd TAN - Przedsiębiorstwo Techniki Alpinistyczno-Nurkowej.

„Tak, moja pierwsza firma - Przedsiębiorstwo Techniki Alpinistyczno-Nurkowej TAN SA - wykonywała mnóstwo zleceń na obiektach hydrotechnicznych Wrocławia. Do dzisiaj z satysfakcją przechodzę ulicą Grodzką, patrząc na nabrzeże, w którego remoncie sam uczestniczyłem. Podobnie z satysfakcją patrzę na Śluzę Mieszczańską czy Śluzę na Rędzinach, w pobliżu nowego mostu na Autostradowej Obwodnicy Wrocławia, i wiele innych takich obiektów, na których pracowaliśmy” - mówił w 2012 roku w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej”

Z czasem jednak hydrotechnikę Leszek Czarnecki zamienił na finanse.

„Już w liceum byłem bardzo dobry z matematyki i jeśli chodzi o biznes, to zawsze interesowały mnie liczby, finansowa strona przedsięwzięć. Na początku lat 90. zobaczyłem, jak szybko rozwijają się nieznane wcześniej u nas usługi finansowe takie jak leasing. Sami - pozyskując samochody dla firmy - z tego korzystaliśmy. Pomyślałem: my też spróbujemy” - tłumaczyli w tym samym wywiadzie.

Był twórcą i głównym udziałowcem Europejskiego Funduszu Leasingowego - pierwszej i największej firmy leasingowej w Polsce. Spółkę tę sprzedał francuskiemu bankowi Crédit Agricole w 2001 za 900 mln zł. Jednocześnie objął stanowisko prezesa zarządu w nowo powstałym Credit Agricole Polska - zarządzając spółkami wchodzącymi w skład Grupy Kapitałowej: EFL, Lukas Bank, TU Europa, TU Na Życie Europa oraz Getin Service Provider S.A.

Od czerwca 2007 Czarnecki pełnił funkcję przewodniczącego i członka rad nadzorczych spółek zależnych, wchodzących w skład grupy Getin Holding, potem przewodniczącego rady nadzorczej Getin Holding. Po połączeniu Getin Banku oraz Noble Banku został przewodniczącym rady nadzorczej Getin Noble Banku.

Ma opinię biznesmena, który buduje biznesy, rozwija, by potem je sprzedawać. Ale, jak sam mówi, taka opinia nie przynosi wprawdzie ujmy, w jego przypadku jest jednak w dużym stopniu legendą. Ceniony za umiejętność podejmowania ryzyka, swego rodzaju biznesową odwagę.
Rok 2008 nie był dla Czarneckiego najlepszy. W lipcu „Rzeczpospolita” opublikowała tekst, z którego wynikało, że wrocławski biznesmen w 1980 roku, mając 18 lat, zobowiązał się do współpracy z SB. Dzień później finansista zwołał konferencję prasową, na której odczytał oświadczenie. Owszem podpisał papier, ale nie donosił, nikomu nie zrobił krzywdy, nigdy też nie wziął za współpracę pieniędzy. Koledzy z Niezależnego Zrzeszenia Studentów, w którym Czarnecki działał na początku lat 80 potwierdzili, że on sam poinformował ich o zwerbowaniu przez służby. I że nigdy nie zrobił niczego, co uderzyłoby w opozycję. Czarnecki twierdzi, że zgodził się na współpracę, bo otwierała mu drzwi na zagraniczne studia. Ale giełda zareagowała natychmiast, na spadku akcji swoich firm Czarnecki stracił około 1,6 mld złotych.

O sprawie ucichło. Tyle, że finansista zaczął mieć kłopoty, wartość jego spółek spadała. Co było tego powodem? Odpowiedź na te pytanie znajdziemy w ostatnim wywiadzie, jakiego Leszek Czarnecki udzielił w lipcu tego roku Erykowi Stankunowiczowi, wicenaczel-nemu „Forbsa”.

Stankunowicz stawia taką diagnozę: „Chciał pan zrobić coś dużego na rynku finansowym. Rywalami były głównie banki, kontrolowane przez podmioty zagraniczne, mające głęboką kieszeń. Nie mając dostępu do taniego finansowania, grał pan agresywnie: pana bank płacił więcej za lokaty, udzielał kredytów, których pewnie inni nie udzieliliby w tamtym czasie, oferował innowacyjne instrumenty finansowe. I tymi sposobami zdobył pan rzesze klientów i sporą część krajowego rynku. Ale przyszły trochę gorsze czasy, kryzys finansowy, a po nim nowe, bardziej restrykcyjne regulacje. Ujawniły się wszystkie strukturalne słabości pańskich firm i teraz mają kłopot. Pytanie brzmi: czy wyprowadzi pan swój biznes na prostą i czy da się jeszcze z panem zarabiać?”

Czarnecki odpowiada tak: „Pańska hipoteza jest słuszna, więc nie ma co z nią dyskutować. Pozwolę ją sobie jedynie uzupełnić. W budowanie banku zainwestowałem większość pieniędzy, które otrzymałem ze sprzedaży firmy leasingowej - ponad 200 mln euro. Wydawało mi się, że to jest całkiem duża suma na stworzenie start-upu. Później zrozumiałem, że do zbudowania dużego, systemowo ważnego banku zabrakło w tej liczbie jeszcze jednego zera. To najlepiej było widać na przykładzie Aliora, który na starcie miał dwa razy więcej, czyli ponad 400 mln euro, a potem dołożył do tego kolejne emisje. Zgadza się, agresywnie wchodziliśmy na rynek i zapłaciliśmy za to wysoką cenę. Byłoby dużym niedopowiedzeniem tłumaczenie tego wyłącznie trudniejszymi czasami, kryzysem w latach 2008 i 2011, kryzysem płynnościowym w Unii Europejskiej. Ale z pewnością pojawienie się tych problemów praktycznie w pierwszych latach budowy banku nie pomogło. Myślę, że pewnym błędem był czasami dość słaby dobór ludzi, którzy wdrażali w banku takie, a nie inne produkty. Potem przyszły gorsze czasy, które trudno było przewidzieć.”

Jak tłumaczy dalej, miał wizję zbudowania dużego międzynarodowego banku, chociaż nie miał świadomości, jak trudne to przedsięwzięcie, stara się jednak tę wizję realizować z nadzieją, że mu się uda. Ale co najważniejsze, jego banki powoli wychodzą na prostą.

Leszek Czarnecki to znany filantrop. Razem z żoną Jolantą Pieńkowską, znaną dziennikarką, prowadzą fundację. Pomagają dzieciom i młodzieży poszkodowanym w wyniku urazów i chorób, ale także uzdolnionym młodym ludziom, fundując im naukowe i socjalne stypendia. Czarnecki nie obnosi się jednak ze swoją działalnością charytatywną. Czasami dowiadujemy się o tym trochę przez przypadek.

W liście mamy Anny Przybylskiej odczytanym na pogrzebie aktorki i opublikowany na oficjalnym Facebooku gwiazdy znalazły się w pierwszej kolejności podziękowania właśnie dla Pieńkowskiej i Czarneckiego: „Trzpiotka, żywiołowa to tylko kilka określeń Anny. Ona do samego końca była z przyjaciółmi. Dziękuję pielęgniarkom, lekarzom i sąsiadom. Dziękuję Jolancie Pieńkowskiej i Leszkowi Czarneckiemu.”

Jak sugerowały media, to właśnie Czarnecki i Pieńkowska finansowali rewolucyjne metody, jakimi leczona byłą chora na nowotwór aktorka. Ale ci nigdy tego nie potwierdzili.
Czarnecki znany jest także ze swojej pasji do nurkowania. W 2003 r. pobił nawet rekord Polski w głębokości nurkowania w jaskini, siedem lat później - rekord świata w długości pokonanej w jaskiniach.

„Moje oba rekordy zostały już pobite przez innych nurków. I przyznaję, że jeśli chodzi o tego typu wyczyny, to jestem już na „emeryturze”. Obiecałem też żonie, że nie będę ryzykował ponad miarę. Nie mam z tym jednak problemu, a nawet sam wspieram polskich nurków, którzy biją kolejne rekordy. Ale to nie oznacza, że stałem się tylko kibicem. Nadal nurkuję, planuję z przyjaciółmi kolejne wyprawy” - opowiadał w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej”.

Czarnecki ma też licencję pilota. Od dziesięciu lat jest mężem dziennikarki Jolanty Pieńkowskiej. Z pierwszego małżeństwa ma dwójkę dzieci. Ludzie, którzy go znają mówią, że to twardy gracz. Jeśli poszedł na wojnę z Komisją Nadzoru Finansowego, to jest do niej przygotowany.

POLECAMY:

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Więcej na temat:

Komentarze

Liczba znaków do wpisania:  4000/4000

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Jeśli uważasz, że któryś z komentarzy łamie regulamin, to wyślij nam link do tego artykułu na pomoc@naszemiasto.pl

Wybrane dla Ciebie

Powiązane

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3