Lekcja historii

Janina Paradowska
Gnębiona przez marszałka Sejmu opozycja domaga się więcej demokracji. W celu podkreślenia wagi problemu nie wypełnia poselskiego obowiązku czy wychodzi z sali i nie głosuje. Czy marszałek potrąci stosowny procent od uposażenia? Na razie wszyscy mówią o konieczności zmiany regulaminu i ograniczeniu władzy marszałka.

Ta debata ma swoją historię. Można byłoby nawet zorganizować już bardzo piękny jubileusz dyskusji o konieczności wpuszczenia demokracji na sejmową salę. Demokrację niewątpliwie ograniczono, a stało się to w 1997 r., po dojściu AWS do władzy.

Inicjatorem był m.in. Jan Rokita, a inicjatywa była słuszna. Wcześniej żadne posiedzenie nie mogło się rozpocząć bez wielogodzinnego ustalenia porządku obrad przez całą Wysoką Izbę. Zajęcie to było politycznie niezwykle atrakcyjne. Można było popisywać się dywagacjami na dowolny temat, zazwyczaj podobający się wyborcom, gdyż wprowadzanie punktów, które się nie podobają, nie miałoby większego sensu.

Na alarm, że demokracja jest zagrożona, bił SLD. Potem SLD zdobył władzę i już nie alarmował. Ciężar walki o demokrację wzięło na siebie PiS wspierane przez PO. Najaktywniejszymi demokratami stali się Jarosław Kaczyński i Ludwik Dorn. Postanowiono zmienić regulamin i władzę marszałka, konkretnie Marka Borowskiego, który, jak każdy marszałek, podmanipulowywał na korzyść rządzących, ograniczyć. Było nerwowo, a nawet bardzo nerwowo.

Specjalna komisja się zbierała, ale plonu prac nie przedstawiła, bowiem przyszły wybory i władzę zdobyło PiS. Marek Jurek jako marszałek był niedoścignionym wzorem wierności i posłuszeństwa partyjnym poleceniom. Nie tylko manipulował, na przykład terminem uchwalenia budżetu, ale nawet straszył Sejm rozwiązaniem, chociaż powodu nie było. Oczywiście opozycja zbuntowała się, co PiS nazwało natychmiast próbą zamachu stanu.

Regulamin oczywiście nadal był taki sam, gdyż PiS o dawnych postulatach zapomniało, a nawet całkowicie zmieniło zdanie w kwestii zagrożonej demokracji. Jarosław Kaczyński powtarzał często, że nie da się rządzić bez swojego marszałka. I też miał rację. Wszakże marszałek powinien czasem nieco wyhamować.

Jurek ani potem Dorn się nie hamowali. Nawet debata o zmianie regulaminu zamarła. Ale znów przyszły wybory, mamy nową koalicję, która oczywiście ma swojego marszałka. Siłą rzeczy odżyła dyskusja o gnębieniu opozycji. Teraz krytykowany jest Komorowski, i to przez tych, którzy regulamin dawno mogli zmienić, gdyby ów brak demokracji tak im doskwierał. Otwarto kolejną licytację, co by tu zmienić. Tymczasem wystarczy zajrzeć do szuflad i wyjąć stare projekty. Wszystko już było.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie