Kto zapłaci za e-podręczniki?

Piotr Marciszuk, Przewodniczący Sekcji wydawców Edukacyjnych Polskiej Izby Książki
Piotr Marciszuk
Piotr Marciszuk
Dodaj komentarz:
Udostępnij:
Darmowe podręczniki, dzieci chętne do nauki i odrabiania prac domowych, szkoły wyposażone w nowoczesny sprzęt i nowocześni, cyfrowi e-nauczyciele. Taką świetlaną wizję polskiej szkoły od pewnego czasu snuje Ministerstwo Edukacji Narodowej w związku z realizacją programu cyfrowej szkoły. Sama idea jest słuszna, niestety może być problem z jej wykonaniem i finansowaniem. Nadal nie znamy odpowiedzi na pytanie, ile za cyfryzację zapłacą rodzice.

Dużo ostatnio możemy usłyszeć o darmowych e-podręcznikach i finansowanym przez państwo wyposażeniu szkół w nowoczesne pomoce w ramach programu "Cyfrowa Szkoła". Kusząca, szczególnie dla rodziców, wizja darmowych podręczników oraz zapowiedź wyposażenia 400 szkół w nowoczesny sprzęt robi sporą karierę medialną. Warto jednak pamiętać, że jest to dopiero zalążek cyfryzacji. Przypomnę tylko, że w tym roku do szkół poszło blisko 5 mln uczniów i prawie 700 tys. nauczycieli. Po wprowadzeniu elektronicznych podręczników, rodzice będą musieli zakupić sprzęt do korzystania z nich. Powszechna cyfryzacja wymaga dostępu do szerokopasmowego internetu zarówno w szkołach, jak i gospodarstwach domowych. Rzadko bowiem mówi się również o tym, że "prawdziwa" cyfrowa szkoła wymaga nie tylko podłączenia do internetu, ale także stworzenia w każdej szkole infrastruktury sieciowej, która pozwoli na rzeczywisty kontakt nauczyciela z uczniami w cyfrowej rzeczywistości. Jaka korzyść będzie z darmowych, elektronicznych podręczników jeśli dzieci i nauczyciele nie będą mieli sprzętu do korzystania z nich albo zabraknie szerokopasmowego łącza i szkolnej sieci? Niewielka.

O skali inwestycji mogą świadczyć przykładowe kalkulacje kosztów wyposażenia szkoły w nowoczesne narzędzia dydaktyczne. Koszt infrastruktury sieciowej to około 30 tys. złotych. Za same komputery dla około 30 uczniów i ich nauczycieli oraz służące do obsługi tablic interaktywnych przyjdzie zapłacić blisko 100 tys. zł. Do tego dochodzą inne urządzenia: drukarki, tablice interaktywne, projektory itd. Nie wspominając o kosztach oprogramowania i dalszej obsługi technicznej urządzeń, w tym zatrudnienia w każdej szkole osoby odpowiedzialnej za konserwację sieci i naprawę sprzętu. Koszt takiego pracownika technicznego to ok. 3500 zł brutto miesięcznie, czyli w sumie w skali roku ponad miliard złotych (przy przeliczeniu dla około 30 tys. szkół w Polsce). Tymczasem wartość całego rynku podręczników papierowych nie przekracza rocznie 1 mld zł. To tylko jeden element. Jeśli zsumuje się wszystkie wydatki - otrzymamy kwotę w kilkudziesięciu lub setkach miliardów złotych.

Kto będzie w stanie sfinansować powszechną cyfryzację? Rodzice? Rząd, którego nie stać na gimbusy? Trudno doszukać się w wypowiedziach urzędników państwowych jasnej odpowiedzi na to pytanie.

Cyfryzacja polskich szkół, przeprowadzona racjonalnie, poprzedzona kompleksowym programem szkolenia nauczycieli, przygotowaniem profesjonalnych podręczników oraz materiałów dydaktycznych, a także zbadaniem, jaki wpływ na dzieci będzie miało korzystanie z nowoczesnych technologii w szkole, może przynieść wiele korzyści. Cieszę się, że dostrzega to również rząd.

Szkoda tylko, że proces ten realizowany jest na zasadzie faktów dokonanych, bez konsultacji ze środowiskiem nauczycieli, rodziców i twórców podręczników oraz innych pomocy edukacyjnych. Co prawda rząd przekonuje, że obecne działania związane z "Cyfrową szkołą" i wprowadzaniem darmowych e-podręczników to dopiero pilotaż, który ma pokazać, jakie rozwiania wprowadzać docelowo. Pilotaż pilotażem, ale rząd już dziś powinien uczciwie przedstawić chociażby orientacyjne koszty powszechnej cyfryzacji i - co równie ważne - źródła jej finansowania. Wyposażenie kilkuset szkół i stworzenie z pomocą unijnych funduszy darmowych e-podręczników (co najprawdopodobniej rozreguluje rynek wydawnictw edukacyjnych) może okazać się nie początkiem, a finałem cyfryzacji. Bo na dokończenie tego procesu zabraknie pieniędzy.

Warto pokusić się o rzetelną debatę na temat kształtu cyfrowej szkoły, która uwzględniałaby nie tylko "cyfrowe priorytety", ale także doświadczenia innych zainteresowanych środowisk, w tym opinię rodziców i nauczycieli.

Piotr Marciszuk, Przewodniczący Sekcji wydawców Edukacyjnych Polskiej Izby Książki

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie