Kto chce studiować, niech płaci

Mira Suchodolska
O tym, że Ministerstwo Nauki chce wprowadzić opłaty za studiowanie na więcej niż jednym kierunku uczelni publicznych, pisaliśmy już w styczniu. Z entuzjazmem. Ten entuzjazm nie osłabł do dziś.

Mam wielką nadzieję, że minister Kudrycka nie przestraszy się gniewnych okrzyków, które zaczęła wydawać opozycja, i nie wycofa się z tego rozsądnego planu. Bo, wbrew temu, co twierdzą jej adwersarze, studiowanie na dziesięciu (trzech, czterech etc.) kierunkach naraz, niewiele ma wspólnego z umiłowaniem wiedzy. Jest raczej wygodnym sposobem na życie ładnych paru tysięcy młodych ludzi. Na więcej niż jednym kierunku studiuje dziś co dziesiąty żak.

Tyle że ja nie widzę powodu, dla którego mam sponsorować cwaniaków, którzy postanowili przyjąć niezobowiązującą posadę tzw. wiecznego studenta. Jeśli ktoś chce się bawić w przerwie między wykładami - proszę bardzo - za swoje. Tym bardziej że nic dobrego z tego nie wynika, ani dla młodego człowieka, który z opóźnieniem wkracza w dorosłe życie i trudno się mu jest w nim pozbierać, ani dla innych.

60 proc. studiujących dziś osób uczy się na kierunkach i uczelniach płatnych. Najczęściej wywodzą się z uboższych środowisk. Nie starczyło dla nich miejsca na publicznych uczelniach. Ubiegły ich dzieciaki z zamożniejszych domów, z lepszym startem edukacyjnym. Jednak argumenty Ministerstwa Nauki, że kiedy wprowadzi się odpłatność za drugi i każdy kolejny kierunek, więcej miejsca będzie dla tej biedniejszej młodzieży, uważam za chybione.

Takie rozumowanie pachnie punktami za pochodzenie stosowanymi w epoce, o której wolelibyśmy nie pamiętać. Lepiej zrobić coś innego - skończyć z mitem bezpłatnego szkolnictwa na wyższym szczeblu. Niech ten, który chce studiować - płaci. W publicznych i prywatnych szkołach. Wszak to inwestycja w przyszłość.

Płatne studia to także ratunek dla naszych szkół wyższych, które plączą się w światowym ogonie. Na dofinansowanie, zatrudnienie lepszej kadry, na badania. I jednocześnie szansa dla studentów, że tutaj, w kraju, będą mieli dostęp do oferty edukacyjnej na najwyższym poziomie. Bo opłaty za studia oznaczają też zdrową konkurencję pomiędzy szkołami - na byle co nikt nie będzie chciał wydawać pieniędzy.

Weźmy przykład krajów, których uczelnie wyższe znajdują się na samym topie naukowych "bestsellerów" świata. Żeby dostać się do którejś ze szkół bluszczowej ligi, trzeba mieć nie tylko porządne świadectwo, ale trochę dolarów na czesne. Najzdolniejsi mogą liczyć na stypendium. Ci troszkę mniej zdolni będą ciężko pracować, sprzedając hamburgery. I wyjdzie im to na zdrowie.
Co z tymi, którzy nie załapią się na studia? Cóż, ktoś musi też naprawiać krany.

Wideo

Komentarze 6

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

t
tadeusz.academicus
Najwazniejsze w kwestii jakichkolwiek reform szkolnictwa jest zmiana systemu zarzadzania uczelniami tzn. wprowadzenie kanclerza, ktory bedzie zatrudniany z konkursu a nie wylaniany w wyniku glosowania sposrod profesorow konkretnej uczelni. Obecni rektorzy w zdecydowanej wiekszosci przypadkow reprezentuja i odpowiadaja woli swojego elektoratu. Nie trzeba juz chyba wiecej argumentow ze ten elektorat jest konserwatywny jezeli chodzi o obecny system, ktory z roku na rok pograza szkolnictwo wyzsze i nauke w Polsce. Dochodzi wrecz do takich skrajnowci ze rektorzy obawiaja sie lub wrecz utrudniaja zatrudnianie wybitnych dydaktykow i naukowcow, bo ci nazbyt podnosza poziom i wprowadzaja niepotrzebne zamieszanie do wzajemnie popierajacego sie ukladu. (Nie wspomne juz o trudnosciach na jakie napotykaja wybitne jednostki, ktore jakims trafem na polskich uczelniach sie juz znalazly.)
Automatycznie zapisy o kompetencjach rektora w zatrudnianiu wybitnych specjalistow sa nietrafione, chyba ze rektorem bedzie kanclerz, zarzadca i administrator (specjalista w zarzadzaniu a nie prof. dr hab. np genetyki) ktory administracyjne zadba o ogloszenia konkursow na stanowiska profesorskie i ich rzetelne rozstrzyganie w oparciiu o kryteria merytoryczne (dorobek naukowy i dydaktyczny). Rola kanclerza polega tez na reprezentacji uczelni i dbaniu o jej dobro, w tym zabieganie o fundusze. Nie ingeruje w organizacje dydaktyki czy badan, ktore sa autonomiczne i na tym polega autonomia szkol wyzszych. Kanclerz pertraktuje ze sponsorami (glownie Ministerstwem) fundusze z budzetu panstwa (ale nie tylko i tu szansa np. na finanse z przemyslu) oferujac w zamian dydaktyke kierowanej przez siebie szkoly i badania naukowcow. Wypetraktuje tym wiecej im wiecej bedzie mial do zaoferowania, a bedzie mial jezlei zadba o to aby zostali zatrudnieni najlepsi dydaktycy i naukowcy. Na kanclerzu powinna tez spoczywac personalna odpowiedzialnosc dbania o poziom kierowanej przez siebie szkoly, oraz obowiazek egzekwowania zasad dotyczace zatrudniania w oparciu o poziom kandydatow. Uczelnie wyzsze powstaly po to aby ksztalcic studentow i Ministerstwo utrzymuje je z kieszeni podatnika aby to robily. Chcac ksztalcic studentow Kanclerz zatrudnia wybitnych naukowcow oferujac im zaplecze do prowadzenie badan, oczekujac jednak w zamian dobrej dydaktyki, ktora w jego reku jest elementem przetargowym w staraniu sie o fundusze na szkole.
S
Sybirak
Studia powinny być płatne od pierwszego kierunku. Konstytucja gwarantuje bezpłatną naukę, czyli do matury, i dosyć. Już o tym mówił prof Andrzej Stelmachowski. Za studia płać sobie sam. Owszem państwo może wprowadzić różnego rodzaju pomoc finansową. Najlepiej w postaci kredytu zeroprocentowego, który absolwent będzie musiał spłacać w ratach (np. pięcioletnich), jeśli będzie pracował w Polsce. Jeśli zamarzy mu się wyjazd do pracy za granicą, będzie musiał spłacić go od razu w 100%.
m
malgorzata.academicus
Polecam str.4 Diagram 3, dokumentu eurostat:
epp.eurostat.ec.europa.eu/cache/ITY_OFFPUB/KS-NK-05-018/EN/KS-NK-05-018-EN.PDF
Tylko Cypr, Belgia, Litwa sposrod panstw europejskich maja wiekszy udzial kosztow ponoszonych przez gospodarstwa domowe jako czesc calosci kosztow na edukacje wyzsza niz Polska!!!! Przypominam, ze w czesci 'budzetowej' uwzglednia sie tez srodki na R&D!!!
I jeszcze wiekszy SZOK!!! wyglada, ze w 2002r w USA udzial procentowy gospodarstw byl MNIEJSZY niz w POlsce - lub porownywalny.
Ot polityczna hipokryzja klasy politycznej i zapisyu knstytucyjnego :-(
m
mani
Proponuję zrobić enklawy dla bogatych, których stać na płacenie za studia nie zawsze zdolnych dzieci, do których "biedota"będzie wpuszczana tylko po to żeby naprawić kran lub pomasować zesztywniały kark.
D
Darek
To one obniżają poziom studentów i absolwentów, wypaczają pojęcie uczelni - szkoły wyższej.
Myslę, że większość z nich sama się zwinie z braku klientów, którzy do tej pory "studiowali" tam ze strachu przed wojskiem...
m
malgorzata.academicus
Odplatnosci za studia nie unikniemy. Wczesniej jednak nalezy dokonac glebokiej reformy funkcjonowania panstwowych uczelni - zwlaszcza w kontekscie systemu zarzadzania i organizowania procesu dydaktycznego.
Od kilku lat jest to warunek konieczny podawany przez Parlament Studentow RP dla rozpoczecia rozmowy o czesnym.

Inaczej wiekszosc potencjalnych studentow wyjedzie z kraju - tez exodus najlepszych maturzytsow trwa juz od kilku lat. Co gorsza, propozycje nowelizacji wstydliwie pomijaja problem braku mobilnosci i chowu wsobnego. Bez drastycznych rozwiazan tych problemow ci co wyjechali nigdy na polskie uczelnie nie wroca.
esse-est-percipi.com
Dodaj ogłoszenie