Lesław Ćmikiewicz: Niepokoi mnie gra reprezentacji Polski w obronie, bez Kamila Glika jesteśmy słabi

Tomasz Biliński
Tomasz Biliński
Kamil Glik podczas zgrupowania w Arłamowie doznał kontuzji, która może go wykluczyć z gry w mistrzostwach świata.
Kamil Glik podczas zgrupowania w Arłamowie doznał kontuzji, która może go wykluczyć z gry w mistrzostwach świata. lukasz solski/nowiny
Patrząc na sparingi przed mistrzostwami świata, nie powinniśmy jechać na mundial w 1974 r. - mówi były pomocnik reprezentacji Polski Lesław Ćmikiewicz.

Odlicza Pan dni do meczu Polski z Senegalem?
Szczerze? Nie. Czekam na niego w spokoju, odpoczywam. Piłki jest coraz więcej, więc nie ma czasu się znudzić. Przed chwilą mieliśmy ciekawą końcówkę ekstraklasy, finał Ligi Mistrzów... Jest czas na złapanie oddechu.

Później już nie będzie. Grupę mamy wyrównaną, mimo początkowego hurraoptymizmu wśród kibiców.
Dokładnie, szczególnie wymagające mogą być spotkania z Senegalem na otwarcie i kolejny z Kolumbią. Mobilizacja, koncentracja muszą być na najwyższym poziomie. Przydałaby się też duża doza szczęścia, żeby strzelić im gole. Po naszym meczu z Chile jestem zaniepokojony. Przede wszystkim z powodu kontuzji Kamila Glika i jego braku w zespole. Piątkowy sparing potwierdził, że bez niego jesteśmy słabi w obronie. Widziałem drużynę, która nie dawała sobie rady z agresywnym kryciem już na naszej połowie. Planem minimum na mistrzostwach jest wyjście Polski z grupy, ale bardzo się o to obawiam.

Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę, że w przedmundialowych meczach towarzyskich z reguły drużyny nie odkrywają wszystkich kart?
Tak, obserwując grą kadry, widzę w niej braki. Ale podobnie jak ja teraz, w 1974 r. myśleli kibice. Przed mundialem w RFN, o ile się nie mylę, rozegraliśmy cztery sparingi. Wszystkie przegraliśmy. Fani pukali się w głowę, po co my tam jedziemy. Skończyło się zajęciem przez nas trzeciego miejsca. Oby historia się powtórzyła.

Wolałby Pan, żeby Polska miała grupę z jednym wyraźnym faworytem, typu Francja czy Brazylia?
To gdybanie, bo nigdy nie wiadomo, jak ułoży się turniej, która najszybciej złapie rytm. Bywały sytuacje, że i przedmundialowi faworyci zawodzili. Oczywiście są też drużyny typowo turniejowe, jak na przykład Niemcy. Początek rozgrywek mają niewyraźny, ale wygrywają, rozkręcając się przy tym. Gdybym dziś cokolwiek miał powiedzieć o atutach którejś z drużyn, to byłaby to Francja. Podoba mi się jej gra, ale czy będą w stanie cały czas iść do przodu? Trudno powiedzieć. Kto by zresztą przewidział, że podczas mistrzostw Europy w 1992 r. Duńczycy, którzy zagrali kosztem Jugosławii, wygrali cały turniej.

Francja jest Pana faworytem do mistrzostwa?
Nie, nie mam faworyta. Nawet gdybym miał, to bym nie powiedział, żeby nie uchodzić za laika. Chcę obejrzeć fajny turniej.

Ponoć na mistrzostwach świata jest większy stres niż na mistrzostwach Europy. Z Polaków oprócz Łukasza Fabiańskiego nikt na mundialu nie był.
W trakcie turnieju stresu może nie być w ogóle. O wszystkim decyduje pierwszy mecz. Jak się w nim zdobędzie trzy punkty, to dalej pracujesz w spokoju. Tak było po naszej wygranej z Argentyną. W innym przypadku margines błędu się zmniejsza i wtedy zapewne mogą pojawić się nerwy. Inna sprawa, to piłkarze. Mówi się, że mamy ogranych zawodników w dobrych klubach. Ale jak to wpłynie na zespół? To żywy organizm.

Najprawdopodobniej dużo w naszej grze będzie zależało od Roberta Lewandowskiego. Wierzy mu Pan, że spekulacje transferowe nie zaprzątają mu głowy?
Mam wrażenie, że nikt poza nim i jego najbliższym otoczeniem nie wie, o co w tym wszystkim chodzi. Słyszymy, że chciałby grać w Realu Madryt, gdzie grali i grają najlepsi. Ale z drugiej strony jakiś czas temu przedłużył kontrakt z Bayernem Monachium i musi być konsekwentny. Martwi mnie natomiast to, że Robert mógł dużo stracić w oczach niemieckich kibiców. Balansuje na granicy uwielbienia albo nienawiści. Obecnie bliżej jest chyba drugiego uczucia.

A kto dalej zajdzie na mundialu - reprezentacja Polski czy zespół sędziowski Szymona Marciniaka?
(śmiech) Życzyłbym jednak, żeby nasza drużyna grała jak najdłużej. Najlepiej, żeby powtórzyła nasz rezultat z 1974 r. Pan Szymon z kolegami będą mieli jeszcze inne okazje.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie