Kuczyński: Podwyżka VAT jest bardzo szkodliwa, bo uderza w najbiedniejszych

Redakcja
Polskapresse
- Niewykluczone, że rząd zacznie podnosić nam te podatki, które da się podnieść. Chociaż osobiście uważam, że podwyżka VAT jest bardzo szkodliwa, bo uderza w najbiedniejszych. Zabierając im część pieniędzy, tym samym zmniejszamy popyt wewnętrzny. A to przecież około 60 proc. PKB. - przekonuje w rozmowie z Joanną Ćwiek-Świdecką, Piotr Kuczyński - główny analitykie Xelion.

Okres przed wyborami nigdy nie jest dobry do wprowadzania reform. Teraz na wybory poczekamy kilka lat, ale nowy rząd nie będzie rządził w łatwych czasach.
To prawda, ale to, jaki będzie to styl rządów, będzie zależało od sytuacji gospodarczej w Europie i Stanach Zjednoczonych. Są obecnie trzy możliwości: spowolnienie gospodarcze, recesja lub dodruk pieniędzy, aby dokapitalizować rynki. Jeśli będzie to tylko spowolnienie, to przy niewielkiej nowelizacji budżetu uda się utrzymać ponadtrzyprocentowy wzrost gospodarczy i nie będzie większych perturbacji. Jeśli świat wejdzie w recesję, w Polsce pojawią się prawdziwe problemy i trzeba będzie ciąć wydatki oraz zwiększać wpływy do budżetu. Myślę, że w pierwszej kolejności zostanie podwyższona składka rentowa po stronie pracodawców, co powinno dać wpływy do budżetu około 1,5 proc. PKB.

Jeśli tak się stanie, pracodawcy zaczną krzyczeć, że z uwagi na rosnące koszty pracy nie będą tworzyć kolejnych miejsc pracy, będzie rosło bezrobocie.
Ci pracodawcy, dla których to rzeczywiście będzie problem, powinni zamknąć biznes, bo to oznacza, że bardzo kiepsko sobie radzą. Minimalny wzrost składki rentowej naprawdę nie jest aż takim obciążeniem dla pracodawców, a daje spore wpływy do budżetu.

Myśli Pan, że w przyszłym roku dojdzie do kolejnej podwyżki podatku VAT?
Tego nie można wykluczyć. Jeśli będzie grozić nam spory deficyt, to niewykluczone, że rząd zacznie podnosić nam te podatki, które da się podnieść. Chociaż osobiście uważam, że podwyżka VAT jest bardzo szkodliwa, bo uderza w najbiedniejszych. Zabierając im część pieniędzy, tym samym zmniejszamy popyt wewnętrzny. A to przecież około 60 proc. PKB.

Żeby poradzić sobie z nadmiernym deficytem, nie wystarczy podnosić podatki. Może lepiej zacząć szukać oszczędności.
W pierwszej kolejności, czyli od razu w 2012 r., należy zabrać się do reformy finansów publicznych. Bez konkretnych sygnałów dotyczących zmian w Polsce możemy się spodziewać, że nasz kraj stanie się ofiarą ataków spekulantów. Wkrótce też zaczną nam się przyglądać agencje ratingowe, które już zapowiedziały, że Polska ma spokój tylko do wyborów.

A co z długiem publicznym?
Warto się starać o przeniesienie zadłużenia zagranicznego Polski na zadłużenie wewnętrzne, tak jak jest w Japonii. U nas dług publiczny wynosi prawie 55 proc. PKB, tam - około 200 proc. PKB. Ale 95 proc. tych zobowiązań jest w rękach Japończyków. Dzięki temu ten kraj jest odporny na ataki spekulantów. Dlatego nasz rząd powinien zacząć też namawiać Polaków do zakupu obligacji. Może dobrą zachętą byłoby tu zwolnienie z podatku Belki?

Reforma finansów publicznych to nie wszystko. Pozostaje jeszcze na przykład nierozwiązany problem emerytur czy KRUS.

To, czy uda się w tej kadencji zreformować KRUS, zależy od tego, jak silną pozycję w nowym rządzie będzie miało PSL. Poza tym nie oszukujmy się - reforma rolniczych ubezpieczeń jest oczywiście potrzebna i trzeba ją przeprowadzić. Ale nie ma się co łudzić, że da ona jakieś olbrzymie oszczędności. Nie sądzę, że byłyby to większe pieniądze niż 4-5 mld zł. Znaczna większość rolników jest biedna i trudno jej będzie płacić podatki na zasadach ogólnych. Przeciwnie, nadal będą musieli dostawać pomoc od państwa. Trzeba także zreformować emerytury mundurowe, ale to także da nadwyżkę w budżecie dopiero za wiele lat. Myślę natomiast, że w ciągu najbliższych czterech lat można się spodziewać wyrównania wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn.

Czytaj także:
* Ze skał łupkowych nie tylko gaz. Również ropa
* W całej UE wyraźna poprawa nastrojów
* Mazurek: W Europie mamy już silne spowolnienie gospodarcze

Do niedawna dużo się mówiło o wydłużeniu wieku emerytalnego do 67. roku życia.
To na razie niewykonalne. Obecnie w Polsce pracuje zaledwie co trzecia osoba po pięćdziesiątym roku życia. Gdyby wydłużyć wiek emerytalny, doszłoby do dużego wzrostu bezrobocia.

Słyszy się także, że koalicja myśli o kolejnym cięciu składki na OFE.
Moim zdaniem zostanie ta składka w wysokości 2,5 proc. Uważam jednak, że tymi pieniędzmi nie powinny obowiązkowo obracać fundusze emerytalne, ale powinny być przekazywane emerytom z przeznaczeniem na dobrowolne inwestycje. Zmuszanie przyszłych emerytów do ponoszenia ryzyka rynkowego jest niemoralne, bo nie każdy ma ochotę grać na giełdzie.

Pana pomysł sprowadziłby się do tego, że dostawalibyśmy emerytury tylko z pierwszego filaru. A one będą bardzo niskie.
Ten obecny system i tak trzeba będzie dokapitalizować z budżetu państwa. Tak jak to robi dziś Chile, które przecież też ma trójfilarowy system emerytalny.

Jest pomysł, żeby na ten cel zostały przeznaczone pieniądze z wydobycia gazu łupkowego.
Jeśli do tego by doszło, byłoby to bardzo dobre rozwiązanie. Podobnie mają Norwedzy, którzy na dokapitalizowanie emerytur przeznaczyli pieniądze z wydobycia ropy naftowej. Problem tylko w tym, że nie wiadomo jeszcze, co z tego gazu łupkowego nam wyjdzie.

Myśli Pan, że nowy rząd zdobędzie się na przeprowadzenie reform? Do tej pory z nimi raczej się nie śpieszył.
Domaganie się szybkich reform jest jak wołanie karpi o szybkie nadejście wigilii. Te reformy dotkną przecież wielu osób. To prawda, że czasami należy zacisnąć pasa, ale jeśli nie ma bezwzględnej konieczności, to należy je rozłożyć w czasie. Myślę, że obecny rząd dobrze robi, że zanadto się z nimi nie śpieszy. Największym problemem naszego budżetu są wydatki sztywne, które stanowią 80 proc. wszystkich wydatków państwa. Sądzę, że będą one renegocjowane tylko w przypadku prawdziwego kryzysu. Na razie nie ma potrzeby wykonywania drastycznych ruchów.

Reformy przyczyniłyby się do poprawy kondycji naszego budżetu. Na co powinny zostać przeznaczone te pieniądze?
Ja bym poszedł w kierunku innowacyjnej gospodarki. Polska nie może być tylko centrum outsourcingowym. Powinniśmy zacząć wreszcie sami produkować i konkurować na europejskim rynku, a nie tylko świadczyć usługi na rzecz innych.

Wspominał Pan o trzech możliwych scenariuszach: spowolnieniu, recesji i dodruku pieniędzy. Co się stanie, jeśli ziści się ten trzeci scenariusz?
Gospodarka pójdzie do przodu. Tyle że za dwa, trzy lata trzeba będzie się zmagać z wysoką inflacją.

Czytaj także:
* Ze skał łupkowych nie tylko gaz. Również ropa
* W całej UE wyraźna poprawa nastrojów
* Mazurek: W Europie mamy już silne spowolnienie gospodarcze

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie