Legia Warszawa: Mateusz Hołownia najmłodszym debiutantem w...

    Legia Warszawa: Mateusz Hołownia najmłodszym debiutantem w historii klubu. Rozmowa z piłkarzem

    Kacper Rogacin

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    - Cieszę się, że trener mi zaufał, ale głowę mam chłodną - mówi w rozmowie z "Polską" Mateusz Hołownia, najmłodszy debiutant w historii Legii.
    Mateusz Hołownia: Legia Warszawa zrobiła na mnie ogromne wrażenie. To klub numer jeden w Polsce

    Mateusz Hołownia: Legia Warszawa zrobiła na mnie ogromne wrażenie. To klub numer jeden w Polsce

    Debiutowałeś w Legii, mając 16 lat i 64 dni, co jest absolutnym rekordem w historii klubu. O czym myślałeś, gdy szykowałeś się do zmiany?
    Mówiąc szczerze, wchodząc na boisko w meczu z Zawiszą, nie miałem pojęcia, że właśnie biję jakiś rekord. Dowiedziałem się o tym dopiero po spotkaniu.

    Niejednemu chłopakowi na Twoim miejscu uderzyłaby do głowy sodówka. Debiut w takim wieku w zespole mistrza Polski to naprawdę duży wyczyn. W dodatku w spotkaniu o Superpuchar.
    Spokojnie, mnie sodówka nie grozi. Zagrałem pięć czy sześć minut - nie był to jakiś oszałamiający debiut. Oczywiście bardzo się cieszę, że trener mi zaufał. Przed spotkaniem dowiedziałem się, że będę w kadrze.
    Gdzieś po cichu myślałem, że może wejdę od pierwszej minuty, ale trenerzy uznali, że wpuszczenie 16-latka od początku byłoby ryzykowne. Wszedłem w końcówce, co i tak było ogromnym przeżyciem, ale głowę mam chłodną. Teraz cierpliwie czekam na kolejną szansę.

    Jak to się stało, że świeżo upieczony 16-latek trafił do pierwszego zespołu mistrza Polski?
    Nie jest tak, że jak w pierwszej drużynie kogoś brakuje, to biorą chłopaka z juniorów. Wyróżniałem się w moim roczniku, grałem dobrze w młodzieżowej kadrze Polski. Uznano, że powinienem przejść wyżej, żeby móc się rozwijać. Treningi z pierwszym zespołem dają naprawdę bardzo dużo.

    Jak zareagowałeś, gdy dowiedziałeś się, że będziesz trenował z seniorami? Był szok?
    Pewnie, że był! Dla chłopaka w moim wieku to ogromny przeskok. Pierwszy dzień był megastresujący, myślałem sobie, co to będzie, jak wejdę do szatni. Przecież kilka miesięcy temu podawałem tym zawodnikom piłki na meczach! Strasznie się stresowałem, ale przez drużynę zostałem przyjęty bardzo fajnie. Na początku za dużo się nie odzywałem, ale dziś jest już z tym o wiele lepiej. Wiem, że mogę z każdym o wszystkim pogadać lub poprosić o radę.

    Od kogo uczysz się najwięcej?
    Jeśli chodzi o profesjonalne podejście do piłki, to dla młodych autorytetem jest Kuba Rzeźniczak. Wielu z nas pyta go, jak się odżywiać, na co należy zwracać uwagę. Do pomocy mamy też dietetyka i ludzi od przygotowania fizycznego. Na boisku na mojej pozycji gra Tomek Brzyski. Sporo się od niego uczę, podpatruję, jak "Brzytwa" zachowuje się w różnych sytuacjach. Zawsze fajnie jest też popatrzeć na to, co z piłką wyprawiają Ondrej Duda i Miro Radović.

    W wewnętrznych gierkach nadążasz za Kubą Koseckim?
    Wiadomo, że "Kosa" ma szybkościową przewagę, zasuwa po boisku jak wyścigówka. Ja aż tak szybki nie jestem, ale staram się nadrobić to ustawieniem i grą ciałem.

    W meczu o Superpuchar Legia grała u siebie. Występy przy Łazienkowskiej dodają Ci skrzydeł czy wywołują dodatkową presję?
    Gra przy Ł3 to naprawdę bardzo przyjemne uczucie. Nasi kibice są wspaniali, a ich doping jest niesamowity. Taka publiczność uskrzydla. Na wyjazdach brakuje nam tego dwunastego zawodnika, fani rywali zawsze próbują nam dopiec, wytrącić z równowagi. Osobiście nie mam problemów z koncentracją, ale wiadomo - grając u siebie czujemy się po prostu jak w domu.
    1 »

    Czytaj treści premium w Polsce Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Nie przegap

    Wideo