Kuźniar: Albo Zachód otworzy się na kraje wschodzące, albo przed nami konflikty

Agaton Koziński
Dodaj komentarz:
Udostępnij:
- Zachód nie może spać spokojnie. Kryzys 2008 r. bardzo przyśpieszył schyłek jego potęgi. Rozwiązania są dwa. Albo Zachód będzie próbował utrzymać status quo i przed nami konflikty, albo bardziej otworzy się na kraje wschodzące i będzie kooperatywnie, wspólnie z nimi kształtował nowy porządek. Przyjęta strategia zdeterminuje geopolityczny ład na świecie. Ale nie boję się, że Chiny będą zdolne do globalnej dominacji - ocenia doradca prezydenta Roman Kuźniar w rozmowie z Agatonem Kozińskim.

Już niedługo Chiny mogą się stać drugą, równorzędną z USA, "masą grawitacyjną" i siłą rozwoju na świecie. Jak w tym wszystkim widzi Pan rolę Europy? Bruksela ma szansę odgrywać jeszcze jakąś rolę w tym koncercie dwóch mocarstw?
Na kryzys Europy składa się wiele czynników, także kulturowych, m.in. na zjawisko nazwane przez G. Weigela samobójstwem demograficznym. Jest nas coraz mniej i jesteśmy coraz starsi. Bez dynamiki demograficznej nie ma prężności cywilizacyjnej. Jeżeli tego nie odwrócimy, długofalowo wypadniemy z gry, choć przez jakiś czas będziemy to jeszcze nadrabiać obecnym poziomem rozwoju technologicznego, bogactwem, kreatywnością. A później, za 50-100 lat, być może czeka nas los Grecji, jak twierdzą niektórzy, czyli atrakcji turystycznej. Jednak nie należy się poddawać, bo bez Europy, jej kultury, wdzięku, wyjątkowego humanistycznego rysu, doświadczenia politycznego, świat będzie uboższy. Europie konieczne jest przywrócenie witalności niezbędnej do tego, żeby móc konkurować z najpotężniejszymi krajami.

Czytaj też:Pakt fiskalny bez polskich postulatów. Wyłożymy krocie, nie dostaniemy nic?

W jaki sposób na Europie swoje piętno odcisną rosnące w siłę Chiny?
Pekin wywiera presję przede wszystkim na kraje z nim sąsiadujące. Ale nie spodziewam się, by Chiny próbowały w jakiś sposób wpływać na samą Europę. Ich potencjał jest zbyt oddalony, do nas dociera już rozproszony. Tamtejsze władze dostrzegły, że stały się zbytnio uzależnione od USA i szukają sposobu na bardziej równomierne rozłożenie związków z różnymi partnerami. Także z Polską - oni dostrzegli, że szybko się rozwijamy, mamy stabilną gospodarkę i dzięki temu jesteśmy wiarygodnym partnerem. Zresztą Chińczycy też nie będą się rozwijać tak dynamicznie jak teraz w nieskończoność. To społeczeństwo zaczyna się starzeć - konsekwencja wieloletniej polityki jednego dziecka. Widać, że powoli zwalnia rozwój gospodarczy, już nie będzie to 10-12 proc. PKB rocznie, tylko 7 proc., a potem jeszcze mniej. To siłą rzeczy osłabi chiński potencjał ekspansji. Choć nie znaczy to, że Zachód może spać spokojnie. Kryzys 2008 r. bardzo przyśpieszył schyłek jego potęgi. Dlatego kluczowe pytanie dotyczy tego, w jaki sposób Zachód zamierza się dalej zachowywać.

Czytaj też:Nowy szczyt UE zatwierdzi "Europę dwóch prędkości". Tak wynika z projektu nowej umowy...

Jak Pan na nie odpowiada?
Rozwiązania są dwa. Albo Zachód będzie próbował utrzymać status quo i przed nami konflikty, albo bardziej otworzy się na kraje wschodzące i będzie kooperatywnie, wspólnie z nimi kształtował nowy porządek. Przyjęta strategia zdeterminuje geopolityczny ład na świecie. Ale nie boję się, że Chiny będą zdolne do globalnej dominacji.

Unia Europejska może wykończyć samą siebie - patrząc na tempo, w jakim rozwiązuje własne problemy.

Jeszcze parę lat temu niemal pewne było, że ramą globalnego porządku będzie triada USA - Chiny - Europa. Jednak od 2008 r. Unia zaczęła mieć problemy. Wyszło na jaw, że kilka krajów żyło ponad stan, problemy jeszcze zwielokrotniła strefa euro. To, co miało być postępem, okazało się źródłem kłopotów - przecież bez euro niewypłacalność Grecji byłaby tylko jej problemem. Dziś widać jednak wyraźnie, że cała konstrukcja europejska znajduje się w najgłębszym kryzysie od lat.

Czytaj też:Belka: Nie dojdzie do rozpadu całej strefy euro. Polska przejdzie przez recesję ''suchą nogą"
Wyciągnąć z tych problemów Unię próbują Francja i Niemcy. Uda im się?
Te dwa największe kraje stosunkowo najlepiej przeszły przez kryzys - dotyczy to przede wszystkim Berlina. Nic dziwnego, że one próbują ratować strefę euro. Nam się to może nie do końca podobać, gdyż nie ma dla nas miejsca przy stole. Ale sami jesteśmy sobie winni. Przecież Donald Tusk zapowiadał w 2008 r., że od 2012 r. będziemy w strefie euro - ale później się z tego wycofaliśmy. Dziś jesteśmy od unii monetarnej dalej, niż byliśmy cztery lata temu, nie możemy więc narzekać, że przy decyzjach nie mamy głosu na miarę naszego potencjału, dynamiki i aspiracji.

Czytaj też:Pakt fiskalny bez polskich postulatów. Wyłożymy krocie, nie dostaniemy nic?

Tusk popełnił błąd? Powinien się zdeterminować i mimo kryzysu wprowadzić Polskę do strefy euro w zapowiadanym terminie?
Trudno mówić o błędzie. Proszę posłuchać komentarzy ekonomistów - głosy są wyraźnie podzielone. W każdym razie teraz nie ma nas w strefie euro i siłą rzeczy nie mamy wpływu na zmiany jej dotyczące. Choć nie sądzę też, aby ona chciała się oderwać od reszty, stworzyć nowe, twarde jądro wewnątrz Unii. Francja kilka razy wspominała o budowie federacji wewnątrz strefy euro. Nie odbieram ich działań w tych kategoriach. Paryż ma skłonności do ekskluzywizmu, ale nie opowiada się za federalizacją Unii - a już na pewno nie chce stworzyć takiej federacji, o jakiej mówił minister Sikorski podczas przemówienia w Berlinie. Bardziej realne jest odpadnięcie Anglii. Byłoby szkoda, ale Londyn nie może być kulą u nogi dalszej integracji Europy.

Czytaj też:Nowy szczyt UE zatwierdzi "Europę dwóch prędkości". Tak wynika z projektu nowej umowy...

Skoro nie federacja, to w jaki sposób Unia ma rozwiązać swoje problemy?
Znajdujemy się w sytuacji specyficznej, ale przejściowej. Unia w końcu upora się i z tym kryzysem, jak wcześniej - ewolucyjnie dostosowując się do realiów, czyli nie zrywając z dotychczasowym algorytmem integracji, który jest wyznaczany kolejnymi traktatami. Taka jest specyfika UE. Nie da się naprzód określić, jaki ma być jej ostateczny kształt. Wspólnota nieustannie się zmienia i będzie się zmieniać pod wpływem bieżących problemów i wyzwań. Trzeba to przyjąć do wiadomości, zamiast stawiać przed nią cele i ambicje ponad jej siły.

Rozmawiał Agaton Koziński

Cały obszerny wywiad przeczytasz w weekendowym wydaniu "Polski" lub na stronie prasa24.pl.

Czytaj też:Belka: Nie dojdzie do rozpadu całej strefy euro. Polska przejdzie przez recesję ''suchą nogą"

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie