Kto może być dumny, a kto nie

Tomasz Jaroński
Tomasz Jaroński
Tomasz Jaroński Fot. Polskapresse
Mam dwie wiadomości. Dobrą i złą. Od której zacząć? Niech będzie lepsza, w poniedziałek lepiej zacząć lekturę od czegoś przyjemniejszego. Otóż firma badawcza Pentagon Reserch jak co roku poddała fachowej ocenie Tour de Pologne. Ankieta przeprowadzona na grupie ponad dwóch tysięcy respondentów pokazała, że Tour jest najbardziej popularną cykliczną imprezą sportową w Polsce w sezonie letnim. Ponad 90 proc. ankietowanych słyszało o naszym narodowym wyścigu. Brawo, to wielka zasługa i powód do dumy dla Czesława Langa i jego teamu.

Takie wyniki nie biorą się z kapelusza. Tour de Pologne ma chyba najbardziej poukładaną i skuteczną kampanię promocyjną w polskich mediach. Prasa, internet, telewizja, reklama zewnętrzna. W "Polska The Times" także. Dziś bez kampanii wizerun-kowych daleko się nie zajedzie, a co dopiero mówić o Trydencie, gdzie TdP zawita w 2013 r. Kampania ma także odbicie w zagranicznych mediach, w których o wyścigu pisze i mówi się coraz więcej, co ma wpływ na korzystny wizerunek Polski.

Jakby na przeciwnym biegunie stoi działalność promocyjna Polskiego Związku Kolarskiego. I to jest ta wiadomość zła, niestety.

Na początku grudnia odbędą się wybory w PZKol. Na związkowej stronie opublikowano sprawozdanie z działalności w latach 2011-2012. Oprócz warstwy wynikowej i finansowej nie ma ani słowa o przedsięwzięciach wizerunkowych. I takich inicjatyw nie było, choć okazji, żeby się tym i owym pochwalić, nie brakowało. Nie chcę się mieszać w sprawy wyborcze w PZKol, bo nie jestem ani elektorem, ani kandydatem, ale z punktu widzenia dziennikarza piszącego i mówiącego o kolarstwie czuję poważny niedosyt. Zdaję sobie sprawę, że sytuacja finansowa PZKol jest poważna i to nie z winy obecnych władz, ale dziś świat jest tak zbudowany, że trzeba się chwalić, a przynajmniej być obecnym w publikatorach. Nie bez przyczyny politycy się atakują oskarżeniami o PR, jakby to było coś zdrożnego, a to życie przecież.

Ot, ostatni przykład. Kolarzowi Sylwestrowi Janiszewskiemu złapanemu na stosowaniu sterydów dano symboliczną karę - odebranie zwycięstwa w wyścigu i grzywnę. W komunikacie Komisji Dyscyplinarnej nie napisano ani słowa, dlaczego potraktowano go pobłażliwie. Kilka lat temu bracia Szczepaniakowie dostali 4 i 8 lat banicji. Może były okoliczności łagodzące? Nie wiem, nie wie też świat. Portal Cyclingnews.com ową dyskwalifikację szyderczo opisał jako najniższą w historii kolarstwa. I to powodem do dumy nie jest.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie