Kwestia polexitu tematem numer jeden walki politycznej. PiS znalazł się w trudnej sytuacji

Dorota Kowalska
Dorota Kowalska
Donald Tusk, lider Platformy Obywatelskiej
Donald Tusk, lider Platformy Obywatelskiej Adam Jankowski/Polska Press
PiS znalazł się w trudnej sytuacji: z jednej strony głosy eurosceptycznej Solidarnej Polski są mu niezbędne do rządzenia, z drugiej – obozowi władzy potrzebne są zarówno unijne pieniądze, jak i przekonanie Polaków co do tego, że PiS nie zamierza wyprowadzić nas z europejskiej wspólnoty. A o tym właśnie coraz częściej i mocniej mówi opozycja.

Opozycja postanowiła uderzyć w najsłabszy punkt narracji Zjednoczonej Prawicy – kwestie naszych stosunków z Unią Europejską i ewentualnego polexitu. Najsłabszy biorąc pod uwagę fakt, że ponad 80 procent Polaków jest zwolennikami naszego członkostwa w europejskiej wspólnocie.

Widać to było chociażby w Płońsku, podczas konwencji krajowej Platformy Obywatelskiej. Donald Tusk już na początku zapewniał, że zadaniem PO jest obrona interesów Polski, obrona interesów miast, miasteczek i obrona „Polski w Europie” i „Europy w Polsce”.

- PiS i Kaczyński chcą wyprowadzić Polskę z Unii Europejskiej. Ja to wiem, mi się to nie wydaje - mówił lider PO. Dodał, że już wiele lat temu był świadkiem i uczestnikiem rozmów, podczas których w środowisku PiS wyraźnie dawało się wyczuć niechęć do UE.

- Unia w każdym wymiarze przeszkadza Kaczyńskiemu i PiS-owi. To, co ich powstrzymuje, to wyłącznie to, że 80 procent Polaków jest przeciwko (wyjściu z UE - red.) – przekonywał lider PO. Jego zdaniem Prawo i Sprawiedliwość w sprawie UE chce jednak Polakom „namieszać w głowach” i stąd po antyunijnych deklaracjach nagle się z nich wycofuje i deklaruje poparcie dla Unii.
- Kłamią tak jak z uchwałami o nepotyzmie - powiedział Tusk.

I podkreślał, że obecnie, aby wyprowadzić Polskę z Unii, „wystarczy jedno nocne głosowanie” i nawet zwykła większość głosów.
- Propozycja jest bardzo prosta - powiedział lider PO i zasugerował zmianę jednego zapisu w konstytucji. Artykuł 90 zakłada bowiem, że umowę międzynarodową - na podstawie której Polska może przekazać organizacji międzynarodowej lub organowi międzynarodowemu kompetencje organów władzy państwowej w niektórych sprawach - ratyfikuje się większością dwóch trzecich głosów w parlamencie. Donald Tusk zaproponował, by wpisać do konstytucji, że wypowiedzenie takiej umowy wymaga identycznej większości.

- Proszę natychmiast zgodzić się na wspólne przedsięwzięcie - drobna zmiana w konstytucji, która pozwoli uniknąć ryzyka, że w nocy wyprowadzi się w Polskę z Unii - powiedział Tusk.

Do słów i propozycji lidera Platformy Obywatelskiej jeszcze w sobotę odniósł się premier Mateusz Morawiecki.

- Pomijając propagandowy aspekt tego zagajenia, jesteśmy w stanie podjąć rzeczową dyskusję na ten temat – stwierdził premier. - Jest to element manipulacji i kłamliwej propagandy. PiS uważa, że miejsce Polski jest w UE. Warto też podkreślić, że jesteśmy suwerennym państwem, nie działamy pod dyktando Brukseli ani żadnej innej stolicy. Nasza suwerenność nie może być oddana tylko dlatego, że ktoś niewłaściwie interpretuje traktaty – dodał.

Zjednoczona Prawica ma jednak z Unią Europejską problem, co skrzętnie próbuje wykorzystać opozycja. W Płońsku Donald Tusk wspomniał chociażby ostatnie słowa marszałka Sejmu Ryszarda Terleckiego. Ten podczas Forum Ekonomicznego w Karpaczu odnosząc się do niedawnych, niekorzystnych dla Polski decyzji Komisji Europejskiej, stwierdził, że „powinniśmy myśleć nad tym, jak najdalej, jak najbardziej możemy współpracować, żebyśmy wszyscy byli w Unii, ale żeby ta Unia była taka, jaka jest dla nas do przyjęcia. Bo jeżeli pójdzie tak, jak się zanosi, że pójdzie, to musimy szukać rozwiązań drastycznych".

Jakich? - Brytyjczycy pokazali, że dyktatura brukselskiej biurokracji im nie odpowiada i się odwrócili i wyszli - kontynuował wicemarszałek Sejmu, po czym podkreślił: - My nie chcemy wychodzić, u nas poparcie dla Unii jest bardzo silne, dla uczestnictwa w Unii, ale nie możemy dać się zapędzić w coś, co ograniczy naszą wolność i co ograniczy nasz rozwój.

Na ostatniej konwencji PO było również o „znanym Europejczyku” Marku Suskim, ten przymiotnik pojawił się nie bez powodu. Nie tak dawno poseł Suski zadeklarował bowiem, że „Polska „nielegalna” walczyła w czasie II wojny światowej z jednym okupantem, walczyła z okupantem sowieckim i będziemy walczyć z okupantem brukselskim”.

Ta deklaracja, podobnie jak słowa marszałka Terleckiego, spotkała się z odpowiednim przyjęciem przez opozycje, która stara się nakreślać scenariusz bliskiego polexitu.

Może dlatego politycy Prawa i Sprawiedliwości postanowili zareagować. Tym bardziej, że z powodu konfliktu z TSUE, który podnosi kwestie nieprzestrzegania nad Wisłą praworządności, Unia Europejska wstrzymała wypłatę Polsce środków z Funduszu Odbudowy domagając się między innym likwidacji Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego.

I tak kilka dni temu Jarosław Kaczyński, prezes Prawa i Sprawiedliwości w wywiadzie z Polską Agencją Prasową.
podkreślił, że „chcemy być w Unii, ale jednocześnie chcemy pozostać suwerennym państwem. Chcemy by to, co zostało w traktatach zawarte, było bardzo ściśle przestrzegane”.

- Chcemy by to, co zostało w traktatach zawarte, było bardzo ściśle przestrzegane. Są kompetencje wyłącznie unijne, w szczególności te dotyczące stosunków zewnętrznych w sferze gospodarczej, są kompetencje mieszane i są te, które pozostają wyłącznie w kompetencji państwa – sprecyzował prezes PiS.

Kierownictwo PiS przyjęło też uchwałę „W sprawie przynależności Polski do UE oraz suwerenności Rzeczpospolitej”, wykluczającą możliwość polexitu.

- W związku z tym, że w ostatnim czasie pojawiają się kłamliwe informacje na temat stanowiska PiS w sprawie przynależności Polski do UE postanowiliśmy uchwałą Komitetu Politycznego odnieść się do tego – powiedziała Anita Czerwińska, rzeczniczka partii.
W uchwale podkreślono, że Polska jest państwem europejskim od ponad tysiąca lat, a dziś „rzeczywistość naszego kontynentu to Unia Europejska”.

„Wykluczamy zatem możliwość polexitu. Przypisywanie nam zamiaru wyjścia z Unii Europejskiej jest kłamliwym zabiegiem propagandowym totalnej opozycji - nie mającym odzwierciedlenia w faktach” – napisano w dokumencie.

Jeszcze w sierpniu Jarosław Kaczyński zapowiedział likwidację Izby Dyscyplinarnej w takiej postaci, w jakiej funkcjonuje obecnie.
O unijne pieniądze postanowił zawalczyć również wiceminister funduszy i polityki regionalnej Waldemar Buda. Polityk Zjednoczonej Prawicy wysłał pisma do samorządów, w których prosi o analizę i weryfikację tzw. uchwał anty-LGBT. Przypomnijmy, że zaledwie kilkanaście dni temu Komisja Europejska zapowiedziała wstrzymanie wypłat środków z programu REACT-EU dla tych województwa, które przyjęły kontrowersyjne deklaracje. Minister Buda tłumaczy, że zakaz dyskryminacji w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym wynika wprost z Konstytucji RP. Jednocześnie każda uchwała lub stanowisko podejmowane przez polski samorząd musi zgodne z zapisami ustawy zasadniczej.

„Mając na uwadze powyższe, zwracam się do samorządów, których organy uchwałodawcze przyjęły tego typu dokumenty, o ich analizę i weryfikację czy nie zawierają one zapisów, które niekiedy – nawet wbrew intencjom organów stanowiących – mogłyby potencjalnie stać się przedmiotem nadinterpretacji w tym zakresie (...) W przypadku zidentyfikowania takich zapisów, uprzejmie proszę o podjęcie stosownych modyfikacji” - napisał Buda.

Ale list Waldemara Budy natychmiast skomentował wiceminister sprawiedliwości Marcin Romanowski.

– Tego typu działania to przykład polityki uległości, z którą mamy do czynienia od wielu lat. Wszyscy widzimy do czego to prowadzi. Z szantażystami trzeba postępować w sposób zdecydowany – mówił polityk na antenie Radia Maryja. – Dla Solidarnej Polski ważne jest to żeby o polskich sprawach decydować w Warszawie, Lublinie, Łodzi, a nie Brukseli czy Berlinie. Nie może być tak, że UE będzie urządzać nasze rodziny, wpychać absurdalną ideologię – dodał.

To stanowisko Solidarnej Polski, koalicjanta Prawa i Sprawiedliwości. Zbigniew Ziobro, lider SP wielokrotnie już mówił, co myśli o UE, jasno zadeklarował też, że nie zamierza wycofać się z reformy wymiaru sprawiedliwości, którą ta kwestionuje.

Wydaje się więc, że PiS znalazł się w trudnej sytuacji: z jednej strony głosy Solidarnej Polski są mu niezbędne do sprawowania rządów, z drugiej – obozowi władzy potrzebne są zarówno unijne pieniądze, jak i przekonanie Polaków co do tego, że PiS nie zamierza wyprowadzić nas z europejskiej wspólnoty. A o tym właśnie coraz częściej i mocniej mówi opozycja.

Czas zimowy i letni przez kolejne 5 lat

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

O
Olga
Pomimo wielu lat ostrzeżeń wypowiadanych przez wszystkie krajowe i międzynarodowe instytucje prawne, pis dalej uparcie przejmuje wszystkie polskie instytucje które mogłyby patrzeć partii na ręce.

Od 2016 zlikwidowano niezależność: prokuratury, TK, SN, wielu izb SN, części sądownictwa, telewizji TVP, gazet regionalnych.

Pis dalej idzie w zaparte i zasłania się niezależnością podczas gdy wszyscy widzą, że chodzi o bezkarność dla dalszego okradania. Praktycznie codziennie słychać o kolejnych premiach i dotacjach przyznawanych wyłącznie swoim i kolejnych instytucjach tworzonych tylko na potrzeby wyciągania kasy z budżetu państwa.

Skończy się to najpierw wstrzymaniem dotacji, później zagranicznych inwestycji, a ostatecznie wywaleniem nas z UE. Przez mafię pis skończymy jak Białoruś w objęciach Rosji.
G
Gość
Zdradzieckie mordy z tuskiem na czele cały czas szkodzą Polsce
Dodaj ogłoszenie