reklama

Kwiatkowski: To nie polityczny terror. Ale niech wszyscy przeproszą

RedakcjaZaktualizowano 
- Tego, co wydarzyło się w Łodzi, nie można nazwać politycznym terrorem - mówi Krzysztof Kwiatkowski, minister sprawiedliwości, w rozmowie z Anitą Werner (TVN 24) i Pawłem Siennickim. - Ale cała klasa polityczna powinna powiedzieć "przepraszam" - podkreśla.

*Komorowski: Mogę przepraszać Kaczyńskiego. Czy to coś zmieni?

*Macierewicz:Konwencję chicagowską przyjęto bezprawnie. Zaszkodzono Polsce

Czy w Polsce rozpoczął się terror polityczny?
Nie. Tego, co wydarzyło się w Łodzi, nie można nazwać politycznym terrorem. Nawet najbardziej ekstremalne zachowania jednej osoby nie uprawniają do stwierdzenia, że w Polsce mamy do czynienia z grupą osób, które za pomocą terroru chcą zastraszyć czy tym bardziej wymusić określone zachowania władzy publicznej.

Ale mamy pierwsze w wolnej Polsce zabójstwo polityczne.
Zabójstwo, jak wszystko na to wskazuje, motywowane poglądami politycznymi, ale nawet taka sytuacja nie uprawnia nikogo, nawet tych szczególnie poruszonych stratą, do stosowania języka agresji.

Jednak przekroczono granicę nieprzekraczalną. Zginął człowiek, a politycy PiS mówią o "mordzie łódzkim"
To bardzo mocne słowa. Ciąży na nas wielka odpowiedzialność. Musimy uspokoić, wyciszyć nastroje, a nie potęgować emocje. Nie wszyscy politycy o tym pamiętają.

Słowa polityków PiS nakręcają spiralę agresji?
Powtórzę: to było zabójstwo, wszystko na to wskazuje, motywowane względami politycznymi. Każde słowo może podkręcić spiralę emocji, nad którą trudno wtedy będzie zapanować.

My też powtórzymy: politycy PiS podkręcają spiralę agresji?
Wiele z tych słów, które wypowiadają przedstawiciele opozycji, nie powinno paść.

Jarosław Kaczyński przykłada rękę do dewastacji życia politycznego?
Do dewastacji życia politycznego przykłada rękę każdy, którego słowa rozgrzewają teraz emocje. Znałem osobiście zamordowanego, rozumiem dramatyczne okoliczności, ale wszyscy musimy stonować.
A co Pan powie Witoldowi Waszczykowskiemu, który powiedział: "Zaczyna się zabijanie opozycji, nie zabijajcie nas".
Proszę, aby nikt nie używał słów, które ludzie mogą wziąć dosłownie. Jeżeli polityk mówi o rzekomym mordowaniu opozycji, to przecież niektórzy mogą potraktować to jako realnie przygotowywane działania. Wiemy, że tak nie jest.

Jest to realne zagrożenie?
Nie. Obawiam się ewentualnych konsekwencji, które mogą się kryć za tymi słowami. To może spowodować jeszcze gorsze zjawiska.

Jakie?
Przecież nie ma fizycznego zagrożenia eliminacją przedstawicieli jakiegokolwiek środowiska politycznego...

Może jednak warto, żeby prokuratura z urzędu ścigała tych, którzy wzywają do nienawiści choćby w internecie.
Mówię mocno: policja zawsze musi, niezależnie od okoliczności politycznych, zwracać uwagę na wpisy w internecie zawierające groźby karalne. Nie chciałbym jednak, żeby za dowolne poglądy zamieszczane w sieci wszczynane były formalne procedury. To wtedy wielu miałoby podstawy do wyrażania obaw o kondycję polskiej demokracji.

Pan tonuje, ale brutalizacja życia publicznego jest faktem. I co?
Każde takie dramatyczne zdarzenie może być momentem przełomu. Słowa mogą mieć równie silną moc rażenia jak czyny. To, co stało się w Łodzi, mogłoby się stać punktem zwrotnym. Skończmy z używaniem słów jako pałki do politycznej bijatyki.

Piękne słowa, ale niech Minister Sprawiedliwości powie temu basta.
Gdybym walił pięścią w stół i mówił basta, to sam przyznawałbym, że państwo za mało dotąd robiło. Nie. Instytucje państwa wykonywały swoje obowiązki. Oczywiście tragedia w Łodzi musi powodować jeszcze większy wysiłek. Mamy jasną deklarację ze strony policji, że tak będzie.

Tylko co Pan powie Annie Fotydze, która powiedziała nam, że czuje się osobiście zagrożona. Bo czyta o sobie w internecie: "Wreszcie skończcie z tą szmatą"
Każdy powinien zadać sobie pytanie: "Co zrobiłem czy co zrobiłam, żeby atmosferę życia publicznego uspokoić". Zacznijmy ten rozrachunek od samych siebie. Nigdy nie miałem poczucia zagrożenia fizycznego, chociaż też różne rzeczy czytałem o sobie w internecie.
To zacznijmy. Pan czuje się współwinny tego, co się stało w biurze PiS?
Zawsze starałem się szanować nawet tych, z których wypowiedziami nie zgadzałem się. Choć zdarzały mi się wypowiedzi, których bym nie powtórzył.

Jak żarty, które Pan opowiadał: "Kto to jest Lech Kaczyński? Najwyższa głowa w państwie". Albo: "Dlaczego wszyscy po wizycie u premiera Kaczyńskiego mają wydarte kolana? Bo premier lubi rozmawiać twarzą w twarz".
Powiedziałem to na spotkaniu wyborczym Platformy cztery lata temu. Po latach uważam, że te wypowiadane w gronie działaczy politycznych dowcipy były niestosowne.

Wstydzi się Pan?
Zawsze warto się przyznawać do błędu. Źle zrobiłem.

Może Pan teraz przeprosić
Po katastrofie smoleńskiej wysłałem osobisty list do Jarosława Kaczyńskiego.

Czy politycy PO powinni czuć się współwinni tragedii w Łodzi?
Mam do swoich wszystkich kolegów polityków, niezależnie od partii, którą reprezentują, taką przestrogę: niektóre słowa, które wypowiadamy, wracają do nas po miesiącach w innym kontekście, często z podwójną siłą.

To kto powinien teraz powiedzieć: przepraszam.
Cała klasa polityczna.

Akurat. Janusz Palikot używał najbardziej brutalnego języka. Co Pan teraz o nim powie?
Do niego, ale też do innych polityków, także tych, którzy chcieli szukać gałęzi na drzewie, mówię: czas, żeby się opanować i zrobić rachunek sumienia.

To bajka o żelaznym wilku. Nawet tragedia smoleńska nie odmieniła polskiej polityki, a teraz Pan mówi o jakimś zbiorowym rachunku sumienia.
Granicą nieprzekraczalną jest śmierć człowieka.

Jak Pan to sobie wyobraża?
Liczę na opamiętanie.

Pan wzywa do jakiegoś nowego Okrągłego Stołu ?
Mówię tylko o wewnętrznym osobistym rachunku sumienia każdego polityka, a nie o jakiejś nowej inicjatywie politycznej.
To jednak premier Tusk mówił, że PiS jest największym zagrożeniem, a tylko Platforma może to zagrożenie powstrzymać.
Nie licytujmy się, kto co powiedział. Tak jak wspomniałem, to, co mówimy czy co robimy, może do nas wrócić po czasie nie tylko w innym kontekście, ale i ze zdwojoną siłą. Intencje naszej wypowiedzi - po czasie - mogą być interpretowane w sposób zupełnie dla nas nieoczekiwany.

Od takich słów dziś mogą przechodzić ciarki po plecach.
Nie zapominajmy o kontekście tej wypowiedzi. Premier mówił to, wskazując, że na PO spoczywa szczególna odpowiedzialność za nasze słowa i czyny, która później oceniana jest w wyborach.

Pan naprawdę uważa, że odpowiedzialność polityków za zbrodnię w Łodzi rozkłada się równo, symetrycznie pomiędzy wszystkich?
Jeśli możemy tu mówić o odpowiedzialności - to o tej etycznej. A ta nie rozkłada się równo. Są tacy, którzy nadużywali ostrego języka.

Kto taki?
Nie namówicie mnie na wymienienie nazwisk. M.in. właśnie to mogłoby doprowadzić do eskalacji, od której powinniśmy obecnie stronić.

Ale potrzebny jest jeszcze żal za grzechy. Czyj?
Gdybyśmy zrobili go wszyscy - nie zaszkodziłoby.

Czy w sprawie zabójstwa w Łodzi powinna powstać komisja śledcza?

Podchodzę z dystansem do wniosku, składanego kilkanaście godzin po zdarzeniu. To tak, jakby politycy PiS mówili: nie mamy zaufania do policji i niezależnej prokuratury. Dajmy tym organom szansę na przeprowadzenie postępowania, zaufajmy im.

Akurat liderzy PiS nie mają tego zaufania
Nie wiem, czy rzeczywiście nie mają, czy tylko mówią, że nie mają. To różnica.

Czy liderzy PiS dezawuują autorytet państwa?
Co najmniej go podważają.
Jarosław Kaczyński mówi, że zamordowany jest ofiarą socjotechniki partii rządzącej.
Nie będę oceniał tych słów.

Dlaczego ?
Teraz trzeba uspokajać, a nie rujnować życie publiczne.
Politycy opozycji mają prawo czuć się zagrożeni.
Rozmawiałem z szefową mojego biura senackiego w Łodzi. Powiedziałem jej, że jeśli czuje się zagrożona, niech zamknie biuro. Usłyszałem twarde nie. Powiedziała, że jej obowiązkiem jest, żebyśmy normalnie pracowali. Cenię sobie jej deklarację, że nie możemy doprowadzić do wrażenia, że mamy dziś w Polsce stan nadzwyczajny.

Do Pańskiego biura każdy może dziś wejść z ulicy?
Tak.

Pan jak będzie poruszał się po Łodzi?
Tak jak dotychczas.

Krzysiu...
Tak się zwracają do mnie znajomi i przyjaciele.

I premier Donald Tusk na posiedzeniach rządu.
Posiedzenia rządu nie są dostępne dla prasy, więc to tylko dziennikarskie dywagacje.

Wiemy, że tak jest.
Nie komentuję zamkniętych posiedzeń rządu. Premier zwraca się uprzejmie do wszystkich ministrów, oczywiście za wyjątkiem tych sytuacji, kiedy dochodzi do jakichś emocji, jak np. przy projektowaniu budżetu.

To "Krzysiu" jest wyrazem jakiejś szczególnej bliskości z premierem?
Cenię sobie zarówno relacje zawodowe, jak i osobiste, które mnie łączą z premierem.

Pan w polityce przeszedł drogę od pucybuta do milionera. Od noszenia teczki premiera Buzka do fotela ministra.
Akurat do polityki trafiłem tak naprawdę przez samorząd terytorialny, gdzie przez wiele lat działałem jako radny. Kiedy pracowałem z premierem Buzkiem, do moich obowiązków należało także m.in. czuwanie nad sprawami partyjnymi. A tak w ogóle Jerzy Buzek to dla mnie osoba wyjątkowa.

Autorytet, mentor?
Tak. Osoba, do której mam ogromny szacunek i zaufanie. To był dla mnie wyjątkowy okres, bo w wieku 26 lat byłem jednym z najbliższych współpracowników premiera. Z pierwszą poważną pracą jest tak jak z pierwszą miłością. Nie zapomina się jej do końca życia.

A jak jest z premierem Buzkiem?
Jak z udanym małżeństwem. Miłość wieczna.

Bardziej Pan kocha premiera Buzka czy Tuska?
Najbardziej kocham swoją żonę. Jest niepowtarzalną i jedyną w swoim rodzaju kobietą.

Tusk czy Buzek był lepszym premierem?

Każdy jest i był najlepszym premierem na swoje czasy.

Co ma premier Tusk, czego nie miał premier Buzek?
Tusk ma wyjątkową skuteczność polityczną. Ma też szanse być pierwszym szefem polskiego rządu, który ponownie wygra wybory parlamentarne.

Czy to Donald Tusk uratował w Polsce demokrację?
Dzięki Tuskowi obywatele mogli i nadal mogą przyzwyczaić się do spokoju i do normalnych standardów funkcjonowania.
Kim z wykształcenia jest premier Tusk?
Historykiem.

Jeżeli historyk bierze się do walki na polu prawa, to czy nie upodabnia się do bohatera swojej pracy magisterskiej Józefa Piłsudskiego?
Premier odpowiada za to, jak państwo reaguje na zmieniającą się rzeczywistość, w tym na sytuacje o nadzwyczajnym charakterze. Domyślam się, że nawiązujecie do sytuacji z dopalaczami. Rozmiary tego problemu wszystkich nas zaskoczyły. Konieczna była skuteczna reakcja państwa.

I co minister sprawiedliwości powie o polityku, który w Sejmie deklaruje, że będzie działał na granicy prawa?
Działanie na granicy prawa, nie oznacza działania poza prawem. To bardzo wyraźne rozróżnienie.

Przecież to była "putinada" w wykonaniu pana premiera Donalda Tuska.

W maju rozmawiałem z samorządowcami o dopalaczach. Wtedy działało 200 sklepów, a kiedy została podjęta decyzja o kontroli sanitarnej, okazało się, że tych punktów jest grubo ponad 1000. W żadnym państwie ten problem nie występował w takiej skali.

Jeżeli premier polskiego rządu mówi bez żenady w Sejmie, że będzie działał na granicy prawa, to czy nie jest to psucie prawa?
Byłbym pierwszym, który krytycznie oceniłby to, gdybym usłyszał z ust premiera, czy kogokolwiek innego, że będziemy w walce z handlarzami dopalaczy łamać prawo. Na granicy prawa, to nie znaczy poza prawem.

Pan jest singlem w polityce?

Polityka jest działalnością kolektywną, samotny jeździec nie jest w stanie w polityce nic zdziałać.

Ale Pan buduje się jako szeryf.
Western jest jednym z moich ulubionych gatunków filmowych, ale moja praca w resorcie sprawiedliwości nie polega na budowaniu pozycji szeryfa. Daleka jest też od westernowskiej rzeczywistości.

Jaki jest Pana ulubiony western?

"W samo południe" z Garym Cooperem.

Donald Tusk powiedział, że ustąpi ze stanowiska szefa PO w 2014 r. Czy Pan mu wierzy?
Generalnie wierzę ludziom.

Powiedział, że jego następcą musi być młoda osoba.
W PO jest wielu młodych przyszłościowych polityków.

Czyli kto mógłby zastąpić Tuska?

Z polityków młodego pokolenia na pewno wyróżniają się m.in. Agnieszka Pomaska, Sławek Nowak, Sławomir Nitras czy rzecznik klubu Krzysztof Tyszkiewicz.

To oni mogliby zastąpić Tuska na fotelu szefa partii?
Za 4 lata być może jeszcze nie, ale w dłuższej perspektywie na pewno.

A Pan?

Nigdy nie miałem takich planów. Być może dlatego, że czasem bliższa mi jest polityka samorządowa. Tam szybciej widać efekty podejmowanych działań.

To jakie są Pana marzenia polityczne? Kim Pan chce być za 20 lat?
Za 20 lat, jak zakładam, będę po pierwszych rozmowach z moim starszym synem, który będzie mi mówił, jak mu się układa w małżeństwie. Młodszy będzie wtedy studiował. Pewnie będzie zastanawiał się, czy wybrał dobry, czy zły kierunek. Już się psychicznie do tych rozmów przygotowuję.
To bardzo ciekawe.
To złośliwe.

Nie, chcemy się dowiedzieć, czy marzy Pan o tym, żeby zostać szefem rządu?

Marzeń mam wiele. Na co dzień jednak nie żyję marzeniami, a tym, co mam do zrobienia.

Jak PO wygląda na tle AWS?

PO to dobrze zorganizowana armia na tle pospolitego ruszenia, jakim była AWS. Pospolite ruszenie oczywiście też ma swój urok, ale gdy przychodzi do bitwy, to dobrze wyszkolona i pod dobrym przywództwem armia odnosi sukces.

Ma dwóch silnych dowódców Tuska i Schetynę. Kto jest lepszym strategiem?

Najlepsza jest zgodna współpraca obu tych polityków. Tusk jest liderem "niezastępowalnym", z ogromnym wyczuciem, jasnym wskazywaniem celów i odrzucaniem tego, co ważne, od tego, co nieważne. Pokazał to przy kryzysie gospodarczym. Każda partia musi mieć też tego polityka, który wykonuje niezbyt wdzięczną, ale ważną rolę. Dyscyplinuje struktury. I to robi, zresztą ze świetnym skutkiem, Grzegorz Schetyna.

Pan im mówi: dogadajcie się, bo jak będziecie wycinać się, skończycie jak AWS.

Wiem dobrze, czym się kończą konflikty, jeżeli przekraczane są granice.

Na pewno wtedy przyjaźni już nie ma.
Ale jest dobra współpraca.

Czyli przyjaźni nie ma?
Jest dobra współpraca.

Premier Buzek jest Pana mentorem. A premier Tusk?
Szefem rządu, którego jestem ministrem. Szefem, którego cenię i szanuję.

Co jest dla Pana najważniejsze w życiu?
Rodzina. Dlatego na biurku mam zdjęcie swoich dwóch synów i gdy patrzę na nie, od razu jest mi lepiej.

Oni postawią za 20 czy 30 lat popiersie Donalda Tuska na tej samej półce co marszałka Piłsudskiego?
Stawianie w przyszłości popiersia na półce nie powinno być celem podejmowanych przez jakiegokolwiek polityka działań. Na pewno nie jest też celem premiera Tuska. Ważna jest historyczna ocena skuteczności polityka. Wierzę, że za 20-30 lat nie tylko moi synowie, ale i ich koleżanki i koledzy dokonają oceny naszego rządu i że nieźle ona wypadnie.

I czego Pan życzy premierowi?
Życzę, aby ocena jego rządów w przyszłości była jednoznaczna i niebudząca wątpliwości: najlepszy premier na czasy, w jakich przyszło mu rządzić.

FLESZ: Elektryczne samoloty nadlatują.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 9

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

a
adam

nie było w tym tygodniu

S
Sybirak

A dlaczego nie? Narodu nie wolno obrażać i prowokować, bo zacznie budować barykady. (P) islam należy zwalczać, bo widzimy co wyprawia.

b
białas

Wszyscy chcą przepraszac i wszyscy domagają sie przeproszenia. A co robia dalej? Umarł Papież, i co? Katastrofa pod Smoleńskiem, i co? Zabójstwo w Łodzi, i co? Wystarczą przeprosiny? I dalej politycy będą sie medialnie oskarżac? Zarzuty dot. konfliktowości PiS na pewno są uzasadnione, ale PO każdorazowo, również media, prowadząc jakąkolwiek dyskusję zawsze nawiązują do zachowań /wypowiedzi/ PiS podgrzewając atmosferę i przerzucając "odpowiedzialnośc" na PiS. Wygodne to jest dla obserwatora nie śledzącego sceny politycznej. Czyżby wypowiedź Kurskiego "Ciemny naród wszystko kupi", pomimo że werbalnie nie akceptowana, była wdrażana przez polityków i media. Przepraszanie, podpisywanie porozumień bez przekonania, że parlamentarzyści są wybrani po to by służyc najlepiej jak potrafią suwerenowi, nie ma zanczenia. Dalsze zachowanie tych panów, a przy okazji również mediów, które czekają na takie prymitywne gratki /newsy/, jest z reguły przewidziane. Wiele dyskusji o in vitro i zabójstwie w Łodzi, a gdzie dyskusja o budżecie i ustawach około-budżetowych, zmianie systemu emerytalnego /byc może korupcyjnego/, ograniczenia bezrobocia i pomocy społecznej. In vitro i dramat łódzki bardzo dobrze służą przykryciu spraw bardzo istotnych. Chciałoby się powiedziec więcej szaleńców to więcej sytuacji sprzyjających politykom by odsunąc dyskurs polityczny od spraw istotnych. Aż trudno uwierzyc?

G
GAMA

Pan Kwiatkowski zanim się zastanowi to opowiada to, co mu ślina na język przyniesie.
Jest to młody następca Bartoszewskiego-słowotoka.
Jednak wczoraj, czytając posłom w sejmie regulaminy więzienne, wypowiadał się logicznie. Chwała mu za to - to jest jego największe osiągnięcie.

P
Polka

PO, jak widzę, rzeczywiście traktuje Polaków jak ludzi poniżej normy intelektualnej i z chorobą ADHD. Dlatego jak czuła mamusia do kłócących się dzieci mówi "Przeproście się". Bo gdyby traktowała naród poważnie i bez lekceważenia, po takich tragediach mrożących krew w żyłach, po takiej traumie narodowej skończyłaby z obrzydliwą propagandą, która sięga nie tylko Gierka, ale wręcz bolszewii i stalinizmu, a głównym jej guru jest potomek czerwonej dynastii i tacy ludzie jak między innymi ten, który, gdy był torturowany biskup męczęnnik, pisał o nim paszkwile ( obecnie autorytet moralny).

j
jacek

Przestańcie mówić o odpowiedzialności całej klasy politycznej!!!
Przestańcie wzywać całą klasę polityczną d o przepraszania.
Jest tylko jedna partia odpowiedzialna za morderstwo w Łodzi : To Platforma Obywatelska.
To politycy tej formacji używali języka poniżającego ,odbierającego godność przeciwnikom politycznym .To ludzie PO tacy jak Kutz ,Bartoszewski Niesiołowski Sikorski Pailgłup i inni używali języka nienawiści wobec opozycji!! Kto mówił o bydle?? Kto groził dorżnięciem watahy?? Kto mówił o zastrzeleniu i patroszeni J.Kaczyńskiego???? Kto to mówił????
Próba wrzucenia do jednego worka wszystkich polityków jest bezczelnością niebywałą.
Próbuje to właśnie robić Tusk i ten prymityw Komorowski. Robią to po to by umniejszyć własną odpowiedzialność za mord polityczny!!!
Nie macie żadnych argumentów by wrzucać Kaczyńskiego do jednego worka z bandytami PO.
Kaczyński ,owszem słynie z ciętego języka ale nigdy w jego słowach nie było wzywania do fizycznej eliminacji przeciwnika politycznego!!!!
Przestańcie wrzucać wszystkich do jednego worka !!!
Przestańcie obarczać taką samą odpowiedzialnością wszystkich polityków.
Ani politycy PiS ani PSL czy nawet SLD ,których niecierpie - nigdy nie robili takich rzeczy jak łajdacy i podżegacze z PO.

O
Obywatel Rzeczypospolitej

Już kiedyś to zrobiłem ale skoro pan minister publicznie mówi, że wszyscy maja przeprosić to się powtórzę - przepraszam, że uwierzyłem w 1989 roku w zmany w tym kraju, naszym kraju!

Skoro spin doctor nie powiedział panu, że jak sie mówi "wszyscy" to wypada zacząć od siebie, to powiem to ja - teraz na pana przeprosiny pora!

Dobrze chociaż, że pojedyńczo tego nie zadresował do rodziny P. Papała i P. Olewników...

m
mlodzi

nie chcemy w Polsce faszyzmu

A
Administrator

To jest wątek dotyczący artykułu Kwiatkowski: To nie polityczny terror. Ale niech wszyscy przeproszą

I
Inkwizytor

Wiec prosze mnie najpierw przeprosic.
(zyjemy w nieprawdopodobnie pojebanym
kraju)

Dodaj ogłoszenie