Legia w Lidze Mistrzów. Cel? Dorównać legendom sprzed 21 lat

Tomasz Dębek
Tomasz Dębek
Bartek Syta
Na pytanie, gdzie jest ta Legia, odpowiadam: w Lidze Mistrzów - komentował w 1995 roku Dariusz Szpakowski. Historia w końcu zatoczyła koło.

Dokładnie 21 lat - tyle kibice Legii czekali na awans ich klubu do Ligi Mistrzów. 23 sierpnia 1995 roku drużyna Pawła Janasa pokonała w Goeteborgu tamtejsze IFK i jako pierwszy polski klub znalazła się w najbardziej prestiżowych europejskich rozgrywkach klubowych. Sezon później ten sukces powtórzył Widzew Łódź. Na kolejny awans trzeba było czekać do ostatniego wtorku. Legia w obu meczach męczyła się z irlandzkim Dundalk, ale po wygranej 2:0 w Dublinie i remisie 1:1 w rewanżu znów trafiła do piłkarskiego raju.

Taka przerwa to w futbolu epoka. Dość powiedzieć, że od pierwszego awansu do LM w Legii doszło do dwudziestu zmian trenerów, kilka razy klub przejmowali nowi właściciele, a przez szatnię przewinęło się kilkuset zawodników. Nic dziwnego, że po tylu latach obie Legie, które wywalczyły grę w Champions League, mają ze sobą niewiele wspólnego.

W sezonie 1995/96 mistrz Polski musiał przejść tylko jedną rundę eliminacyjną, by trafić do fazy grupowej. Rywalem Legii był jednak nie byle kto, bo IFK Goeteborg. Dziś nazwa tego klubu nie wzbudza większego strachu, wówczas był on naszpikowany reprezentantami Szwecji - trzeciej drużyny mundialu 1994. A rok wcześniej w fazie grupowej LM ogrywał FC Barcelonę, Manchester United i Galatasaray Stambuł, wychodząc z niej z pierwszego miejsca.

Legia Besnika Hasiego musiała przejść trzech rywali. Bośniacki Zrinjski Mostar, słowacki AS Trenczyn i Dundalk FC z Irlandii były jednak od niej dużo niżej notowane. Tak łatwej drogi do Ligi Mistrzów nie miał jeszcze żaden polski zespół. Na szczęście w losowaniu legioniści solidnie sobie jednak zapracowali. W ostatnich pięciu sezonach czterokrotnie kwalifikowali się do fazy grupowej Ligi Europy, dzięki czemu zbierali punkty w rankingu UEFA dające im rozstawienie w kolejnych rundach eliminacji. I łatwiejszych rywali.

Legendarna już Legia sprzed 21 lat też nie awansowała do Ligi Mistrzów z marszu. Drużynę zaczął budować Janusz Wójcik, który zdobył mistrzostwo Polski w 1993 roku, odebrane później za rzekomą korupcję. W połowie kolejnego sezonu „Wujo” odszedł do Emiratów Arabskich, a schedę po nim przejął Janas, który wcześniej był jego asystentem. Pod jego wodzą Legia zdobyła dwa tytuły z rzędu. W pierwszym podejściu do LM jej plany brutalnie zweryfikował jednak Hajduk Split. Chorwaci pokonali Wojskowych 1:0 i 4:0.

- Mieliśmy mocną drużynę już podczas nieudanego podejścia w 1994 r. Ale to było za mało, aby pokonać Hajduka. Nie było to tak profesjonalnie zrobione jak rok później. Chcieliśmy wejść do Ligi Mistrzów na zasadzie: a może się uda. Bez odpowiednich przygotowań, bez realnych wzmocnień. Rok później działacze naprawdę się postarali. Mieliśmy dwa zgrupowania we Francji i w Niemczech. Graliśmy tam z bardzo dobrymi drużynami. I żadnego z tych spotkań nie przegraliśmy. Drużyna długo funkcjonowała na wysokim krajowym poziomie, a jeszcze doszli do składu Tomek Wieszczycki, Czarek Kucharski i kilku innych dobrych graczy. Projekt awansu do Ligi Mistrzów musi być przynajmniej dwuletni. Liczenie na przypadek może być złudne - podkreślał na naszych łamach Jerzy Podbrożny, najlepszy snajper tamtej drużyny.

„Gumiś” był superstrzelcem, w ówczesnej Legii nie brakowało jednak liderów. Na boisku i poza nim. - Jurek, Maciek Szczęsny, Jacek Zieliński, Leszek Pisz, Radek Michalski, Czarek Kucharski... Długo można wymieniać zawodników, którzy mieli wielkie osobowości i stanowili o sile polskiej piłki klubowej oraz reprezentacyjnej. Dziś w Legii na pewno brakuje takich osobowości - nie ukrywał w niedawnej rozmowie z „Polską” Tomasz Sokołowski, który dołączył do tamtej drużyny zimą 1995 r.

Mocno zmieniła się też szatnia. W sezonie 1995/96 w barwach Legii zagrało 24 zawodników. Poza Josephem Annorem Azizem (trzy mecze) z Ghany i Rosjaninem Romanem Oreszczukiem (jeden, kibice żartowali, że dyrektor Legii Artur Mazurek... wygrał go w Moskwie w karty) byli to wyłącznie Polacy. Wśród nich srebrni medaliści igrzysk olimpijskich z Barcelony i zawodnicy, którzy w 2002 roku zagrają na mundialu w Korei Południowej i Japonii. 17 piłkarzy ówczesnej Legii zagrało w reprezentacji Polski.
Dziś Legia w dużej mierze opiera się na zagranicznych zawodnikach. W kadrze są Belg, Bośniak, Brazylijczyk, Bułgar, Chorwat, Czech, Fin, Francuz, Ghańczyk, Szwajcar, Węgier, a nawet reprezentant Martyniki. Obecna Legia ma 16 graczy, którzy zadebiutowali w swoich kadrach narodowych (w tym siedmiu zagranicznych). Siedmiu z nich ma jednak tylko trzy lub mniej występów. Na tegoroczne Euro pojechało pięciu legionistów - Michał Pazdan, Tomasz Jodłowiec, Artur Jędrzejczyk (wrócił do FK Krasnodaru), Nemanja Nikolić i Ondrej Duda (latem odszedł do Herthy Berlin za 4,3 mln euro).

Zmieniły się też obyczaje. - My chodziliśmy na dobry obiad i piwko do knajpy Garaż, gdzie spotykaliśmy aktorów, muzyków, polityków, a oni chodzą do galerii handlowych. Takie czasy. Niektórzy się starają, mają ambicję, chcą wygrywać, ale większość po treningu myśli tylko o zakupach, furach, żelu na włosach. Też mieliśmy swoje słabości, ale na boisku zostawialiśmy serce i zdrowie. Taka była tamta Legia: charakterna i zadziorna, ale odnosząca sukcesy - wspominał na naszych łamach Zbigniew Mandziejewicz, obrońca Legii w latach 1993-1996.

Dwie Legie, które doszły do Ligi Mistrzów, dzielą też duże pieniądze i przepaść organizacyjna. W sezonie 1995/96 budżet klubu wynosił około 12 mln zł, Dziś - 130 mln. Zadbane boisko treningowe, opieka dietetyka i fizjoterapeutów, piękny stadion, wypłaty na czas... Tego dawni legioniści mogą zazdrościć współczesnym piłkarzom. A po przejściu kwalifikacji do LM w klubowej kasie pojawią się jeszcze większe pieniądze.

Za sam awans Legia dostanie od UEFA 15,24 mln euro, czyli 65 mln zł. Do tego dojdą pieniądze za prawa marketingowe (kilka mln euro) i ewentualne premie za wyniki - 1,5 mln euro za każdy wygrany mecz, 500 tys. za remis. W 1995 r. Legia dostała 3,8 mln dolarów premii, z czego połowa trafiła do piłkarzy. Obecna drużyna może liczyć na 15-20 procent bonusu od UEFA.

Mniejsze pieniądze w dawnej Legii wiązały się też z bardzo słabą organizacją. Działaczce rywali w Lidze Mistrzów przecierali oczy ze zdumienia widząc, że Polacy latali na wyjazdy małym wojskowym jakiem. - Z tym jakiem to w ogóle były przeboje. Kiedy wracaliśmy z Moskwy, pilot poinformował nas, że nie wiadomo co dalej, bo lecimy pod wiatr, a kończy się paliwo - wspominał Mandziejewicz.

Legia Janasa wyszła z grupy ze Spartakiem Moskwa, Blackburn Rovers i Rosenborgiem Trondheiem, lecz na drodze do półfinału oprócz Panathinaikosu Ateny stanęła im... fatalnie przygotowana murawa na stadionie przy Łazienkowskiej. Po ataku zimy kilka dni przed marcowym meczem boisko było skute lodem. Kilkuset żołnierzy próbowało rozbić go łopatami. Nie pomogło ani to, ani dmuchawy z ciepłym powietrzem. Zadziałało dopiero rozpuszczenie lodu solą i mocznikiem. Grząskie i cuchnące boisko nie sprzyjało konstruowaniu akcji ofensywnych, z czego skorzystali Grecy, wywożąc remis 0:0. W rewanżu, po kontrowersyjnej czerwonej kartce dla Marcina Jałochy w 26. minucie meczu, Legia przegrała 0:3.

Współczesna Legia też nie uniknęła organizacyjnej katastrofy, jaką był walkower w meczu z Celtikiem Glasgow, który dwa lata temu odebrał jej wielką szansę na awans do Ligi Mistrzów. Wszystko przez błąd pracowników klubu, którzy nie zgłosili do wcześniejszej rundy eliminacji Bartosza Bereszyń-skiego, przez co piłkarz nie odcierpiał kary zawieszenia z poprzedniego sezonu. W efekcie nie był uprawniony do gry ze Szkotami, a Henning Berg wpuścił go na kilka ostatnich minut. Dzięki podgrzewanej murawie na nowym stadionie Legia uniknie jednak podobnych problemów jak podczas meczu z Panathinaikosem. Chociaż chyba tylko najwięksi optymiści wierzą w to, że Wojskowi pod wodzą Besnika Hasiego zdołają wyjść z grupy...

Czy oznacza to, że Legia sprzed 21 lat poradziłaby sobie z obecną? - Mielibyśmy szanse. Duże. No, moje chłopaki chyba by wygrały. Tacy zawodnicy, jak Leszek Pisz, Radek Michalski, Jacek Bednarz czy Maciek Szczęsny mieliby pewne miejsce w składzie Legii Hasiego. Ale obecna drużyna też ma kilku niezłych grajków. Nemanja Nikolić to taki Gerd Müller. Co prawda na rynku europejskim nie jest ceniony, a podczas Euro 2016 siedział na ławce, ale gole strzela, jak Niemiec. Aleksandar Prijović to drewno, ale gdyby przymrużyć oczy, byłby podobny do Zlatana. Lubię tych chłopaków - przekonywał w wywiadzie dla „Polski” sponsor i współtwórca sukcesów Legii w latach 90., Janusz Romanowski.

Tomasz Dębek
Obserwuj autora artykułu na Twitterze

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

y
yayaya

Mają szczęście, że jest po reformach Platniniego. Wisła trafiala na tym etapie eliminacji na Real i Barcę a nie, na amatorów z Irlandii.

S
Stary Widzew

Onie nie awansowali tylko wpełzali. Szczerze im życzę, żeby strzelili choć jedną bramkę i nie mam tu na myśli samobója :-) Od września do grudnia będziemy mieli nowy, sześcioodcinkowy serial o znamiennym tytule "PORAŻKA"