Labuda: Piękne kobiety w polityce spełniają funkcję podobną do tej, jaką spełniała ochrona Kaddafiego

Redakcja
Barbara Labuda
Barbara Labuda fot. archiwum prywatne
- Żadna partia nie wygra wyborów dzięki pięknym kobietom, które na konferencjach stoją i milczą - mówi Barbara Labuda w rozmowie z Anitą Czupryn.

Pani zdaniem uroda pomaga kobietom w robieniu kariery politycznej?
Może niektórym tak. Ale raczej wiedza, inteligencja, siła charakteru, wytrwałość, odwaga. Ja w moim działaniu opierałam się wyłącznie na moich cechach wewnętrznych, z oczywistych powodów. Nie jestem silnym mężczyzną o wzroście 190 cm, którego widać na sali, gdy wstanie, i słychać, kiedy tubalnym głosem przedstawia swoje poglądy i wszyscy natychmiast zwracają na niego uwagę. Moja mikra postura z pewnością mi to uniemożliwiała, w inny sposób musiałam zaznaczyć swoją obecność, aby mnie słuchano. Zawsze zależało mi na przekazywaniu poglądów i propagowaniu ich.

Nie myślała Pani nigdy: "Gdybym była seksbombą, zrobiłabym większą karierę"?
Nigdy. Wygląd mało mnie obchodził. Jednych interesuje uroda, drugich inne aspekty życia. Mnie interesowały idee, wizja rzeczywistości, w jakiej chciałabym żyć. To było dla mnie najważniejsze. Zawsze miałam bardzo silne przekonania, one się oczywiście zmieniały i chwała Bogu. Bo nie zmienimy świata, otoczenia, jeśli nie zmienimy siebie.

Nieprzypadkowo pytam o wykorzystywanie atrybutów kobiecości, gdyż w tej kampanii wyborczej jesteśmy świadkami, jak partie eksponują młode, piękne kobiety. Ich obecność na konwencjach jest elementem wizerunku partii? To świadomy zamysł PR?
Prawdopodobnie tak. Ponieważ, jak się zorientowałam, te kobiety nawet nie zabierają głosu. One stoją. Milczą. Bądź potakują. Wydaje mi się, że spełniają funkcję podobną do tej, jaką spełniała ochrona Kaddafiego [w skład której wchodzą same kobiety - red.], czyli ozdobną. Nic im nie ujmując.

Myślę, że to są ambitne dziewczyny, które wybrały taki sposób, aby budować swój wizerunek, i tak chcą pracować na swoje nazwisko.
Ja bym wolała poznać ich poglądy. Szkoda, że kobiety, które są obecnie w polityce, tak rzadko wypowiadają własne zdanie. Często są to osoby bardzo inteligentne, bardzo kompetentne i, z nielicznymi wyjątkami, wypowiadają wyłącznie poglądy partii i jej szefa. Kiedy oglądam je na ekranie, mam ochotę zapytać: "Dobrze, Mario, Basiu, Kasiu, ale powiedz, co TY na ten temat myślisz?". W dodatku dziennikarze znacznie rzadziej dopytują kobiety o ich punkt widzenia na kwestie dotyczące państwa, spraw międzynarodowych i, generalnie mówiąc, wszystkiego, co się uważa za wielką politykę. To na pewno przyczynia się do tego, że kobiety wycofują się na pozycję tuby partyjnej.

Czyli taka na przykład piękna i młoda Sylwia Ługowska, okrzyknięta polską Angeliną Jolie, która pojawia się u boku Jarosława Kaczyńskiego, jest wyrazicielką poglądów Prawa i Sprawiedliwości?
Przepraszam, ale szczerze mówiąc, nie zauważyłam jej. Może to okropne, ale ja naprawdę zwracam uwagę przede wszystkim na osobiste poglądy polityków, kobiet i mężczyzn. Jeśli kobiety nie wyrażają poglądów na interesujące mnie tematy, jak polityka zagraniczna, demokracja, przemiany ideowe w świecie, problematyka społeczna, kwestie bezpieczeństwa, zdrowie, ochrona środowiska, trendy w gospodarce itd., to ja ich po prostu nie zapamiętuję. Mężczyzn, zresztą, też. Utrwalają mi się niekiedy negatywnie, jak na przykład poseł Kłopotek i inni kłopotkopodobni. Panowie, którzy wypowiadają się na każdy temat. I mówią wyłącznie banały. Należy dorzucić, że niestety, tak też bywa, iż kobiety, które zabierają głos i mają zdecydowane, wyraziste poglądy, są z partii wypłukiwane.
Spróbujmy znaleźć coś dobrego w tym, że atrakcyjne kobiety idą do polityki. Kiedyś poseł Stefan Niesiołowski powiedział, że jeśli na partyjnych kongresach przed wyborami pojawiają się piękne kobiety, to oznacza, że ta partia idzie w górę.
To ładnie brzmi, ale proszę mi podać jeden przykład partii, która zwyciężyła dzięki ładnym kobietom, które wyłącznie milczały odgrywając rolę owych paprotek. Żadna nie wygra wyborów dzięki temu, że ktoś stoi i z godnością milczy. Żal mi, że kobiety nie korzystają z możliwości wyrażania siebie w merytoryczny sposób, przedstawiając coś ciekawego, niekoniecznie porywającego, ale własnego. Jako osoba, która ceni i szanuje kobiety, żałuję, że nie pokazują wszystkiego, co mają najlepszego. W głowie.

Może politykom piękne kobiety potrzebne są, aby pozytywnie wpływały na atmosferę w sztabach wyborczych, w których są głównie mężczyźni?
Ale ja nie wiem, co one tam robią, bo nikt nam tego nie mówi. Pani wie? Nie wiemy, jakie mają zadania i czym się zajmują, być może sztaby wyborcze każą im jedynie tkwić u boku szefa partii podczas konferencji prasowej i wdzięcznie się uśmiechać na jej zakończenie. Obecne kampanie nastawione są na happeningi. Ja to już przyjęłam do wiadomości. Oczywiście ubolewam, że nie ma zderzenia programów, idei, tylko są jarmark, cyrk i błazenada. Oglądamy kandydatów do parlamentu i liderów partii na traktorach, w helikopterach, jak śpiewają, rapują, tańczą oberki, biegają z latawcami, gotują w kotłach, podrzucają kotlety, pływają w kajakach. Natomiast nie widzimy tego, co najważniejsze: konfrontacji poglądów politycznych. Mnie tego brakuje.

Co partie zyskują, akcentując obecność urodziwych kobiet w swoich szeregach?
Moim zdaniem zyskują niewiele. Gdyby, owszem, pyszniły się tym, że mają w swych szeregach ekspertki z wielu dziedzin i wysokiej klasy specjalistki - a, to co innego, wówczas mogłyby zyskać wśród wartościowych ludzi. Natomiast taki teatr stworzony na użytek kampanii jest ogłupiający i poniżający. Wysyła też w stronę społeczeństwa fałszywy sygnał, iż polityka to pajacowanie. A ja uważam, że w polityce jest miejsce na rzeczy wartościowe. Gdy partie pokazują kobiety, które są sprowadzone - albo też same się sprowadzają - do uczestniczenia w kretyńskiej grze, to cóż dobrego można na tym zyskać? Tu wszyscy tracą. Zaufanie i szacunek.

Nic dobrego nie wydarzyło się też dla pań, które poprowadziły kampanię prezydencką Jarosława Kaczyńskiego: Joanna Kluzik-Rostkowska i Elżbieta Jakubiak, które po wyborach zostały odsunięte.
No właśnie. To jest to, o czym już mówiłam: takie kobiety są wypłukiwane. Pokazały swoją indywidualność, próbowały przeforsować swój punkt widzenia na kraj i na sposób prowadzenia kampanii. Jak się okazało, przedstawiały całkowicie nieprawdziwy obraz swojego szefa i jego poglądów, ale wydawało im się, że nadają tej kampanii charakter merytoryczny. Zrobiły to zręcznie i... zostały usunięte. Biorę w nawias, jak oceniam ich postępowanie. W obecnej kampanii jest wiele kandydatek, które są bardzo inteligentne i kompetentne, ale mało widoczne, między innymi właśnie dlatego, iż nie chcą brać udziału w różnych formach błazenady. Mam jednak nadzieję, iż dostaną się do parlamentu. Szkoda, że media nie lubią opisywać tej poważnej, merytorycznej strony polityki.
Z problemem ozdóbki partyjnej zmaga się posłanka Joanna Mucha. Jest doktorem nauk ekonomicznych, a stacje telewizyjne zapraszają ją, aby mówiła o tym, jak ćwiczyć, aby zachować urodę i młodość albo żeby pokazywała, co gotuje czy jakie ubrania ma w szafie. Dlatego że jest ładną, atrakcyjną kobietą i ma zgrabne nogi.
Łatwiej pokazywać kobiety ozdobniczki niż kobiety merytoryczne, których przecież jest bardzo dużo. Ale przedstawianie politycznych czy eksperckich poglądów kobiet nie interesuje większości mediów. Interesuje to jednak społeczeństwo i sądzę, że media wybierają złą drogę, skupiając się na błahostkach.

Nie ma Pani wrażenia, że wykorzystywanie atrybutów kobiet w polityce podobne jest do tego, co się dzieje w reklamie, gdzie, jeśli ktoś chce sprzedać worek cementu, to wiesza plakat, na którym widnieją kobiece nogi albo piersi? Ale wtedy feministki się burzą. Dlaczego nie protestują przeciwko wykorzystywaniu kobiet w polityce?
Też protestują i też im się to nie podoba. Nie podoba się to wielu moim koleżankom z Kongresu Kobiet. Ale jest pewna różnica między reklamą a polityką, w której widzimy, że ładna dziewczyna stoi przy prezesie. Kim jest? Mikrofonem? Krzesełkiem? Żywym obrazkiem? Nie chcą jednak takiej młodej damy potępiać. Po co? Aby jeszcze bardziej ją pognębić?

Ich nazwiska pojawiły się w mediach, dziennikarze proszą o wywiady, one zaczynają funkcjonować w życiu publicznym.
Nie mówię o konkretnej osobie, mówię o problemie. Widziałam w dzienniku telewizyjnym migawkę z taką dziewczyną ozdobniczką wpatrzoną w szefa partii, nawet nie pamiętam, czy to było na
spotkaniu PiS czy SLD. Po prostu stało biedactwo i nic więcej. Żałuję, że się na to zgadzają.

Ale nie są głupie. Obserwują ten świat i widzą, że metoda Dody działa, bo wystarczy pokazać piersi i jest się na topie. Może one idą w tę stronę, aby pokazać swoje zewnętrzne atrybuty i...
...no właśnie, i co dalej? Jeśli ktoś chce tylko zaistnieć, to przez chwilę zaistnieje. Mija kampania i zainteresowanie się kończy. Polityka to zupełnie coś innego niż show-biznes. Trzeba brać odpowiedzialność za sprawy ludzi i państwa, podejmować ważne dla społeczeństwa decyzje, wiele się przy okazji uczyć, ciężko pracować, żeby zdobyć szacunek, być cenionym i skutecznym. Oczywiście można się ograniczyć do roli posła czy posłanki od naciskania guzików do głosowania. Ale w rzeczywistości polityka to jest mozolna robota. Do mnie, do mojego poselskiego biura, przychodziło co tydzień kilkadziesiąt osób z bardzo trudnymi sprawami. Może ja i moje koleżanki byłyśmy za ambitne? Niedawno usłyszałam wypowiedź Kayah na temat spotów śpiewanych przez polityków. Ona je oceniała jako muzyczka, kompozytorka i świetna piosenkarka. Pomyślałam sobie, jak te role się zmieniają. Politycy śpiewają, a artystów wykorzystuje się do kampanii wyborczej. Przez miesiąc kampanii można to wytrzymać. Ale później polityków czeka naprawdę dużo trudu i wtedy żadne talenty z pozoranctwa, markowania i wdzięczenia się na nic się nie zdadzą.

Co by Pani poradziła młodym dziewczynom, które garną się do polityki, ale dają się wykorzystywać partyjnym machinom?
Trzeba jasno przedstawiać swój punkt widzenia i go bronić. Udowadniać, że posiadanie własnych przekonań politycznych jest korzystne dla formacji politycznej, z którą są związane, wiele uczyć się i pracować, by jak najlepiej służyć dobrym sprawom. Posługiwać się swymi kompetencjami, pokazywać swoją wiedzę, odwagę, wytrwałość i - szukać sojuszniczek i sojuszników dla bronionych przez siebie wartości.

Rozmawiała Anita Czupryn

Wideo

Komentarze 7

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

L
Leo

"Popatrz na Sobecką, Kempę czy Wróbel i nie pękaj".

Z B. Labudą te trzy damy nie mają najmniejszych szans, w nieatrakcyjności kobiecej Basia jest najlepsza.

m
miss lata

Popatrz na Sobecką, Kempę czy Wróbel i nie pękaj.

f
franek

a jak była w kancelarii kwacha to zwariowała, już ją wyleczyli i wypuścili z kaftana

E
Egon

Ciekawe co by mówiła jakby była równie ładna jak pani Sylwia ?

s
spokojny

A cóż to za kuriozalne tematy i śmieszne związki? Jaka jest zależność sukcesów w polityce od wzrostu człowieka? Jego inteligencji? Wykształcenia? Wagi? Sukcesów sportowych? Muzykalności? Wieku? Odpowiadam: żadna. Każdy z tych czynników składa się na psychofizyczną całość osobowości człowieka ale żaden pojedynczo nie decyduje. Liczy się bowiem całość właśnie. Ale to chyba takie nasze polskie-wiochowate podejście: oceniam człowieka na podstawie jego wyglądu, bo na innej tematyce się nie znam i jedyne co potrafię komentować to długość nosa, bo nie mam pojęcia np. o ekonomii.

A co do Dody to nie jest tak łatwo, że „wystarczy pokazać piersi i jest się na topie”. Przede wszystkim trzeba mieć co pokazać a Doda ma. Więc niech pokazuje, bo taka jest jej rola i zawód. Najgorzej byłoby właśnie gdyby zaczęła pchać się do polityki. Starczy kabareciarzy Pietrzaka i Rewińskiego, którzy już sobie robili kabaret z polityki (jeden pajacował „kandydując” na prezydenta a drugi założył piwną-dziwną „partię”) albo sytuacja odwrotna kiedy Palikot zamiast w kabarecie występował w roli (pseudo)polityka.

A
Administrator

To jest wątek dotyczący artykułu Labuda: Piękne kobiety w polityce spełniają funkcję podobną do tej, jaką spełniała ochrona Kaddafiego

j
ja ja

Jak w PiS też są ładne i mądre kobiety , to Labuda labidzi.

W
Widukind

nadaje się Pani Labuda do horroru , bez charakteryzacji. Do tego Środa, Szczuka, Seneszyn, Huebner, Kwaśniewska, Komorowska...Kwiat pięknych kobiet . Uczcie się POkraki ode mnie : ja z moją gębą nigdzie nie straszę.

Dodaj ogłoszenie