Kto skorzysta na lewoskręcie Polaków? "Może z protestów coś się wyłoni..."

Redakcja
Polska, jeden z najbardziej konserwatywnych krajów w Europie, zaczyna skręcać na lewo. Jak wynika z Europejskiego Sondażu Społecznego (ESS), do którego udało nam się dotrzeć, w naszym kraju rośnie liczba osób deklarujących lewicowe poglądy. - Widać przestrzeń dla nowej partii lewicowej - komentuje prof. Henryk Domański, dyrektor Instytutu Filozofii i Socjologii PAN, który odpowiada za polską część sondażu.

Ankieterzy ESS pytali respondentów o ich poglądy, prosząc, by określili je na skali od 0 do 10 (0 oznaczało poglądy skrajnie lewicowe, natomiast 10 skrajnie prawicowe). Średnia odpowiedzi dla Polski wyniosła 5,63. Wysoko - biorąc pod uwagę, że przeciętny wynik w Europie to 5,21. Ale w 2006 r. średnia z odpowiedzi Polaków wynosiła 5,77 - i była wówczas najwyższą w Europie.

Te rezultaty, mimo że są pytaniami o subiektywną ocenę poglądów respondentów, mają wyraźne przełożenie na polityczną rzeczywistość. W wyborach parlamentarnych w latach 2005 i 2007 wyraźnie triumfowały partie prawicowe. W ubiegłym roku w wyborach 10 proc. głosów zdobył szermujący socjalistycznymi postulatami Ruch Palikota, kolejnych 8 pkt proc. zdobył SLD. Ten wynik świetnie koreluje z lewicowym przechyleniem Polaków, które wykazał ostatni sondaż ESS. Potwierdził go jeszcze wczorajszy sondaż MB SMG/KRC dla TVN 24. Według niego na Ruch Palikota gotowych jest zagłosować 17 proc. Polaków, a na SLD - 10 proc. Najwięcej straciła Platforma, która ma poparcie tylko 27 proc. respondentów. Na PiS chce głosować 22 proc. Polaków.

Niejako przy okazji badanie ESS obala mit mówiący, że wybory w naszym kraju nie oddają w pełni poglądów Polaków, gdyż ponad 40 proc. uprawnionych do głosowania nie korzysta z tego prawa - a te osoby mogłyby mieć krańcowo odmienne poglądy od tych, którzy do urn poszli. Sondaż dowodzi, że proporcje między partiami lewicowymi a prawicowymi, jakie mamy obecnie w Sejmie, właściwie odzwierciedlają sposób oceny rzeczywistości przez całe społeczeństwo.

Otwartym pozostaje pytanie, czy przechył światopoglądu Polaków na lewo to zapowiedź trwałego trendu, czy tylko jednorazowe wahnięcie. - Dziś nie ma odpowiedzi na to pytanie. W czasach kryzysu ludzie mają naturalną tendencję do popierania ugrupowań szermujących lewicowymi hasłami. Jednak problemem Polski jest brak ugrupowań, które byłyby w stanie przedstawić wiarygodny program alternatywny wobec obecnie obowiązującego - podkreśla prof. Domański.

Faktem jest, że zwolenników lewicy w naszym kraju może jeszcze przybywać. W rekordowym 2002 r. takie poglądy w sondażu ESS deklarowało aż 49 proc. ankietowanych. Miało to przełożenie na wynik wyborczy - przecież rok wcześniej SLD był o krok od samodzielnego utworzenia rządu, miał 210 mandatów w Sejmie.

Lewicowy przechył Polski widać było, gdy ankieterzy zadawali pytania dotyczące światopoglądu. Sondaż pokazał, że rośnie akceptacja dla homoseksualistów w naszym kraju. Na pytanie, czy geje i lesbijki mają prawo, by układać sobie życie według własnych przekonań, twierdząco odpowiedziało 45,4 proc. respondentów. Sporo poniżej europejskiej średniej, która wynosi prawie 67 proc. Ale widać postęp - w 2006 r. pozytywnie na takie pytanie odpowiadało 43,6 proc. ankietowanych.

- SLD nie powinien się łudzić, że może liczyć na powtórkę z tamtych czasów. Nad Sojuszem ciągle krąży widmo afery Rywina - zaznacza dr Jarosław Flis, socjolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Wyścig o to, która partia skorzysta na lewicowym przechyle Polaków, dopiero się zaczyna.

Czytaj także:
* Piskorski: Praca rządu to partactwo, bo Donald Tusk stracił czujność
* Raś: Kubeł zimnej wody mamy za sobą. A Mucha? Proszę o inne pytanie
* "Policji nie było w Sejmie od 1926 roku. Dopiero Kopacz ją wprowadziła"

Prof. Domański, komentując wyniki sondażu, kładzie akcent na inny element. - Uderzające, że właściwie przy każdym pytaniu, jakie zadawaliśmy, widać tylko niewielkie zmiany w porównaniu z poprzednim badaniem. To wyraźny sygnał, że Polska jako państwo osiągnęła stabilizację - podkreśla socjolog.

Tę stabilizację widać najlepiej po tym, jak Polacy czynnie angażują się w życie publiczne. Z danych Europejskiego Sondażu Społecznego wynika, że zaledwie 2,1 proc. Polaków wzięło udział w ostatnim czasie w demonstracjach. Swój podpis pod petycją złożyło 11,1 proc. respondentów. Dane wyjątkowo mizerne na tle innych państw europejskich. Na kontynencie w protesty angażuje się średnio 5,6 proc. Europejczyków, ale w takich krajach jak Francja czy Hiszpania ten odsetek zbliża się do 20 proc. Podobnie jest z petycjami. Przeciętna europejska to 19,4 proc. W Norwegii i Szwecji swoje podpisy pod zbiorowymi listami składa ponad 36 proc. osób.

Jednak pierwsze tygodnie 2012 r. pokazują, że Polacy przestają być pasywni. Przez ulice miast przetoczyły się protesty strażaków i straży granicznej, później kierowcy blokowali stacje benzynowe, żądając obniżki cen paliw. Najwięcej szumu wywołali jednak demonstranci protestujący przeciw ACTA.

- Ciągle nie widać siły politycznej, która mogłaby zostać reprezentantem tych niezadowolonych. Na pewno nie będzie to Ruch Palikota, bo to nie jest partia lewicowa. Nie wykluczam, że powstanie jakieś nowe ugrupowanie, które narodzi się właśnie podczas tych manifestacji - uważa prof. Domański.

Wcale też nie ma gwarancji, że wzrost sympatii lewicowych wśród Polaków przełoży się na większe poparcie dla ugrupowań głoszących socjalistyczne hasła. Europejski Sondaż Społeczny to cykl badań, w ramach którego ankieterzy zadawali te same pytania w ponad 30 krajach europejskich. Analiza tych wyników przynosi zaskakujące rezultaty. Mieszkańcy dwóch najważniejszych państw kontynentu, Francji i Niemiec od początku prowadzenia badań ESS (czyli od 2002 r.) niezmiennie deklarują przywiązanie do lewicowych wartości.

Nie ma to jednak właściwie żadnego przełożenia na wybór polityczny. W Niemczech od 2005 r. rządzi koalicja partii konserwatywnych CDU/CSU z Angelą Merkel na czele. O ile pierwsze zwycięstwo w wyborach można było jeszcze uznać za formę odreagowania Niemców po ośmiu latach rządów socjalistycznej SDP, to już triumfu tej koalicji w wyborach w 2009 r. tak wytłumaczyć się nie dało.

Jeszcze dłuższą serię zwycięstw ma prawica we Francji. Odkąd prezydentem tego kraju w 1995 r. został Jacques Chirac, konserwatywne ugrupowania nie oddają steru władzy. Po Chiracu głową państwa w 2007 r. został Nicolas Sarkozy, szef prawicowego ugrupowania Unia na rzecz Ruchu Ludowego (UMP). Wprawdzie sondaże pokazują, że socjalista Francois Holland ma spore szanse na zwycięstwo w tegorocznych wyborach prezydenckich, ale eksperci zgodnie przestrzegają, że Sarkozy'ego ciągle nie można skreślać, gdyż w walce o wyborcze zwycięstwo będzie się liczył do końca.

Trudno się spodziewać, żeby Polacy skręcili na lewo tak mocno jak Francuzi czy Niemcy, także socjalistycznym partiom trudniej niż tam będzie przejąć ster rządów. Tym bardziej że lewicowe ugrupowania na całym kontynencie od dawna cierpią na brak przyciągających wyborców postulatów. Polska pod tym względem nie jest wyjątkiem.

Agaton Koziński

Czytaj także:
* Piskorski: Praca rządu to partactwo, bo Donald Tusk stracił czujność
* Raś: Kubeł zimnej wody mamy za sobą. A Mucha? Proszę o inne pytanie
* Raś: Kubeł zimnej wody mamy za sobą. A Mucha? Proszę o inne pytanie

Wideo

Komentarze 20

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

p
polo
Gwarantem tego układu jest dzisiaj otumaniony, wynarodowiony, nowy polski homosowietikus, zadowolony z posiadania "komórki" i supermarketu, w których może wypchać badziewiem kolorową reklamówkę z folii.
Mało tego, pod wpływem oszustów z G..a W i TVN, nowy homosowietikus zaczął postrzegać siebie jako … "postępowego europejczyka". Tak mu powiedziano, a on w to uwierzył.
Oczarowany "europejskością" Ryżego oszusta, zapomniał gdzie żyje i jakie ma obowiązki wobec kraju w którym mieszka.
Dzika skłonność homosowietikusa do ulegania wyborczym kłamstwom, demagogii i przechyłu w lewo jest znana, wystarczy prześledzić wybory po 1989.
To głównie dzięki głupocie POlactwa, lewicowy magdalenkowy układ trwa w najlepsze.
A
A
A
A
A
A
A
Arluko
Po 4 latach nic nierobienia poza podnoszeniem podatków i gigantycznym zadłużaniem kraju ( już ponad 815 mld zł.) Premier i rząd postanowili po raz kolejny uszczęśliwić Polaków. Tym razem oferując nam późniejsze przechodzenie na emeryturę w wieku 67 lat.

Dbając o nasze dobro mogli przecież pójść dalej i zaproponować 97 lat, wtedy problemu wypłacalności ZUS –u w ogóle by nie było. Można przecież wydłużyć jeszcze szkołę podstawową o 3 lata i liceum o 4 lata, wprowadzić podatek od pogrzebu. Już raz ta ekipa zapewniała nas o swej genialnej reformie emerytalnej tzw. II filara.

To Premier J.Buzek, Min.M.Boni i D.Tusk byli gwarantami obietnic, że OFE zapewnią polskim seniorom wakacje pod palmami, a po 12 latach funkcjonowania tego genialnego ponoć emerytalnego systemu kapitałowego tzw. II filara, zanosi się raczej na II filar ale pod Mostem Poniatowskiego. Emerytki z OFE średnio na łebka dostają od 57 – 100 zł. i łamią głowę jak żyć i z tego wyżyć.

Wierutnym kłamstwem są zapowiedzi rządu, że z powodu przedłużenia wieku emerytalnego dostaniemy znacznie wyższe emerytury i lepsze warunki życia na starość. Jeśli nie będzie wyższych wynagrodzeń i wysokiego wzrostu gospodarczego to nie będzie też godziwych emerytur. Zamiar wydłużenia czasu pracy wynika z niechęci rządu do przyznania się, że systemy emerytalne w dotychczasowej formie zbankrutowały.

Żadnych realnych pieniędzy w wysokości 2,1 bln zł. oszczędności emerytów w ZUS–ie nie ma. W tej sytuacji należy się zastanowić czy w ogóle nie zlikwidować ZUS –u i nie oddać pracownikom składek, by sami oszczędzali na starość, co z pewnością dawałoby im większe oszczędności.

Obecne pseudo-reformy emerytalne wpisują się w stare PRL-owskie hasło: “Emerycie, popieraj rząd czynem i umieraj przed terminem”.

W operetce pod tytułem "Polska w budowie", upichconej i skomponowanej przez autorów zajmujących się PR, w głównej roli jest obsadzony Donald Tusk. Gra "charyzmatycznego" premiera. W I akcie, który rozgrywał się w 2007 roku, przez trzy godziny śpiewał solową partię nazywaną exposé o tym, jak wspaniałych dokona czynów, które go opromienią wieczną chwałą. Złożył ponad 120 obietnic, które brzmiały pięknie i nawet spodobały się widowni.

W drugim akcie było już gorzej, z szumnych zapowiedzi zrealizowano może kilka, przy czym odwracano kota ogonem i niepowodzenia - w oprawie scenicznych fajerwerków - przedstawiano jako sukcesy.

Teraz doszliśmy do trzeciego aktu, w którym targany wewnętrznymi konfliktami bohater sceniczny Donald Tusk zastanawia się, dlaczego tak jest, że gdy on wreszcie coś próbuje zrobić, to "ciemny lud" nie chce tego kupić. Słowem, tragikomedia zamienia się w szekspirowski dramat.

Tymczasem coraz więcej osób orientuje się, że krajem rządzi ekipa kiepskich komediantów. I ludzie zaczynają stawiać się operetkowej władzy, która, jak w przypadku ACTA, nawet nie wie, co podpisuje, a później w fałszywie brzmiących partiach śpiewanych zastanawia się, co podpisała.

Tak się zajęli propagandą, że zapomnieli o prowadzeniu polityki, a ona polega na rozwiązywaniu ludzkich spraw. Zamiast tego buduje się stadiony, bo one są elementem propagandy, i walczy o władzę z opozycją i wewnątrz swojej partii.

Partia instytucjonalna, która w demokratycznych wyborach zdobyła 20 proc. głosów wszystkich uprawnionych do głosowania Polaków, a więc w rzeczywistości dysponuje niewielkim poparciem społecznym, ma całkowity monopol i nie dopuszcza reszty społeczeństwa do współrządzenia. Jest to wbrew zasadom demokracji, która jest - oczywiście - rządami większości, ale z uwzględnieniem praw mniejszości i mechanizmami uczestnictwa obywatelskiego.
a
al
Kaczynski kiedy byl premierem postepowal roznie: Jako prawicowiec obnizajac kilka podatkow dla bogatych- skaldka rentowa,dziedziczenie,podatki od dochodow. Jako lewicowiec smarujac miodem(ale nie pieniedzmi) dusze biedniakow i trzymajac sztame ze zwiazkami zawodowymi. Miller okazal sie czlowiekiem roztropnym, czyli robil to co Polska potrzebowala - zgubili go rozni,,baroni". Tusk mienil sie liberalem, czyli w polskim rozumieniu prawica ale przestal nim byc, swiadczy o tym co robi albo nie robi jako premier. Pawlak glosi poglady lewicowe a jest populista, zainteresowany utrzymaniem partii i stanowisk jak najwiecej i najdluzej. Palikot nikim nie jest i kazdym moze byc zaleznie od sytuacji. Wiecej zadnych partii na razie nie mamy.
j
jak rzyć?
Działacze Ruchu Palikota wybrali w niedzielę w Olsztynie władze regionalne partii - szefem został Janusz Niedźwiecki. Część działaczy zbojkotowała wybory i wyszła jeszcze przed głosowaniami. »
ż
żenada
"10 proc. głosów zdobył szermujący socjalistycznymi postulatami Ruch Palikota, kolejnych 8 pkt proc. zdobył SLD. Ten wynik świetnie koreluje z lewicowym przechyleniem Polaków"

tylko idiota może wyciągać takie wnioski.
Do wyborów poszło mniej niz 50% wyborców, z tych co poszli TYLKO 18% poparło bolszewię, wg pseudo naukowca to "przechył w lewo".

Ciekawe, ile "przechylił" flaszek, zeby wyciągnąc takie wnioski?
k
kinsky
Jak można za samą obecność w pracy pobierać wcale niemałe wynagrodzenie? A dość powszechnie i za stałą nieobecność! Jeśli posłowie w Sejmie są bezrobotnymi, wspomniane przez Ciebie 40 osób, albo li tylko grupą ludzi wynajętych w celu klaki w stronę premiera tudzież jego osiągnięć, to w takim razie winne zwrócić mandaty! A przede wszystkim, nie łapać się za pieniądze z budżetu które się im nie należą. Okoliczność klaki opłaca się z własnego funduszu oklaskiwanego lub sponsorskiego. Natomiast na okoliczność bezrobocia służy fundusz Kuroniówka! Premier skarży się, że tylko jego osoba jest pracowitą i twórczą. A reszta będąca w jego otoczce podkłada mu tylko nogi. Tak prawdę mówiąc - premier w dużej części ma też i rację. Gdyż ile to bublowatych ustaw podstawiono premierowi do osobistego podpisu! Przykładem może być ustawa lekowa czy traktat ACTA. Więc, czy nie byłoby lepiej, gdyby pozostałe 459 osób w Sejmie skorzystało z uregulowań Kuroniówki! A następnie, aby z tak uwolnionej kwoty przeznaczono lwią część na fundusz płacy premiera, zwiększając go sporo! Po czym, aby z członków rodziny Tusk ustanowiono oligarchię magnacką. Takim rozwiązaniem uzyska się system władzy, który będzie miał tzw. ręce i nogi. Indolentni nie będą mieli szans na wyłudzanie pieniędzy budżetowych. Z kolei sam możnowładca będzie miał świadomość osobistej odpowiedzialności, zarówno w zakresie sukcesów, jak i klęsk.
p
pamiętliwy
i w Niemczech w 1933 nawet doszła do władzy
a
anonymous
A gdzie?
No chyba ze w tajmsie hahahaha
Ale wam kit wciskaja te wasze prawicowce to u nas w usa by nawet do lewicy nie chcieli bo za bardzo skrajna lewica ale w tajmsie sie znajom lepi.
a
apolityczny
Ale zeby zaraz lewicowac:)
K
Kamaso2w
Wyłoniła się głównie głupota rzadu i reszty bandy rudego oszusta
M
Matwiej Szuła
Jeżeli powstanie partia o programie Lewicowo-Narodowym może liczyć na poparcie .Ale taka partia nie może mieć nic wspólnego z Komunizmem ,Socjalizmem .Musi to być partia z programem opiekuńczym wobec wytwórczych sił narodu.
K
Karramba
Z 40 posłami to se możesz realizować program, ale nie w Polsce. Tu każda partia ciągnie w swoją stronę i zwalcza przeciwnika wszelkimi możliwymi sposobami.
K
Karramba
Jakby teraz rządy objęła lewica i zrobiła większy socjal, to drugą Grecję mamy w Polsce gwarantowaną. Po ponad 20 latach udawanej demokracji brak reform dla tego kraju będzie zabójczy.
Dodaj ogłoszenie