Kto dziś rządzi internetem?

    Kto dziś rządzi internetem?

    Witold Głowacki, publicysta "Polski"

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Witold Głowacki, publicysta "Polski"
    1/2
    przejdź do galerii

    Witold Głowacki, publicysta "Polski"

    Ależ dziecinnie łatwo jest dziś bezkarnie manipulować opinią publiczną! Nie trzeba do tego ani szkolonych w Moskwie agentów wpływu, ani wielkich pieniędzy. Nie trzeba korumpować dziennikarzy ani podrzucać mediom umiejętnie spreparowanych fałszywek.
    Wystarczy dobrze zorganizowana i zarządzana grupa kilkudziesięciu internetowych harcowników. Oni rozprowadzą po Polsce każdą plotkę, każde negatywne, a bolesne dla przeciwnika skojarzenie. Oni też zawsze na czas dostrzegą, że ten, dla kogo pracują, "miażdży", "zamiata", "dominuje" i "nokautuje". Część z nich bierze za to pieniądze, cześć działa z przekonania. Ale wszyscy działają w ramach jednej propagandowej machiny.
    Jest im łatwo. Nie obowiązuje ich prawo prasowe, przed zwykłą odpowiedzialnością karną chroni ich zaś niejednokrotnie anonimowość. I najważniejsze - nigdzie indziej dwadzieścia osób nie zrobi tak wielkiego tłoku i hałasu, jak jest to możliwe na Twitterze i Facebooku.

    I tak mamy szczęście, że polscy politycy dopiero teraz nadrobili wieloletnie zaległości i nauczyli się zarządzać emocjami w internecie. Nieoczekiwanie prymusami w tej nauce okazują się w tej chwili politycy PiS, jeszcze dwa, trzy lata temu mający w sieci raczej status ofiar niż zwycięzców. Możemy być jednak pewni, że z biegiem czasu także w pozostałych partiach miejsce dotychczasowych "analogowych" spin doktorów zajmą ich cyberodpowiednicy.

    Nie myślcie więc, że dziś to "internet rządzi polityką". Jest dokładnie na odwrót. To politycy coraz skuteczniej opanowują internet.
    W mediach społecznościowych bezpowrotnie skończyła się epoka, w której mogliśmy mieć względną pewność, że gdy czytamy komentarze odnoszące się do politycznej rzeczywistości, to są to opinie konkretnych, autonomicznych jednostek, nie partii i ich aparatu. Niestety, ale tej pewności mieć już nie możemy. Wiara w spontaniczność politycznych uczuć w internecie coraz bardziej przypomina wiarę w "jeszcze bielszą biel" z reklam proszku do prania.

    Czytaj treści premium w Polsce Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (12)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    manipulacje

    Leon z (gość)

    Zgłoś naruszenie treści

    Panie Głowacki , jeśli sądzi Pan , że tylko Moskwa manipuluje , to jest Pan naiwny jak 7 latek

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Inter-Net?

    Jonathan Dipp (gość)

    Zgłoś naruszenie treści

    Prawdą jest też jednak, że to cenzorzy prewencyjni, mylnie zwani moderatorami rządzą polskim Internetem.

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Nowoczesna propaganda

    Marek Sternicki (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 2 / 2

    Nie tak dawno słyszało się opinie, że w dobie internetu i powszechnego dostępu do informacji dzięki internetowi trudno będzie jakiejś grupie zdobyć władzę i wprowadzić dyktaturę podobnie jak to się...rozwiń całość

    Nie tak dawno słyszało się opinie, że w dobie internetu i powszechnego dostępu do informacji dzięki internetowi trudno będzie jakiejś grupie zdobyć władzę i wprowadzić dyktaturę podobnie jak to się stało w Niemczech w latach 1936-39. W tamtych latach machina propagandowa zainicjowana przez Goebbelsa a następnie wspomagana przez dziennikarzy zarówno tych ręcznie sterowanych jak i tych robiących to spontanicznie dla kariery lub ze strachu przed represjami spowodowała powstanie samonakręcanie się propagandy. Już bez odgórnych nakazów płynących z Ministerstwa Propagandy Rzeszy spirala nienawiści do wszystkiego co nienazistowskie rozkręcała się coraz bardziej. Wskazany przez Hitlera i Goebbelsa wróg w tamtym przypadku Żyd - przyczyna wg. nich wszelkiego zła w Niemczech, stał się znienawidzonym obiektem ataku. To Hitler w Main Kampf stwierdził, że narodowi trzeba pokazać wroga którego ma zaciekle atakować. I ta metoda propagandowa sprawdza się także w dobie internetu. Tak jak w tamtych czasach tak i teraz partie polityczne dążące do władzy za wszelką cenę uciekają się do podobnych metod. Tak jak w Niemczech w latach faszyzmu organizuje się grupy spolegliwych dziennikarzy i publicystów, angażuje się młodzieżówki partyjne aby szerzyć polityczną propagandę oczerniającą przeciwnika. Hitler napisał w Main Kampf, że "nie wolno przyznawać przeciwnikowi ani cienia racji". Czyż te zalecenia nie są obecnie skrupulatnie realizowane w propagandzie internetowej? Przecież każdy człowiek myślący racjonalnie powinien zdawać sobie z tego sprawę, że w wielu sprawach przeciwnik polityczny może i często ma rację. Ale czy polityk to głośno przyzna? Duch Hitlera i Goebbelsa krąży w gabinetach spin doktorów od mediów i podpowiada jak walczyć z przeciwnikiem.
    Internauci dziś niczym się nie różnią od społeczeństwa niemieckiego tamtych czasów. Tak samo łatwo ulegają propagandzie, tak samo wpadają w uwielbienie dla przywódców partyjnych i gotowi są na każdą podłość aby ich polityczny idol zdobył władzę. Spirala walki propagandowej nabiera przyśpieszenia. Dla potrzeb tej walki harują i harcują w internecie całe rzesze zaangażowanych trolli.
    Zło zwycięża i tak jak w Trzeciej Rzeszy ludzie starający patrzeć na świat obiektywnie zostają spychani na margines, zniechęcani do reakcji, często zastraszani. To coraz bardziej zniekształca obraz rzeczywistości i wpływa na postawy ludzi ogłupianych propagandą. W wyborach Hitler zdobył aż 98 procent poparcia! Jednak można wpływać propagandą na oceny i postawy ludzi nawet wykształconych wydawałoby się inteligentnych. Masowa propaganda w mediach i internecie nastawiona jest na wywołanie "owczego pędu". Popatrzcie tyle ludzi jest za Hitlerem, więc pewnie ma rację. I glosują na przyszłego bezwzględnego dyktatora zresztą na swoją przyszłą zgubę i milionów niewinnych ofiar.
    Ten efekt chcą wywołać i dzisiejsi miłośnicy bezwzględnego państwa i dyktatury i ich wielbiciele w internecie. Czy dzisiaj nie istnieje kult jednostki? Zobaczcie co się dzieje w Rosji. A na naszym podwórku? Kto w oczach grup politycznych jest niczym pomazaniec, którego słowa są dla nich wyrocznią? Nie trudno zgadnąć.
    Zgadzam się z redaktorem Witoldem Głowackim, że opinie w interncie poszczególnych osób to obecnie mogą być sterowane odgórnie (często sms-ami) akcje propagandowe walczących, bez żadnych skrupułów i zahamowań, o władzę ośrodków partyjnych, często wspomaganych spontanicznie przez tych którzy tej propagandzie ulegli. A społeczeństwo polskie powoli im ulega tak jak ulegli Niemcy Goebbelsowi i Hitlerowi. I tak za pomocą narzędzi demokratycznych ( o czym także mówił Goebbels) każdy dyktator może zdobyć władzę, po to aby tę demokrację zniszczyć. zwiń


    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    do pana Marka

    Gość (gość)

    Zgłoś naruszenie treści

    Kto jest miłośnikiem bezwzględnego państwa i dyktatury. Kto jest pomazańcem i kogo słowa są wyrocznią. Kto jest zastraszany. Ten tekst składa się z dwóch części. Pierwsza stanowiąca 3/4 to historia...rozwiń całość

    Kto jest miłośnikiem bezwzględnego państwa i dyktatury. Kto jest pomazańcem i kogo słowa są wyrocznią. Kto jest zastraszany. Ten tekst składa się z dwóch części. Pierwsza stanowiąca 3/4 to historia propagandy III Rzeszy, w którą wplecino "wsady" o mediach i internecie. Jednak należy pamiętać, że jesteśmy w XXI wieku. Przekaźnikiem propagandy nie jest tylko prasa i radio. Rozwinęła się telewizja i cudo jakim jest internet. Wróćmy więc na nasze podwórko. Media w większości reprezentują stronę rządową, przypominało to i przypomina czasy epoki Gierka. Dziennikarze zatracili swój obiektywizm. Etyka została odłożona na półkę. Im wyżej tym lepiej. Przypodobać się rządzącym stało się hasłem przewodnim. Kasa przysłoniła wszystko. A do tego poprzednicy dziś będący w opozycji chcieli lustracji. Na niektóre kręgi dziennikarskie padł strach. Nagle okazało się, że może wypłynąć informacja, że było się TW. Należało więc niszczyć ówczesny rząd, tym bardziej, że ten sam się podkładał nieudanymi akcjami antykorupcyjnymi. Zaczęto tworzyć mit państwa policyjnego. Zaczęto walczyć z rządem. Prezydent stał się pośmiewiskiem pseudo dziennikarzy i opozycji. Mówiono, że jest nienormalny, że jest alkocholikiem, nieudacznikem. Nie było dnia, by ktoś czegoś nie dołożył. Na rządzących rzuciły się dziennikarskie hieny, których wspierała opozycja. Licząc, że może uda się wygrać ponownie wybory i stworzyć większościowy rząd, skonfliktowany z koalicjantami PiS podjął decycję o wcześniejszych wyborach.
    Decyzję Rady Politycznej PiS z zadowoleniem przyjęli liderzy Platformy Obywatelskiej i SLD. Grzegorz Napieralski stwierdził, że decyzja PiS o przedterminowych wyborach to "wiadomość dobra dla Polski i Polaków". Wiceprzewodniczący PO Bronisław Komorowski podkreślił, że - jeśli zostanie skrócona kadencja obecnego Sejmu - "oznacza to skrócenie działania złego rządu i złej koalicji". Przez ostatnie osiem lat po raz pierwszy w historii Polski po 1989 r. jedna partia utrzymała się przy władzy przez dwie kadencje. Po katastrofie samolotu rządowego w Smoleńsku i śmierci 96 osób w tymPrezydenta RP , nie zaprzestano się z niego wyśmiewać. Media atakowały dalej, to już nie był wysyłany przed wyborami sms, by zabrać babci dowód, który tak bawił media. Oprócz starej lecz jeszcze funkcjonującęj nazwy określających zwolenników PiS moherowym beratami doszły po katastrofie nowe nazwy w tym najbardziej znana to"sekta smoleńska". Przez osiem lat partia rządząca straszyła PiS-em przy akompaniamencie mediów. PiS dzięki mediom stał się synonimem obciachu. W dobrym tonie był atak w mediach na nieudaczników spod znaku krzyża. Nieustające wylewanie pomyj na opozycję stało się codziennością, której przyglądał się ludek internetowy. Śledząc media i realia swojego życia zaczął kształtować swój pogląd. PiS, już nie był straszny, strasznymi stało się zamiatanie spraw pod dywan. Zwalanie wszelkich potknięć na opozycję. Rządzącym wydawało się, że wszystko jest pod kontrolą.Media pasące się przy elicie kryły wszystko, wyciągając bzdury by przykryć hałas związany z robakiem, który zżerał pewnych i zadowolonych z siebie działaczy partyjnych. A internauci obserwowali i wyciągali wnioski. Wybory samorządowe były rodzajem ostrzeżenia, ale je zbagatelizowano. Wszak dobre wyniki osiągnął koalicjant. To, że dokończono liczenie można chyba uznać za drugi cud nad Wisłą. Na pewno przejdą do historii jako przyład totalnego bałaganu i braku kompetencji i pytania: sfałszowano czy nie sfałszowano. Wysunięto wniosek, że społeczeństwo jest g****** i nie czyta ze zrozumieniem. Cichutko przeszły nad tą trumną media, od czasu do czasu zdając pytanie opozycji - macie dowody to pokażcie.Dla mediów jest dobrze , jest robota, jest kasa. A internauci obserwują. Mają porównania, są w całym kraju. Mogą porównać medialny przekaz z otaczającą ich rzeczywistością. Tu nikt im nie wciśnie przysłowiowego kitu, który wali z mediów. Wybory prezydenckie to szczyt pracy mediów. Ich wiara w wygranie B.K. jest tak wielka, że onzwiń


    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Ocena

    Marek Sternicki (gość)

    Zgłoś naruszenie treści

    Praktycznie zawsze opozycja niezależnie od tego kto rządzi krzyczy że media są w rękach kasty rządzącej. To jedna z form walki propagandowej. W wielu przypadkach PIS zapracował na niektóre opinie...rozwiń całość

    Praktycznie zawsze opozycja niezależnie od tego kto rządzi krzyczy że media są w rękach kasty rządzącej. To jedna z form walki propagandowej. W wielu przypadkach PIS zapracował na niektóre opinie swoimi działaniami i nie koniecznie spreparowane przez obóz rządzący czy komunistów.
    Internet w XXI w., czego jest przykładem Rosja nie jest już orężem demokracji. Zresztą gdyby Pan zainteresował się historią propagandy i jej technikami co gorąco polecam, to zdziwiłby Pana fakt, że właśnie z pomocą demokratycznych narzędzi i bezwzględnej propagandy Hitler uzyskał władzę. Studiowanie tego fragmentu historii pozwoliłoby Panu zrozumieć to co dzieje się obecnie w Rosji, na Węgrzech a teraz i w Polsce. Internet często jest takim samym medium do realizowania propagandy jak prasa. Często w prasie zaczyna się prowadzić kampanie propagandową aby ją kontynuować w internecie. Propaganda nazistowska tez zaczynała skromnie dzięki tylko kilku szmatławcom takim jak "Angriff" Goebbelsa, ale pozyskując coraz więcej zwolenników rozlała się dzięki nim w piwiarniach, szkołach, uczelniach. Czy nie było dyskusji i przeciwników? Byli, ale coraz brutalniejszymi działaniami zostawali zastraszani i wyrzucani z zebrań i piwiarni. Czy nasz współczesny internet nie jest podobny do tamtego czasu? Jest i to bardzo. Coraz więcej jest bezrefleksyjnych wyznawców tej lub innej partii bezwzględnie walczących z przeciwnikami politycznymi. Idea nieprzyznawania ani cienia racji przeciwnikowi króluje i w internecie i w śród polityków. A przecież jest to jeden z kanonów propagandy Goebbelsa. A czy wykorzystywanie uroczystości religijnych i marszów pamięci dla celów walki politycznej także nie jest powielaniem organizowanych przez nazistów imprez? Czyż Hitler nie uczestniczył w mszy razem z Hindenburgiem by potem wyjść przed świątynie do zgromadzonych tłumów wygłaszać swe przemówienia? Stosuje Pan metodę odwracania kota ogonem jeżeli chodzi i sprawę krzyża. Wie pan co mam na myśli.
    A a pro po niezależność pewnych mediów (dowolnej opcji politycznej) Proszę odszukać i przeczytać artykuł "Przychodzi Sakiewicz do Wierzbickiego". Wniosek - ani media państwowe ani opozycyjne nie grzeszą bezstronnością i dziewictwem dziennikarskim.

    Zawierzanie internetowi jako synonimu demokratycznej swobody może być i niebezpieczne i złudne. ma rację Redaktor Głowacki, że nie wiadomo co ktoś pisze, ale nie wiadomo często kto to pisze i jakie ma intencje.

    zwiń

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    dalej.....część 2

    gość (gość)

    Zgłoś naruszenie treści

    sam zaczyna wierzyć, że wygra nie wychodząc zza biurka. Gdy okazuje się, że zwycięstwo nie jest takie pewne, sięgnięto po prowokacje: zamach w Toruniu na B.K, atak na elekta pod studiem...rozwiń całość

    sam zaczyna wierzyć, że wygra nie wychodząc zza biurka. Gdy okazuje się, że zwycięstwo nie jest takie pewne, sięgnięto po prowokacje: zamach w Toruniu na B.K, atak na elekta pod studiem telewizyjnym . Zapomniano jednak, że internet jest swoistą przechowalnią danych raz do niego wprowadzonych. Część prowokatorów spod krzyża okazało się ludźmi do wynajęcia znanych już ze swoich wystąpień w 2010 r. Wtedy bronili krzyża po to by obrzydzić sektę smoleńską w oczach społeczeństwa. I to się udało. Media na ich temat milczą. Fatalny temat, lepiej go omijać. Trzeba walczyć, następuje swoista mobilizacja mediów. Klęska wyborcza jest szokiem nie tylko dla Prezydenta ale i dla popierających go mediów.Całą winę zrzucają na internet, wmawiając, że to wynajęte trole z PiS-u i zwolennicy JOW-ów doprowadzili do klęski B.K. Do gwiazd mediów nie dociera, że ich sztucznie wykreowany piękny świat pękł jak bańka mydlana. Nie potrafią zrozumieć tak jak i autor tego artykułu, że internauci potrafią myśleć i wyciągać wnioski. To co zamiecie się w centrali w Warszawie, nie oznacza, że można bezkarnie zrobić to w regionie. Nie doceniają przepływu informacji. Internet panowie dziennikarze patrzy wszystkim na ręce, wam również. Macie racje, macie się czego bać. Przestaliście być obiektywni i rzetelni, ulegliście mamonie. Ewentualna zmiana rządu może kosztować was utratę dotychczasoej pracy i związanej z nią kasy. Rozpoczeliście walkę o byt. A internauci obserwują i wyciągają wnioski. Każdy obojętnie jaki rząd będzie przez nich rozliczany i oceniany. Autor przywołując Gebbelsa pomylił się, nikt nie jest już w stanie omamić społeczeństwo jak to było w XX wieku. Przykładem tego jest porażka mediów w ostatnich wyborach. Wpadka z sms-ami w Jachrance pokazuje, że ciężko coś ukryć przed internautami. Demokracja miły panie to prawo do posiadania i wyrażania swoich poglądów, czy się komuś podoba czy nie. Internauci to taki ludek, który chce by w Polsce prawo było jednakowe dla wszystkich, by sądy i prokuratura nie ulegały wpływom rządzących, by oprócz budowania dróg, wydawać środki na inowacyjną gospodarkę, która w perspektywie utworzy nowe miejsca pracy. Internet miły panie to strażnik demokracji, czego nie można powiedzieć o mediach, zależnych od rządzących. To rządzący decydują czy będą reklamy i czy partia właśnie u nich pokazywała będzie swój spot wyborczy. (przepraszam za błędy bo już niestety nie mogę ich poprawić -jeden szczególny bo ort. w pierwszej części - alkohol). Stanisław August Wacowskizwiń

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    dalsza część

    Stanisław Wacowski (gość)

    Zgłoś naruszenie treści

    A przecież powstańców z 1943 r. i tych z 1944 r. łączyło jedno – Polska. Dlatego dla wielu bezpartyjnych Polaków, wbrew niektórym politykom, Polska to nie nienormalność tylko normalność....rozwiń całość

    A przecież powstańców z 1943 r. i tych z 1944 r. łączyło jedno – Polska. Dlatego dla wielu bezpartyjnych Polaków, wbrew niektórym politykom, Polska to nie nienormalność tylko normalność.

    Oczywiście na usprawiedliwienie piszącego dodam że, nie mógł przewidzieć jakie będą wystąpienia, ponieważ pisał swój felieton z wyprzedzeniem.
    zwiń

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Odniesienie do numer 61 ciąg dalszy

    Stanisław Wacowski (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 1

    A przecież powstańców z 1943 r. i tych z 1944 r. łączyło jedno – Polska. Dlatego dla wielu bezpartyjnych Polaków, wbrew niektórym politykom, Polska to nie nienormalność tylko normalność....rozwiń całość

    A przecież powstańców z 1943 r. i tych z 1944 r. łączyło jedno – Polska. Dlatego dla wielu bezpartyjnych Polaków, wbrew niektórym politykom, Polska to nie nienormalność tylko normalność.

    Oczywiście na usprawiedliwienie piszącego dodam że, nie mógł przewidzieć jakie będą wystąpienia, ponieważ pisał swój felieton z wyprzedzeniem.
    zwiń

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    cd. do felietonu z numeru 61

    Stanisław Wacowski (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 1

    A przecież powstańców z 1943 r. i tych z 1944 r. łączyło jedno – Polska. Dlatego dla wielu bezpartyjnych Polaków, wbrew niektórym politykom, Polska to nie nienormalność tylko normalność....rozwiń całość

    A przecież powstańców z 1943 r. i tych z 1944 r. łączyło jedno – Polska. Dlatego dla wielu bezpartyjnych Polaków, wbrew niektórym politykom, Polska to nie nienormalność tylko normalność.

    Oczywiście na usprawiedliwienie piszącego dodam że, nie mógł przewidzieć jakie będą wystąpienia, ponieważ pisał swój felieton z wyprzedzeniem.
    zwiń

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    cd. do felietonu z numeru 61

    Stanisław Wacowski (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 1

    cd. ...prawicy na pytanie dlaczego oni chcą zawładnąć uroczystościami związanym z rocznicą powstania warszawskiego. Pamiętajmy, że powstańców z 1943 r. i tych z 1944 r. łączyło jedno – Polska....rozwiń całość

    cd. ...prawicy na pytanie dlaczego oni chcą zawładnąć uroczystościami związanym z rocznicą powstania warszawskiego. Pamiętajmy, że powstańców z 1943 r. i tych z 1944 r. łączyło jedno – Polska. Dlatego dla wielu bezpartyjnych Polaków, wbrew niektórym politykom, Polska to nie nienormalność tylko normalność.

    Oczywiście na usprawiedliwienie piszącego dodam że, nie mógł przewidzieć jakie będą wystąpienia, ponieważ pisał swój felieton z wyprzedzeniem.
    zwiń

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Odniesienie do numer 61

    Stanisław Wacowski (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 1

    Szanowny Panie Witoldzie Głowacki.Dziś już po obchodach rocznicowych wybuchu powstania warszawskiego powinien więc pan zweryfikować swój felieton zamieszczony w numerze 61. Otóż dziesięcioletnie...rozwiń całość

    Szanowny Panie Witoldzie Głowacki.Dziś już po obchodach rocznicowych wybuchu powstania warszawskiego powinien więc pan zweryfikować swój felieton zamieszczony w numerze 61. Otóż dziesięcioletnie „lansowanie się PiS przy okazji powstania warszawskiego” zostało przełamane i nie jest już domeną tylko tej partii. Przypomnijmy więc wystąpienia rocznicowe naszej władzy. Zacznijmy od ustępującego Prezydenta. Pan Bronisław Komorowski w dniu 30 lipca 2015 r. w Parku Wolności podczas uroczystości 71 rocznicy powstania warszawskiego powiedział: „Jest coś niemądrego i niedobrego, chyba w politycznie motywowanej, bo dalekiej od prawdy tezie, że to dzisiaj, po 26 latach polskiej wolności należy Polskę odbudowywać ze zgliszcz i ruin tak, jak po wojnie” Oczywiście w tej wypowiedzi nie ma nic z polityki ani rozgrywek międzypartyjnych. To tylko gra słów, którą prezydent uwielbia. Dodajmy jeszcze jeden cytat tym razem z wypowiedzi pani Premier w dniu 1 sierpnia 2015 r. przy Grobie Nieznanego Żołnierza „od 2004 r. pamięci o Powstaniu Warszawskim służy wielkie warszawskie muzeum, tak chętnie odwiedzane. Ta wielka bitwa, która oddaje przecież sens polskiego losu i polskiej wolności, jest też obecna w gdańskim Europejskim Centrum Solidarności, a będzie przypominana także w budowanym Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku i Muzeum Historii Polski w Warszawie. Czyż to nie reklama ostatnich decyzji Platformy Obywatelskiej m.in. w sprawie podjęcia realizacji tego ostatniego. Nie usłyszałem natomiast o jakie to wielkie muzeum warszawskie chodziło pani Premier, czyżby tak trudna była do zapamiętania nazwa muzeum. Nie każdy Polak wie, że muzeum powstało tylko dzięki uporowi pana Lecha Kaczyńskiego. Oczywiście można powiedzieć, że się czepiam. Dziwnym trafem podkreślono tylko zasługi PO. Czyż nie jest to „żenujący” sposób wykorzystania pamięci o powstaniu do bieżącej polityki? Od dziennikarza wymaga się obiektywizmu, którego jednak w tym felietonie nie ma. Można mu raczej przypisać rolę działania na rzecz jednej partii, która nie może pogodzić się z przegraną w wyborach prezydenckich. Czego wzorcowym wprost przykładem jest zdanie autora „I wreszcie nie, naprawdę zaśpiewanie z kombatantami „Warszawskich dzieci” nie uczyni z czterdziestokilkulatka z Krakowa weterana powstania warszawskiego”. Ostatni powstańcy powoli odchodzą na wieczną wartę i nikt ich nie zastąpi. Niepotrzebna jest więc tu złośliwość autora w stosunku do prezydenta elekta, a nawiasem mówiąc każdy warszawiak z automatu wie, że Stadion Narodowy (tak jak i jego poprzednik Stadion X-Lecia) zbudowany jest na gruzach warszawskich budynków. Dla większości Polaków rocznica powstania nie jest wbrew opinii autora dniem żałoby tylko dniem podniesienia się z kolan i walką przeciwko okupantowi a 1 listopada jest Świętem Zmarłych, czasem wspomnień o tych, którzy odeszli. Zapalamy więc znicze pamięci na ich grobach, nie zapominając o tych, którzy polegli w obronie ojczyzny. I gwoli ścisłości następujący po nim dzień - Dzień Zaduszny - jest dniem żałobnym. Należy jednak pamiętać, że to dzięki działaczom prawicowym powstańcy u schyłku swych dni doczekali się Muzeum Powstania Warszawskiego. Mają więc oni prawo więcej mówić o tym, niż ci którzy przez całe dekady wykreślali pamięć o powstaniu. Właśnie dzięki tym ostatnim powstanie w getcie warszawskim w 1943 r. było znane w świecie, a nad powstaniem warszawskim i ich ofiarami powstała swoista zmowa milczenia. Pierwsze prace nad pomnikiem upamiętniającym powstanie w getcie rozpoczęły się w 1947 roku a odsłonięcie monumentu nastąpiło 19 kwietnia 1948 roku, w piątą rocznicę wybuchu powstania w getcie warszawskim. Dla przypomnienia autorowi, pomnik Powstania Warszawskiego wybudowano w 1989 roku w 45 rocznicę wybuchu powstania. Wcześniej bo w roku 1973 roku na cmentarzu na Woli , na kurhanie, kryjącym 12 ton ludzkich prochów –mieszkańców Warszawy, wystawiono pomnik „Polegli Niepokonani”.Niech daty powstania poszczególnych miejsc będą odpowiedzią prawiczwiń


    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    dodane do tekstu z nr 61

    gość (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 1

    A przecież powstańców z 1943 r. i tych z 1944 r. łączyło jedno – Polska. Dlatego dla wielu bezpartyjnych Polaków, wbrew niektórym politykom, Polska to nie nienormalność tylko normalność....rozwiń całość

    A przecież powstańców z 1943 r. i tych z 1944 r. łączyło jedno – Polska. Dlatego dla wielu bezpartyjnych Polaków, wbrew niektórym politykom, Polska to nie nienormalność tylko normalność.

    Oczywiście na usprawiedliwienie piszącego dodam że, nie mógł przewidzieć jakie będą wystąpienia, ponieważ pisał swój felieton z wyprzedzeniem.
    zwiń

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Nie przegap

    Wideo