Kuczyński: Grecja zbankrutuje, ale UE chce się przygotować

Redakcja
Bartłomiej Ryży/Polskapresse
Dodaj komentarz:
Udostępnij:
- Jestem przekonany, że Grecja w końcu upadnie. Jednak stanie się to zapewne dopiero po wyborach we Francji, czyli w maju, czerwcu. Perturbacje wywołane bankructwem z pewnością dotknęłyby również Francję, a to mogłoby zaszkodzić startującemu ponownie w wyborach prezydentowi Sarkozy'emu. Ani on, ani sprzyjająca mu premier Niemiec Angela Merkel w tej chwili nie chcieli dopuścić do tego - ocenia Piotr Kuczyński, główny analityk Xelionu, w rozmowie z Joanną Pieńczykowską

Po wielogodzinnych negocjacjach we wtorek nad ranem krajom strefy euro udało się osiągnąć porozumienie w sprawie drugiego pakietu pomocowego wartego 130 mld euro dla zagrożonej bankructwem Grecji. Czy dobrze się stało, wszak nie ma pewności, że tym razem Ateny właściwie wykorzystają pomoc?
W obecnej sytuacji trudno było się spodziewać innej decyzji. Strefa euro nie chciała pozwolić na bankructwo Grecji właśnie teraz. Bankructwo w sytuacji, gdy Europa nie jest na nie jeszcze do końca przygotowana, mogłoby uruchomić reakcję łańcuchową, pociągnąć za sobą Hiszpanię i Włochy, które również mają kłopoty z nadmiernym zadłużeniem. A to mogłoby stanowić zagrożenie dla istnienia całej strefy euro.

Uważa Pan zatem, że podejmując decyzję o kolejnym pakiecie pomocowym, Europa po raz kolejny kupuje sobie czas?
To dobre określenie. Kraje UE zakładają, że uda im się wybudować ścianę obronną z pieniędzy wokół zagrożonych bankructwem krajów strefy euro. Tę ścianę miał tworzyć uruchomiony w ubiegłym roku doraźny fundusz ESFS wart 440 mld euro. Teraz dodatkowo w lipcu ma być uruchomiony kolejny fundusz - tym razem stały - ESM, który pierwotnie miał mieć wartość 500 mld euro, a ostatnio mówi się nawet o 700 mld euro. Mamy też działania Europejskiego Banku Centralnego, który w grudniu umożliwił bankom komercyjnym wzięcie kredytów w łącznej wysokości 489 mld euro na trzy lata oprocentowanych na 1 proc. rocznie. Banki wykorzystały część tych pieniędzy, zapewne pod presją polityków, na zakup obligacji zagrożonych państw. Teraz EBC zamierza powtórzyć akcję. 29 lutego odbędzie się kolejna aukcja. Ankiety wśród traderów wskazują, że kwota zapotrzebowania na kredyty będzie podobna. Te wszystkie elementy powodują, że wokół strefy euro powstaje swoisty mur obronny.

Kontrolowane bankructwo to najlepsze wyjście dla Grecji. Pozwoli jej wyjść na prostą

Przyznając dziś pomoc Grecji, rządy zwiększają zadłużenie państw i de facto przerzucają ciężar na wszystkich podatników, wspomagając banki, które zarabiają na pożyczaniu pieniędzy Grecji. Nie lepiej byłoby pozwolić Grecji upaść?
Oczywiście, że tak, moim zdaniem to byłoby najlepsze wyjście, ale pod warunkiem, że to bankructwo byłoby kontrolowane, a strefa euro byłaby przygotowana.

Czy sądzi Pan zatem, że Unia przygotowuje się do kontrolowanego bankructwa Grecji?
Jestem przekonany, że Grecja w końcu upadnie. Jednak stanie się to zapewne dopiero po wyborach we Francji - czyli w maju, czerwcu. Właśnie wybory we Francji to kolejny powód, dla którego nie pozwolono upaść Grecji teraz. Perturbacje wywołane bankructwem z pewnością dotknęłyby również Francję. A to mogłoby zaszkodzić startującemu ponownie w wyborach prezydentowi Sarkozy'emu. Ani on, ani sprzyjająca mu premier Niemiec Angela Merkel w tej chwili nie chcieli dopuścić do tego.

Co stanie się, jeśli Grecja zbankrutuje?
Jeśli kraje strefy euro będą przygotowane, jeśli uda się zbudować ten finansowy mur obronny, to nic dramatycznego się nie stanie. Dług Grecji zostanie zredukowany, banki stracą, ale szybko pogodzą się z sytuacją. Dla Grecji bankructwo byłoby bolesne, oznaczałoby konieczność poniesienia dalszych wyrzeczeń, ale po pewnym czasie kraj ten miałby szansę na powrót na ścieżkę wzrostu. Z tym że, moim zdaniem, Grecja powinna wrócić do swojej waluty. Z tym wiązać się będą poważne perturbacje i konieczność potężnej pomocy ze strony krajów strefy euro w pierwszym okresie, ale to najlepsze rozwiązanie.

Czy Polska odczuje konsekwencje bankructwa?
Jeśli będzie to proces kontrolowany, to nic nam nie grozi. Perturbacje będą, ale chwilowe.

Czytaj też:

* Rostowski: Nie można igrać z pomysłem o bankructwie Grecji. Gospodarka Europy jest na to zbyt słaba
* Niemiecki min. finansów chce upadłości Grecji? "Nie wierzy w skuteczność cięć"
* "The Times": Berlin musi uważać na gniew Aten

Wideo

Komentarze 9

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

z
z
Z ekonomicznego punktu widzenia pan Kuczyński głosi prawdy objawione, które przeczytał w FT.

Jest jednak jeszcze geopolityka. O jej zagadnieniach z Grecją związanych ciekawie mówi pan Saryiusz Wolski.
s
spokojny
Ci Grecy są porąbani. Najpierw leniuchy wylegują się na słoneczku za pożyczone pieniądze potem płaczą żeby im Niemcy nadal dawali kasę a jak tą kasę już dostają to jeszcze są niezadowoleni jak Niemcy im słusznie zwracają uwagę żeby się wzięli darmozjady do roboty. To czego ci ludzie chcą?
Żeby na nich Unia zapier...ła?

Ale jest wyjście – patrzyłem na mapę. Mają tych wysepek do cholery i więcej czyli Unia powinna dać im wyjście: sprzedajecie tysiąc wysp po milirad euro za sztukę i możecie dalej leniuchować. Angela wzięłaby z tego sama jakąś setkę tych wysp a Polska myślę jakby każdy wyłożył sto złotych (za biednych rząd) to by akurat wyszło na jedną taką wyspę. No i wtedy byśmy tam zrobili porządek i Grekom nawet moglibyśmy dać częściowo pracę w naszych hotelach wypoczynkowych tak?
G
Gugalala
Nie jest to zbyt skomplikowana operacja: głównych wierzycieli, którzy zresztą o tym sami dobrze wiedzą, po cichu, lecz oficjalnie, informuje się, że na razie to nie dostaną nic, czyli że muszą zapomnieć o swoich wierzytelnościach w obecnej wysokości. Mogą dostać w przyszłości jakąś ich część, ale pod warunkiem, że będą z nami współpracować. Inaczej zobaczysz figę z makiem.

Wierzyciele, czy chcą, czy nie chcą, muszą się na to zgodzić, a potem zaczyna się rytuał tzw. procesu "trudnych" negocjacji na temat tzw. restrukturyzacji zadłużenia, kończący się w rzeczywistości istotną redukcją długów. Do obowiązków w tym rytuale należy wprowadzenie przez dłużników tzw. programów oszczędnościowych, bo to podobno uwiarygodnia ich pozycję, choć są to działania raczej fasadowe.

Dlaczego nikt tak nie postępuje w przypadku Grecji, lecz każe im drastycznie zmniejszyć wydatki wewnętrzne, a zwłaszcza spektakularnie obniżyć emerytury i płace urzędników i wyrzucić na bruk 150 tys. pracowników, co wywoła powszechne protesty paraliżujące od zewnątrz i od wewnątrz funkcjonowanie tego państwa?

Podobnie jak przed dwudziestu laty w Polsce chce się tę formułę powtórzyć: z jednej strony wielką wyprzedaż, tym razem Grecji, gdzie - podobnie jak u nas - wszystko będzie można kupić za psie pieniądze, a z drugiej strony - doprowadzić do osłabienia lub wręcz marginalizacji miejscowych elit, zdobywając jednocześnie nowe rynki zbytu.
S
S.O.
Niedawno czytałem w Internecie,że przez swoją nieudolność ( skąd my to znamy ?! ) ponieśli miliardowe straty związane z przygotowaniem olimpiady ( brak terminowości wykonania niezbędnych inwestycji i dodatkowe koszty z tym związane ). To ich dobiło ,ale wpadli na ,,wspaniały'' w swoim mniemaniu pomysł ,jak wyłudzać pieniądze na życie ponad stan od UE. Teraz przyszła chwila prawdy !
W
Wincenty
Permanentny kryzys systemu polityczno-urzędniczego o nazwie Unia Europejska przypomina walkę o przetrwanie, w której liczą się tylko najsilniejsi. Nikt już nawet nie protestuje, gdy najważniejsze decyzje są obecnie podejmowane w UE w nielegalnym (z punktu widzenia obowiązujących traktatów) trybie dwustronnych spotkań szefa państwa francuskiego i niemieckiej kanclerz. Unią nie rządzą już Herman Van Rompuy ani José Manuel Barroso. Unią rządzi "Merkozy".

W zamian za rosyjskie i chińskie wsparcie finansowe UE gotowa jest oddać część swojej niezależności ekonomicznej i energetycznej. Europejscy liderzy nie potrafią od dwóch lat wydobyć z zapaści finansowej małego państwa, jakim jest Grecja. Organizacja międzynarodowa o nazwie Unia Europejska jest najwyraźniej niezdolna do zarządzania obecnym kryzysem, nie potrafi nakreślić jakiejkolwiek konkretnej drogi i perspektywy czasowej wyjścia z tegoż kryzysu. Nie ma przecież żadnej mapy drogowej wychodzenia z zapaści finansowej, nie padają żadne terminy. UE działa doraźnie: od kryzysu do kryzysu.

Wszystko to dzieje się w sytuacji, gdy wbrew zapewnieniom przywódców UE obecnie wcale nie mamy do czynienia z kryzysem ogólnoświatowym. To nieprawda, że dotknął on całyą świat. Gospodarka większości krajów globu rozwija się dynamicznie. Jedynie przywódcy UE i USA od trzech lat bezsilnie załamują ręce nad "światowym kryzysem".

Były komisarz unijny Gźnter Verheugen obliczył, że firmy europejskie tracą każdego roku około 130 mld euro na sprawozdawczości przestrzegania przepisów unijnych, które są zbędne i można w każdej chwili je zlikwidować (wymiary krzywizny banana, kiedy należy zaliczyć skorupiaka do ryb itp.).

Podczas gdy w Chinach likwiduje się kolejne bariery dawnej komunistycznej gospodarki nakazowej, dzięki czemu wytwarza się coraz tańsze towary, w UE od wielu lat "produkuje się" nowe normy i przepisy, które zwiększają koszty produkcji.

Do znudzenia powtarzane hasło Tuska, że lekarstwem na kryzys będzie "więcej Europy", przypomina raczej zaklęcie politycznego szamana niż realistyczną wizję rozwiązania problemu.

Nowe kraje członkowskie są drenowane finansowo i politycznie. Polska nie miała praktycznie nic do powiedzenia w najważniejszych decyzjach UE, mimo formalnej rezydencji w Unii. Polski minister był wypraszany ze spotkań strefy euro, nawet jako obserwator.

W sprawie projektu budżetu UE oddaliśmy interes rolników zarówno polskich, jak i wschodnioeuropejskich bez najmniejszego sprzeciwu. Na koniec wreszcie polski minister poprosił w Berlinie niemiecką kanclerz, aby poprowadziła Unię w kierunku przez siebie wybranym.

Został wprowadzony w życie model zarysowany w 2001 roku przez prezydenta Jacques´a Chiraca dla Europy Wschodniej. Wówczas w Paryżu kazano nowym członkom NATO i przyszłym członkom UE milczeć i nie przegapiać okazji do milczenia.

Teraz nie tylko milczymy, lecz także sami prosimy prezydenta Merkel-Sarkozy´ego, aby wskazywał nam świetlaną przyszłość, którą mają podążać kraje Europy peryferyjnej, niezdolne do prowadzenia własnej polityki. Finansowym symbolem tego drenażu peryferii jest transfer finansów krajów uboższych na rzecz bogatszych.

Polski rząd poparł bez żadnych warunków i komentarzy transfer 6 mld euro z Polski na rzecz funduszu wspomagającego strefę euro poprzez Międzynarodowy Fundusz Walutowy, na czele którego stoi Francuzka Christine Lagarde - była minister finansów w rządzie Sarkozy'.

Kraje posiadające waluty narodowe szybciej dostosowały się w UE do obecnego kryzysu niż kraje strefy euro. Dziesięć lat po powstaniu strefy euro państwa, które do niej nie przystąpiły, mają się lepiej w sferze finansów publicznych i samodzielnie szukają dróg wyjścia z kryzysu niż te, które przyjęły wspólną walutę. Nawet skrajnie uległy wobec Brukseli obecny rząd w Polsce zaprzestał mówienia o dacie wejścia Polski do strefy euro.

W samym tylko samorządzie miasta Warszawy rocznie wydaje się okrągły miliard złotych na armię urzędników. W skali całego państwa są to dziesiątki miliardów. W Unii Europejskiej jest niestety podobnie. Być może dlatego właśnie cały postpeerelowski aparat urzędniczy tak ochoczo popierał wejście Polski do UE. Postulatem jest więc redukcja aparatu urzędniczego i redukcja aktów legislacyjnych zaśmiecających prawo iduszących europejską gospodarkę.

System ekonomiczny oparty na nadmiernych regulacjach zabija wolność, a w dłuższej perspektywie bogactwo. Komunizm jest tego najbardziej smutnym przykładem. Poprzez chęć regulowania wszystkiego - od chwili kupna surowca, aż po zużycie gazów cieplarnianych w czasie jego obróbki - UE zaczyna coraz bardziej przypominać kraje starego sowieckiego Sojuzu.

Noblista Milton Friedman w 2000 roku przewidywał upadek strefy euro po 10 latach. Niewiele się pomylił. Polaków nie złamał komunizm, nie powinien więc złamać ideologiczny europeizm. Słowacy już dziś mają dosyć strefy euro. Niemcy żałują utraty swojej marki. Brytyjczycy będą bronić funta jak niepodległości. Przy obecnym kryzysie finansów europejskich dobrze już teraz przypomnieć, że naprawa finansów II RP zaczęła się od naprawy waluty i ustanowienia złotówki w 1924 roku.

Kryzys zadłużenia nie powstał dlatego, że ktoś okłamał niemieckich bankierów, ale dlatego że Europa skonstruowana jest na wielkiej nierównowadze handlowej. Problem Unii jest prosty. UE to strefa wolnego handlu, w której jedno państwo - Niemcy - jest drugim największym eksporterem na świecie, przez co zalewa pozostałe kraje swoimi produktami. To oznacza, że państwa wokół Niemiec nie mogą rozwijać się normalnie, bo zawsze będą miały negatywny bilans handlowy z nimi. Ta współzależność jest niemożliwa do powstrzymania. Strategią Niemców przez ostatnie dekady było zalanie Europy kredytem i pożyczkami, aby inne kraje mogły kupować niemieckie dobra.

Główni konstruktorzy Unii nie dostrzegli, że grozi jej rozkład nie tylko ze strony utopijnych koncepcji gospodarczych i administracyjnych, na skutek których dziś UE jest m.in. zadłużona na 10 bln euro i samych odsetek płaci rocznie 300 mld euro, ale przede wszystkim ze strony nihilizmu, ateizmu i amoralizmu.

Obecna Unia Europejska to po prostu Nowa Komuna, czyli odmiana tego, co Papież JPII nazywał "cywilizacją śmierci". Dobrobyt ma być przywilejem przynależności do Nowej Elity, czyli dla 10% społeczeństwa. Reszta ma być wyzyskiwana (teraz w granicach 1500 zł miesięcznie). Ci, którzy są "niepotrzebni" będą wegetować -- tak, żeby się jak najszybciej wynieśli na tamten świat.

W cywilizacji śmierci nie ma miejsca dla starców i dzieci nienarodzonych. Dlatego wznawia się stan wojenny przeciwko katolickiej młodzieży. Zakłada się, że wychowanie i nauczanie religijne jest bezużyteczne społecznie, a powinno być zastąpione ateizmem i amoralnością. Dzieciom i młodzieży sączy się coraz butniej, że należy się wstydzić wiary w Boga i polskości, wyśmiewa się krzyż i inne wartości religijne, zwłaszcza etyczne, sugeruje się normy i zachowania grzeszne, jak seks i narkotyki, a także, choćby implicite, szczepi się poczucie małowartościowości wobec ateistów i nie-Polaków. Młodzież ma się wstydzić godła polskiego i flagi polskiej, a tym bardziej historii, tradycji i kultury polskiej.
S
S.O.
Grecja zbankrutuje i nigdy nie wyjdzie z kryzysu ,gdyż nie jest krajem przemysłowym i nigdy nie bedzie. Żyli ponad stan i to jeszcze pogorszyło ich sytuację. Podobny los czeka komplet reszty europejskich krajów zacofanych i nieuprzemysłowionych, w tym krajów postsocjalistycznych. Nie dadzą sobie rady w świecie konkurencji. Chyba to widać ?! Porzucić złudzenia !
c
cezar
Podziwiam kanclerz Merkel za jej siłę przywódczą. Ale niestety prowadzi Europę w złym kierunku. Aby wreszcie rozwiązać problem kryzysu w strefie euro, potrzebujemy dwustopniowego działania – po pierwsze ogromnego planu oszczędnościowego i reform strukturalnych, a następnie zastrzyków finansowych dla ożywienia koniunktury. Jeśli zakończymy na oszczędzaniu, wiele europejskich krajów wpędzi to prosto w deflację. A to jest szalenie niebezpieczne.

Czy plany oszczędnościowe dla takich krajów jak Hiszpania, Włochy czy Grecja są zbyt drastyczne?

Są początkiem błędnego koła. Kiedy jakiś kraj wyłącznie oszczędza, popyt drastycznie spada, a tym samym załamują się obroty firm. W efekcie ograniczają one pensje dla swoich pracowników, którzy przez to również mają mniej pieniędzy w portfelach. Więc popyt dalej spada, co skutkuje załamaniem wzrostu gospodarczego. Legendarny ekonomista John Maynard Keynes sformułował to dość jasno: kiedy tylko prywatny popyt się osłabi, polityka musi ten deficyt wyrównać. Ale Niemcy sprawiają wrażenie, jakby o tym nie słyszeli.
s
spokojny
Grecja już zbankrutowała i jest niewypłacalna, dychając tylko na unijnej kroplówce finansowej.
Skreśli się im do końca długi i zaczną od nowa w zreformowanych warunkach.
Nieraz tak się robiło z różnymi krajami albo z bankami.

Jak bank jest splajtowany ale za duży żeby go puścić z wiatrem to się zakłada tzw. „bad bank” czyli „zły bank”, pakuje do niego wszystkie splajtowane papiery na makulaturę i zaczyna nowiutki, czyściutki bilans.
A
Adam
A klasa średnia musi się na to zrzucać.
To się skończy katastrofą dla wszystkich. Fakt, będzie to po wyborach we Francji i nawet w Niemczech.
Ale przyjdzie. A że klasa średnia to tego czasu pewnie zostanie unicestwiona, wpadniemy w naprawdę długą depresję.
Dodaj ogłoszenie