Leo Beenhakker poważnie myśli o rezygnacji z pracy

Piotr Wierzbicki, Robert Zieliński
Jak dowiedziała się "Polska", Holender może nie wrócić ze swoich wakacji bo rozważa rezygnację z prowadzenia naszej reprezentacji!

Jestem gotowy na kolejne piekło - oświadczył Leo Beenhakker po ostatnim meczu na Euro z Chorwacją (0:1) i wyjechał do Belgii na wakacje. Miał na myśli czekającą go krytykę polskich mediów i trenerów. Do kraju zamierzał wrócić w przyszłym tygodniu.

- Bardziej niż nad sposobami uzdrowienia polskiej piłki Leo zastanawia się nad swoją przyszłością w naszym kraju. Łamie się, czy w ogóle wracać do Polski - wyjawiła nam osoba z PZPN, bardzo blisko współpracująca z Beenhakkerem.

Może to być zagrywka taktyczna Leo, który w odpowiedzi na krytykę chce sprawić wrażenie, że nie musi koniecznie u nas pracować, ale mogą to też być rzeczywiste zamiary. W pracę Holendra zaczął bowiem mocno ingerować PZPN.

Guru polskich trenerów Antoni Piechniczek zaproponował, by Holender usunął ze sztabu kadry większość swoich rodaków, a wskazał jako asystenta Polaka, którego wychowa na swego następcę.

Kandydatów na tę posadę jest sześciu. Według nas najlepsi to Jan Urban i Maciej Skorża. Ci jednak nie zamierzają zrezygnować pracy w Legii i Wiśle. PZPN popiera Stefana Majewskiego.

Pozostali to Czesław Michniewicz oraz współpracujący już z Beenhakkerem Dariusz Dziekanowski i Rafał Ulatowski. Ale ten pomysł, który niemal na pewno zostanie zatwierdzony przez władze PZPN, nie podoba się Holendrowi.

- Decyzja należy do Leo, jeśli wróci do naszego kraju - mówi Piechniczek.

- Nic nie wiem o propozycji Piechniczka. Kim on jest dla nas? Partnerem w rozmowach o przyszłości trenera jest tylko prezes PZPN - ripostuje Jan de Zeeuw, menedżer kadry, a prywatnie przyjaciel Beenhakkera.

- Jestem pewny, że Leo stawi się 3 lipca na posiedzeniu zarządu. Z głową pełną pomysłów i planem pracy na czas eliminacji MŚ. I zaproponuje nowych członków sztabu kadry - twierdzi prezes PZPN Michał Listkiewicz. - Oczekujemy, że teraz będą to głównie Polacy, ale nie stawiamy ultimatum.

- Bardziej niż nad sposobami na uzdrowienie polskiej piłki Leo mocno zastanawia się nad swoją przyszłością w Polsce, mimo że już w zeszłym roku przedłużył umowę do 2010 r. Łamie się, czy w ogóle wracać do Polski - powiedziała nam osoba blisko współpracująca z Beenhakkerem.

Może to być blef obrażonego krytyką mediów i ingerencją PZPN w jego niezależność trenera, ale może też mieć naprawdę dość. Choć dzień po przegranej z Chorwacją deklarował: - Jestem gotów na kolejne piekło.

Miał na myśli czekającą go krytykę ze strony mediów. Jak pewnie się spodziewał, do ataku na niego przystąpili też dawni polscy trenerzy, którzy pełnią różne funkcje w PZPN, a którym pomysł zatrudnienia obcokrajowca w roli selekcjonera nie podobał się już w zarodku: Antoni Piechniczek, Grzegorz Lato, Henryk Apostel i Jerzy Engel.

Do tej pory większość z nich powściągała się od krytyki. Pierwszy odezwał się Piechniczek.

Szkoleniowiec, który w 1982 r. sięgnął po brązowy medal MŚ, od początku jeżył się na stwierdzenie, że tylko trener z zagranicy może zbawić naszą piłkę. Alergicznie reagował na zarzuty, jakoby polska myśl szkoleniowa nadawała się do lamusa. Przy zatrudnianiu Beenhakkera proponował stworzenie ciała, przed którym miałby co jakiś czas tłumaczyć się z wyników i zdawać raport ze swojej pracy.
Teraz wysunął nową propozycję: selekcjoner, przed zbliżającymi się eliminacjami do mundialu 2010, powinien wybrać sobie asystenta, który automatycznie przejmie po nim stołek.

- Postulowałem o to od samego początku. Skoro zatrudniamy tak wybitnego fachowca, który zarabia tak duże pieniądze, to musimy maksymalnie wykorzystać jego wiedzę - tłumaczy Piechniczek.

Na pytanie, co jest nie tak z Dariuszem Dziekanowskim, który od początku pracuje z Leo, Piechniczek odpowiada. - Nie mam nic przeciwko Darkowi. Chodzi mi o to, że od pierwszego dnia powinno być jasne, w jakim celu zatrudnia się asystenta. To znaczy, że jeśli ma on się przygotowywać do roli trenera kadry, to musi o tym wiedzieć z góry.

Wiadomo jednak, że "Dziekan" jest solą w oku niektórych ludzi z PZPN. Od początku były naciski, by w tej roli zatrudnić Stefana Majewskiego, który był jednym z kandydatów na selekcjonera. Benhakkerowi nie odpowiadała jednak współpraca z kimś, kto czyha na jego potknięcie.

Piechniczek asekuruje się, że to jest tylko jego osobisty pomysł i muszą go zatwierdzić władze PZPN. Można jednak założyć, że większość członków zarządu przyklaśnie każdemu pomysłowi mającemu na celu rzucenie kłody pod nogi Holendra. - Decyzja należy też do Beenhakkera, jeśli w ogóle wróci do naszego kraju - dodaje Piechniczek.

- Przed wyjazdem z Austrii umówiliśmy się z prezesem Listkiewiczem na rozmowy. Nie padł konkretny termin, ale mowa jest o przyszłym tygodniu. Będziemy dyskutować kwestie dalszej współpracy - mówi Jan de Zeeuw, menedżer kadry i najbliższy współpracownik Leo.

O tym, że Beenhakker wróci do Polski, w dodatku z głową pełną pomysłów, przekonany jest Listkiewicz. - Trener stawi się 3 lipca na posiedzeniu zarządu. Przedstawi plany pracy w eliminacjach, bo przecież pierwsze mecze gramy już we wrześniu - zapewnia. - Leo zaproponuje też nowych członków swojego sztabu. Oczekujemy, że tym razem będą to głównie Polacy. Ale nikt nie stawiał mu żadnego ultimatum - dodaje "Listek".

Kwestia namaszczenia następcy może się okazać kością niezgody, na której Beenhakker połamie sobie zęby. - O propozycji pana Piechniczka nic nie wiem. Bo kim on dla nas jest? Jedynym partnerem w rozmowach o przyszłości trenera jest prezes PZPN - mówi de Zeeuw.

Jedno jest pewne: po fatalnym występie reprezentacji w Euro Leo nie ma argumentów, by w rozmowach z PZPN występować z pozycji siły, jak to miało miejsce przed turniejem.

Kompromisem będzie wysunięcie sensownych kandydatur na asystenta i następcę, które zadowolą i selekcjonera, i PZPN. Naszym zdaniem do tej roli nadaje się teraz tylko dwóch polskich trenerów: Jan Urban i Maciej Skorża. Problemem jest jednak to, że mają pracę w Legii i Wiśle, i raczej z niej nie zrezygnują.

Wideo

Komentarze 7

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gregor
Jedyna słuszna decyzja jest rozwalić PZPN (Polski Związek Pieprzonych Nierobów). To jest porostu tragedia co się tam wprawia. Żyją historia. Ostatnim sukcesem jaki osiągnęła polska myśl szkoleniowa był srebrny medal w 1992 na igrzyskach olimpijski w Barcelonie. A pan Panie Piechniczek miał drugą szansę i coś pan pokazał?? Uciekłeś jak szczur z tonącego okrętu. Ludzie przestańmy żyć historią bo zgniemy jak ciotka w Czechach. Bez szkolenia młodzieży i obiektów do trenowania nic nie osiągniemy i niem ma co się łudzić. Zamiast oddawać wielkie pieniądze PZPNOWI na wypłatę dal pierdzistołków z panem Listkiewiczem,Piechniczkiem, Lato na czele lepiej je przeznaczyć na budowę stadionów, tak jest prawda. Wielki szacunek dla Pana Beenhakkera że zgodził się na prace w takim bagnie jakim jest polska piłka nożna. Z wielkim ubolewaniem pisze to co napisłem
P
P.K.
dziennikarzyka!!! Jaka szkoła dziennikarska produkuje takich nieudaczników? A może owego dziennikarzynę dać na "Naczelnego Guru Polski"? Wstyd za takich polaczków...
k
kambap
Powinni dać szanse jednemu z trójki: Kasperczak,Smuda,Michniewicz.Jak się Wiśle posunie noga w Champions League i nie obroni tytułu mistrzowskiego to i Skorża zatęskni za kadrą, bo go po prostu z Wisły zwolnią.
r
radeczek20
Nikt nie zrobił tyle dla reprezentacji Polski ile Leo! Ten trener ma klasę, potrzebne znajomości i układy na całym świecie. Ale najważniejsze, że zna się na swojej robocie - przecież to rasowy coach! Z takich ludzi się nie rezygnuje...
m
marco
Leo - nie możesz odejść, bez Ciebie wszystko się zawali. Zostań z nami!
k
kami
Leo zastanawia się czy wrócić do Polski nie dlatego, że nie wierzy, że można coś z naszą reprezentacją jeszcze zrobić, ale dlatego, że tu jest taki smród wokół futbolu, że mu się odechciało pracować. Moim zdaniem należałoby rozwiązać to całe towarzystwo wzajemnej adoracji z pzpnu - oni już swoje zarobili (nie mylić ze "zrobili") - a normalnych ludzi, jak Beenhakker, przyzwyczajonych do pracy w normalnych warunkach, a nie "za kopertę", należałoby błagać, by zechcieli tu trenować piłkarzy. Zresztą o drugiego takiego jak on będzie nam w tej sytuacji ciężko.
g
gość
Jak tak skorumpowana organizacja jak PZPN może wnikliwie ocenić Beenhakkera. Przecież oni myślą już o kolejnych przekrętach.
Dodaj ogłoszenie